XLIII. Dwanaście małych przesłanek za wylotem i lądowaniem na Siewiernym drugiego Jaka-40

Obrazek użytkownika Romek M
Kraj
SIÓDMA CZY PIĄTA?

Tylko jeden z dziennikarzy lecących w dniu 10 kwietna 2010 roku Jakiem-40 odezwał się do mnie, w odpowiedzi na moją prośbę - o udostępnienie zdjęć z Okęcia, z poranka owego feralnego dnia - skierowaną bezpośrednio do niego. Odpowiedź brzmiała jednak tak, jak się tego obawiałem: "Niestety nie mam nic."  

 

Skoro więc nadal nie mam żadnej fotografii na potwierdzenie swojej tezy, o późniejszym niż podaje się oficjalnie, wylocie samolotu z dziennikarzami, spójrzmy na początek, jak to z informacją o lądowaniu Jaka-40 w Smoleńsku  być miało.

 

30 marca 2011. Portal TVN24 donosił:

Na początku marca, po posiedzeniu sejmowej komisji obrony, generał Lech Majewski, dowódca Sił Powietrznych, poinformował opinię publiczną, że to jeden z członków załogi JAKa-40 dzwonił krótko po lądowaniu w Smoleńsku na Okęcie i donosił o fatalnych warunkach pogodowych. Według słów generała, dzięki uzyskanym tą drogą informacjom, wojskowy kontroler warszawskiego lotniska miał przekazać dalej, że manewr odbył się "przy podstawie chmur 60 metrów i widoczności poniżej kilometra", czyli w warunkach dużo gorszych niż minimalne dla tego lotniska.(...) Z zeznań wojskowych kontrolerów i meteorologów, którymi dysponują wojskowi prokuratorzy wynika, że do kontaktu załogi JAKa z Warszawą nie doszło "krótko po lądowaniu" polskiej maszyny w Smoleńsku, ale ponad godzinę po nim i to nie z inicjatywy załogi, ale naszych meteorologów.

 

Spójrzmy wobec tego co na ten temat napisano w Raporcie Millera (str. 87).  

 

Według uzyskanych przez Komisję informacji, kontroler WPL OKĘCIE około godz. 5:45 (7:45 czasu polskiego - RM) otrzymał informację telefoniczną od jednego z członków załogi samolotu Jak-40 o lądowaniu na lotnisku SMOLEŃSK PÓŁNOCNY przy WA: podstawy chmur 60 m, widzialność około 2 km.

 

W raporcie tym stoi więc jak byk, że to jakiś członek załogi Jaka-40 dzwonił do kontrolera Wojskowego Portu Lotniczego, że jego samolot wylądował przy warunkach: widzialność 2 km, podstawa chmur 60m. Czy da się ustalić który z członków załogi Jaka kontaktował się z kontrolerem Okęcia po wylądowaniu samolotu?

 

Na zadane pytanie zeznaje; po wylądowaniu ja albo por. Kowaleczko telefonicznie poinformowaliśmy DKL (Dyżurnego Kontrolera Lotów - RM) w Warszawie o fakcie wylądowania.  Nie jestem w stanie powiedzieć czy telefonicznie ja albo por. Kowaleczko podawaliśmy warunki meteorologiczne panujące na lotnisku w Smoleńsku. Do mnie z Warszawy nikt nie dzwonił i nie pytał się o warunki atmosferyczne jakie panują na lotnisku w Smoleńsku. Po wylądowaniu około godz. 7.20 warunki atmosferyczne panujące na lotnisku utrzymywały się przez jakiś czas, myślę, że przez około 30 minut na podobnym poziomie, jak przy moim lądowaniu. Mam na myśli tylko widoczność. Zmiany te były bardzo dynamiczne. 

 

ROZDZIAŁ ZMIENIONY -  MOJA NAJBARDZIEJ ZAKTUALIZOWANA  ANALIZA ZDARZEŃ ZAWSZE JEST  NA XL4.PL

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.9 (głosów:8)