Skundlenie

Obrazek użytkownika Romek M
Kultura

Biorę do ręki najnowszą książkę Macieja Meleckiego "Przester" (2009). I znajduję w niej zagadywanie rzeczywistości. A właściwie przegadywanie, prowadzone aż do zupełnego jej zagłuszenia. Jego wiersze są to ciągi obrazów (niekiedy zupełnie niezwykłych), łączonych ze sobą, za pomocą telewizyjnej techniki łagodnego stapiania w całość. "Nakładanie się obrazów utrzymuje mnie w pionie" (Zawsze wszędzie indziej).

Książka jest prezentacją bardzo dobrego rzemiosła językowego połączonego, z niezwykłą umiejętnością obrazowania, ale na płaszczyźnie przekazu Melecki oferuje nam tylko emocje, próby wprowadzenia w stan lekkiej ekscytacji wyobrażeniowej, albo też znudzenia (zmęczenia, rozdrażnienia ...) w każdym razie pozostania w jakimś emocjonalnym stosunku, do przedstawianej przez siebie propozycji. Jeśli chodzi o przekaz, te wiersze mówią wyłącznie o pragnieniu ich autora, aby oderwać się od rzeczywistości, zamazać ją, zmienić, zagadać. Poezja ta ma, moim zdaniem wywoływać taki efekt jak wolno sączony alkohol, albo na przykład długie siedzenie przed telewizorem połączone z cipingiem. Efektem jest lekkie ogłupienie. Rzecz jasna racjonalna ocena rzeczywistości w tym stanie nie jest możliwa. Ale przecież nie o ocenę Meleckiemu chodzi, ani też nie o kształtowanie jakiejkolwiek relacji do niej. Usiłuje on całkowicie oderwać się od prawdy aby kształtować, prawdę nową (co to znaczy własna prawda?), zbudowaną na swój obraz i metodę. Weźmy pierwszy z brzegu fragment : "Zupełne zatonięcie, zanurzenie płytkie, ledwo wystające / Kończyny, ledwo odsłonięte członki i wszystko, co jest / Na rzekomo swoim miejscu, wilgotnieje i przechodzi w inną / Postać" (Nic dalej). W tekście autor stosuje metodę łączenia cząstek syntaktycznych, na zasadzie dalekiego skojarzenia emocjonalnego, lub logicznego, ale głównie są to połączenia stricte semantyczne, mające wywołać wrażenie spójności. Czy to swoje widzenie poeta pragnie narzucić odbiorcy? Jeśli nawet nie chce narzucić, bo tego w przypadku słowa pisanego raczej zrobić się nie da, to pragnie związać na chwilę odbiorcę, wyłożyć swoje wymyślone racje (przecież nie o doświadczenie autora chodzi). Chce wypełnić czas, czegokolwiek by to określenie nie miało oznaczać. Idzie o samo oszołomienie i ten status po nim, który dla jednych może być przyjemny, a dla innych nie, ale i tak w rzeczywistości jest zatruciem organizmu, stanem w którym nie może on normalnie funkcjonować.

Budowanie nowych rzeczywistości zamiast dekodowania tej w której żyjemy, czy to nie symptomatyczne dla całej współczesnej poezji polskiej której korzenie tkwią w roku 1989?

Zastanawiam się do czego tego typu działania poetyckie mogą prowadzić? (To pytanie można oczywiście przenieść na sztukę jako całość). Na pewno do pełnej relatywizacji rzeczywistości. To samo w sobie nie jest złe, bo czyni świat barwniejszym, pokazuje jak nieposkromiona jest wyobraźnia człowieka i to, że praktycznie nie ma ona granic. Ale widzę również ogromne zagrożenie. Polega ono na tym, że kiedy można konstruować dowolną ilość światów, a każdy jest równoprawny, to znaczy że w takim wirtualnym świecie (bo przecież inaczej nie można nazwać budowanego przez takie działania świata) nie ma jednej prawdy, a skoro jej nie ma to znaczy że można żyć w kłamstwie nie mając o tym pojęcia. I znaczy to też, że to kłamstwo ktoś może wykorzystać, do sterowania i manipulacji. Zbyt daleko posunięta teoria spisku? Przesadzona rola sztuki i jej wpływu na rzeczywistość ? Nie sądzę. Sztuka jest awangardą całej kultury. Tu stworzone modele są potem przenoszone do rzeczywistości i wykorzystywane w realu. Przez cynicznych polityków, skundlonych manipulatorów. Wzajemne oddziaływanie na siebie życia i sztuki istnieje .Takie zjawisko rzeczywiście funkcjonuje , choćby wszyscy się zarzekali, że sztuka jest tylko nieudolną imitacją ... sztuki. Nie. Sztuka , moim zdaniem, powinna być próbą rozpoznawania wciąż zmieniającej się rzeczywistości.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4 (1 głos)