O miechu, pogrzebaczach i o chłopcach z Woli

Obrazek użytkownika Mohair Charamassa
Kraj

Zostawmy ich. Wzruszmy ramionami i przestańmy słuchać. Ich prawda o Powstaniu jest jak prawda tych, którzy głoszą prawdę o powodzi: jeśli woda znajdzie się u góry – spływa. Komu potrzebne takie bzdury?

My prawdy nie musimy szukać. Ona jest i będzie. Zawarta w losach bohaterów i strażników pamięci.
Każdy dotyka jej i przyjmuje w nieco odmienny sposób. Poprzez losy rodziny, narodową dumę, poprzez modlitwę za zmarłych. Dzielmy się nią, podtrzymujmy pamięć, cieszmy się, że nie udało się jej ugasić mimo żałosnych działań lepiej wiedzących recenzentów historii.

Mnie, zawsze gdy brzmią syreny w godzinę W, stają przed oczami dwaj chłopcy z Woli, Tadek i Beniek, którzy, gdy trzeba było stanąć w obronie skrwawionej Warszawy i Polski – stanęli. Z Tadkiem nie miałem okazji porozmawiać, jeden z sąsiadów powiedział nam, że z Okopowej miał przebić się na Starówkę. Ślad po nim zaginął. Zginął jako Żołnierz Nieznany. Cześć jego pamięci!

Z Beńkiem, ( Bernardem Cywińskim, ps. „Orzech”) spotkałem się po latach w Anglii. To mój wujek. Wiecie, co mi powiedział, gdy go pytałem o sens Powstania? Daj sobie spokój. Nie dyskutuj. Jak ktoś cię spyta, powiedz mu: bujaj się, frajerze! On też był chłopcem z Woli. Zmarł w zeszłym roku ...

I to, niniejszym, czynię.

Dziś słyszę, czytam i muszę się potykać o garstkę pogrzebaczy, którzy w Powstaniu chcą widzieć tylko popiół. Po co nam pogrzebacze, gdy płomień ciągle płonie? Odstawmy ich do kąta. Do kąta historii, niech stoją i rdzewieją.

My mamy pilnować miecha. Podtrzymać ogień, który oni chłopaki i dziewczęta z Woli, Starówki, Czerniakowa, z całej Warszawy wzniecili dla nas. Dziękuję Wam Niepoprawni, dziękuję chłopakom ze stadionów, dziękuję wszystkim, dla których jest to aż tak proste.

A innym: bujajcie się, frajerzy!
Ja też jestem z Woli.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Dziękuję za ten tekst który chyba bardzo był mi potrzebny w tych ciężkich czasach. Cieszę się, że nie odszedłeś z NP niedawno (była taka rozmowa o ile pamiętam).
MASZ RACJĘ!
Niech się bujają, frajerzy.
Ja też jestem z Woli (naprawdę).
Pozdrawiam
Honic

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#373009

Bardzo dobry tekst.10
Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#373010

nich, za niedługi czas nikt nie będzie pamiętał. A o "chłopakach i dziewczętach z Woli, Starówki, Czerniakowa, z całej Warszawy" i Twoim wujku Beńku pamięć przetrwa na wieki. Jak o Spartanach.

Pozdrawiam

HdeS

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

HdeS

#373015

10* z pozdrowieniami.
contessa

_______________
"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być".
Lech Kaczyński
_______________
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten aldd meg a Magyart

"Urodziłem się w Polsce" - Złe Psy :
http://www.youtube.com

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

contessa

___________

"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być". L.Kaczyński

 

 

#373024

A ja jestem z Ochoty:) Ale teraz od kilku lat już z Nowego Miasta. Na kamieniczce, w której teraz mieszkam, jest znak barykady, bo właśnie tutaj w Powstaniu Warszawskim stała barykada, która broniła przed atakami niemieckimi od strony Wisły.
A kilkadziesiąt metrów dalej stoi gmach Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych, jeden z głównych punktów oporu powstańców - prawdziwa twierdza, o którą przez niemal cały sierpień toczyły się wyjątkowo krwawe boje, w których zginęło blisko 100 powstańców.

Wiem komu zawdzięczam to, że chodzę tu po uliczkach mających polskie nazwy i chylę czoła przed pamięcią także Twojego Wujka.

A frajerzy - niech się bujają!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#373048

Niemiecki zbrodniarz, który był odpowiedzialny za rzeź warszawskiej Woli był SS-Gruppenfuhrer Heinz Reinefarth, któremu pomagały takie mendy jak ta widoczna na fotografii niżej.

Na zdjęciu Heinz Reinefarth (po środku z Krzyżem Rycerskim) podczas walk na Woli. Dowodził z autobusu sztabowego, ustawionego przy skrzyżowaniu ul. Syreny i Wolskiej. Drugi z lewej to przypuszczalnie informator (menda), który przedostał się z terenów powstańczych i wskazuje na mapie polskie pozycje.

Nie oszczędzali nikogo.

Niemieccy zbrodniarza mordowali każdego schwytanego Polaka bez względu na wiek i płeć - dzieci i starców, kobiety i mężczyzn. Przez pierwsze godziny czynili to chaotycznie i bezładnie - wpadali do domów i na podwórka, rozstrzeliwali wprost na ulicy. Do tego gwałcili, grabili i podpalali wszystko wokół.

Niemieccy zbrodniarze, okupanci Polski przeszukują zatrzymanych Polaków.

Nieludzkie okrucieństwo

Niemieccy żołnierze i ich sojusznicy wykazywali się nieludzkim okrucieństwem. Znane są doniesienia o wrzucaniu niemowląt do płonących budynków. W prawosławnym sierocińcu przy ul. Wolskiej 149 esesmani z brygady Dirlewangera zamordowali kilkadziesiąt dzieci, rozbijając im główki kolbami karabinowymi.

Masowe egzekucje

W drugiej połowie dnia rzeź Woli przybrała bardziej zorganizowany charakter. Ludzi spędzano w wybrane rejony - najczęściej większe otwarte przestrzenie jak parki, place fabryczne czy obszerne dziedzińce - a następnie rozstrzeliwano. Świadkowie wspominali, że w miejscach masowych egzekucji stosy martwych ciał miały niekiedy ok. 25-35 metrów długości, 15-20 metrów szerokości i 2 metrów wysokości.
 


Na zdjęciu: Ludność cywilna Woli w kościele św. Wojciecha przy ulicy Wolskiej w Warszawie który był używany jako obóz przejściowy dla ewakuowanej ludności, a w jego okolice były miejscem wielu egzekucji.

Oddziałami dokonującymi rzezi dowodził SS-Gruppenfuhrer Heinz Reinefarth, który po wybuchu Powstania Warszawskiego otrzymał rozkaz sformowania z jednostek policyjnych oddziału wojskowego mającego pacyfikować polski zryw.

5 sierpnia Reinefarth informował dowództwo, że ma więcej zatrzymanych niż amunicji, aby wszystkich rozstrzelać.

Reinefarth nigdy nie odpowiedział za popełnione zbrodnie. Choć został na krótko aresztowany, sąd w Hamburgu oczyścił go z zarzutów z powodu braku dowodów.

Nigdy nie zgodzono się na jego ekstradycję.

Po wojnie był nawet burmistrzem miasteczka, w którym mieszkał.

Zmarł w 1979 w swojej rezydencji.

Po południu na miejsce rzezi Woli przybył SS-Obergruppenfuhrer Erich von dem Bach-Zelewski, który przejął od Reinefartha dowodzenie nad siłami wyznaczonymi do stłumienia powstania. Wieczorem złagodził rozkaz Hitlera, zakazując mordowania kobiet i dzieci. "Uratowałem życie tysiącom kobiet i dzieci, choć to byli Polacy” - zapisał tego dnia w swoim pamiętniku.

Bach-Zelewski nie czynił tego z litości - zdawał sobie sprawę, że rzeź i nieopisane okrucieństwo tylko wzmagają opór Polaków. Ponadto chciał skierować swe siły do walki z oddziałami Armii Krajowej i jak najszybciej stłumić powstanie, więc nie mógł pozwolić na to, by jego żołnierze zajmowali się tylko mordowaniem, gwałtami i grabieżą.
 

Na zdjęciu: ludność cywilna Woli prowadzona ulicą Wolską. Ciemny dom po lewej stronie ulicy to Wolska 66 na rogu z ulicą Syreny. Biały budynek po prawej to Wolska 67.

Najkrwawsze trzy dni

Zgodnie z poleceniem Bacha, dzieci i kobiety kierowano teraz do obozu przejściowego Dulag 121 w Pruszkowie. Jednak nie wszystkie oddziały od razu zaczęły przestrzegać nowych wytycznych. W dniach 6 i 7 sierpnia masowe egzekucje trwały nadal, tempo eksterminacji zmalało dopiero po 8 sierpnia. Cztery dni później niemiecki dowódca jeszcze bardziej złagodził rozkaz Hitlera poprzez wydanie zakazu mordowania polskich mężczyzn-cywilów.

Na zdjęciu: ludność cywilna w drodze do obozu w Pruszkowie.

Dziesiątki tysięcy martwych ciał

Wkrótce po rozpoczęciu rzezi, ulice Woli zasłane były dziesiątkami tysięcy ciał. W obawie przed wybuchem epidemii, Niemcy oszczędzili ok. 100 mężczyzn, tworząc z nich tzw. Verbrennungskommando. Jego zdaniem było zbieranie i palenie zwłok. Po zrealizowaniu tego celu, tylko niewielu uniknęło śmierci z rąk niemieckich żołnierzy.

Polskie dzieci zabijali kolbami karabinów - zdjęcia

68 lat temu hitlerowcy rozpoczęli masową i systematyczną masakrę mieszkańców Woli w odwecie za Powstanie Warszawskie. Była to bezpośrednia realizacja rozkazu Adolfa Hitlera, nakazującego obrócenie w pył polskiej stolicy i wymordowanie wszystkich jej mieszkańców.

"Każdego mieszkańca należy zabić, nie wolno brać żadnych jeńców. Warszawa ma być zrównana z ziemią i w ten sposób ma być stworzony zastraszający przykład dla całej Europy" - brzmiał zbrodniczy rozkaz Fuhrera, a jego podwładni zaczęli gorliwie go realizować, zaczynając właśnie od Woli.

Na zdjęciu: ludność cywilna Woli prowadzona ulicą Wolską na miejsce egzekucji. Budynek po lewej stronie ulicy to Wolska 64, z tylu biała ściana budynku Wolska 58 na rogu z ulicą Płocką.

Brygady potworów

Masakry na polskiej ludności cywilnej dokonywali nie tylko Niemcy, ale także Brygada Szturmowa SS RONA, formacja kolaboracyjna złożona w większości z Rosjan i Białorusinów, oraz dwa bataliony azerbejdżańskie.

Największym okrucieństwem wykazywali się jednak esesmani z brygady dowodzonej przez SS-Oberfuhrera Oskara Dirlewangera - byli to ludzie najgorszego pokroju, niemieccy kryminaliści powyciągani z więzień i obozów koncentracyjnych, którym obiecano ułaskawienie w zamian za wierną służbę.

Na zdjęciu: Esesmani z brygady Dirlewangera maszerujący przez Wolę - najprawdopodobniej początek ul. Chłodnej.

Oskar Dirlewanger, za zasługi w tłumieniu powstania odznaczony krzyżem rycerskim.

Heinz Reinefarth, jeden z dowodzących pacyfikacją Woli, po wojnie szanowany obywatel, burmistrz miasta Westerland, Deputowany do landtagu w Szlezwiku-Holsztynie, adwokat.

 Do końca życia otrzymywał generalską rentę.

 Zdjęcie z lat 70.

 

MASOWY MORD

PRZY ULICY GÓRCZEWSKIEJ W CZASIE

POWSTANIA WARSZAWSKIEGO.

W sobotę, 5 sierpnia 1944r. „Już od południa na Woli w terenie opanowanym przez Niemców rozpoczęła się masowa rzeź ludności bez różnicy wieku i płci. Ofiarą jej padło ponad 38 000 ludzi, tylko nielicznym udało się zbiec ku Śródmieściu i ku Okopowej. Całe przedmieście stanęło w płomieniach pożogi.” (Adam Borkiewicz, „Powstanie Warszawskie 1944”, [6], str. 118).

Jednym z miejsc tej rzezi  było miejsce masowego  mordu przy ulicy  Górczewskiej.

MIEJSCE.
Masowy mord został dokonany w kilku miejscach, które leżą na terenie leżącym po obu stronach ul. Górczewskiej na odcinku między wiaduktem kolejowym a aleją Prymasa Tysiąclecia. Pierwotnie teren ten nazywano „na Moczydle”, a obecnie jest on określany jako „ulica Górczewska 52”.
Z relacji ocalałych naocznych świadków [1], [2], [3], [4], [5], wiadomo, że dwa z tych miejsc znajdują się w pobliżu wiaduktu kolejowego po obu stronach ul. Górczewskiej tam, gdzie dawniej do ul. Górczewskiej dochodziły od północy ul. Zagłoby, a od południa ul. Moczydło (zobacz na końcu broszury fragment planu Warszawy z 1935r., [14]). Ulice te nie zostały odbudowane po zniszczeniu w czasie Powstania Warszawskiego.  Jest wysoce prawdopodobne [1], [15], że jedno z tych dwóch miejsc znajduje się w odległości około 70 m w kierunku północno-zachodnim od środka wiaduktu kolejowego tam, gdzie w latach 1945-46 postawiono krzyż.                           
 W wydanym w 1994r. „Rejestrze miejsc i faktów zbrodni...”, [21], jako główne miejsca mordów w rejonie ulic Górczewskiej i Moczydło wymienia się :
- podwórze domu przy ulicy Górczewskiej 51,
- fabrykę kotłów „Simplex” przy ul. Górczewskiej 53,
- ul. Górczewską przy zbiegu ul. Zagłoby i ul. Moczydło (koło torów kolejowych),
- hale fabryczne przy warsztatach kolejowych na Moczydle (zginęło tam ok. 500 osób).
W treści Protokołu nr 94, w „Zbrodni niemieckiej w Warszawie”, [18],
str. 37, znajduje się stwierdzenie świadka:  „ … egzekucja odbywała się w palących się domach i w podwórzach palących się domów -  w kilku miejscach przy ulicy Górczewskiej.” 
Eugeniusz Trepczyński, [28], ocalały z masowego mordu naoczny świadek, stwierdził dn. 29.09.2006 r. w ustnej relacji dla M.G., że pamięta, iż mordowanie jego grupy odbywało się dn. 5 sierpnia w miejscu odpowiadającym miejscu obecnego krzyża i pomnika. Widział również inne miejsca ze stertami zwłok pomordowanych ofiar odpowiadające dzisiejszemu północnemu odcinkowi ul. Górczewskiej od wiaduktu kolejowego do estakady alei Prymasa Tysiąclecia. 
Wobec tych danych, jako miejsce masowego mordu przy ul. Górczewskiej należy uznać teren po obu stronach ulicy Górczewskiej na odcinku od wiaduktu kolejowego do estakady alei Prymasa Tysiąclecia.
Nie należy wobec tego stosować określenia miejsca „ulica Górczewska 52”.

OFIARY.
Według tekstu napisu na pomniku znajdującym się przy ul. Górczewskiej między wiaduktem kolejowym a aleją Prymasa Tysiąclecia, na terenie tym  zostało zamordowanych  12 tysięcy bezbronnych mężczyzn oraz  kobiet     i dzieci z Woli w dniach od 5 do 12 sierpnia 1944r.
W „Rejestrze miejsc i faktów zbrodni...”, [21], liczbę zamordowanych w dniach od 5 do 8 sierpnia 1944 r. w rejonie ulic Górczewskiej i Moczydło szacuje się na 4500 osób. „Rejestr …”  zawiera 91 ustalonych nazwisk ofiar mordów w rejonie ul. Górczewskiej i Moczydła w dniach od 5 do 8 sierpnia 1944 r., a wśród nich 12 kobiet i co najmniej  troje dzieci. Wśród tych nazwisk występuje też 8 grup osób o jednakowych nazwiskach, a w przypadku nazwiska Fajencki jest podana informacja o ojcu i trzech synach. Mordowanie rodzin nie było rzadkością. 5 sierpnia 1944 r. przy ulicy Działdowskiej została zamordowana matka, Marianna Kuciapska z sześciorgiem dzieci i trojgiem innych członków rodziny; najmłodsza wśród wymordowanej 10 osobowej rodziny była 6 tygodniowym niemowlęciem [30].
Naoczny świadek, Eugeniusz Trepczyński, ocalały z masowego mordu przy ul. Górczewskiej,  w ustnej relacji dn. 29.09.2006 r. dla M.G.,  potwierdził szacunek ilości tam zamordowanych w dn. 5 sierpnia  na wiele tysięcy ofiar.
Na terenach zajętych przez Niemców ludzie ci byli wypędzani ze swoich domów i ze Szpitala Wolskiego (obecnie Instytut Gruźlicy i Chorób Płuc przy ul. Płockiej 26) i pędzeni na miejsce wielogodzinnej koncentracji w halach fabrycznych przy ul. Moczydło, gdzie byli ograbiani, po czym grupami wyprowadzani na miejsca mordów i tam mordowani i dobijani strzałami. Ocalało kilkanaście osób spośród tysięcy ofiar [22].
Ciała tysięcy martwych ludzi zostały potem w sierpniu spalone na stosach na miejscach mordów w ten sposób, że na ułożone drzewo układano ciała, a następnie kładziono raz drzewo, raz ciała. Ułożone stosy przed zapalaniem oblewano benzyną [12]. Spalanie ciał wykonywały niemieckie oddziały zwane Verbrennungskommando, w których Niemcy zmuszali Polaków do pracy groźbą śmierci. Z zeznań świadków [1] i [12] wynika, że  spalanie ciał na terenie przy ul. Górczewskiej mogło być wykonywane kilkakrotnie.
Budynki Woli, a wśród nich i te z mieszkaniami ofiar były rabowane, podpalane i systematycznie burzone przez specjalne oddziały niemieckie.
Niemieckie zbrodnie spowodowały przemieszczenie się ocalałej z rzezi części ludności Woli. Ci, którzy zdążyli ujść śmierci z rąk morderców, opuścili swoje domy i uciekli na początku sierpnia do Śródmieścia i na Stare Miasto, [23].

SENS STRAT.
Śmierć naszych pomordowanych przodków powinna mieć wpływ na świadomość narodową następnych pokoleń Polaków. Dlatego zachowanie ich czci i pamięci ich męczeństwa jest naszym obowiązkiem. Najprostszym środkiem zachowania tej pamięci jest trwały napis na miejscu masowego mordu z tekstem rzetelnej prawdy o zbrodni.

Polecam całą lekturę TU;

 blogmedia24.pl/node/23864

Z komentarzy pod notką:

"

Mordercami ludności Ochoty i Woli byli w większości Rosjanie...

Salamandra, pt., 22/01/2010 - 08:50

... dowodzeni przez pól-Polaka.

Brygada RONA (Russkaya Osvoboditelnaya Narodnaya Armiya) była dowodzona przez Bronisława Kamińskiego (1899-1944) urodzonego w Witebsk, ZSRR. Był on synem Polskiego ojca i podobno Niemieckiej matki.

Gdy Armia Krajowa rozpoczęła Powstaniu Warszawskim w dniu 1 sierpnia 1944, brygada RONA została powołana w celu wsparcia Niemieckich wysiłków kruszenia buntu. SS-Gruppenführer Heinza Reinfarth został umieszczony na czele Kampfgruppe Reinfarth, jednostki pacyfikacji, która składała się z SS Sturmbrigade RONA pod dowództwem Waffen-Brigadeführer Bronisław Kamiński, SS-Sturmbrigade Dirlewanger pod dowództwem SS-Oberführer der Reserve Dirlewanger i kilka innych Ordnungspolizei i SS tylnych jednostek. Himmler osobiście zwrócił się o pomoc do Kamińskiego, a ten wysłał Pułk 1700 żołnierzy dowodzonych przez Kamińskiego zastępce SS-Sturmbannführer Jurij Frołow, wraz z czterema czołgami T-34, jednego SU-76 oraz kilkoma sztukami artylerii, do Warszawy.

Sztab Pułku RONA

Rosjanie Kamińskiego po raz pierwszy otrzymali zadanie oczyszczenia sektora Ochoty bronionego przez tylko 300 źle uzbrojonych Polaków. Ich atak był planowany rankiem 5 sierpnia, ale kiedy przyszedł czas, Kamińskiego żołnierzy nie udało się znaleźć; po pewnym czasie szukania, zostali znalezieni; plądrowali opuszczone domy z tyłu. Atak wreszcie wyszedł na krótko przed południem, a udał się źle, awansowali tylko 275 metrów przed nocą. Nie mieli ani szkolenia, ani wcześniejszego doświadczenie w walkach miejskich (wielu pierwszy raz widzieli duże miasto) i walczyli źle znosząc wysokie straty. Zemścili się, mordując tysiące polskich cywilów podczas wydarzeń znanych jako Rzeź Ochoty; wiele ofiar były również zgwałcone. W połowie miesiąca, żołnierze RONA zostali przeniesieni do Wola, ale nie lepiej radzili sobie tam w walce niż na Ochocie. Ponownie zemścili się, grabieżą, gwałtem i mordem, na ludności cywilnej.

Po wojnie, SS-Obergruppenführer Erich von dem Bach-Zelewski, dowódca wszystkich sił niemieckich użytych do stłumienia powstania, zeznał, że:

"...widział mężczyzn Kamińskiego wywożących całe samochody 'skradzionej biżuterii, złotych zegarków i kamieni szlachetnych'. Jak wspominał on 'zdobywanie dostaw alkoholu był ważniejszy dla brygady niż zajęcie stanowiska kontrolującego tą samą ulice'. "(Dallin)

Według jednego z członków brygady:

"Były tam dzikie orgie. Oni gwałcili zakonnice, splądrowali i kradli wszystko co mogli znaleźć. Niektórzy wrócili z Warszawy z pięcioma kilogramami złota. To był najbardziej haniebny epizod o którym wiem." (Dallin)

W czasie Powstania Warszawskiego, RONA straciła 500 z 1700 żołnierzy, w tym SS-Sturmbannführer Frołow usmażonego przez miotacz ognia.

Pod koniec sierpnia 1944 r., Bronisław Kamiński, dowódca RONA został aresztowany, osądzony i stracony, razem z jego szefem sztabu Waffen-Obersturmbannführer Ilya Shavykin., na rozkaz SS-Obergruppenführer Erich von dem Bach-Zelewski. Przyczyną stracenia Kamińskiego i Shavykin były grabieże ludności cywilnej Ochoty i Woli i gwałt a potem zabicie dwóch niemieckich kobiet z Kraft durch Freude organizacji przez Rosjan RONA w Warszawie. Na dodatek, Heinrich Himmler podejmując decyzje wsparcia Andrey Własowa musiał zlikwidować Kamińskiego jako jego potencjalnego konkurenta. Dallin, opisuje koniec Kamińskiego w następujący sposób:

"... Kamiński został powołany do Niemieckiego sztabu na konferencje. ... Kiedy się pojawił i było zarzucony jego wojska "dzikie grabieże", starał się bronić.

Kamiński był wściekły [jeden z niemieckich oficerów wspominał]: po pierwsze, przed udaniem się do działań jego ludzi zostali obiecani wolną rękę, po drugie, nie rozumiał niemiecki punkt widzenia: on i jego ludzie, od lat walki u boku Niemców, stracili wszystko, co - a teraz nawet nie mogli się zrekompensować kosztem zdradliwych i zbuntowanych Polaków?

Ciężka kłótnia wynikła, aż wyraźnie niezadowolony Kamiński został 'postawiony na swoim miejscu' przez Niemców. Potem, Kamiński został pośpiesznie odwołany do Warszawy. Kilka dni później jego ludzie zostali poinformowani, że został zabity.

... Wersja pierwszego komunikatu winiła polskich partyzantów, którzy rzekomo zorganizowali zasadzkę na Kamińskiego, jego szefa sztabu, lekarza i kierowce samochodu około dwadzieścia kilometrów na południe od Warszawy."

Po następnej klęsce w Puszczy Kampinowskiej, 50% ocalałych żołnierzy RONA zdezerterowało.

Resztki brygady RONA zostały zreorganizowane jako 29 Dywizja Waffen-SS, która ostatecznie rozpadła się w listopadzie 1944 roku. Pozostałych żołnierzy RONA (3,000-4,000) przetransportowano do Münsingen w Wirtembergii do przyłączenia się do armii ROA (Russkaya Osvoboditelnaya Armiya) generała Własowa, właśnie tworzących się tym czasie. Cywile towarzyszący RONA byli, według niektórych źródeł, skierowani do pracy na Pomorzu.

Referencja: Dallin, Alexander. The Kaminsky Brigade: A Case-Study of Soviet Disaffection. In: Revolution and Politics in Russia. Russian and East European Series, vol. 41. Indiana University Press, 1972."

Zawsze ta sama spółka z zachodu i ze wschodu w najprzeróżniejszych konfiguracjach aż do dzisiejszego dnia ten sam zbrodniczy duet gnębił, morował i poniżał.

---------------------------------------------------------------------------

Tak jak zbrodniarze niemieccy umierają sobie w spokoju w swoich rezydencjach tak i komunistyczni zbrodniarze sowieckich okupantów w PRL, którzy żyją sobie w dostatku na koszt Polaków, a gdy w końcu umrą do są żegnani z wojskowymi honorami i z żegnającymi ich przedstawicielami rzekomo wolnej, rzekomo niepodległej i rzekomo Polski.

Pozdrawiam.

Obibok na własny koszt

 

PS

Pozwalam trollom i mendom flagować.

Onwk.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Obibok na własny koszt

#373069

Wpis z tego komentarza powinieneś zrobić.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#373071

Małe poprawki i uzupełnienie.

Miejsce największego masowego mordu na Woli nie jest określane jako „ulica Górczewska 52”, ale jako Górczewska 39. Zginęło tam ok. 12.000 ludzi. Niestety nie ma tam też żadnego pomnika, a jedynie tablica pamiątkowa, krzyż i umieszczona dwa lata temu pierwsza tablica z nazwiskami pomordowanych Polaków – tych, których nazwiska udało się ustalić. Druga tablica miała być ustawiona podczas tegorocznych obchodów – 5 sierpnia, ale termin został jednak przesunięty na później.

Egzekucje odbywały się - tak, jak piszesz – także po drugiej stronie ul. Górczewskiej, podobnie jak w przypadku miejsca, w którym dziś stoi krzyż, również w bezpośrednim sąsiedztwie wiaduktu kolejowego. Nie tylko pan Trepczyński pamięta owe zdarzenia. Znam osobiście dwie dalsze osoby, panów - Czesława Adamusika i Stanisława Kicmana, którym udało się przeżyć kaźń pod stosami trupów i które również potwierdzają to drugie miejsce. Powinno ono być oznakowane jako miejsce Pamięci Narodowej, ale do dziś niestety nie jest. Mieści się na nim parking należący do stojącego tam przedsiębiorstwa. Jeśli chodzi o tych dwóch ostatnich panów, to nie dotarł do ich zeznań ani IPN, ani też Muzeum Powstania Warszawskiego. Ponieważ interesowałam się tą sprawą, dopiero w końcu ja doprowadziłam, że te zeznania w IPN i Muzeum PW – w Archiwum Historii Mówionej, zostały uzupełnione, a ich relacje zarejestrowane.

Temat rzezi wolskiej jest mi bliski. Upamiętnieniem jej od lat zajmuje się profesor Jan Zieliński, natrafiając wciąż na dziwny opór władz dzielnicy Wola.
Opór ten prawdopodobnie związany jest z faktem, iż dzielnica teren bezpośrednio przylegający do krzyża i tablicy pamiątkowej oddała w 20-letnią dzierżawę dealerowi Nissana, który pobudował tam pawilon i parking przed nim, ograniczając teren chroniony do zupełnego minimum. Samochody rozjeżdżają więc miejsce, na którym odnaleziono grubą warstwę ludzkich popiołów.

W 2009 roku 4 osoby postanowiły doprowadzić do tego, by wreszcie miejsce największej kaźni ludności z Woli zostało godnie upamiętnione. Była to Maryla z Blogmediów, bloger Almanzor, Nurni i ja. Z czasem dołączyły jeszcze dwie osoby, których nazwisk nie jestem upoważniona podać, a nie są to blogerzy. Jeden z tych panów stracił w tamtym miejscu ojca. Wydawało się, ze wszystko jest na dobrej drodze. Udało się nam przedstawić sprawę ówczesnemu Rzecznikowi Praw Obywatelskich, Januszowi Kochanowskiemu. Ten, po zapoznaniu się z przedstawionymi przez nas materiałami i propozycjami, zaproponował kolejne spotkanie… po swoim powrocie ze Smoleńska…
Pani Irena Lipowicz, której kandydaturę na ten urząd przedstawił klub parlamentarny PO, nie widziała już potrzeby wracania do tego tematu.

Mimo to, próbowaliśmy rozdmuchać sprawę tego pawilonu i dziwnych uników władz dzielnicy, jak również niezupełnie w zgodzie z prawem wydanej zgody na zabudowę, do treści której udało nam się w końcu dotrzeć.
Maryla niestrudzenie pisała kolejne pisma. W końcu udało się doprowadzić do tego, że władze dzielnicy rozpisały konkurs na pomnik i wydawało się, że wreszcie sprawa ruszyła z miejsca.
Niestety. Na tym rzecz się skończyła, bo oświadczono, że brakuje pieniędzy na realizację pomnika.

Oficjalne uroczystości rocznicowe rzezi wolskiej, odbywają się co roku przy pomniku u zbiegu ulic Leszno i Al. Solidarności. Pod krzyż na ul. Górczewskiej przychodzi nadal profesor Zieliński i rodziny tych, którzy tam zginęli. Od czasu naszej interwencji w 2010 roku zmieniło się tylko jedno – pod pustą do tej pory tablicą pamiątkową zaczęła się pojawiać wiązanka od władz miasta.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#373085

Bardzo dziękuję za dokonanie sprostowań i uzupełnień.
Tekst, tak jak podałem pochodzi z Blogmedi24.
Opublikowała: Redakcja BM24
http://blogmedia24.pl/node/23864

@Ellenai ufam @Maryli i dlatego powieliłem znaczną część tekstu, bo staram się powoływać na zaufanych mi ludzi, a nie na jakieś przypadkowe rodzicielki, choćby i tuzina córek

Ten tekst opracował go Maciej Grączewski w lipcu 2008 r.

Autor prosi Czytelników o wszelkie uwagi, poprawki i uzupełnienia do powyższego tekstu. e-mail: almagra@op.pl

Dlatego bardzo proszę o przekazanie wszelkich uwag pod wyżej wskazany adres mailowy.

Przepraszam za wszelkie błędy jakie bezwiednie popełniłem.
Proszę o wybaczenie, a na usprawiedliwienie mam tylko to, że nie jestem i nie byłem Warszawiakiem, chociaż to było i jest Moje Miasto i to jest Mój Sen o Warszawie.

Mam tak samo jak TY....., a łzy same się w moich oczach zaczynają kręcić.

W wielu miastach sytuacja jest podobna, a nawet jest tak, że ludzie mieszkający na grobach zamordowanych polskich Patriotów i nie wiedząc w ogóle o tym do dnia dzisiejszego, że w piwnicach i na podwórzu, a nawet w studni, z której czerpią wodę byli mordowani i grzebani ludzie.
Gdy spytałem kilku studentów o to czy znają historię gdańskiego budynku U. Gd., w którym oni pobierają nauki, to ich brak wiedzy mnie po prostu obezwładnił.
No bo jak nie wiedzieć, co się po wojnie mieściło w Gdańsku przy ul. Kładki 24.

http://www.slady.ipn.gov.pl/portal/sz/mapy/6p21/Gdansk__dawna_siedziba_WUBPWydzial_Sledczy.html

Pani Irena Lipowicz według mnie powinna sam osobiście wyskrobać swoje imię i nazwisko na pomniku hańby, bo zaliczam ją do największych szkodników PO, która zhańbiła urząd Rzecznika Praw Obywatelskich, i która RPO przekształciła w rzecznika kompartii PO.

Pozdrawiam serdecznie.
Obibok na własny koszt

PS
Byłem na Twoim "kawałku podłogi" i czytałem Twój wpis, bardzo dobry, który zmobilizował mnie do zamieszczenia m.in. tego komentarza z błędami. jeszcze raz przepraszam Wszystkich Czytelników i Poszkodowanych.
Onwk.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Obibok na własny koszt

#373102

Napisałeś doskonały tekst. Traube ma rację, że powinieneś zamieścić go jako osobną notkę, bo zawiera ogromną ilość cennych informacji, które nie wszyscy znają. Moje poprawki to zupełne drobiazgi, które trudno byłoby znaleźć w jakich opracowaniach czy w sieci, jeśli ktoś nie jest w stanie zdobyć ich bezpośrednio. Mam ogromny szacunek, do tych, którzy nie będąc warszawiakami, wkładają w swoje teksty o Powstaniu Warszawskim tyle serca, ile wkładasz Ty. Naprawdę.

A pan Maciej Grączewski to właśnie ta osoba, której ojciec zginął w tamtym miejscu, a której nazwiska bez upoważnienia nie chciałam ujawnić. Z tą podmianą numerów jest trochę skomplikowana sprawa - za dużo by tłumaczyć. Niemniej, we wszystkich dokumentach występuje obecnie adres Górczewska 39, jako miejsce, w którym stoi tablica pamiątkowa i krzyż. Natomiast pan Grączewski mówi o tym miejscu naprzeciwko, które nie zostało upamiętnione i gdzie dziś jest parking jakiegoś przedsiębiorstwa - bodaj czy nie Polski Tytoń.

W czasach Powstania Warszawskiego było tam kartoflisko i tam również rozstrzeliwano i palono ludzi. Tam właśnie pod łętami kartofli ukrył się i ocalał pod trupami pan Adamusik - wtedy ok. 10-letni chłopiec.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#373106

Wszystkim komentującym pięknie dziękuję. Szczególnie nisko kłaniam się Obibokowi i Ellenai - możemy się od Was uczyć.

Pozdrawiam serdecznie

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

charamassa

#373112

 Pozdrawiam serdecznie. Ja nie jestem z Woli, ani z Warszawy, ale właśnie dlatego chłonę wszelkie wspomnienia z Powstania. Jestem zawsze niezmiernie wzruszony, kiedy czytam o Powstaniu, chyba dlatego, że już jako dziecko byłem zafascynowany postawą tych chłopaków, którzy "zachowali się jak trzeba".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#373114

wskim podwórku i wiele wspaniałych chwil, tych z lat szkolnych i dojrzałych - najpiękniejsze i już się nie powtórzą bo odeszły razem z Tymi, których kochałam...

Warszawo ma...

Pozdrawiam.
contessa

_______________
"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być".
Lech Kaczyński
_______________
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten aldd meg a Magyart

"Urodziłem się w Polsce" - Złe Psy :
http://www.youtube.com

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

contessa

___________

"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być". L.Kaczyński

 

 

#373127