Trzy pieczenie na jednym ogniu Martina Schulza

Obrazek użytkownika Sławomir Tomasz Roch
Kraj

Nieodpowiedzialne mieszanie się w wewnętrzne sprawy suwerennego narodu, to zdecydowanie za mało, by określić ostatnie niemądre słowa Martina Schulza odnośnie Polski. Ogłaszanie wszem i wobec w Europie, a nawet na świecie, że w naszej ojczyźnie dokonał się właśnie zamach stanu jest działaniem nie tylko złym i absurdalnym, ale jest wręcz postawą pełną wrogości do tych wszystkich rodaków, którzy czują się patriotami, zatroskanymi o naszą przyszłość, a nie tylko o kształt demoliberalnej Unii Europejskiej, której zresztą od wielu lat jesteśmy pełnoprawnym członkiem. Szczęściem tych pierwszych, walczących o Polskę chrześcijańską jest z każdym dniem na Wisłą więcej. Można się zatem na gorąco zastanawiać, czy niemieckiemu, lewicowemu politykowi tylko puściły nerwy, czy rzeczywiście bije mu już palma.

Owszem sytuacja w Europie jest napięta, ale to nie zwalnia wysokiej rangi urzędników unijnych od powściągliwości w wypowiedziach, czy zwyczajnej kultury politycznej, jeśli ktoś zatem w tych progach nie domaga, to zwyczajnie czas na golfa. Nie jest tajemnicą poliszynela, że Niemcy jako naród wymierają, czy zwyczajnie się starzeją, jak kto woli. Po temu właśnie sięgnęli po młodą krew z krajów muzułmańskich, objętych krwawymi konfliktami. Nie dość że upiekli, tym samym dwie pieczenie na jednym ogniu, wszak teraz wszyscy postrzegają b. bogatych Niemców, a jakże jako b. dobrodusznych, to jeszcze zapewnili sobie wiernego sojusznika, na co najmniej trzy pokolenia. Przecież nikt z nas nie ma wątpliwości, że gdy muzułmańskie grupki handlowe, tylko okrzepną w Raichu, znaczy zawłdną tzw. małym handlem, to pewnikiem ruszą na podbój innych biedniejszych krajów ościennych.

Naturalnie Polska będzie jednym z pierwszych kandydatów do wycyckania. Nie miejmy złudzeń, gdyż islamska zaradność, a przede wszystkim „bratnia solidarność” dość szybko i pewnikiem wygryzie naszych polskich indywidualistów, bo z oszustami, to zwyczajnie problemów nie będzie, tych nie lubi nikt, nawet nasi rodzimi kupcy. Natomiast na islamistę, to przecież liczyć można, poza tym on zadowoli się każdym zyskiem, nawet tym na który Józio Kowalski, znad Wisły polewa z góry. Tak oto zanim rodzimy handlarz Józio się zorientuje w sytuacji, już będzie solennie do tyłu, a z zorganizowaną konkurencją b. trudno się walczy na rynku bowiem tu liczy się twarda waluta. I właśnie takiego, wiernego sojusznika w Europie Środkowo – Wschodniej, wyglądają z utęskienieniem Niemcy, zawsze zresztą marzący o powrocie na dawne ziemie Dolnego Śląska i na Mazury. Tak oto Niemcy zaaplikowali sobie nie tylko dwie, ale nawet trzy pieczenie na jednym ogniu! A nadpobudliwy Martin Schulz nie robi nic innego wydaje się, jak tylko dokłada starannie drew do ognia w palenisku, by zawczasu nie wygasło, gdy w ich przebiegłym planie pojawiły się chwilowe trudności.

Może ktoś się zdziwi, ale daleki jestem od spiskowej teorii dziejów, albowiem w moim mniemaniu, to po prostu zwykła polityka Berlina, obliczona na lokalne wpływy w polskich miastach i miasteczkach w przyszłości, licząca się już dziś z oporem polskich kupców i polskiego rzemiosła. Niemcy zawsze byli konsekwentni i to do bólu. W tym miejscu należy zapewnić niemieckich polityków z Martinem Schulzem na czele, że my Polacy choć skłóceni jesteśmy jednak gotowi bowiem tysiąc lat wspólnej historii w tej części Europy, zaprawdę nie mogło pójść na marne. I choć wymierają ostatnie szeregi Słowian, pamiętających demoniczną II wojnę światową, pozostało wiele świadectw, które jeszcze długo będą czynić nasze serca wrażliwymi na niemieckie dążenia i możliwości. Nie mamy wątpliwości, że Niemcy potrafią to i owo i nie mamy wątpliwości, że Niemców stać na wiele w pewnych obszarach. Oto jedno z takich żywych świadectw z rodzimych Kresów, oto jeszcze jedna pocztówka dla Martina Schulza dla ostudzenia jego rozpalonej do czerwoności głowy:

Wspomina Petronela Władyga z d. Rusiecka:

Ruszyliśmy drogą do Włodzimierza Wołyńskiego: ubrudzeni, cali wymazani w bagiennym błocie, nadto wystraszeni, wręcz przerażeni. Rankiem 31 sierpnia docieramy do przedmieść miasta, a oto podąża w naszym kierunku niemiecka żandarmeria na dwukółkach (rodzaj rzymskiego rydwanu). Tarcze pobłyskują na ich piersiach, a ciągnie ich czterech Żydów, zaprzężonych niczym konie. Pytają nas niby: „Skąd wy przychodzicie, czy aby nie spod ukraińskiej siekiery?”, jakby nie wiedzieli, co się dzieje w terenie. I oto widzę, dobrze rozpartych, butnych Niemców, którzy niejako z politowaniem, kręcą głowami nad naszym nieciekawym losem. Myślę sobie w sercu: „Widziałby kto, jak oni nas to żałują, a nie biorą pod uwagę, że to właśnie z ich przyczyny, że to osobiście w dużej mierze ich wina, naszej nieludzkiej klęski i obecnych cierpień.”. Byłam młoda, ale tyle mogłam już pojąć, by rozpoznać skażone owoce ich wilczej polityki, by mieć to przekonanie o niemieckiej winie, by nie mieć złudzeń w obliczu naszego obecnego nieszczęścia.

Na przedmieściu powitał nas proboszcz ze Swojczowa ks. Franciszek Jaworski. Błogosławił nas krzyżem i głośno dziękował Panu Bogu za nasze ocalenie, mówił nam wzruszony: „Gdybyście tam zginęli, do końca życia miałbym wyrzuty sumienia, że dla ratowania swego życia, zabrałem przecie ojca, tak licznej rodzinie.”. Ksiądz Jaworski udzielił nam pierwszej pomocy, przyjmując serdecznie w swoim tymczasowym miejscu zamieszkania, częstując obiadem i osobiście odwożąc chorą Kazimierę do szpitala. Siostra spędziła tam blisko dwa miesiące. Potem odprowadził nas wszystkich do państwa Szelęgiewiczów, gdzie od pewnego czasu znajdował się, już bezpiecznie małoletni nasz brat Piotruś Rusiecki.

Byłam tak zmęczona, że gdy przyszłam na podwórze Szelęgiewiczów, niemal natychmiast zapadłam, jak kłoda w b. głęboki sen. Nie wiem, jak długo spałam! Obudził mnie ojciec, który szarpiąc mnie powiedział: „Wstawaj, pójdziesz z nami!”. W pierwszej chwili nie wiedziałam, co się dzieje, potem pomyślałam: „Po prostu wojna!” i wstałam. Patrzę, a stoi także stryj Józef Rusiecki i każe mi wsiadać na wóz drabiniasty, bo pojedziemy za miasto. Przy czym ja, jeszcze nieprzytomna, zerwana tak ze snu, o mało nie wpadłam między szczeble. Ojciec zaś mówił do mnie: „Piotrunia trzymaj się, musimy jechać, zaraz tu wrócimy.”. Potem okazało się, że gdy my zbliżaliśmy się do miasta ojciec, który nie dowierzał Niemcom, po drodze schował swój rewolwer, jeszcze kawał przed miastem. Dlatego teraz razem ze stryjkiem upozorowali, że oto jadą na łąkę po siano, zabierając parę wideł z długim i krótkim trzonkiem. Do mnie zaś ojciec powiedział: „Wiedziałem, że jesteś najodważniejsza z moich dzieci, dlatego zabraliśmy właśnie ciebie.”. Tak oto odjechaliśmy dość daleko od miasta, gdy ojciec powiedział do mnie: „My idziemy po broń, gdyby nas teraz Ukraińcy zaskoczyli i zabili, to ty prędko uciekaj z wozem i końmi do Włodzimierza Wołyńskiego.”. Po tych słowach wzięli widły w ręce i poszli w krzaki, po pewnym czasie wrócili bezpiecznie i już bez większych przygód dojechaliśmy do miasta.

Tak oto można powiedzieć zakończył się jeden etap mego życia, ucieczka z ziemi praojców moich z naszego Swojczowa. Rozpoczynała się zarazem inna nasza gehenna: walka z głodem, walka o nasze przetrwanie w warunkach wojennych. W moim dzieciństwie nie zaznałam, co to znaczy głód. Ojciec nasz był bowiem człowiekiem niezwykle zaradnym i starał się, aby nasza rodzina miała wszystko, co jest potrzebne do normalnego rozwoju i wzrostu w najlepszym wydaniu. Widzę dziś wyraźniej, jak bardzo nas wszystkich kochał i nieraz robił nam wyrzuty, że my zdajemy się tego nie rozumieć. Prawdą jest zatem pospolite powiedzenie: „Jeśli człowiek nie doświadczy czegoś na własnej skórze, to i rozumiał nie będzie.”. Po latach widzę to wyraźniej, niż w tamtych, młodych i psotnych latach, ale cóż takie to już życie. Była to dla nas zatem, niezwykła szkoła przetrwania, szkoła prawdziwego życia. Pierwszy posiłek otrzymaliśmy z łaski ks. Franciszka Jaworskiego, ale na drugi trzeba było już ciężko zapracować. To nie było dla nas jeszcze zaskoczeniem, jednak były teraz inne wyzwania: gdzie, czym i w jaki sposób mamy ten chleb zdobywać? A to było już czymś zupełnie nowym, zdawać by się mogło nierealnym. Tymczasem głód przypominał nam codziennie, że to nie jest bynajmniej zły sen, ale właśnie ciężkie, zwykłe realia wojny. Było nas siedmioro rodzeństwa, wszyscy kochaliśmy się wzajemnie, chociaż każde z nas było inne, inaczej reagowało i inaczej, każdą chwilę przeżywało. A jednak dzięki Bożej Opatrzności i dobrym ludziom, daliśmy radę, choć dziś z perspektywywy wielu lat, wydaje się to wprost nieprawdopodobne. [fragment wspomnień Petroneli Władyga z d. Rusiecka ze wsi Swojczów na Wołyniu]

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:6)

Komentarze

http://wiadomosci.onet.pl/swiat/czy-prezydent-andrzej-duda-uczci-w-kijowie-pamiec-pomordowanych-przez-upa/exkwxk

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-1

Verita

#1502163

Według ministra w Kancelarii Prezydenta Krzysztofa Szczerskiego głównym celem wizyty jest "ustanowienie na nowo wektorów współpracy polsko-ukraińskiej". Konieczne jest bowiem - zdaniem ministra - przejście od deklarowanego do tej pory strategicznego partnerstwa polsko-ukraińskiego do konkretnego partnerstwa Polski i Ukrainy. - Celem Polski jest bezpieczeństwo i stabilność na Wschodzie - mówił przed wizytą prezydencki minister Krzysztof Szczerski.

W programie pobytu Andrzeja Dudy są rozmowy z najważniejszymi ukraińskimi politykami. Zakończyły się już rozmowy z prezydentem Petrem Poroszenką.

https://youtu.be/_obCh61KSdE

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1502166

Według ministra w Kancelarii Prezydenta Krzysztofa Szczerskiego głównym celem wizyty jest "ustanowienie na nowo wektorów współpracy polsko-ukraińskiej". Konieczne jest bowiem - zdaniem ministra - przejście od deklarowanego do tej pory strategicznego partnerstwa polsko-ukraińskiego do konkretnego partnerstwa Polski i Ukrainy. - Celem Polski jest bezpieczeństwo i stabilność na Wschodzie - mówił przed wizytą prezydencki minister Krzysztof Szczerski.

W programie pobytu Andrzeja Dudy są rozmowy z najważniejszymi ukraińskimi politykami. Zakończyły się już rozmowy z prezydentem Petrem Poroszenką.

https://youtu.be/_obCh61KSdE

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1502167

Czy mial nie jechac

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-1
#1502169