Dopalacze dla polityki (political fiction)

Obrazek użytkownika Budyń78
Blog

Ta narada od początku była jedną wielką porażką. Ukrywane przed społeczeństwem dane o prawdziwym stanie kraju w każdej chwili mogły się przebić do publicznej świadomości.

Kłopotów było coraz więcej, a jakby tego brakowało, minister finansów odmówił dostarczenia używek, po których premierowi i reszcie jego ludzi zawsze trochę lepiej się pracowało. Pat.

-Coś trzeba wymyślić - powtarzali za premierem kolejni ministrowie, jednak sama kawa, chociaż w miarę mocna, nie dawała takiego kopa, jaki pozwoliłby na zrealizowanie tego postulatu. Ogarniał ich coraz większy marazm i nawet perspektywa gry w gałę nie cieszyła w zasadzie nikogo. Zwłaszcza, że początek października do najcieplejszych nie należał.
-Odwrócić uwagę trzeba... - powiedział, myśląc na głos, specjalista od wizerunku.
- To wiem - przerwał mu premier. - Nie masz nic na czarną godzinę, nie załatwisz nic? Dzwońcie do Grześka, może on coś załatwi. Kurwa, nie miał kiedy Janusz rozkręcać własnego interesu, on jeszcze ma kasę. Nieważne, dzwoń do niego.
- Grzesiek obrażony, a Janusz nie odbiera, szykuje ten swój kongresik. Sam mu przecież kazałeś. - po chwili odebrał meldunek premier. Sprawa wyglądała fatalnie - chłopakom nikt już nic nie sprzeda, akurat w tej branży ludzie już wiedzą o naszej niewypłacalności - myślał. Coś jednak wymyślił.

Jednego człowieka w gabinecie nie było, zaś powodzenie planu zależało właśnie od niego. I od tego, czy efekt placebo nie okaże się legendą. W końcu, po kilku minutach, zziajany rzecznik rządu wpadł do pomieszczenia.

- Sorry, chłopaki, Szwab kazał mi liście zamiatać i trochę czasu zeszło. A najgorsze, że zapłaci dopiero na koniec miesiąca.
- Nie martw się Paweł, tu jest coś dla Ciebie. Kłopoty nasze znasz, wciągnij kreskę i wymyśl coś. - premier pokazał na linijkę białego proszku, pyszniącą się na blacie prezydialnego stołu.
- Skąd macie...? - zdziwił się rzecznik rządu, ale nie czekał nawet na odpowiedź. Przyjął od siedzącego obok ministra spraw wewnętrznych banknot i błyskawicznie wciągnął proszek. Dziwnie jakoś, pomyślał, słaby towar. Jednak po chwili poczuł, że ma pomysł. Zaczął mówić, zaś premier i ministrowie słuchali z coraz większym uznaniem. Plan był naprawdę świetny.

***

Telewizor trajkotał w rogu pokoju. Wiadomości rozpoczęto informacją o kolejnym, trzecim już nastolatku, który umarł po zażyciu legalnie kupionych specyfików. O szkodliwości dopalaczy wypowiedzieli się po kolei lekarz, policjant i psycholog. Gdy na ekranie pokazała się zapłakana matka, premier sięgnął po telefon. Muszę coś z tym zrobić, powiedział ni to do siebie, ni to do żony, po czym uśmiechnął się do siebie pod nosem. Plan ruszył z kopyta.

***

Na konferencji prasowej dziennikarzy jak zwykle było pełno. Zaczynało nim trochę telepać, jednak udało mu się stworzyć wrażenie, ze jest po prostu przybity i zmartwiony. Nie mogłem spać przez to wszystko, mówił prywatnie najbardziej zaprzyjaźnionym dziennikarzom, wiedząc, ze powiedzą to z odpowiednim przejęciem swoim telewidzom. Zresztą, faktycznie nie spał, a w stwarzaniu wrażenia był cąłkiem niezły. Nawet tak bez podkładki. Trzeba coś powiedzieć...
- Rozpoczynamy zdecydowaną walkę z dopalaczami. Nikt, kto wciąga młodych ludzi w piekło uzależnienia, nie może czuć się spokojny. Skończymy ten proceder - no, chyba zabrzmiało dobrze. Trochę błysków fleszy, trochę nerwów, a już niedługo... Jeszcze jeden telefon, ale niech ci dziennikarze już sobie pójdą.

***

Komendant główny stanął wyprężony przed premierem i czekał na polecenia. Policja, razem z kilkoma innymi służbami od kilku godzin zamykała sklepy i konfiskowała towar. Media żyły już tylko sprawną akcją, premier zbierał punkty, sprawdzona maszyna puszczona w ruch kolejny raz zadziałała wyśmienicie.
- Całość zarekwirowanego towaru przewieźć do Warszawy, do magazynu. Klucze tu pan zostawi.
_ Co? - zdziwił się komendant, zapominając o służbowej uległości.
- Klucze tu pan przyniesie, minister spraw wewnętrznych będzie osobiście nadzorował procedurę. Ludzi pan skieruje do dalszej akcji, bo przecież dużo pracy przed wami jeszcze.
- Rozumiem - odpowiedział komendant, zasalutował i wyszedł.
- No, to spalimy towar. Komisyjnie, he he - zaśmiał się premier, a za nim roześmiali się ministrowie. Później radosny śmiech rozbrzmiewał w magazynie przez długie godziny.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

"radosny śmiech rozbrzmiewał w magazynie przez długie godziny" - dni, miesiące i lata...przerywane meczykami we wtorki i czwartki.
I tak to "panta rhei".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

dor

#90955

Yeah, trafiłeś Budyń w samo sedno sprawy.

Pozdrawiam serdecznie i dziesiątkę daję.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#90957

A zapasy z indyjskiej podróży premiera, dawno się skończyły.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#90962

Ale męczy mnie pytanie - z kąd wezmą teraz pieniądze na kampanię samorządową?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#91000

Państwo zalegalizuje sprzedaż merihuany, patronując równocześnie jej produkcję i przejmując cały zysk z jej sprzedaży

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

NIEPOPRAWNY INACZEJ

#91180