Afera, której nie było

Obrazek użytkownika kataryna
Kraj


Ireneusz Krzemiński: Nie
ulega dla mnie najmniejszej wątpliwości, że mamy do czynienia ze
starannie przygotowaną akcją polityczną, wymierzoną w rząd oraz
osobiście premiera Tuska, a także w drażniący opozycję pozytywny obraz
Platformy. (...) W przypadku tego, co media ochrzciły "aferą hazardową"
właściwie nie mamy do czynienia z żadną aferą. (...) Żądania
atakujących PO komentatorów, dziennikarzy i polityków, zmierzały w
kierunku natychmiastowego "wyświetlenia" afery, chociaż można się
domyślać, że wiele do wyjaśniania już nie ma.

Zazdroszczę Krzemińskiemu, który już wszystko wie, wszystko zrozumiał i
o nic pytać nie czuje potrzeby. Ja niestety, im bardziej się tej aferze
przyglądam, tym bardziej jestem przerażona. Ale może to wszystko jest
tylko zbiegiem dziwnych okoliczności, zupełnie przypadkowo układających
się w dość logiczny scenariusz. Kto czytał moje poprzednie wpisy, wie
jaką mam hipotezę, ale chciałabym ją jeszcze powałkować. Za liczne acz
nieuniknione powtórzenia z góry przepraszam, ale im częściej czytam, że
właściwie afery nie ma, tym bardziej mam potrzebę o niej pisać, bo jest
to jedna z grubszych afer III RP.

Rok 2007

Marzec

Totalizator Sportowy planuje rewolucję - wprowadzenie wideoloterii.
Branża hazardowa nie ma wątpliwości, że nowe gry poważnie zagrożą
"jednorękim bandytom". Komentarze brzmią alarmistycznie: "Wideoloterie wstrząsną rynkiem". Ówczesny prezes Totalizatora zapowiadał w wywiadach ostrą walkę.

Jacek Kalida: Jesteśmy
na nią [drastyczną wojnę z branżą  "jednorękich bandytów"]
przygotowani. Przewidujemy, że w pierwszym roku możemy zainwestować w
wideoloterie nawet 200 mln EUR! Mamy też świadomość, że nadepniemy na
odcisk nie tylko legalnym uczestnikom rynku, ale też tym z szarej
strefy. Np. w Szwecji, kraju z niską przecież przestępczością, szara
strefa broniła się przed wideoloteriami, stosując szantaż, groźby, a
nawet bardziej drastyczne formy nacisku. Zapewniam, że determinacji ani
nam, ani naszemu właścicielowi nie zabraknie.

Rok 2008

Kwiecień - wrzesień

Wiceminister Finansów Jacek Kapica przygotowuje ustawę, która mocno
uderzy w branżę hazardową, nie tylko dlatego, że nałoży na nią
dodatkowe obciążenia finansowe (dopłaty do gier), ale także dlatego, że
da większe możliwości kontroli hazardowego biznesu, bo choć oficjalnie
jest on bardzo mało rentowny, "na lewo" przynosi gigantyczne zyski,
służy też grupom przestępczym do prania pieniędzy. Walka kończy się w
połowie września.

16 września

Jacek Kapica informuje hazardowych lobbystów, że zgłaszane przez nich w
trakcie prac nad ustawą uwagi dotyczące kluczowych dla nich zapisów nie
zostaną uwzględnione.

Pismo Jacka Kapicy do lobbystów z 16 września

18 września

Komitet Rady Ministrów przyjmuje projekt ustawy i kieruje go do dalszej
obróbki legislacyjnej, ale najważniejsze (a dla branży hazardowej
zabójcze) rozwiązania zostały przyjęte, to co zostaje to właściwie
kosmetyka, w rodzaju rozszerzenia uzasadnienia i innych drobiazgów.
Projekt jako taki jest klepnięty.

Pismo Jacka Kapicy do Sekretarza RM z 18 września

29 września

Schetyna odbywa z Sobiesiakiem rozmowę, o której potem bardzo nie
chciał pamiętać, zmyślając, że właściwie tylko minął się z nim w
drzwiach biura poselskiego. Rzeczniczka MSWiA pisze co prawda w
oświadczeniu, że "specjalnego, osobnego spotkania z pewnością nie było"
ale trudno uwierzyć, że Sobiesiak "przechodził z tragarzami" koło
lotniska, na którym był Schetyna. Wygląda na to, że pogonił za nim z
jakąś ważną sprawą.

Sobiesiak do Koska: Słuchaj, bo idę do tego ważniejszego u nas, wiesz. Kur..., jak mam z nim rozmawiać, co mam zakomunikować mu?
Że to są pisiory-czy co? Ten, ten, ten się nazywa Kawalec, tak? (...)
Dobra. I teraz ty powiedz mi, ta ustawa mówisz przeszła, tak? (...) Co
mam mu w dwóch słowach powiedzieć takiego co ten, ten co... Bo ma mi
Sławek przygotować, ten chudy, ma mi przygotować takie wyliczanki, co
oni tam wyrabiają z tą ustawą, że ona jest kompletnie pierdol... i nie
tędy idą. (...) No to jeszcze na pewno nie ma. No, no to dobra, no to ja kur... po prostu... Po prostu mu powiem kur... w oczy i tyle. Niech zapier...

Sobiesiak do Chlebowskiego: Cześć. Słuchaj, wchodzę teraz do Grześka. Czy kur... mam go coś poprosić, żeby jeszcze tam coś nacisnął on? Czy jak ty uważasz?

Sobiesiak do Kalinowskiego: Teraz mi powiedział Grzesiu: "Ty jesteś kutas", mówi. "Zawsze na ostatnią chwilę".

3 października

Niekorzystny dla branży hazardowej projekt zostaje zatwierdzony i do
dzisiaj figuruje w Biuletynie Informacji Publicznej z adnotacją "Stan prac: projekt aktualny. Czeka na  wyznaczenie terminu posiedzenia komisji prawniczej",
choć w marcu został zmieniony i chyba aktualny projekt nosi datę 31
marca 2009. Ale tego po wystąpieniu ministra Boniego nie wiemy na pewno
bo podobno cichaczem pisze się całkiem nowa ustawa.

Pismo do Rządowego Centrum Legislacji z 7 października

Sylwester 2008

Zbigniew Chlebowski bawi w Zieleńcu, w hotelu będącym własnością
Ryszarda Sobiesiaka i jego córki Magdaleny. Miejsce musi być urocze bo
urlop później spędza tam także Marcin Rosół z rodziną.

Rok 2009

Marzec

Ryszard Sobiesiak: Musimy Zbyszkowi wytłumaczyć, żeby to puścił dalej, że to jest dla nas kaplica (...) Kapicę mieli wypier... (...) Mirek spotyka się za chwilę z Grześkiem, dogadają się (...) Albo oni ze mną w ch...grają, albo nie wiem, bo przecież żeśmy się na coś umówili .

Maj

Dwaj członkowie zarządu Totalizatora - Dudziński i Gosek - zgłaszają do
ustawy propozycje, które zbulwersowały branżę hazardową. Proponowane
rozwiązania zapewniłyby Totalizatorowi dominującą pozycję i poważnie
osłabiłyby konkurencję, czyli hazardziarzy od "jednorękich bandytów".
Na dodatek wraca pomysł wideoloterii, całkiem nowej i potencjalnie
atrakcyjnej gry, na którą monopol będzie miał Totalizator, będzie ona
konkurować bezpośrednio z automatami. Dla branży hazardowej to
śmiertelne zagrożenie, zwłaszcza jeśli nowa ustawa ograniczy możliwości
oszukiwania, które jest w tym segmencie nagminne.

26 czerwca

Marcin Rosół, szef Gabinetu Politycznego Mirosława Drzewieckiego, a
wcześniej asystent samego Schetyny, podsyła CV Magdaleny Sobiesiak
wiceministrowi skarbu państwa. "Przesyłam CV osoby rekomendowanej przez MSiT do zarządu Totalizatora, napisz mi proszę w jakim terminie może nastąpić wybór".
Gdy Rosół zgłasza Sobiesiakównę do konkursu, stanowisko, które ta ma
zająć ciągle jeszcze pełni jeden ze współautorów wspomnianego wcześniej
listu, Piotr Gosek, a konkurs na stołek po nim nie został ogłoszony.

30 czerwca

Minister Skarbu wykonujący uprawnienia Zgromadzenia Wspólników
Totalizatora, powołuje dwóch nowych członków Rady Nadzorczej, jedną z
nich jest Monika Rolnik, dyrektorka z Ministerstwa Sportu, znana także
jako "dziewczyna od Drzewka" .
Minister odwołuje też z zarządu Piotra Goska, choć być może to jakieś
przejęzyczenie w oficjalnym komunikacie Ministerstwa Skarbu, bo zgodnie
z par. 18 umowy spółki, Zgromadzenie Wspólników może tylko zawiesić w
czynnościach członka zarządu. Powody zmian w organach Ministerstwo
przedstawia bardzo ogólnikowo: "usprawnienie działania ww. organów oraz polepszenie współpracy pomiędzy organami Spółki".

Komunikat Ministerstwa Finansów ws. zmian w spółce
Umowa spółki Totalizator Sportowy

21 lipca

Rada Nadzorcza Totalizatora wszczyna postępowanie kwalifikacyjne na
członka zarządu. W konkursie wystartuje, o czym wiadomo już od
miesiąca, Magdalena Sobiesiak.  Magdalena Sobiesiak ostatecznie wycofa
się z konkursu, który będzie przebiegał następuąco. Z 11 kandydatów po
ocenie formalnej zostanie 6, w tym Magdalena Sobiesiak. 19 sierpnia
wszyscy kandydaci zostaną zaproszeni na rozmowę kwalifikacyjną, której
przebieg ustali Rada Nadzorcza na posiedzeniu 18 sierpnia, na 8 dni
przed samą rozmową. Przed przesłuchaniami Nadzorcza ustali listę 7
pytań, wszyscy kandydaci dostaną dokładnie te same pytania. Każdy z
pięciu członków Rady Nadzorczej będzie oceniał kandydatów "wypeł niając indywidualne karty ocen przygotowane dla każdego z kandydatów".
Sądząc po tym, że procedura skończy się tajnym głosowaniem, w którym
Rada Nadzorcza wybierze zwycięzcę (w tym przypadku stosunkiem głosów
3-1-1, nie będzie automatycznego zliczania punktów przyznanych przez
każdego oceniającego, a arkusze ocen będą miały raczej funkcję
pomocniczą.

Sprawdziłam dokumentację konkursu i jego przebieg podaję za protokołem,
a opisuję tak obszernie, żeby każdy mógł sobie wyrobić zdanie na temat
szans kandydatki, która miałaby w komisji sprzyjającą jej osobę. "Swój"
człowiek w komisji może wesprzeć kandydata na różne sposoby -
uprzedzając go jakie będą pytania (a jak ma siłę przebicia może nawet
na listę 7 pytań wpisać pytanie przygotowane przez samego kandydata),
zaniżając punktację konkurencji, zawyżając punktację faworyta, lobbując
za nim w rozmowach z resztą komisji, a na koniec jeszcze oddając na
niego głos w tajnym głosowaniu. Przy takiej procedurze, gdyby
"dziewczyna  od Drzewka"  zechciała współpracować, Magdalena Sobiesiak
raczej miałaby wygraną w kieszeni.

Zarząd Totalizatora jest trzyosobowy (w tym jeden reprezentant załogi),
Sobiesiak odpowiadałaby za sprzedaż i marketing, czyli za to co
najważniejsze dla jej taty i kolegów z branży. Mając swojego człowieka
w zarządzie Totalizatora, branża hazardowa pozbyłaby się groźnego
konkurenta, nie musiałaby go nawet wypychać z niszy, w której chce
dominować, bo mogłaby sprawić aby decyzjami Sobiesiakówny sam się z
niej wycofał. Albo w nią nawet nie wchodził. Pewnie więc szybko
okazałoby się, że te wideoloterie to fatalny pomysł i Totalizator z
niego rezygnuje, na pewno też nie zgłaszałby już idiotycznych uwag do
projektu ustawy o grach. Sprawa córki Sobiesiaka to nie było szukanie
ciepłej posadki ale wsadzanie konia trojańskiego do państwowej firmy. A
sądząc po tym ile osób i jak intensywnie się w to zaangażowało, branża
bardzo na konia liczyła.

30 lipca

Na spotkaniu z ministrem Bonim i wiceminister finansów
Suchocką-Roguską, Donald Tusk poleca pisanie nowych założeń do ustawy o
grach. Jest to decyzja widmo, pojawiła się dopiero - i wyłącznie - w
sejmowym wystąpieniu Boniego. Zrozumienie znaczenia tej daty
przybliżyłoby nas do zrozumienia roli  (być może mimowolnej) Donalda
Tuska w całej sprawie. Ważne jest bowiem nie tylko to, że Tusk - jeśli
faktycznie wydał takie polecenie - wyrzucił do kosza niewygodną dla
hazardziarzy ustawę i efekt ponad rocznych prac, ale przede wszystkim
zrobił to chyba za plecami Jacka Kapicy, który nie uczestniczył w tym
spotkaniu i jeszcze 26 sierpnia był przekonany, że projekt nad którym
ponad rok pracuje jest nadal aktualny. W notatce z tego spotkania,
pisanej przez Kapicę dopiero w połowie września, nie ma nic co
wskazywałoby, że spotkanie dotyczyło projektu dawno już zarzuconego.
Nie trafiłam na żaden ślad po lipcowej decyzji Donalda Tuska, inny niż
notatka Cichockiego (bez potwierdzenia w notatce Kapicy) i wystąpienie
Boniego (bez potwierdzenia w czymkolwiek). Nawet jednak tu występuje
kilkutygodniowa rozbieżność w dacie wydania polecenia. Mam wrażenie, że
na przełomie lipca i sierpnia Tusk utracił zaufanie do Kapicy i odebrał
mu ustawę, Kapica chyba nawet nie wiedział co się z nią dalej dzieje.
Ten okres i przełomowa data 30 lipca to największa zagadka tej afery,
Tusk poddał Kapicę akurat wtedy gdy Kapica się z lobbystami uporał.
Całkiem bez sensu.

Październik

Niekorzystna dla hazardziarzy ustawa o grach jest w koszu i nie ma
żadnej szansy, żeby weszła w życie w przyszłym roku. Trwają prace nad
założeniami nowej ustawy, których zarys sformułował prawdopodobnie sam
premier. Nie jest natomiast jasne czy i jaki udział w dalszych pracach
przewidziano dla Jacka Kapicy, wygląda na to, że przynajmniej na
początku został pominięty, a gdy potem został dokooptowany, to w tak
dyskretny sposób, że do połowy września się nie zorientował.

Nie ma wielu scenariuszy, które można tu sklecić. Cel, interesariusz,
ich cele i działania, świadomi lub mimowolni wspólnicy - to wszystko
jest już w miarę czytelne. Zagadką pozostaje natomiast rola samego
Tuska, który jedną nieformalną decyzją zrobił to co się przez ponad rok
nie udało lobbystom i ich cichym pomagierom. Z czyjej inspiracji i do
jakiego stopnia świadomie wyrzucił do kosza ustawę i zmarginalizował
udział Kapicy w pracy nad założeniami kolejnej, a tym samym zrealizował
dwa najpilniejsze postulaty hazardziarzy?

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Ano TAK

nie było,wszak wszystko było wczesniej POstanowione

więc,gdzie TA AFERA...? pytają fachowcy od LICZENIA GŁOSOW

 

 

gość z drogi

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#34191