Korea a Polska. Geopolityka. Strategia

Obrazek użytkownika Ryszard Surmacz
Idee

Korea a Polska

Geopolityka. Strategia

 

Na Kim Dzong Una przez lata patrzyliśmy jak na człowieka niezbyt stabilnego psychiczne (podobnie jak na Łukaszenkę). Przy czym jest to człowiek wykształcony na zachodnich uniwersytetach i potomek dynastii Kim-ów. Do naszej świadomości nie dociera podstawowa informacja, że Korea walczy o swoją niepodległość (tak samo, jak Łukaszenka stara się utrzymać dystans pomiędzy Rosją a UE. Rozbicie Korei na Północną i Południową nie nastąpiło w wyniku tendencji odśrodkowych, lecz działania sił zewnętrznych. Korea w wyniku gier mocarstw została podzielona na dwie części, tak, jak kiedyś Polska na trzy, a potem każda z nich poddana innemu prawu, innemu wychowaniu i innej polityce. Trzeba sobie też uświadomić, że walka Kimów, niezależnie od opcji politycznych i zasad moralnych, odpowiada na pytanie, jak w dzisiejszych warunkach wygląda zdobywanie lub utrzymanie niepodległości.

Można nie mieć żadnego stosunku do bardzo odległej od nas i podzielonej Korei, można nie interesować się jej losem, ale nie można nie zauważyć, że prezydent Korei Południowej Moon Jean In i Kim Dzon Un po prostu się dogadali (patrz: http://wyborcza.pl/7,75399,23455362,cnn-przywodcy-korei-poludniowej-i-polnocnej-rozmawiali-o-szczycie.html) . Co to oznacza? Prawdopodobnie to, że obydwaj przywódcy doszli do przekonania, że nie wystąpią przeciwko sobie. Takie ustalenie, zwłaszcza dla Amerykanów, to bardzo zła wiadomość, bowiem układ sił w tak strategicznym obszarze zmienił się w jednej chwili na korzyść Koreańczyków. Jedność Koreańczyków oznacza słabość Amerykanów i konieczność zawiązywania przez nich dodatkowych sojuszy antykoreańskich, co oczywiście wiąże się z dodatkowymi kosztami i ustępstwami politycznymi. Od tej pory komunistyczna Północ stała się ramieniem zbrojnym całej Korei, a Południe symbolem bogactwa i oczywistym marzeniem Pólnocnokoreańczyków. Stworzony został więc mocny fundament i zarys zjednoczenia, który pobudza wyobraźnię. Ów mit połączenia obu części Korei przypominać może inny mit – brazylijski, który podpowiada wszystkich Brazylijczykom, że dziś jesteśmy kolorowi, ale za kilka pokoleń wszyscy będziemy brązowi. Koreańczycy z Południa poczuli się pewni, bo wiedzą, że wojny między nimi nie będzie oraz że Koreańczycy z Północy będą bronić nie tylko siebie, ale również i ich samych, a wszystkie ofiary reżimu Kimów, że w przyszłości będą bogaci. Porozumienie Kima z Moonem przypominać może też polski ruch ponadzaborowy z przełomu XIX i XX wieku, który później umożliwił zjednoczenie Polski i niepodległość. Ale to samo porozumienie przestrzega również, że wszelka niezgoda prowadzi do katastrofy lub podziału. Ten fakt w Polsce najwidoczniej jeszcze nie dotarł do powszechnej świadomości.

Tak więc mówienie Polakom, że mamy jakąś niepodległość lub demokrację, jest zwykłym mydleniem oczu. Niepodległość najpierw rodzi się w głowach i sercu. Ba, opieranie zdobyczy demokracji na słabości państwa i niemożności egzekwowania prawa prowadzi jedynie do utrwalania bałaganu i społecznego znieczulania. Gdy spojrzymy prawdzie w oczy, to zobaczymy, że jedynie społeczeństwo II RP było emocjonalnie związane z polską perspektywą i jej rządem oraz zdolne do współdziałania z nim. Reżim Kimów jest gorszy i bardziej dolegliwy niż bolszewickie rządy i nie ma nic wspólnego z chrześcijańskim personalizmem, lecz od wieków stoi na własnym gruncie kulturowym. To świat nieporównywalny. Nie mniej jednak, korzyści z porozumienia obydwu przywódców koreańskich są tak ewidentne, że narracja Trumpa, w krótkim czasie, musiała się zmienić. Prawdopodobnie dowiedział się, że polityka skłócania obydwu krajów przestała działać i mieć jakiekolwiek polityczne racje.

Gdyby nasi politycy, zamiast gonić za straconym czasem i szukać popleczników poza granicami Polski dla jej pognębienia, doszli do podobnego porozumienia, to pozycja Polski, z dania na dzień, również mogłaby się zmienić.

To prawda, nie mamy czego jednoczyć, ale bezmyślność i zdrada nie mogą blokować rozsądku. Polska ma swoje uwarunkowania geopolityczne, ma też swoje marzenia i szanse, jakie daje jej aktualny układ polityczny nowo tworzącego się świata. Dla niszczenia tej zarysowującej się konstrukcji i szans, nie ma adekwatnych słów pogardy. Czy Polskę nie stać na podobne mentalne zjednoczenie na poziomie narodowym? Czy nie może powstać centrum zjednoczenia, które z dnia na dzień przekazałoby społeczeństwu zupełnie inne komunikaty i tą drogą uzyskało impuls do podnoszenia własnej świadomości politycznej i obywatelskiej, dla zgodnego budowania wspólnoty? Skończyłyby się wówczas bezsensowne dyskusje i przerzucanie się osiągnięciami demokracji, skończyłoby się też budowanie naszej słabości za pomocą argumentów siły, a zaczęła budowa polskiej oferty dla wspólnoty europejskiej. Tak niewiele, a jednocześnie aż tak wiele.

I jeszcze jedno – bulwersujące, ale prawdziwe. Społeczeństwo PRL było o wiele silniejsze moralnie i politycznie, niż obecne, tak rozdemokratyzowane na pokaz. Tamtejsza siła, pochodziła jeszcze z niepodległej II RP. W miarę upływu czasu, było już coraz gorzej. Gdyby nie moskiewska łapa, dzisiejsze państwo mielibyśmy na poziomie Niemiec, a obywatelską świadomość najbardziej zdrową w Europie. To dawała nam niepodległość okresu międzywojennego.

Dziś w innej konstelacji politycznej nie zdajemy sobie sprawy, że wszystkie nasze fundamentalne wartości narodowe wciąż korzeniami tkwią w okresie II RP, o którym prawie nic nie wiemy. Ta nasza niewiedza odbiera nam racjonalny punkt odniesienia, jakim był okres niepodległości. Obie części Korei mogły się dogadać, dlaczego nie możemy zrobić tego my? To tak niewiele, a jednocześnie tak wiele. Nie chodzi o partie, lecz chodzi o naród, który zaczyna tracić swoje państwo.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:3)

Komentarze

Działania, zacząć czas...

   Tu nie chodzi o geopolitykę, ale o "Drobną rzecz". Mianowicie chodzi o brak Dekomunizacji Państwa Polskiego. Gruba kreska, przyzwoliła na szaber wewnętrzny kraju. A akolici SB i służb wraz z czerwonymi prominentami, wobec braku oporu stworzyli układ mafijno-gangsterski, również sięgający daleko poza granice kraju.Ten układ noworyszów uwłaszczonych na pokoleniowych zasobach państwa trwał pod osłoną żyrandola tzw. mafii wymiaru sprawiedliwości. Obecnie toczy się walka, o utrzymanie zawłaszczonych łupów. Co do pojednania, to w Polsce nie jest możliwe, bo bolszewia nie zna takiego słowa. Dasz i m palec, wezmą rękę. Tu pilna potrzeba radykalnych posunięć na szerzącą się sztuczną anarchię, bo nie ma miejsca na cofanie, skoro z tyłu blisko mur. Jestem przekonany, że rząd również to widzi i niedługo podejmie odpowiednie kroki, aby przywrócjć normalność w kraju i dalszy szybki rozwój państwa.  Pozdrawiam!

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

ronin

#1611021

Jak spojrzymy szerzej, to i geopolityka się ukaże. Kryje się ona w porównaniu Polski Korei. Porozumienie przywódców dwóch Korei należy do strategii, ale wynik tego porozumienia przekłada się na siłę geopolityczną. I tę siłę Polacy, dla swojego dobra, powinni dostrzec. Stąd w podtytule "geopolityka".

O braku możliwości pojednania pisałem wyraźnie. Uniemożliwiają je nie czynniki wewnętrzne, lecz zewnętrzne. Czekam też na odpowiednie kroki rządowe. I chcę zauważyć, że obecna kadencja będzie dużo trudniejsza i bardziej wymagająca, niż poprzednia. Brak reakcji przypomina sytuację z bólem - jeżeli się go szybko nie zwalczy, organizm zapamiętuje i ból może wracać. Czy anarchia jest sztuczna, pokaże najbliższy czas. Jedna trzecia głosujących na sam antypis, to mocno migające światełko ostrzegawcze. Pozostałe bz. dzięki za komentarz i pozdrawiam!   

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Ryszard Surmacz

#1611025

Ja tez nie wyobrazam sobie pojednania z naszym smiertelnym (doslownie) wrogiem.

Korea to zly przyklad.

Tu jest Polska - atakowana z przynajmniej trzech zewnetrznych stron + kilku stron wewnetrznych. Nie widac polityka, ktoremu mozna zaufac, nie ma programu odbudowy Rzeczypospolitej, a przeciez nalezy wszystko rozpoczac od nowa - czyli od prawdziwej weryfikacji i dekomunizacji. Trzeba znalezc przynajmniej dziesieciu uczciwych i sprawiedliwych wsrod milionow zamieszkujacych Polske, zeby moc rozpoczac budowe fundamentow niepodleglosci - chociazby w konspiracji.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

To się zaczeło od likwidowania polskości, od wyśmiewania i lżenia naszej przeszłości, naszych bohaterów i naszej wiary. To jest pierwszy krok, drugim będzie likwidacja Polski. J.M.Rymkiewicz

#1611045

Patrząc na strategię, która zawsze jest działaniem długofalowym, w którym klocki, albo zręby konstrukcji nie oddają obrazu całości.

Więc należy brać również pod uwagę nasze uwarunkowania geo-historyczne. Owszem, mamy przepiękną tradycję, lecz niestety ciągle jesteśmy społeczeństwem wczesno-dziecięcym. Na dodatek długo nas wychowywano w patologicznej rodzinie zastępczej. Toteż po raz pierwszy rzuceni na głęboką wodę nie potrafimy dobrze pływać. Ile trzeba się uczyć sztuki demokracji w suwerennym państwie i zrozumieć, że tylko wspólne działanie może przynieść sukces. A to niestety ciągle piaskownica, gdzie dzieciaki walą się po główkach łopatkami.

Trzeba czasu. Lecz nie można nic nie robić i czekać. Sytuację należy opanować. I to wtedy, kiedy starszaki usiłują narzucić nam swój, jak zawsze jedyny, punkt widzenia i zmusić nas do pójścia za nimi.

Trochę tego jest we "Władcy much" i oczywiście sporo u Orwella.

Na gwałt potrzebna jest wyjątkowo silna i mądra osoba. Czy wszystko się nie rozpadnie, jak JK zejdzie ze sceny? My dynastii nie mamy. A bez personalnego spoiwa może być kiepsko.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

JanuszK

Trolle, agenci i wredni nie mają co liczyć na moją uwagę. Próżne ich wysiłki.

 

 

 

 

#1611116

Witaj!

Niestety nasze rozumowanie zatrzymało się na krótkiej perspektywie. To cena za wybicie naturalnej inteligencji i opanowania przestrzeni przez bylejakość.

Terminem "wczesnodziecięcym" posługiwano się w XIX, gdy chcieli nam wmówić jakąś piaskownicę, niedorozwój i takie inne bzdety. Przeszkadzała jeszcze im inteligencja. Dziś nie z wczesnodziecięctwem, lecz z wtórnym analfabetyzmem i to jeszcze z proletariackim hamulcem. Dziś, gdybyśmy nawet ten hamulec odblokowali, to i tak w większości pozostanie nam proletariat ze swoimi wartościami. Tego się doczekaliśmy. 

A nasze archiwa kulturowe, biblioteki, nasz przekaz kulturowy jest tak bogaty, że w swoich zasobach posiada odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące przyszłości. I to nie żart. Przez cały XIX w. i jeszcze do okresu "S" trwały zapasy złego z dobrym. I to dobre nadal przemienia się w złe - za pomocą pieniędzy. W XIX w. warstwa kulturotwórcza zdołała się utrzymać w zaborze rosyjskim i austriackim, ze względu na korupcję, a w austriackim dodatkowo dlatego, że Austriacy byli u siebie w mniejszości. Dlatego też ta inteligencja musiała zostać wymordowana podczas Ii wojny i w PRL. Zabór pruski poprzez zadłużanie "wyczyścił" tamtejszą szlachtę, a jej ideę odrębności przejęli chłopi i mieszczenie oraz drobna inteligencja. Przejęli, ale niestety nie wyszli z małej perspektywie. I tak zostało do dziś. Stąd tam tak silny KOD, lewactwo. Davies zaproponował im nawet wybudowanie pomnika Bismarckowi - pewnie złośliwie, ale ta propozycja oddaje istotę. Mogę dodać, ze niekoniecznie musi to być Bismarck, może być garnek (symbol dostatku). Nie jest to wyrzut lub przygana, lecz zapis faktu. Oni nie zdają sobie sporawy, że nadal są pod wpływem Niemiec. Owszem, czują się Polakami, ale to nie jest ta wolna Polska. Wychowywałem się z nimi i ze Ślązakami. 

Dziś cały problem opiera się  na jednym słowie - czy "zdążymy" wykształcić nową odpowiedzialną inteligencję myśląca kategoriami niepodległego państwa i odbudować w jak największym stopniu nasz kod kulturowy, który budowaliśmy poprzez 1000 lat? A więc poprzez myśl piastowską, jagiellońską, a potem przez opór, niepodległościową myśl, powstania i niepodległą II RP budowaliśmy to, co zostało zamordowane w II wojnie, a część z nas dziś nie czuje potrzeby odbudowy. Czy zdążymy. Jeżeli mamy zdążyć, musimy zrobić to oddolnie. Polecam zawsze Pawełczyńską. Ona daje odpowiedź na wiele pytań, Ale jakoś ciężko, ciężko, ciężko, jak żółw ociężale... Z takim ciężarem daleko nie zajedziemy. Ponadto nikt nie dba o kulturę, o poczucie tożsamości. Zdecydowana większość własną matkę sprzeda za miskę soczewicy. Kościoła też nie widać.

No cóż, pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Ryszard Surmacz

#1611208