Merkel, Schetyna i bon ton czyli... znaj proporcjum mocium panie! Echo wizyty.

Obrazek użytkownika contessa
Kraj

Wizyta liderów PO i PSL w warszawskich włościach ambasady RFN podczas wizyty kanclerz RFN w Polsce 7.02.2017 r. w ogóle nie powinna się odbyć.  

Schetyna jest barani łeb i parweniusz ale z racji kilku wcześniej sprawowanych funkcji państwowych doskonale wie, że nie miał prawa  w ogóle pretendować o spotkanie z kanclerz Merkel, a tym bardziej moczyć jej kreacji  łzami, przelewanymi nad ciężkim losem niemieckich inwestorów w rzekomo demolującej demokrację, gospodarkę i w ogóle cały dotychczasowy wspaniały eurokołchoźny ład  Polsce bo jej wizyta była  na zaproszenie Premiera RP i miała status  pierwszej oficjalnej wizyty w Polsce po zmianie władzy w wyniku wyborów 2015.

Na dodatek A.Merkel przybywała na nie solo, bez świty członków swego gabinetu, bez sekretarzy, doradców d/s i ich sekretarzy, doradców itd. co już było poważnym sygnałem dla G.Schetyny, że  priorytet i status quo tej wizyty otwiera się i zamyka  w tete a tete  obu pań polityk - kanclerz RFN  i premier RP. 

Innym sygnałem dla Schetyny było wskazanie przez kancelarie i sekretariaty Merkel klamki i wycieraczki równie wybitnym i zasłużonym dla Berlina i Brukseli jak Schetyna i Kamysz  liderom polskiej opozycji  Petru i Kijowskiemu. Pominę osobiste podejrzenia, że  „załatwił” im to właśnie Schetyna...

Kolejnym sygnałem dla Schetyny by nie pchał się na chama między szampana i kawior powinien był być również akt wystosowanej przez Kancelarię Merkel  do Kancelarii Prezydenta RP prośby o przyjęcie pani kanclerz przez  Prezydenta RP, A.Dudę.

 

Nie wiadomo - i chyba nigdy nie będzie - co zaciążyło na dziwnej decyzji pani kanclerz by do jej warszawskiego spotkania ze Schetyną  i Kamyszem, w końcu tylko  jakimiś prezesikami jakichś partii doszło  jeśli charakter jej wizyty był wyjątkowo specyficzny.

Bardzo źle by było gdyby powodem spotkania ze Schetyną i K.-Kamyszem były tylko jej sentymenty  – spotkanie z przedstawicielami BMW koalicji, przez 8 lat swego rządzenia Polską  żyjącej w ścisłej symbiozie i pełnej zawisłości od Berlina i jego filii – Brukseli.

Owszem! Zaproszona do Warszawy czy Helsinek, Lizbony, Pragi  itd. głowa jakiegokolwiek państwa ma prawo „na własnej ziemi” jaką jest misja dyplomatyczna jej państwa, wszędzie, nawet w Timbuctu czy na Wyspach Bergamutach spotkać się z kim chce ale właśnie  super oficjalna ranga wizyty szefa rządu RFN Merkel na zaproszenie szefa rządu RP wyznaczała pewne granice, które Merkel złamała!

Bo – nie wypada to politykowi i dyplomacie jej  rangi.

Bo – nie wypada odbywać takich spotkań w chwili gdy jej dalsze kanclerstwo wisi na włosku.

Bo – co najważniejsze -  było to pierwsze oficjalne spotkanie z nowym premierem RP w Polsce.

To ono właśnie wytyczyło Angeli granice wizyty i jej kontaktów na ziemi polskiej, granice które nie powinny być przez gościa przekroczone bo nie spotyka się zwykły stołeczny Kowalski z kumplem z wojska Nowakiem z Poznania by stuknąć w drzwi sąsiadowi Malinowskiemu – stary, wdepnij do nas albo my przyjdziemy do ciebie  bo mi przyjechał w gości kumpel, z którym masz się znać  z woja...

Co robi Angela? Zamiast na ten swój pierwszy oficjalny raz w Warszawie bycia wyłącznie gościem strony zapraszającej czyli premier Beaty Szydło i jej rządu bo tak wymaga protokół,  Angela staje się „gospodarzo-gościem” nagranego przez jej kancelarię i komórkę MSZ  spotkania ze Schetyną i jego pryzwoitką K.-Kamyszem z PSL.

Spotkania z kim w zasadzie? 

Z „tym” Schetyną – nie tylko liderem partii,  będącej po wyborach 2015  do dziś najgłówniejszym spiritus movens licznych donosów na Polskę, składanych w Brukseli, w Berlinie, Strasburgu i gdzie tylko się da, lecz również jednym z najaktywniejszych ich kurierów.  Czyli – ze zdrajcą polskiej racji stanu.

 

To co zrobiła Merkel w Warszawie byłoby nie do pomyślenia w Waszyngtonie, w Moskwie, Pekinie, nawet w Paryżu i Londynie...

Prawdę powiedziawszy – to niby niewieleznaczące spotkanie w Ambasadzie RFN 7.02.2017  rzuciło bardzo gruby cień na osobę kanclerz Merkel ponieważ na oczach Polski i świata  dokonała się publiczna obraza  rządu RP, polskiego społeczeństwa, jego suwerennej woli i pochwała Targowicy przez najwyższego przedstawiciela innego państwa i jednego z wciąż najbardziej liczących się  polityków w świecie.

 

No, ale stało się! Do spotkania Merkel i Schetyny w duecie z K.-Kamyszem doszło. Po przyjacielsku dostali po kawałku „kuchen” i kawy, co do znudzenia pokazywały i komentowały dumne z „wielkiego sukcesu międzynarodowej polityki totalnej opozycji” mainstreamowe media. Był wielki szum i fanfary ale co obaj „męże stanu” załatwili – o tym już mainstream milczał. Tak jak wciąż milczy po tamtym wtorku czy „urośli” w oczach pomarańczowej i czterokoniczynnej opinii publicznej choć o milimetr bo właśnie  uwagi i sukcesów na cito potrzebuje podwójnie zmielona w wyborach Platforma Obywatelska.

Najbardziej szumu, fanfar i podwyżki słupków potrzebuje  właśnie Schetyna – wielki miś o mikroskopijnym  móżczku, przez wiele lat  jak nie w cieniu to pod podkutym hacelami kapciem samca alfa Donalda, a gdy Donald zwiał do Brukseli to nadal wciąż niezauważany, wciąż niedoceniany jak należałoby się majestatowi bądź co bądź barona.  Że jest  wielki przywódca wielkiej partii  i wielki polityk musiał jakoś  pokazać niewierzącym już w PO Polakom, że jest bardzo ceniony na arenie międzynarodowej bo dla niego nawet wielka Merkel złamała dyplomatyczne konwenanse. No i oczywiście, że jest wielkim Europejczykiem, zatroskanym o interesy europejskich obywateli w Polsce podczas gdy ta Polska chce wyprowadzać Unię z Unii...

No i  nie na ostatnim miejscu - Schetyna musiał pokazać Polsce i światu, że premier cień  gabinetu cieni  w ogóle nie jest niższy od urzędującej premier RP urzędującego gabinetu.

Czy A.Merkel spotkaniem ze Schetyną w swej ambasadzie chciała dać dyplomatycznego psztyczka w nos premier Szydło? Być może w jakimś stopniu tak, a może nie. Tu można tylko dywagować ale niesmak opinii publicznej jest, a smród po tym spotkaniu jeszcze długo będzie towarzyszył - Merkel,  stosunkom polsko-niemieckim i najbardziej Schetynie, K.-Kamyszowi, PO i PSL.

 

Największym przegranym w tym cyrku jest Kosiniak-Kamysz, który jak niemowlak dał się wciągnąć w chytrą gierkę Schetyny. Pokazał, że PSL wciąż chodzi na pasku ex koalicjanta i jego – dość często rozsądnych wypowiedzi i reakcji na postępowanie reszty opozycji względem obecnych władz RP – musi być traktowane z dużym dystansem. Jeśli PSL już tak na prawdę bardzo jest bliski los polskiej mniejszości w Niemczech, z czym Władysław popielgrzymował za baćką Grigorem do Merkel w Warszawie, to powinien najpierw spotkać się z tą  mniejszością w Niemczech i wykorzystując własną potrójną pozycję - lidera PSL + posła w Sejmie RP + przewodniczącego klubu poselskiego PSL, zainicjować sprawę na poziomie Sejmu bo i tak tylko rząd RP - via lub + MSZ - będzie tą sprawą w rezultacie się zajmował i pilotował.

Nie wszystko wypada załatwiać przeskakując na rympał  kilka schodów  naraz tylko  z tytułu bycia byłym koalicjantem byłej partii rządzącej i aktualnie opozycją władz państwowych. K.-Kamysz i PSL za ten numer momentalnie by dostali nokaut w szczękę gdyby u władzy była PO i bez jej znania PSL właziłby w buty rządu.

Można być superwściekłym przeciwnikiem partii sprawującej najwyższą władzę w państwie ale demonstrowanie bycia przeciwnikiem tego państwa, choćby z tytułu bycia opozycyjnym posłem czy senatorem lub liderem opozycyjnego ugrupowania, jest zwykłą ordynarną Targowicą!

 

Znaj proporcje, mocium panie!...  

 

PS. Oczywiście G.Schetyna może używać argumentu, że jeśli prezes PiS miał 7.02.2017 r. prawo spotkać się  z kanclerz Merkel to dlaczego nie miałby tego prawa prezes PO i prezes PSL.  Jeśli to robił to znaczy, że całkowicie wystrzelił się na orbitę  absurdu i całkowicie utracił przytomność, polityczne wyczucie, poczucie proporcji i etyki, a jego pojmowanie dyplomacji ma z prawdziwą dyplomacją jeszcze mniej wspólnego niż np. zwykłe krzesło z krzesłem elektrycznym.

 

 

 

 

 

 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.9 (głosów:13)

Komentarze

Polaków, otrzymywanych przeze mnie pocztą i telefonicznie po 7.02.2017 - dniu wizyty A.Merkel w Polsce i wydarzeń tej wizycie  towarzyszących. Tekst ten wciąż powstawał i leżał w szufladzie, w pewnej chwili tracąc z dnia na dzień aktualność. 

Wdzięczna jestem Panu Kokos26 za Jego artykuł:

http://niepoprawni.pl/blog/kokos26/dwrskie-ciury-w-niemieckiej-ambasadzie

do którego powyższy wpis jest komentarzem ze względu na swą  nie  "zakończoną" "do publikacji formę  ale za to nie pozbawiony surowej  autentyczności jego prawdziwych Autorów.  

Jeszcze raz dziękuję  Kokosowi i pozdrawiam Czytających.

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
0

contessa

___________

"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być". L.Kaczyński

 

 

#1533546

Z PO-PSL, do większej aktywności na polu odebrania władzy PIS-owi.

Bo się skończy dotacja srebrników.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

Jestem jakim jestem

-------------------------

"Polska zawsze z Bogiem, nigdy przeciw Bogu".
-------------------------

Jestem przeciw ustawie JUST 447

#1533551

... po tych "targowiczanach"? Zarówno "Gregor Strychnina", jak i "Wołodia Kociemniak-Kamyk" mają w swych genach "europejskość" zamiast polskości. To ludzie(?) bez honoru. Cierpią oni na syndrom sługusa. Jeśli nie mają pana lub pani nad sobą, którym mogliby służyć, to są nieporadni jak niemowlaki. Nie potrafią się odnaleźć w XXI-wiecznej polskiej rzeczywistości.

Odrębna sprawa, - to popełniony potężny nietakt przez "piękną" Angelę. Ongiś w zamerzchłych czasach nie dane jej było na szkoleniach GRU i KGB nauczyć się zasad dobrego wychowania i ogłady politycznej. Ćwok zawsze będzie ćwokiem nawet wówczas, gdy będzie na szczycie władzy z wyboru poprzez taki sam "ćwokowy" elektorat.

Prawdą jest, że większym od "pięknej" Angeli ćwokiem jest "Ewka łot Kopaczów", która swego czasu miała wielki kłopot w utrzymaniu "prostoliniowego toru jazdy" po czerwonym dywanie u boku "pięknej" Angieli, że nie wspomnę o jej obietnicach wyborczych:

 

A powracając do tych dwóch ancymonów, to jestem pewien, że "Gregor Strychnina", jak i "Wołodia Kociemniak-Kamyk" już wkrótce przestaną się "siepać jak stare prześcieradło", gdy usłyszą zarzuty z prokuratury.

Twój wpis świetnie uzupełnia felieton Mirka Kokoszkiewicza.

Pozdrawiam,

Satyr 

 

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0

___________________________
"Pisz, co uważasz, ale uważaj, co piszesz". 

© Satyr


 

#1533557