Studenci w Lublinie rozdają konie

Obrazek użytkownika Budyń78
Kraj
Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski powiedział dziś kilka rzeczy, które co prawda w ogóle nie zaskakują, warto jednak je zapamiętać, bo choć w dziejach bezczelności polskiej minister wysyłający lotników do lotów na drzwiach od stodoły, zapisał się już dawno, nadal pozostaje bardzo ambitnym graczem tej ligi. Cytowane przez "Dziennik" wypowiedzi pokazują, że jego mocna pozycja jest niezagrożona i również w tym sezonie ma szansę na koszulkę lidera.



Nad częścią dotyczącą PiSu nie warto się specjalnie pochylać, ot, standardowe zaklęcia o syczeniu nienawiścią (można to oczywiście skontrować setką wypowiedzi polityków PO o wiele bardziej kwalifikujące się do nazwania tym miłym i pokojowym określeniem, tylko w sumie po co?). Jednak gdy Komorowski mówi o Palikocie, robi się ciekawie. Choć, jak wspomniałem, marszałek sejmu kalek nie mówi niczego zaskakującego, jednak pięknie demonstruje pewien sposób myślenia, typowy dla środowiska polityków-biznesmenów. Obrona coraz bardziej skompromitowanego partyjnego kolegi jest naturalną konsekwencją uzależnienia PR-u Platformy od Palikota. Od tegoż nie wymaga się przecież standardów moralnych, a jedynie celnego plucia w politycznych przeciwników. Skoro Palikota nie obowiązuje ani kultura osobista, ani nawet polityczna poprawność (sugerowanie homoseksualizmu Jarosława Kaczyńskiego czy seksistowskie zachowania wobec dziennikarek "Rzepy"), czemu miałyby obowiązywać go jakieś standardy moralne? Niejasne okoliczności rozwodu, czy całkiem niedawne szykany wobec byłej żony nie zainteresowały nikogo z polityków PO, teraz, gdy sprawa "słupów" zrobiła się dość głośna, należy już zabrać głos. Jednak po to tylko, by oznajmić, ze wszystko gra. Komorowski mówi: "Ja mam opinię taką, że pan Janusz Palikot nie ma nic na sumieniu". Sumienie? Bądźmy przez chwilę poważni. Palikot nie ma sumienia, ma za to wyuczone poczucie bezkarności i sporo pieniędzy - ostatecznie studentów w Polsce jest coraz więcej, ci zaś za najlepszą inwestycję w przyszłość uważają sponsorowanie lubelskiego polityka. Komorowski zamyka temat wypowiedzią, pokazującą standardy moralne charakterystyczne dla całego środowiska. "No wie pani, czy darowanemu koniowi się zagląda w zęby? Zagląda mu się do kieszeni? Ja tego nigdy nie robiłem, jedynie wysyłałem podziękowania". Co prawda trochę się tu marszałek pogubił, bo chyba chodzi o kieszeń darczyńcy, nie zaś konia, ale przynajmniej stara się być kulturalny. Dawniej zdarzały się jakieś wypowiedzi na temat tego, że politycy powinni uważać od kogo biorą pieniądze, jednak jak widać i z tym przesądem zrywamy. Zwłaszcza, ze wystarczy podziękować i sprawa jest zakończona. Jedni podziękują na piśmie, inni być może przysługą odpowiedzą za przysługę i uczynią np. studentkę ważną figurą w mieście? Trudno mieć pretensję o tak ludzkie zachowanie jak okazanie wdzięczności.

Palikot tymczasem nie przejmuje się za bardzo kolejnymi chmurami nad swoją głową, ponieważ - co świetnie pokazuje cytowany wyżej wywiad - może wierzyć w skuteczność parasola, jaki skonstruował samodzielnie za pomocą układu finansowych i towarzyskich zależności. "Chwalcie potęgę pieniądza" - jak to Dymny kiedyś napisał, a potem jeszcze śpiewali m.in. Edyta Geppert i Chłopcy z Placu Broni (ale oddzielnie). Ten utwór powinien pojawić się obowiązkowo w soundtracku do przyszłego filmu biograficznego o Palikocie - jeśli oczywiście znajdzie się jakiś reżyser, który podjąłby taki temat. Na razie więc pan Janusz zajmuje się innymi sprawami, dokładniej zaś nadal stara się wynająć - tym razem na szemraną firmę - willę prezydenta. Tusk z figurką Kaczyńskiego na biurku, Palikot obsesyjnie zainteresowany Życiem seksualnym, prywatnym i sprawami lokalowymi braci, Niesiołowski żyjący w świecie owadów i robactwa... Ciekawe, że o nich Bartoszewski nie poleca pytać ministra "...ale on jest psychiatrą!" Klicha. Może uznał, że i tak jest już za późno?

PS. moja notka nie życzy sobie być ilustrowaną obliczem żadnej z wymienionych w niej postaci :)

Ocena wpisu: 
Brak głosów