POEZJA KRESOWIAN [21]

Obrazek użytkownika Sławomir Tomasz Roch
Kultura

Dwie Matki

 

Dwie mi Matki-Ojczyzny hołubiły głowę –

Jedna grzebień bursztynu czesała we włos

Druga rafy porohów piorąc koralowe

Zawodziła na lirach dolę ślepą – los…

 

Jedna oczom tańczyła pasem złotolitym,

Czerep drugą obijał – pijany jak trzos –

Jedna boso garnęła smutek za błękitem –

Druga kurem jej piała buntowniczych kos.

 

Dwie mnie Matki-Ojczyzny wyuczyły mowy –

W warkocz krwisty plecionej jagodami ros –

Bym się sercem przełamał bólem w dwie połowy –

By serce rozdwojone płakało jak głos…

 

Por. Zygmunt Jan Rumel – Męczennik Wołynia i Kresów, poeta, wierny żołnierz AK, Komendant Okręgu VIII BCh (Wołyń), niepoprawny optymista (sic).

Lipiec 1941

 

„[...] Wychował się jednak w mieście Juliusza Słowackiego, czyli w Krzemieńcu na Wołyniu. Co więcej, jego rodzina mieszkała w tym dworku, co wieszcz narodowy. Po matce odziedziczył talent literacki. Poznał się na nim bardzo szybko Leopold Staff ze Lwowa, który tak powiedział do jego matki: ‘Niech pani strzeże tego chłopca, to będzie wielki poeta’. W młodości, pomimo wyboru drogi służby wojskowej, Rumel napisał wiele utworów, w tym poemat ‘Rok 1863’ i wiersz zatytułowany ‘Dwie matki’, w którym wyrażał swoją miłość do dwóch ojczyzn, Polski i Ukrainy.

Jak mało kto świetnie rozumiał realia Kresów Wschodnich, będąc nie tylko piewcą ich piękna, ale i zwolennikiem rozkwitu tych ziem, które zamieszkiwali przedstawiciele różnych narodowości, kultur i wyznań. W czasie wojny, po utworzeniu Batalionów Chłopskich został mianowany dowódcą VIII Okręgu BCh, przyjmując pseudonim ‘Krzysztof Poręba’. [...]

Na początku lipca 1943 r. do polskich władz podziemnych doszły sygnały ostrzegawcze, że banderowcy szykują kolejne mordy, tym razem na niespotykaną dotychczas skalę. Chcąc w sposób pokojowy powstrzymać planowane zbrodnie, władze te wysłały do wołyńskiego dowództwa UPA parlamentariuszy w osobie oficerów Zygmunta Rumla i Krzysztofa Markiewicza (AK). Towarzyszył im woźnica i przewodnik Witold Dobrowolski.

Misja była niesłychanie trudna, bo okrucieństwo banderowców przechodziło wszelkie ludzkie granice. Niestety, także i w tym wypadku Ukraińcy, łamiąc cywilizowane normy, wysłanników uwięzili, a następnie skatowali. 10 lipca, w przeddzień ‘Krwawej Niedzieli’, która rozpoczęła ludobójstwo na Wołyniu, dowódcy UPA postanowili nie tylko ‘horiłką’, ale i barbarzyńskim widowiskiem, dodać animuszu ‘mołojcom’ szykującym się do rzezi, a zarazem przyzwyczaić ich do rozlewu krwi i okrucieństwa.

Zmasakrowanych, ale wciąż żywych polskich oficerów rozciągnięto więc na majdanie we wsi Kustycze, a następnie rozerwano na strzępy końmi. Po latach pisarz Jarosław Iwaszkiewicz, wspominając śmierć młodego poety, napisał: ‘Był to jeden z diamentów, którym strzelano do wroga. Diament ten mógł zabłysnąć pierwszorzędnym blaskiem’. [...]” – Są to obszerne fragmenty artykułu ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego pt. „Wołyński Baczyński rozerwany końmi” z dnia 8 października 2016 r.

 

Bestialski mord UPA na poecie nieznanym i niezłomnym

 

Film poświęcony Zygmuntowi Rumlowi - "Poecie nieznanemu", tragicznie zamordowanemu przez UPA w 1943 r. artyście i żołnierzowi. Rumel był cywilnym działaczem wołyńskiej delegatury rządu Polskiego Państwa Podziemnego. Związany z Krzemieńcem i ziemią wołyńską, walczący z nienawiścią banderowską, stał się, niestety, jej ofiarą. Opublikowany 2 grudnia 2012 r. przez Genocide OUN-UPA, a zatem:

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski w artykule wspomnianym powyżej, tak o tym napisał: „[...] Dziś na ukraińskiej ziemi próżno szuka nie tylko pomnika, ale i samego grobu Zygmunta Rumla. Nie ma też upamiętnień w Polsce, nie licząc ulicy w Gdańsku i biblioteki na warszawskiej Pradze oraz kilku tablic, które z własnej inicjatywy (i często za własne pieniądze) wmurowali Kresowianie. Również filmowy omijają tę bardzo ciekawą postać, przypominającą poetę-powstańca Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Jedynie Wincenty Ronisz nakręcił dokument pt. "Poeta nieznany", zawierający m.in. relację Iwana Koptiucha z Kustycz, naocznego świadka męczeństwa. [...]”

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:8)

Komentarze

Pani Halina Świrska 11 lipca 2017 r. opublikowała w Magazynie Reduta piękny artykuł o tym wielkim patriocie, poecie, żołnierzu Wołynia, męczenniku Wołynia i Kresów:

„[...] Zygmunt Jan Rumel przyszedł na świat 22 lutego 1915 roku (a więc w chwili śmierci miał lat 28) w Petersburgu, w rodzinie Władysława Rumla, inżyniera rolnika i Janiny Tymińskiej, warszawianki, poetki, pisującej pod pseudonimem Liliana. Tak jak wiele innych polskich rodzin, rodzina Rumlów kultywowała tradycje patriotyczne. Gdy stało się to możliwe, ojciec został oficerem Wojska Polskiego, uczestniczył w wojnie 1920 roku i to aktywnie, skoro został odznaczony Orderem Virtuti Militari. Po wojnie zamieszkał wraz z rodziną pod Wiśniowcem na Wołyniu jako osadnik wojskowy. Matka, jeszcze jako panna, ukończyła kurs dla ochroniarek (przedszkolanek), na którym wpajano dziewczętom szczytne ideały – iść w lud i krzewić oświatę, i niewątpliwie ten etos zdołała przekazać synowi.

Mały Zygmunt od lat dziecięcych dorastał więc na Wołyniu. Wrażliwy chłopiec całym sobą chłonął to, co spotykał w otoczeniu. Barwy, smaki, zapachy, dźwięki zlewały się w jego wnętrzu, przepełniały go i wypływały wierszami, które pisał już w latach szkolnych. Uczył się w słynnym Liceum Krzemienieckim, chodząc śladami Juliusza Słowackiego; w dworku należącym do rodziny tego wieszcza mieszkał zresztą w tamtym czasie. Pisał nie tylko wiersze, ale także artykuły dotyczące zagadnień socjologicznych, etnograficznych, kulturalnych publikując je w różnych pismach. Był także utalentowanym aktorem przedstawień szkolnych, działał w harcerstwie, pasjonował się sportem i wyprawami krajoznawczymi. Jego otwartość na bogactwo i różnorodność świata, w którym wzrastał, znajdowała wyraz w przynależności do Wołyńskiego Związku Młodzieży Wiejskiej. Była to organizacja, w której młodzi Polacy i Ukraińcy działali razem na rzecz swojej wspólnej ojczyzny – Wołynia.

W wieku dwudziestu lat ukończył Liceum Krzemienieckie i wstąpił na Uniwersytet Warszawski – zapewne idąc śladami matki studiował polonistykę. Utrzymywał żywy kontakt z kolegami z Wołynia, zwłaszcza z Liceum. Należał do Zrzeszenia Byłych Wychowanków Liceum Krzemienieckiego, na spotkaniach recytował swoje wiersze, był też szefem redakcji miesięcznika wydawanego przez Zrzeszenie „Droga Pracy”. Mimo studiowania w Warszawie nadal angażował się w wołyńskie życie społeczne. Współpracując z Uniwersytetem Ludowym w Różynie (pow. kowelski) poznał Kazimierza Banacha, działacza ludowego.

Z jego artykułów pisanych w tamtym czasie wyłania się wizja Polski – wspólnego domu zamieszkujących ją narodów, w którym jest miejsce dla każdego. Publikował m. in. w wydawanym w Krzemieńcu dwujęzycznym piśmie „Młoda Wieś – Mołode Seło”.

Rok przed wojną, w wieku 23 lat, rozpoczął przeszkolenie wojskowe w Wołyńskiej Szkole Podchorążych Rezerwy Artylerii we Włodzimierzu Wołyńskim. Po ukończeniu kursu w lipcu 1939 roku znalazł się na praktyce z 23 Pułku Artylerii Lekkiej w Będzinie i wraz z tym pułkiem po mobilizacji wziął udział w wojnie obronnej 1939 roku. Kiedy 20 września jego oddział dostał się do sowieckiej niewoli Zygmunt przytomnie podał się za szeregowca i został zwolniony do domu.

Na Wołyniu wcielonym do ZSRS Zygmunt od razu zaangażował się w antysowiecką konspirację. Na początku 1940 roku jego organizacja, powołana przez ruch ludowy, podporządkowała się ZWZ, a Zygmunt w lutym i marcu 1940 jako kurier jeździł przez granicę na Bugu do Warszawy. W tym czasie cudem uniknął aresztowania przez NKWD, które wpadło na trop organizacji – jego młodszy brat, Bronek, nie miał wówczas tyle szczęścia. Zachował się przekaz o męstwie Bronka, który osłaniając kolegów całą odpowiedzialność za działalność grupy konspiratorów wziął na siebie. Został zamordowany przez Sowietów w czerwcu 1941 roku. Zygmunt przedostał się do Warszawy, gdzie odnowił kontakty ze znajomymi działaczami ruchu ludowego, w tym także z Banachem. W 1941 roku ożenił się z Anną Wójcikiewiczówną, poetką i patriotką. Razem, z pomocą starszego brata Zygmunta, Stanisława, prowadzili na Ochocie sklepik z naczyniami, w którym był punkt kontaktowy i konspiracyjny magazyn, a potem punkt zborny drukarni Komendy Głównej BCh. Na skutek dekonspiracji musieli parokrotnie przenosić drukarnię.

Na przełomie 1941 i 1942 roku na polecenie Komendy Głównej BCh Zygmunt Rumel przekradł się na Wołyń przez pilnie strzeżoną granicę na Bugu i na miejscu nawiązał kontakty z działaczami Wołyńskiego Związku Młodzieży Wiejskiej w celu organizacji pracy konspiracyjnej. Wkrótce wraz z żoną Anną przeniósł się na Wołyń, zamieszkali we wsi Wólka Sadowska (pow. horochowski). Ich konspiracyjna działalność wymagała nieustających wędrówek, pieszo albo na rowerze, żyli w trudnych warunkach. Żona Zygmunta w swoich wspomnieniach pisała: „Nasza pierwsza zima na Wołyniu 1942 roku była wyjątkowo ostra. Jeszcze w marcu trzymały mrozy. Mieszkaliśmy w izbie, gdzie podłoga była z gliny, a trzy ściany szczytowe… Nocą, po wygaśnięciu piecyka, tzw. kozy, izba przemieniał się w komnatę ‘królowej śniegu’”.

Na początku stycznia 1943 roku powołana została Komenda Okręgu VIII (Wołyń) BCH. Zygmunt Rumel, pseudonim „Krzysztof Poręba”, został mianowany komendantem Obwodu i zajął się intensywnie pracą organizacyjną – powstawały kolejne bazy samoobrony, oddziały partyzanckie, które trzeba było zaopatrzyć w broń, wytyczano drogi łączności i kolportażu ‘bibuły’. Zygmunt starał się docierać do ludności ukraińskiej, żeby ograniczać wpływy UPA wrogie wobec Polaków. Sytuacja stawała się coraz bardziej napięta, zewsząd napływały przerażające wieści o mordach na Polakach. Zygmunt musiał mieć dobre rozeznanie w nastrojach ludności ukraińskiej, zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa, kiedy jednak w lipcu otrzymał rozkaz przeprowadzenia rozmów z miejscowym dowództwem UPA nie starał się od jego wykonania uchylić. Któż inny mógłby podjąć się zażegnania rzezi, którą ukraińscy rezuni zaczynali rozprzestrzeniać po Wołyniu, jeśli nie on, syn dwóch Matek-Ojczyzn, znający i kochający je obie? Stanął na czele trzyosobowej delegacji wysłanej przez pełnomocnika Rządu RP, Kazimierza Banacha. [...]”

Cały wpis jest dostępny na stronie:

http://www.anti-defamation.pl/redutanews/syn-dwoch-matek-rzecz-o-zygmuncie-janie-rumlu/

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1635094

Wilenszczyzne i jej partyzantke poznalem dopiero na Emigracji. O Wolyniu dowiaduje sie wiele, dopiero od Ciebie, chociaz z Ukraincami spotykalem sie w Bieszczadach.

W rzeszowskim, wredna antypolska robote uprawiaja ich mlodzi ksieza - popi.

Na ich "Watry" - ogniska, zjezdzaja sie z calej Polski i ze Slowacji. Bylem tam tylko jeden raz. Nie spotkalem sie z wrogoscia - przeciwnie. Wiedzieli ze jestem Polakiem i byli dla mnie mili. Natomiast rozwodzili sie o akcji "Wisla" czesto koloryzujac swoje cierpienia. I na tym tle, na krotko spotkalem sie z murem wrogosci, bo przypomnialem im o tym co robili w Warszawie. 

Ale ogolnie, ci ludzie sa dla nas przyjazni. 

Az do czasu, kiedy nie dotknie ich zaraza szowinizmu. 

Wtedy robia sie straszni.

Pozdrawiam.  

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

To się zaczeło od likwidowania polskości, od wyśmiewania i lżenia naszej przeszłości, naszych bohaterów i naszej wiary. To jest pierwszy krok, drugim będzie likwidacja Polski. J.M.Rymkiewicz

#1635202