Noblesse oblige

Obrazek użytkownika Mohair Charamassa
Blog

Ostatnio dwie rzeczy spędzają mi sen z powiek: jedna to, że cokolwiek próbuję coś komuś powiedzieć zawsze zaczynam: wiesz, dawno temu, za moich czasów … Druga: czego nie tknę, wnet się okazuje, że ktoś zrobił to wcześniej i zrobił to lepiej. Nie, żebym tam zaraz popadał w depresję, ale i w zachwyt jakoś nie popadam.

Dziś – w związku z powyższym – wybrałem temat w miarę aktualny, tym samym chroniący mnie przed zarzutem progresywnej demencji, no bo jak zapomnieć co działo się wczoraj! Kolejne z zastrzeżeń, to o kompetencjach, też sobie daruję i mówię otwarcie: będę pisał o tym, na czym się nie znam – o blogosferze.

Do rzeczy: kilka dni temu elig napisała notkę o nawalance na jakimś portalu, po której niejaki coryllus najpierw obsobaczył kilkudziesięciu użytkowników, potem się obraził, a potem poszedł sobie. Przepraszam, za „niejaki”. Trochę mnie tłumaczy niezawinione dziewictwo, jestem tu przecież nowy, więc mogę nie wiedzieć, kto na blogach rządzi, a kto tylko sprząta.

Nie powiem – notka elig przyniosła efekt. Czas jakiś przeglądałem wpisy coryllusa, starałem się zrozumieć o co mu może chodzić. Niestety, z różnym skutkiem i niech mnie chronią wszyscy święci, że to próba oceny. Nic podobnego! Z różnym – powiedziałem, nie z żadnym. W kilku poruszonych kwestiach miałem podobne zdanie, w wielu mnie oświecił, pozostałych – znów niestety - nie zdołałem ogarnąć.

Główną tezą elig, do której intuicja każe mi czuć sympatię (do elig, nie do tezy) było to, żeby w ocenach nie kierować się zawiścią. Święta prawda! Lektura tekstów coryllusa przeciągnęła się późno w noc, więc zdążyłem tylko dać elig dziesiątkę, a dziś chciałbym wyjaśnić dlaczego.

Zawiść często bywa lustrzanym odbiciem pychy – tak bym to w skrócie ujął. Zgoda, brzydko komuś zazdrościć, ale równie paskudnie epatować megalomańskim nadęciem. Bo i po co? Mało mnie i – mam wrażenie – innych obchodzi, kto komu kartki bloga skleił, czy wylał kawę na okładkę. A jak już parcie na szkło monitora kogoś z nas, blogerów, dopadnie, droga wolna – dalsze losy Harrego Pottera czekają opisu, a – z jeszcze lepszym skutkiem – eseje na temat malowania paznokci.

Noblesse oblige – nie po to my, z ciemnogrodu, wpadamy tu czasem by - jak się nam czasem zarzuca - rozładowywać frustracje, lecz po to by dać świadectwo przywiązania do prawdy. Nikomu nie chcę kadzić, ale także nie chcę by mnie ktoś pozbawiał przyjemności obcowania z ludźmi, których szanuję, podziwiam, którym czasem zazdroszczę wiedzy i talentu, ale których nigdy, przenigdy nie obrażę, bo wiem, że robią lepiej coś, co sam chciałbym zrobić dla Naszej Sprawy.

Ocena wpisu: 
Brak głosów