Kresy w trzech odsłonach

Obrazek użytkownika Ryszard Surmacz
Historia

 

Część 1

 

Odsłona pierwsza

Kresy dla Polski, z perspektywy wieków, okazały się przeznaczeniem i odznaczeniem. Przeznaczeniem, bo w wyścigu o te ziemie zwyciężyło najpierw Wielkie Księstwo Litewskie, a potem w porozumieniu z nim Korona, która nadała kształt kulturowy. Po unii lubelskiej całość nazwano Rzeczypospolitą Obojga Narodów. Odznaczeniem dlatego, że tam polska kultura stała się ponadnarodową, sprawdziła się i osiągnęła najwyższe loty.

Ale mogło być zupełnie inaczej. Gdyby Jogajła, nie zdecydował się na oparcie o łacińską Polskę i pozostał w świecie ruskim, Królestwo Polskie albo zostałoby wspólnie podporządkowane Państwu Moskiewskiemu i nie byłoby Grunwaldu, albo w późniejszym okresie doszłoby do wojny ówczesnego Wschodu z ówczesnym Zachodem. Litwa walczyłaby po stronie moskiewskiej,  Polska po stronie krzyżackiej, ale niezależnie od wyniku tej bitwy Księstwo Litewskie i państwo polskie, już w tamtym czasie, uzyskałyby taki mniej więcej status, jaki mamy dziś – czyli państwa walczącego o swój byt pomiędzy dwoma despocjami.

Stało się jednak inaczej, Grunwald wzmocniony późniejszą unią polsko-litewską i Rzeczpospolitej Obojga Narodów pozwolił na stworzenie polskiej cywilizacji, a więc niepowtarzalnej propozycji kulturowej, która pozytywnie rozwiązywała antagonizmy kulturowe przez okres kilku wieków. Powstanie królestwa Jagiellonów, mimo woli, umożliwiło Zachodowi korzystanie z „dobrodziejstw” odkrycia Ameryki i w konsekwencji kolonializmu.

Polska była więc tym przedmurzem chrześcijańskim, która zabezpieczała spokojny byt państwom i narodom europejskim, a jednocześnie, poprzez swoją pieczęć cywilizacyjną, zdobyła sobie prawo do bycia państwem wiodącym i przez to wkroczyła na płaszczyznę, w której toczy się nieustannie bezwzględna i śmiertelna walka i lepszy byt. Gdyby Stefan Batory żył dłużej lub gdyby hetman Jan Zamoyski, który górował nad innymi swym intelektem i wiedzą operacyjną, został królem Polski, los naszego kraju potoczyłby się innymi torami – lepszymi dla nas wszystkich.

Ciągła walka Kościoła o rozszerzenie swoich wpływów, o podporządkowanie sobie Konstantynopola, a potem Moskwy lub odwrotnie, zdominowały polską politykę od czasów Zygmunta III Wazy. Do tego czasu Królestwo Polskie, a potem Rzeczpospolita stały swoją całością i poczuciem jedności. Król był pomazańcem Bożym. Gdy okazało się, że Zygmunt Waza prowadząc targi z Habsburgami o oddanie im tronu polskiego, zdradził, całe morale szlachty i magnaterii załamało się. Król nie został ukarany i stracił swój status. I to właśnie od tego momentu zaczął się, tragiczny w późniejszych skutkach, podział na MY i TY. Od tamtego czasu przywileje zaczęły zmieniać swój skład „chemiczny” i podążać w kierunku liberum veto - takiego, jakie znamy dziś. Przywileje przestały służyły wzmacnianiu, jakbyśmy dziś powiedzieli, klasy średniej, a zaczęły wzmacniać prywatę. Rzeczpospolita jakby straciła swą ideę, a polską racją stanu stała się bardziej racją Kościoła, niż własnego państwa. Władysław IV był znakomitym żołnierzem i dowódcą, ale to nie wystarczyło. Mieliśmy wówczas najlepszą armię świata i najskuteczniejszą strategię; wygrywaliśmy wielkie bitwy rozbijając wroga do szczętu, a jednak nie potrafiliśmy zreformować swojego państwa. Gdzieś ta najważniejsza myśl krążyła nie w tych rejonach, co powinna. Potem przyszedł potop ruski i szwedzki, a za nim kompletna ruina majątków szlacheckich i magnackich oraz rozkład całego państwa. Ostatnim największym zwycięstwem znakomitej armii polskiej okazała się wiktoria wiedeńska Jana Sobieskiego. Osiemnasty wiek, to już powolny, coraz bardziej kontrolowany upadek Rzeczypospolitej. Królowie elekcyjni stali się naszym przekleństwem. Konstytucja 3 Maja i jej zwycięstwo, można powiedzieć „solidarnościowe”, stała się aktem agonalnym Starej Polski. W tle pojawiły się zabory. Król Staś podniósł polską kulturę, bo było jeszcze co podnosić, ale mimo to okazał się bez charakteru i jako pierwszy poszedł „po prośbie” do Katarzyny II. Zygmunt Waza i Król Staś, swoimi decyzjami, rozłożyli wszystko to, co zbudowało nasze 800-lecie państwa. Utrata Kresów była tylko kwestią czasu.

Podczas zaborów architektom świata zachodniego wydawało się, że polski konkurent do panowania nad innymi państwami został wyeliminowany. Trumna Rzeczypospolitej została wpuszczona w głęboko wykopany dół postanowień kongresu wiedeńskiego z 1815 r. i zakopana. Straż przy jej grobie pełniły nie tylko trzy państwa zaborcze, ale cała zachodnia Europa, aż do momentu, gdy nie skoczyły sobie do gardeł. Druga Rzeczpospolita wybucha; zła energia została wyładowana w 1920 r., w bitwie pod Warszawą i nad Niemnem. Jej odrodzenie wyprowadziło z tego błędu wszystkich, którzy sądzili, że jest już trupem. Dlatego w mentalności imperialistów istnienie Polski wolnej od podległości komukolwiek, staje się dla nich zagrożeniem i kwestią trudną do zniesienia. To kwestia psychologiczna. Nie dotyczy ona tylko Rosji i Niemiec, ale, jak się okazuje, również całego świata zachodniego, który stał się naszym przeciwnikiem, nie ze względów patologicznych, lecz czysto merkantylnych – po prostu chce dorwać się do surowców rosyjskich. A skoro Rosji nie może pokonać militarnie, musi zaakceptować jej agresywną politykę. W ten sposób staliśmy się ponownie ofiarą chciwości wszystkich stron. Tak więc istnienia Polski nie można wyprosić na kolanach, utrzymać nierządem, czy wystrajkować. Polskę można tylko wywalczyć, wygryźć i z taką samą determinacją utrzymywać. Ale do tego potrzeba odpowiednich ludzi.

Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (6 głosów)

Komentarze

Ciekawe. Każdy, nawet nie historyk, ma jakieś swoje przemyślenia. I ja tak prywatnie początek schyłku Polski, lokuję od Zygmunta III Wazy.

I to przeniesienie stolicy z Krakowa do Warszawy, by być bliżej interesów w Szwecji,  pod pretekstem częściowego pożaru Wawelu.  / Wawel to był kamień na skale i drewno na stropy, a tego w tej części Polski  nie brakowało, pełen dostatek, oraz ludzi, poddanych  do szybkiej odbudowy też przecież nie . Toż taki port w Gdyni, inwestycja ogromna,  zbudowano od podstaw w dużej części, jeszcze w XXw.   chłopem i furmankami /

W ten sposób stolica, centrum życia politycznego, bezbronna od wszystkich stron stanęła na osi Berlin - Moskwa, z niszczącym skutkiem dla siebie i państwa polskiego wiadomym. Kraków od południa był chroniony przez góry, dla Niemców i Rosji znacznie mniej dostępny do XX w. /. Ale  to tylko przyczynek, do Twojej analizy . 

janksero

#1632739

@ Janksero

Tak, ze strategicznego punktu widzenia przeniesienie stolicy do Warszawy było błędem. Lecz, w tym czasie zaczynała się rozmywać ta skała wawelska, o której piszesz, a zaczynało się rozdrobnienie mentalności związanej z okresem jagiellońskim. W tle była już sprzedaż ziemi i spekulacja na nie niej.  Zwłaszcza spekulacja zaczęła rozbijać dotychczasowy etos szlachecki. Ten proces raz wyłaniał jedną grupę magnatów, innym razem drugą, ale wszystko kosztem tradycyjnego etosu. Ten proces rozdrobnienia z jednej strony był błogosławieństwem, bo eksportował demokrację, pałce, dwory i dworki zaczynały żyć polską tworzącą się cywilizacją, ale z drugiej państwo było zbyt słabe, aby ten proces spiąć w jedną całość.  I to był problem.

Warszawa więc z kulturowego punktu widzenia była obciążeniem, lecz z gospodarczego jednak chyba już nie, bo tworzyła nową rzeczywistość. Ale dzisiaj, po tej fatalnej komunistycznej transformacji, w której ludność została wymieszana i dziś jest największą wsią postpeerelowską, powrót do starej Stolicy, w której  czynnik polityczny jest bardziej stabilny, byłby chyba zasadny. Tak, tylko problem, kto to zrobi? 

Ryszard Surmacz

#1632763

Moja nauczycielka historii w technikum bardzo dużo przekazywała nam informacji i faktów, które wtedy jeszcze niemal nie można było o nich mówić. A chcę powiedzieć, że technikum kończyłem w 1988 roku, w czasie jeszcze głębokiej i szarej komunistyczno-wolskiej polskiej rzeczywistości. Wtedy ja już naprawdę dużo wiedziałem, czytałem podziemne wydawnictwa na temat najnowszej i tej starszej historii Polski. Dochodziło do tego, że nauczycielka dawała mi 5-tkę ze sprawdzianów i ich nie oddawała (pewnie ze strachu, żebym ja ich nie pokazywał innym). Ale zaszczepiła we mnie miłość do historii. Kiedyś na lekcji zapytała nas nastolatków (klasa była w całości męska) czy np. 50 lat w historii Polski i świata do dużo czy też mało. Dla nas było oczywiste, że to bardzo dużo, natomiast Ona stwierdziła, że w obliczu całej historii to bardzo mało. I ja jej przyznaję rację. 

A tak ad meritum notki. Największym błędem Polaków byli właśnie królowie elekcyjni. 

Pozdrawiam

krzysztofjaw

#1632905

@ krzysztofjaw

Nauczyciele mogą mieć duży wpływ na przyszłe zainteresowania ucznia - obie strony. Lata 80-te to już bułeczka z masłem, w porównaniu do lat 60-tych a zwłaszcza wcześniejszych, które znam tylko z opowieści. Nie wiem w jakiej części Polski chodził Pan do technikum, ale wówczas byliśmy po okresie "S" i już o Katyniu mówiło się oficjalnie; wychodziły też ciekawe książki. Trudno powiedzieć dlaczego nauczycielka historii nie oddawała Pańskich wypracowań? Jeżeli jeszcze żyje, warto ją zapytać. Sam jestem ciekawy. Ale ogólnie myślę, że miał Pan dobrą nauczycielkę. 

Natomiast pytanie, czy 50 lat to długo czy krótko, powinno się stawiać na początku każdego roku w szkole podstawowej i średniej - jako zadanie domowe. To niezwykle ważne pytanie, które potrafi ustawić wyobraźnię ucznia na zawsze. Dziś horyzont przeciętnego Polaka nie wykracza poza 1939 r. 

Oczywiście, że okres królów elekcyjnych przyniósł Polsce wiele szkód, ale chyba jeszcze gorszą była  skłonność Polaków do zawierania unii wszelkiego typu. Ktoś kiedyś policzył, było ich kilkadziesiąt. To dopiero rozbija poczucie tożsamości. Przykładem najnowszym jest choćby obecna UE. W Każdej unii silniejszy staje się jeszcze silniejszym, a słabszy - nieuchronnie jeszcze słabszym.

Pozdrawiam 

Ryszard Surmacz

#1632933