Śląskie drogi

Obrazek użytkownika Ryszard Surmacz
Kultura

 

W rozmowie z przyjazną mi osobą ze Śląska uświadomiłem sobie że, dziś chyba najważniejszym tam problemem nie jest ani Ruch Autonomii Śląska, ani mniejszość niemiecka. Najważniejszym problemem, tak jak i w pozostałej części Polski, jest powszechna apatia, która na Śląsku ma inne uwarunkowania i daje inny obraz końcowy.

Aby ją wyjaśnić musimy najpierw odwołać się do ujęcia ogólnopaństwowego i odpowiedzieć na pytanie, skąd się wzięły: ogólna apatia, ogólne zniechęcenie, a nawet odmowa uczestnictwa w życiu społecznym i politycznym? Na socjologiczne badania w tej dziedzinie nie trafiłem. Przyczyn więc jest wiele, ale trzy najważniejsze to: stojąca na niskim poziomie walka polityczna PO z PiS-em, źle rozumiany wolny rynek i egoizm, który szczególnie zagnieździł się w młodym pokoleniu. Walka PO z PiS-em, tak czy siak, odbyć się musiała, ale niski poziom podtrzymuje selekcję negatywną i odstręcza ludzi poważnych. Wolny rynek, jak już wielokrotnie pisałem, przeznaczony jest dla mas, naiwniaków lub cwaniaków, którym wydaje się, że mogą coś dla siebie skubnąć. Egoizm (ten szkodliwy) rozumiejąc en bloc dotyczy głownie pokolenia posolidarnościowego. Młodym ludziom, (od trzydziestki licząc, bo najmłodsze jest już inne) wydaje się, że ograniczając swój krąg do własnych zainteresowań i własnej rodziny, pracują na siebie, stają się bardziej wolni i że samodzielnie dadzą sobie radę z wszelkimi przeciwnościami losu, chociaż historia pokazuje zupełnie coś innego. To przeświadczenie wpycha ich na swoiście rozumiany wolny rynek, nakłania do brania dużych, nie do końca, przemyślanych pożyczek, i wmanewrowuje w spiralę niekończących długów. W ten sposób wszyscy stają się współczesnymi niewolnikami.

Ten sam model obowiązuje również na Śląsku, ale jest kilka różnic. Pierwsza, może najważniejsza, polega na tym, że dla ludności miejscowej, Polska zazwyczaj ogranicza się do granic Śląska. Trudno jednak się temu dziwić, ponieważ Śląsk poza granicami Polski był ponad 600 lat i tak był tam rozumiany. Rozumienie polskości jest znacznie lepsza w części katowickiej niż opolskiej. Drugim czynnikiem jest społeczna solidarność kulturowa Ślązaków. Tamtejsza społeczność, po wojnie zwana autochtoniczną, zachowała swoje stare tradycyjne wartości, głównie ludowe, oraz kulturowe światełka ostrzegawcze, które ostrzegają przed zagrożeniami. Chłopski charakter kultury czyni ją silną i odporną na przeciwności losu (kultury ludowej w Polsce się nie docenia i dlatego kultura narodowa słabnie). Kolejnym jest „europejskość”, którą raczej wykorzystuję się do manifestowania swojej odrębności kulturowej, rozumianej bardzo różnie. Jest jeszcze kilka mniejszych uwarunkowań: 1. skłonności do gloryfikowania kultury, a zwłaszcza cywilizacji niemieckiej i traktowanie jej jako punktu odniesienia, 2. większe otwarcie na argumenty niemieckie, niż polskie, 3. przerażenie, że po raz pierwszy w swojej historii, na własnej ziemi, Ślązacy znaleźli się w mniejszości, 4. swoista megalomania obronna (podobna do litewskiej), która nie bierze pod uwagę prawd historycznych (np. Śląsk dał Polsce wszystko, Polska Śląskowi nic, Piłsudski był przeciwny Śląskowi, a powstania śląskie wywołali wyłącznie Ślązacy, manifestowanie krzywdy śląskiej, itd.). Powyżej wymienione cechy bardziej zauważalne są na Opolszczyźnie, niż w województwie śląskim. Śląsk zielony jest bardziej proniemiecki, Śląsk czarny – prośląski, choć po wybraniu Morawieckiego posłem, słychać tam dobre głosy, że „Polska wróciła wreszcie na Śląsk”. Reasumując, skład tamtejszych czynników kulturowych musi dawać inne przełożenie inne opcje i inne kierunki przemian, niż w pozostałej części Polski.

Nie możemy zapominać, że współczesna odporność immunologiczna Polaków zatraciła swoją moc oraz swój krytyczny wymiar. I to Ślązacy zauważają. „Europejskość” na Śląsku używana jest jako czynnik jednoczący; w pozostałej części Polski ma ona cechy zacietrzewienia i stała się narzędziem do obrony tego, co było, albo w sposób bezkrytyczny - dobrobytu. Tak rozumiane europejskości nie będą przystawać do siebie raczej nigdy i zawsze pomogą bardziej w oddzielaniu tych dwu części od siebie. W Warszawie zupełnie pomija się znamienny fakt, że Wrocław szykowany jest na stolicę przyszłego zjednoczonego niemieckiego Śląska. Media na ten temat milczą zupełnie, a to zaledwie czubek góry lodowej w tych sprawach. I trzeba pamiętać, że stosunek Polski do Niemiec, na Śląsku jest odbierany, jako papierek lakmusowy. Na Śląsku patriotyzm, ze względu na swoją historię, ma inne parametry, niż w pozostałych dzielnicach Polski.

Szanse PiS na Śląsku

Na Opolszczyźnie, gdzie tamtejsza ludność zachowała tradycje rolnicze i związane z tym uwarunkowania, opcja PiS-owska nie ma szans na wygranie – z wielu powodów: 1. zastana Polska w 1945 r. była komunistyczna i taką tam ją zaakceptowano, 2. przez cały okres PRL na Śląsku Opolskim walczono z Kościołem katolickim, a w początkowej fazie preferencje mieli członkowie Komunistycznej Partii Niemiec; akceptacja tego stanu rzeczy powodowała dezorientacje i wymagała wysiłku moralnego ze strony śląskiej, 3. Pod koniec okresu komunistycznego (przed powstaniem mniejszości niemieckiej) Niemcy rozbudzały nadzieje m.in. poprzez dosyłanie paczek wartości renty za udział w II wojnie, a także poprzez rozdawanie na granicy 100 marek gratis i głoszenie propagandy porównawczej, 4. w III RP mniejszość niemiecka zaczęła spinać wcześniej rozbudzone nadzieje i roztaczać wizje wielkich Niemiec, 5. tradycyjnej niemieckiej antypolskiej propagandy (np., że rząd PiS chce wyprowadzić Polskę z Europy i wszyscy stracą możliwość przyjazdu na Śląsk, że granica zostanie zamknięta, że co polskie, to gorsze itd.), 6. wykorzystywanie przez Niemcy śląskiego mitu obronnego (np. to wszystko, co na Wschodzie, wymaga cywilizowania), 7. zmiana ustroju państwa wiąże się z utratą dawnych przywilejów i stanowisk, które zajmowali dawni działacze śląscy.

W ostatnim czasie, coś jednak drgnęło. Wprawdzie na Opolszczyźnie nadal większy posłuch ma propaganda niemiecka, niż jakiekolwiek polskie oddziaływanie i antypolskie nastroje miejscami raczej narastają, to jednak coraz częściej powracający z Niemiec mieszkańcy Śląska Opolskiego, nie tracąc obywatelstwa niemieckiego, zaczynają już dostrzegać korzyści wynikające z mieszkania w Polsce. W województwie śląskim (dawne Katowickie) jest inaczej, bo tamtejsi Ślązacy znają Polskę dłużej, przeżyli burzliwy okres zderzenia międzywojennego, są ludnością miejską i rozumują w nieco inny sposób. Tam mniejszość niemiecka nie znalazła poklasku, ale zainstalował się Ruch Autonomii Śląska, który odwołuje się nie do poczucia niemieckości na Śląsku, lecz do odrębności śląskiej i przedwojennej autonomii. Wielkie nadzieje w tej części rozbudziło wybranie Mateusza Morawieckiego na posła. Cechą charakterystyczną tej części Śląska jest to, że ci sami mogą należeć do PiS, jak i do PO. Jedną wspólną cechą obu części Śląska jest to, że Śląsk poza Polską był około 600 lat, i to trzeba wziąć pod uwagę.

Problem zasadniczy

Najważniejszym jednak czynnikiem są stosunki społeczne ludności napływowej z miejscową – wewnątrz samego Śląska (część katowicka i opolska), które w dzisiejszych czasach osiągnęły swoisty martwy punkt. Powojenni działacze Związku Polaków w Niemczech byli bardzo otwarci na współpracę z inteligencją ludności napływowej, która podjęła badania śląskoznawcze i zaczęła wgłębiać się w specyfikę tego regionu. Doskonale wiedzieli oni, że Ślązacy tylko w Polsce mogą być nadal Ślązakami i Polakami jednocześnie, że Polska daje im tożsamość, szanse na wykształcenie, kulturowy rozwój i pozbycie się hitlerowskiego cienia. Zarysowała się dobra współpraca obydwu stron.

Ale już ich synowie zaczęli zazdrośnie strzec dorobku swoich ojców, najpierw z obawy przed przejęciem go przez Warszawę, możliwość skwitowania trzech powstań śląskich jako chłopskich oraz utratę swojej śląskiej tożsamości w Polsce, która dała im znakomity paszport obywatelski. Nie odwrócili opcji, lecz odwrócili tendencje. Przerażała ich, jak już wspomniałem, także wizja mniejszości na własnej ziemi (śląskie – ok. 2,5 mln, opolskie, ok. 1,2) która została oceniona z punktu widzenia niemieckiego, jako zagrożenie. Potem, w III RP sytuacja zaczęła się zmieniać, do głosu dochodziły nieporozumienia kulturowe, podjudzania z zewnątrz i zaczęły wkradać się albo zniechęcenie, albo zła wola, która dziś ma różne oblicza w województwie opolskim i śląskim. Ciekawość Śląska wśród ludności napływowej została albo zablokowana, albo wynaturzona. Wśród niej wielu wykazuje ciekawość Śląska, ale można też spotkać się z kompletną dezorientacją – np. z przekonaniem o istnieniu polskich obozów koncentracyjnych, z proniemiecką opcją, czy identyfikacją z separatyzmem śląskim, który można wyjaśnić choćby tym, że „jak Śląsk będzie w Niemczech, to będę lepiej zarabiać”. I takie przekonanie, niestety, spotyka się w gronie absolwentów Uniwersytetu Śląskiego.

Morawiecki posłem

Sytuacja zaczęła nabierać innych barw od czasu wybrania Mateusza Morawieckiego na posła w województwie śląskim. Głosy mówiące, że „nareszcie Polska wróciła na Śląsk” mają uzasadnienie ponieważ dotąd wojewodowie i poszczególne polskie rządy bardziej interesowali się mniejszością niemiecką lub RAS-iem, niż Ślązakami polskimi, którzy muszą dostać wsparcie dla kultywowania dorobku swoich przodków i ich tradycji, przywracając im honor i pamięć. I to jest jedna strona medalu. Druga jest bardziej skomplikowana, bo trudno powiedzieć, czy istnieje już akceptacja strony śląskiej dla tego kulturowego zastrzyku, jaki niesie z sobą ludność napływowa? Nie tylko dlatego, iż wzmacnia słowiańskość tej ziemi, ale dlatego, że wielu z nich wnosi z sobą pierwiastek, zupełnie tam pomijany i niedostrzegany – a więc tę niezależność kulturową, która ukształtowała się na kresach, a która bardziej pomaga być wolnym człowiekiem i zachować szeroką ponad śląską perspektywę.

Śląsk wymaga więc nie tylko inwestycji przemysłowych, ale w równym stopniu wzmocnienia prac nad wzajemnym zrozumieniem: śląskości i polskości. I piłeczka leży po stronie polskiej, to ona bowiem musi wesprzeć wysiłek Ślązaków na długiej drodze do Polski i wyjaśnić na czym ta polskość polega – nie poprzez nazwy ulic, ale znajomość obu historii. Powszechna apatia jest tu najgorszym doradcą i zatracaniem wspólnych możliwości, bo ani polska droga do Polski, ani śląska droga do Polski nie zakończyły się. Długość tej drogi będzie zależała od polskich rządów w Warszawie.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:7)

Komentarze

Ma Pan kłopoty z formatowaniem tekstu i przez to tekst jest bardzo uciążliwy do czytania i rozumienia.

Na niepoprawni.pl można zmienić formatowanie tekstu, więc proszę to uczynić. 

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1616354

Faktycznie. Dziękuję

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Ryszard Surmacz

#1616365

Ja również dziękuję za  ten tekst i za korektę z formatowaniem tekstu- teraz  całkiem inaczej się go czyta o odbiera.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1616586

Próbowałem, ale sprawa się wyjaśniła. To ustawienia wewnętrzne decydują o grafice zapisu na portalu. Mam nadzieję, że administratorzy ustawią ja na stałe i problem zniknie. Dotychczas pojawiał się notorycznie i po jakimś czasie znikał.

I mam nadzieję, że nie będę musiał pisać osobnej prośby do Admina. Dziękuję.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Ryszard Surmacz

#1616605

Próbowałem, ale sprawa się wyjaśniła. To ustawienia wewnętrzne decydują o grafice zapisu na portalu. Mam nadzieję, że administratorzy ustawią ja na stałe i problem zniknie. Dotychczas pojawiał się notorycznie i po jakimś czasie znikał.

I mam nadzieję, że nie będę musiał pisać osobnej prośby do Admina. Dziękuję.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Ryszard Surmacz

#1616606

Przyznam że z tym zagadnieniem spotkałem się poraz pierwszy. Znam parę osób urodzonych na śpąsku Opolskim, jedna z niemieckim nazwiskiem jest moim przyjacielem. Nigdy bym nie podejzewal że sentymenty związane z pochodzeniem nadal odgrywają tam aż tak dużą rolę? Jednak jeden z podanych przykładów o tym że lepiej gdyby Śląsk był niemiecki bo wówczas zarobki były by lepsze, sam kiedyś usłyszałem ale to było jeszcze w latach PRLu. Natomiast dziwi mnie nieco że młodsze pokolenia, zwłaszcza te wychowane wedle wzorca socjalistycznego, aż tak dalece uodpornione były na edukację w końcu jednakową dla wszystkich szkół w PRL. Czy to znacza że w domach na Śląsku nadal rozmawia się śląską gwarą? Nadal podtrzymywany jest mit wielkich i bogatych Niemiec? Znaczy że co polskie to nie warte wiele lub zgoła nic? W końcu oznacza to że oddziaływanie polskich mediów, edukacji, osorodków kultury że to wszystko nie przynosi oczekiwanych skutków w postaci scalania tych kultur i tych ludzi? Nadal istnieją tam dwa światy rownolegle, w dystansie do siebie?

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1616866