XXXV. Co widzieli smoleńscy świadkowie?

Obrazek użytkownika Romek M
Kraj

Przypomnijmy sobie jeszcze raz świadków, którzy mówili podczas swoich relacji o czasie "katastrofy" (wyjątki z rozdziału XVII) 

 

 

Świadkowie czasu

 

1) Piotr Ferenc-Chudy (utrzymujący, że lądował na XUBS Jakiem, o godzinie 7:15 i mający odprawić się u służb celnych około godziny 8:00 czasu polskiego http://niezalezna.pl/23478-smolensk-niewidzialna-kolumna-prezydenta - udzielając wywiadu dla TV Republika powie  http://www.youtube.com/watch?v=k4oXVV_T6P0 :

Katarzyna Gójska - Hejke: Bo przypomnijmy, ten Jak (bo był i "tamten"? - RM)wylądował ile wcześniej?

Piotr Ferenc-Chudy: Chyba czterdzieści minut wcześniej. Jakoś przed katastrofą. Znaczy - przed katastrofą.

Katarzyna Gójska - Hejke: 40 minut. Tak, 40 minut*.

 

2) Marek Pyza: (godz. 12.02 polskiego czasu – relacja na żywo ze Smoleńska; 10 Kwietnia 2010): Przede wszystkim zdjęcia, które państwo przed chwilą widzieli, to pierwsze zdjęcia z tego miejsca zrobione przez jednego z pracowników TVP. Wszystko się wydarzyło około dwustu metrów stąd za tymi drzewami. Tam runął samolot z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie około godziny dziesiątej (ósmej czasu polskiego – RM)

 

3) Norbert Nowotnik z PAP relacjonuje (http://www.tvp.pl/publicystyka/magazyny-reporterskie/magazyn-ekspresu-reporterow/wideo/11042010-smolensk-wydanie-specjalne/1654384 16'40'' materiału): Autokarami wybraliśmy się ze Smoleńska do Katynia koło 9.30. Po godzinie 10-tej (ósmej) gdy ustalaliśmy z moim redakcyjnym kolegą te ostatnie szczegóły dotyczące uroczystości nagle pojawiła się ta informacja. Ona przyszła, nie wiem, ktoś z obsługi sejmu bądź senatu, być może jakiś dziennikarz podał informację, że coś się dzieje. Zaczął panować pewien chaos informacyjny. To było bardzo trudne doświadczenie, dlatego że część osób twierdziła, że to tylko awaria samolotu, że jest jakiś pożar, że ludzie... 

 

4) Lokalna, smoleńska gazeta " Raboczij put' "  http://www.rabochy-put.ru/incidents/9682-podrobnosti-o-krushenii-samoleta .htm   

10 апреля 2010 Самолет польского президента Леха Качиньскогоразбился около 10 утра, не долетев несколько сотен метров до аэродрома «Северный» под Смоленском." / 10 kwietnia 2010 – Samolot polskiego prezydenta Lecha Kaczyńśkiego około godziny 10 rano (ósmej polskiego czasu) spadł - nie doleciawszy - kilkaset metrów, do lotniska „Siewiernyj” pod Smoleńskiem  

 

5) Relacja ze Smoleńska nauczycielki, polskiego pochodzenia, przytoczona w grudniu 2010 r. przez „NDz” (http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20101222 ): 

Jak relacjonuje kobieta, 10 kwietnia już o 7.00 rano była w pracy. Była wtedy słoneczna pogoda, nie było żadnej mgły. Pojawiła się dopiero po godzinie, więc ok. godziny 8.00 rano czasu polskiego (ok. 10.00 czasu moskiewskiego). Jak tłumaczy, w pewnym momencie zaczęła gwałtownie gęstnieć, jakby "wychodziła z ziemi". Kładła się gęstymi płatami wyraźnie od strony jaru, który od szosy dzieli odległość około jednego kilometra. Z opisu nauczycielki wynika, że mgła wypełzła z jaru i przemieściła się w kierunku szosy w stronę lotniska Siewiernyj. Opary ustąpiły równie szybko, jak się pojawiły. Zdaniem kobiety, około godziny 10.00 wiadomo było, że coś złego się dzieje, ludzie, usłyszawszy wybuch, zaczęli biec w kierunku szosy. Kobieta ruszyła za nimi. Kiedy wszyscy dobiegli do szosy, co nastąpiło zaledwie kilkanaście minut od upadku polskiej maszyny, stał tam już kordon funkcjonariuszy OMON, którzy nikogo na miejsce katastrofy nie dopuszczali

 

6) Nikołaj Jakowlewicz Bodin: http://www.bibula.com/?p=28057 :

Nikołaj Bodin, lekarz pogotowia ratunkowego, ma działkę obok garaży przylegających do lotniska Siewiernyj. Jak wynika z jego zeznań, z którymi zapoznali się nasi rozmówcy, w sobotę rano przyjechał na działkę „z zamiarem rozpoczęcia kopania ziemi”. Około 10.00 (8:00 czasu polskiego – przyp.nasz) zebrał się, by wracać do domu. Poszedł do zaparkowanego przy furtce samochodu. – Panowała gęsta mgła, a widoczność wynosiła w linii prostej około 30 m, zauważyłem, że korony drzew znajdowały się we mgle – zeznał Bodin. Miał właśnie usiąść w samochodzie, gdy usłyszał w górze szum lecącego samolotu. Jak można przeczytać w zeznaniach, Bodin zobaczył nisko lecący samolot, w linii równoległej do ziemi (…)  

 

7) Raport Millera

 

1.7.6. Pora dnia, oświetlenie

Wschód słońca w Smoleńsku w dniu wypadku był o godz. 03:02. Wypadek zdarzył się w porze dziennej, około trzech godzin po wschodzie słońca."

Czyli 03:02 UTC plus 2 godziny – daje nam 5:02 czasu warszawskiego. Plus trzy godziny po których miało wzejść słońce – jak nic wychodzi nam godzina ósma. 

 

8) http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/3214,arabski-kazal-milczec.html (…) Emilia Jasiuk stwierdziła, że około godz. 9.40 (7:40 czasu polskiego) usłyszała ryk silników. "Słyszałam huk przypominający przejście bariery ponaddźwiękowej" - powiedziała. Na miejscu katastrofy była po 8 minutach. Pamięta, że jakaś osoba ze strony polskiej zabroniła robienia zdjęć, natomiast ambasador Tomasz Turowski kazał jej sporządzić oficjalną listę ofiar (…)    

 

 

Świadkowie naoczni 

 

 

 

W  poprzednich rozdziałach koncentrowałem się głównie na świadkach, którzy tylko słyszeli jakąś "katastrofę" (np. A. Wosztyl). Tylko, że ja z kolei słyszałem, że ponoć w prawie anglosaskim dowód ze słyszenia jest dowodem słabym i rzadko dopuszczanym przez sąd. Może więc spróbujmy  teraz skoncentrować się na świadkach którzy coś widzieli.   

 

1) Pracownica stacji benzynowej o nazwie AZS, (program Anity Gargas – Misja specjalna) znajdującej się przy skrzyżowaniu ulic Kutuzowa i Gubienki opowiada:

Ja się sama przestraszyłam. Idę i nagle szumi (pokazuje palcem od strony wjazdu na stację, w kierunku północno - zachodnim, to znaczy od strony ulicy Kutuzowa, czyli od strony czołgu i Pieczierska - RM). Zaczęłam patrzeć tu i tam (pokazuje w kierunku północnym i na południe, bo od zachodu, za jej plecami stoi niebieski barak, co jest ciekawe, bo ścieżka podejścia była od wschodu), aż tu nagle z boku pokazało się skrzydło, (wskazuje w kierunku zagajnika przy autokomisie, czyli na południe), aż przysiadłam. Mgła była tam (w dalszym ciągu pokazuje na lasek przy autokomisie, tak jakby mgła była zjawiskiem punktowym), a ja szłam tu (pokazuje, że szła od dystrybutorów w kierunku baraku, czyli ze wschodu na zachód) i tak się przestraszyłam, że aż przysiadłam.  

 

 

 



Pracownica stacji benzynowej przy skrzyżowaniu Kutuzowa-Gubienki

 

 

 

2) Trochę podobną do tej relację, złożył przed Komisją Parlamentarną, montażysta Sławomir Wiśniewski (zał.107):   

Usłyszałem dziwny dźwięk silników lotniczych, zobaczyłem w oknie, bo właśnie okna wychodziły na „Siewiernyj” (…) Widziałem tylko zarys skrzydła skierowanego pionowo w dół.

 

I jeszcze jedna dosyć charakterystyczna relacja, którą złożył pracownik Hotelu „Nowyj”, to jest z tego samego obiektu, z okien którego Sławomir Wiśniewski miał obserwować „samolecące” skrzydło.

 

3) Rustam NN, pracownik Hotelu „Nowyj” (Program Anity Gargas – Misja Specjalna): - - Słyszę dziwny dźwięk, nietypowy dla lądowania, taki świszczący. Mgła była wszędzie, samolotu nie było widać, tylko zarys. Ogon tylko widziałem. Poczułem, ze coś się stanie. I takie maleńkie, jakby od komety takie coś i dosłownie za sekundę – plaśnięcie. Coś ciężko upadło, a potem to nie było wybuchu, to znaczy, ani płomienia, ani nic tylko takie plaśnięcie. Tylko plaśnięcie takie było. I to wszystko.

- Ale co pan widział? Samolot czy tylko część samolotu? Czy ogon?

- Ogon  samolotu. 

 

Proszę zwrócić uwagę na rzecz, moim zdaniem bardzo specyficzną - wszyscy ci świadkowie widzieli tylko charakterystyczne elementy samolotu – skrzydło, ogon. 

Żeby jednak domknąć ten temat, chciałbym zacytować jeszcze kolejnych świadków, którzy tak samo opowiadają o ogonie.  

 

4) Nikołaj Szewczenko ( Anita Gargas – „Anatomia upadku”) : Widziałem jak zaczepił o druty. Przyhamowałem. Zaraz potem spadł. (cięcie montażowe w reportażu - RM) Wtedy zaczął się przekręcać bo był bez skrzydła, zahaczył o drzewo. (O które drzewo? Brzozę? Ta była przed ulicą Gubienki, a linia energetyczna za - RM) To spowodowało wyrównanie lotu. Przeleciał nad drogą (którą – Gubienki czy Kutuzowa? - RM) i tu się coś od niego oderwało. Część ogonowa. Zaraz za drogą uderzył o ziemię. (za drogą „się coś od niego oderwało”, oraz równocześnie - „zaraz za drogą uderzył o ziemię”?! RM)

 

 

 



Nikołaj Szewczenko - kadr z filmu Anity Gargas

 

 

Dla mnie, świadek ten, a właściwie jego historia jest bardzo mało wiarygodna.

 

 

 

 

Siergiej NN

 

 

 

5) Siergiej NN, pracownik salonu KIA („Superwizjer” Smoleńsk 25.04.2010): Nagle pojawił się samolot, aż się wystraszyłem, bo on już leciał lewym skrzydłem w dół i obracał się na plecy. I w momencie, kiedy już walnął w ziemię, odpadł mu ogon. Mówią, że skrzydło się złamało... Nic z tych rzeczy. On dopiero zaczął się rozpadać, jak już spadł. Jak już samolot zbliżał się do ziemi, silnik zawył, skrzydło wbiło się w ziemię, ogon oderwał. Myślałem, że on tutaj u nas spadnie. No, a później już pożar... 

 

Nieznany nam bliżej Siergiej - prawdopodobnie mechanik z salonu KIA - jeśli tylko nie konfabuluje, i rzeczywiście widział moment zetknięcia się samolotu z ziemią – gdy obrazuje całą sytuację wypytującej go dziennikarce, wskazując coś przez okno – przedstawia materiał, który całkowicie zmieniałby obraz zdarzenia. 

 

Po pierwsze - nie mógłby widzieć samolotu, gdyby ten upadł na miejscu sfilmowanym przez Sławomira Wiśniewskiego. Bowiem "polana Wiśniewskiego" była halizną, znajdującą się pomiędzy drzewami. Tymczasem w dniu 10 kwietnia z ani jednego okna salonu KIA, z którego Siergiej zdaje relację, (jak zresztą i dzisiaj) nie można było dostrzec „polany Wiśniewskiego”, a jedynie szeroki pas przydrożny, okraszony samosiejką, ciągnący się wzdłuż ulicy Kutuzowa, a także samą szosę, i lasek przy autokomisie. 

 

Ale nie należy moim zdaniem zarzucać od razu Siergiejowi kłamstwa. W każdym razie w kierunku północnym od Centrum Kia, gdzie pracował, znajdował się 10 kwietnia 2010 roku szeroki pas zieleni, ciągnący za drzewami rosnącymi przy Kutuzowa, który nb. przylegał do znanej nam z filmu Wiśniewskiego polany ze szczątkami. Przylegał, a nawet się z nią łączył, ale przecież... stanowił zupełnie inną przestrzeń.  

 

O ogonie, który miał odpaść, wspomina nie tylko Siergiej. Miał o nim również opowiadać jeden z ratowników: 

 

6) Nagłówek artykułu: Dziennikarze Super Nowości dotarli do relacji ratownika medycznego, który jako jeden z pierwszych wszedł do wraku rządowego samolotu.

http://www.resinet.pl/aktualnosci/kraj/we-wraku-dzwonily-telefony-zabitych.html



Około 15 minut trwało gaszenie pożaru, który wybuchł w szczątkach samolotu TU-154M rozbitego przed pasem startowym lotniska Sieviernyj-Smoleńsk. Gdy płomienie zostały stłumione, ratownicy weszli do kabiny ( ?!! - RM) przez otwór po oderwanej części ogonowej samolotu.

 

- Weszliśmy w aparatach tlenowych, gdyż wnętrze kadłuba wypełniał jeszcze dym - opowiada strażak, którego relacja znalazła się na jednym z rosyjskich forów internetowych. - Widać było od razu, że bardzo wielu pasażerów nie żyje. Musieliśmy jednak sprawdzić, czy ktoś ocalał, czy komuś można i trzeba pomóc. Zawsze przecież jest nadzieja. Jednak szybko przekonaliśmy się, że nikt nie przeżył tej katastrofy. 

 

 

 

I można by było tę relację poczytać za konfabulację, albo za celową dezinformację – skoro z kadłuba miała pozostać tylko jedna, i to mocno poharatana ściana, oraz tysiące strzępów, gdyby nie taki oto komunikat:

 

 

 

 

Ciała zabitych podczas katastrofy TU-154 pozostaną w samolocie do przyjazdu członków rządowej komisji, oznajmia służba informacyjna administarcji Okręgu Smoleńskiego. / Тела погибших при крушении Ту-154 останутся в самолете до приезда членов правительственной комиссии, сообщает пресс-служба администрации Смоленской области. 

 

8) W jednym z pierwszych wywiadów jaki zrobiono po 10 kwietnia na temat "wypadku", Igor Fomin - mechanik, autor krótkiego filmu z miejsca zdarzenia na którym udało mu się uwiecznić Sławomira Wiśniewskiego filmującego szczątki samolotu, tak opowiada reporterowi TVN24 (nb. nie mówiącemu po rosyjsku): 

 

TVN24: Czy było widać, gdzie są   pasażerowie?                                                                                   

Igor Fomin: Ja nie widziałem, gdzie byli pasażerowie. Nie widziałem. Samolot był… rozpadł się na kawałki i… najdalej odleciało podwozie.                                                                                     

TVN24: Sałon? Sałon? On lieżał…?                                                                                                     

Igor Fomin: Wszystkie kawałki samolotu… Tutaj przecież było widać na tym (niezr.)… Leżały kawałki samolotu wzdłuż jednej linii na odległości… Nie podszedłem tak blisko, żeby widzieć dokładnie, czy było widać jakichś ludzi… Być może oni zostali w kabinie… No, stąd nie było widać.



9) A oto fragment programu radiowego z 10 kwietnia z popołudniowych „Sygnałów Dnia”, w którym jakiś operator telewizji polskiej, opowiadać ma o kadłubie: http://www.polskieradio.pl/7/129/Artykul/206187/"



Maciej Jastrzębski: Maszyna podczas przyziemiania zawadziła o drzewa i spadła na ziemię. A Radek przed momentem rozmawiał z operatorem telewizji rosyjskiej...

Radomir Czarnecki: Polskiej telewizji... Naszej polskiej telewizji...

Maciek: Ja przepraszam, telewizji polskiej, który jako jedyny yyy... zarejestrował moment yyy... upadania samolotu.

Radek: Tak, on był... mie-, mieszkał po prostu tutaj obok. Tak jak my był w pracy, mieszkał obok, obok w, w hotelu. I, o, yyy... ten hotel jest rzeczywiście tuż obok lotniska. I zauważył, że samoloty podchodzą do lądowania i zauważył, że rzeczywiście dzieje się coś dziwnego, bo samolot krąży. Nie wiedział za bardzo, co to samolo..., co to za samolot, nie wiedział, że to jest samolot nasz, rządowy, no ale widział, że coś dzieje się z nim nie tak i zauważył, że jedno skrzydło jest podniesione... w górę, drugie w dół. I jego zdaniem, prawdopodobnie za-, ten samolot za-, zawadził skrzydłem o ziemię, skosił drzewa, zresztą tutaj niedaleko widać te drzewa... skoszone. Byłeś, prawda, tam, Maćku, też to widzieliśmy... yyy... No i pokazywał nam zdjęcia... tego, tej miejsca, tego miejsca tej katastrofy, no i rzeczywiście wygląda makabrycznie yyy... Samolot rozpadł się na kawałki, skrzydła osobno. Co ciekawe, kadłub jest cały, no ale... yyy... to, to była po prostu masakra i myślę, że nikt nie mógł przeżyć tego upadku.

Prowadzący: Dziękujemy bardzo za te informacje, za te relacje: Radomir Czarnecki, Maciej Jastrzębski - nasi reporterzy z miejsca katastrofy w Smoleńsku.”  

 

Gdyby tak wgłębić się w szczegóły tej relacji, to tak naprawdę można by również dobrze spytać co naprawdę widział polski montażysta Sławomir Wiśniewski zdający relację Radomirowi Czarnieckiemu. Bo on to niechybnie – moim zdaniem - musiał być tym tajemniczym operatorem telewizji polskiej. Czy rzeczywiście posiada on jakieś zdjęcia kadłuba, który jest w całości? 

 

W każdym razie to, co Wiśniewski opowiada różnym dziennikarzom, za każdym razem brzmi inaczej. Ale nie tylko sprzedaje swe historie dziennikarzom. On to bowiem, tylko jednego, tego samego zresztą dnia, zeznając przed Zespołem Parlamentarnym niemal w tym samym czasie, potrafił niemal symultanicznie wizualizować równocześnie kilka różnych, zupełnie sprzecznych ze sobą sytuacji (zeznanie przed Zespołem Parlamentarnym – zał.107):

 

Sławomir Wiśniewski zeznaje przed KP

A)  zobaczyłem zarys jakiegoś samolotu ze skrzydłem skierowanym pionowo w dół

 

B)  pionowo w dół miał skierowane skrzydło dlatego widziałem zarys skrzydła i fragment kadłuba (...)

 

C) właśnie podkreśliłem, że widziałem tylko zarys skrzydła skierowanego prosto w dół, stąd moje przekonanie że był to mały samolot, bo jeśli widzę tylko skrzydło, nie widzę kadłuba, to że ma skrzydło pochylone w dół pionowo, to znaczy, że spada, bo zwykle samolot ma skrzydła równoległe do ziemi,

 

D) skrzydło było długości drzew, więc musiało mieć 12, a nawet piętnaście metrów Bez kozery można by powtórzyć pytanie – co tak naprawdę widział Sławomir Wiśniewski? Co filmował, a czego nie? Jakie zdjęcia przedstawił, a które zataił? I dlaczego zeznając przed ZP w pewnym momencie powiedzał ironicznie: połowy wraku nie było, gdzieś się zgubiła** ?  

 

10) Na koniec jeszcze jedna, równie dziwna relacja Aleksandry Paczkowskiej , zastępowej z V Toruńsko- Lubickiej Drużyny Harcerek „Połoniny"  http://harcerki.kujawy.zhr.pl/blog/2010/04/harcerki-z-torunia-w-katyniu/ 

W drodze powrotnej, wyjeżdżając ze Smoleńska trafiliśmy na miejsce wypadku… Pierwsze co zobaczyłam to połamane drzewa. Były tak pościnane, że wydawało się jakby zrobił to jakiś ogrodnik. Równo, na jednym poziomie. Kierując wzrok w drugą stronę głos uwiązł mi w gardle. W krzakach, otoczonych taśmą leżało połamane skrzydło samolotu. Podeszłam bliżej. Krzyki rosyjskiego milicjanta wpadły jednym uchem i wyleciały drugim. Stałam jak słup soli i patrzyłam na kawał połamanej blachy. Tragizm tego zdarzenia był przeogromny. Skrzydło wbite w ziemię przerażało swoją potęgą. Gdy wsiedliśmy do samochodu, by ruszyć w dalszą drogę do Polski, natknęliśmy się jeszcze na kadłub samolotu, który leżał na środku jezdni** .  

 

 

Czy to czasem nie o tym dużym białym fragmencie, prawdopodobnie błyszczącym w słońcu - który sfotografował 10 kwietnia 2010 roku o godzinie 14:43, wylatując ze Smoleńska Piotr Ferenc Chudy - mówi zastępowa (zdjęcie poniżej)?

 

 





Fotografia Piotra Ferenca-Chudego

 

 

 

 

Kadłub samolotu. Samolot jako całość. Relacje o nim zdało kilkoro świadków, jest o nim mowa w informacjach prasowych, ale nie ma ani jednej fotografii tego kadłuba. Na zdjęciach widać tylko strzępy metalu, żelazny złom, i... żadnego większego fragmentu. Może świadkowie ulegli zbiorowej sugestii? Może tak zadziałała w stresie ich zbiorowa wyobraźnia? 

 

 

 

Tylko dlaczego 10 kwietnia 2010 roku, w TVN24 o godzinie 9:34, podano do publicznej wiadomości, oficjalny (bo przekazany ustami rzecznika ministerstwa) komunikat polskiego MSZ, że „służby podejmują próbę wydobycia pasażerów samolotu prezydenckiego”?   Dokładnie słowa te brzmiały tak:  

 

 

11) Piotr Paszkowski (Dyrektor Gabinetu Politycznego MSZ, godzina 09:34): Tak, że spadł, zapalił się. Akcja gaszenia samolotu została zakończona, natomiast w tej chwili ekipy przystąpiły, no, do próby wydobycia pasażerów z pokładu.  

 

12) I taka jeszcze informacja z interntowego wydania tygodnika "Wprost"

Rosyjski minister ds. nadzwyczajnych Siergiej Szojgu powiedział, że ciała ofiar sobotniej katastrofy lotniczej w Smoleńsku będą wydobywane z samolotu i składane do trumien na lotnisku w Smoleńsku, skąd zostaną przetransportowane do Moskwy.  

 

Jak się te historie o kadłubie i samym samolocie mają do relacji bezpośredniego świadka zdarzenia – pracownika kancelarii Prezydenta?   

 

13) Marcin Wierzchowski ( film „Mgła” 13'04”): Nie wiedziałem, gdzie mam podejść. Bo niczego nie było. Tak naprawdę były tylko koła odwrócone, które są na wszystkich zdjęciach. I jest ten tył. Wszyscy myśleli mówić, mówić, że to kabina pilotów, tak? A to jest tak naprawdę tył samolotu odwrócony. To jest to co jest za kołami, tak? I ta blacha taka dziurawa, gdzie niby jest szyba. To, to tak naprawdę jest samolotu. I nic więcej nie było. Wszystko to była jedna wielka miazga. (13'46”) Nie było części, że okna widać. Że może ktoś siedzieć w samolocie, tak? Tylko to było wszystko, było miazga, jak... jak na złomowisku. Jak wszystko jest wrzucone na kupę, tak? I nie wiadomo co gdzie jest. Gdzie skrzydło, gdzie... gdzie... To wszystko było tak przemielone i wbite w ziemię, że... Że nawet nie było... Ja tam podbiegłem i nie wiedziałem gdzie co jest.   

 

 

Niezwykłe fotografie 

 

I chociaż nie udało nigdzie mi się natknąć na fotografie kadłuba, o którym mówią świadkowie, to jednak w internecie znajduje się mnóstwo nienagłośnionych fotografii, które można by nazwać jednym słowem - niezwykłe. Są one takimi dlatego, że pokazują nieznane elementy jakiegoś samolotu(ów) w niespotykanych w oficjalnej wersji miejscach. Jednym z takich miejsc, obfitujących w duże, nieopisane nigdzie elementy jest zagajnik znajdujący się w widłach ulic Kutuzowa i Gubienko.

 

 

Zagajnik przy autokomisie od strony ulicy Kutuzowa. Charakterystyczny drewniany wychodek.

 

 

Na fotografii powyżej mamy lasek przy autokomisie, znajdujący się po przeciwnej stronie ulicy Kutuzowa niż ta, gdzie zlokalizowanan była "polanka Wiśniewskiego". Na zdjęciu widać gapiów przygądających się czemuś, co znajduje się za drzewami, oraz widoczne wyraźnie, znajdujące się poniżej prawego, górnego rogu... drugie skrzydło samolotu. Skrzydło to umiejscowione jest, moim zdaniem, niemal dokładnie w punkcie, w którym miał mieć miejsce "krytyczny sygnaał TAWS 38." Za drzewami majaczy jakiś podłużny, białawy kształt

 

 

To samo miejsce - zagajnik przy autokomisie od Kutuzowa

 

 

Na kolejnym zdjęciu (powyżej) widzimy to samo skrzydło majaczące nam zza krzewów, oraz grupę ratowników(?) zmierzającą w jego kierunku. Dlaczego nie było o tym skrzydle w ogóle mowy? Czemu otoczono je zupełną cisza? W odróżnieniu od nagłośnionej i obfotografowanej cal po calu końcówki skrzydła, która znajdowała się z drugiej strony lasku (zdjęcie poniżej). Od strony ulicy Gubienki.

 

 

 

 



Fragment skrzydła znajdujący się na skraju zagajnika od strony ulicy Gubienki

Stanowiło ono przez pewien czas centrum zainteresowania nie tylko gapiów, ale i służb wszelakich, stając się (obok brzozy) niejako symbolem "katastrofy". Czy na pewno jest to jedno i to samo skrzydło? Spójrzmy jeszcze raz na zdjęcie powyżej (od strony ulicy Gubienki)... I na to poniżej.

 

 

 

 

 

 

Czy to jest skrzydło, które było widoczne do strony autokomisu i ulicy Kutuzowa?

 

I jeszcze raz, patrząc na zdjęcie poniżej, proszę zwrócić uwagę na długość skrzydła od strony ulicy Gubienki. I jego długość w stosunku do znajdujących się przy nim ludzi.

 

Skrzydło od strony ulicy Gubienki i nadzorujący prace nad nim "ratownicy"

 

 

 

 

 

Oczywiście, że nie jest to jedno i  to samo skrzydło. Chyba nikt co do tego nie ma żadnych wątpliwości.  Ale, zaraz, zaraz... Chwileczkę. Spójrzmy jeszcze raz na to ostatnie zdjęcie. Czy i z tej drugiej strony lasku nie widać z tyłu, za tym skrzydłem - które to miało ponoć zerwać linię wysokiego napięcia - jakiegoś kawałka samolotu, żeby nie rzec fragmentu kadłuba?

 

 

Fragment zdjęcia z "ratownikami"

 

 

Czy jest to aż tak ważne? I czemu mnie to tak dziwi? Dlaczego się na tym w ogóle skupiam?

 

Dlatego, że tam nie miało być absolutnie nic.

 

Proszę zobaczyć jak opisuje to miejsce protokół odszukany w styczniu 2013 roku przez Zespół Parlamentarny Antoniego Macierewicza i opublikowany w "Nowym Państwie" http://www.panstwo.net/print/2499 :



Smoleńsk, dnia 10 kwietnia 2010 r.

Czas rozpoczęcia czynności,15.05

Czas zakończenia czynności, 20.12

(...)

W wyniku przeprowadzenia oględzin ustalono:

 

 Dalej w kierunku północno-zachodnim po prawej stronie drogi prowadzącej na ul. Kutuzowa znajduje się pas leśny (wzdłuż całej długości drogi). Na odcinku danego pasa leśnego na szerokości około 15 metrów wierzchołki drzew są również obłamane. W zachodnim kierunku pasa leśnego w odległości około 1 metra biegnie droga prowadząca na ul. Kutuzowa. Za tą drogą po lewej stronie w kierunku zachodnim znajduje się pole o wymiarach około 20x150 metrów. Wzdłuż pola przebiega linia elektroenergetyczna. Linia elektroenergetyczna przebiega w odległości około 27 metrów od drogi. Przewody jednego ze słupów żelbetonowych danej linii elektroenergetycznej są oberwane (słup nr 3). W zachodnim kierunku od linii energetycznej znajduje się pas leśny.

W danym pasie leśnym w kierunku północno-zachodnim od wymienionego słupa w odległości około 22 metrów leży skrzydło samolotu. Skrzydło znajduje się w kierunku z południa na północ, jego górna część jest oparta o drzewa. W promieniu około 10 metrów od skrzydła samolotu, na ziemi znajduje się kilka metalowych fragmentów samolotu o różnej wielkości. W odległości około 4 metrów, w kierunku zachodnim od danego skrzydła samolotu znajduje się wąwóz wypełniony wodą, prawdopodobnie pochodzenia naturalnego. Wymiary wąwozu to około 10x30 metrów, jest on również położony w wyżej położonym masywie leśnym.

Dalej, kierując się w kierunku zachodnim, 2 metry od wymienionego wąwozu znajduje się pas leśny o wymiarach 15x40 metrów. W środkowej części wskazanego pasa leśnego rośnie świerk, który na wysokości około 10 metrów ma obłamany wierzchołek. Średnica świerku w podstawie wynosi około 60–70 cm. Kierując się dalej w kierunku zachodnim, na szerokości około 15 metrów wymienionego pasa leśnego, kilka z drzew ma obłamane wierzchołki. Na ziemi wymienionego pasa leśnego w promieniu 30 metrów są porozrzucane liczne metalowe fragmenty samolotu różnej wielkości.

Za pasem leśnym w zachodniej części znajduje się opustoszały teren o powierzchni około 18x30 metrów, w jego północnej części (bliżej lasu) znajduje się uliczna toaleta drewniana. W promieniu 15 metrów od tej toalety na ziemi są porozrzucane fragmenty samolotu i odłamki drzew. Bardziej na południe, w odległości około 20 metrów od toalety znajduje się salon samochodowy „Awtomotors”. Powierzchnia, na której stoi salon, wynosi około 17x40 metrów. W chwili przeprowadzenia oględzin na obszarze salonu jest kilka samochodów. Przy zachodniej części ogrodzonego obszaru salonu samochodowego jest zaparkowany samochód „Opel vectra” – uniwersalny, ciemnego koloru, z jego lewej strony  w odległości około 2 metrów na ziemi leży metalowy fragment samolotu. Bardziej na południe, na terenie salonu znajduje się biuro sprzedaży o wymiarach około 5x2,5 metra, na jego dachu znajdują się odłamki, gałęzie drzew. Z prawej strony od wejścia do biura, na ziemi, znajdują się również odłamki i gałęzie drzew.  

Skoro więc nie ma tam być, ani drugiego skrzydła, ani żadnego większego elementu - to dlaczego coś jasnego przebija się przez gałęzie drzew i krzewów, znajdujących się za skrzydłem leżącym pod linią wysokiego napięcia od strony ulicy Gubienki? Dlaczego nigdzie, w żadnym raporcie nie natknąłem się na jakikolwiek opis elementów znajdujących się w tym miejscu?

 

 

 





TVN 24

Kadr z filmu Jacka Kruczkowskiego "Na własne oczy"

 

 

 

 

Dlaczego kiedy kamerujący chce skierować obiektyw w stronę tego majaczącego kształtu, natychmiast jak grzyby po deszczu wyrastają przed nimi jacyś dziwni ludzie, stanowczo zasłaniając dłonią obraz?

 

http://www.pomniksmolensk.pl/movie.php?vimeo=1&no=91398776#movie

 

Wygląda mi na to, że tam naprawdę coś być musiało.

 

 

 

 

 

Widok na zagajnik przy autokomisie - fotografia zrobiona z ulicy Kutuzowa - nr 1

 

 

Widok na zagajnik przy autokomisie - fotografia zrobiona z ulicy Kutuzowa - nr 2

 

No dobrze. Tylko, że przecież nie tak dawno sam przecież napisałem (Rozdziały XXXII - XXXIV), że ze stenogramów może wynikać, iż Tupolew Arkadiusza Protasiuka mógł o godzinie 7:40 odlecieć na lotnisko zapasowe, być może nawet na "Wnukowo", do Moskwy. Dlaczego więc przedstawiam tak skrupulatnie całkowicie sprzeczną z tamtymi wywodami tezę? Przecież Tupolew nie mógł odlecieć i jednocześnie przyziemić awaryjnie w zagajniku przy autokomisie.

 

Nie przeczę, że tak pisałem. Rzeczywiście wyciągnąłem ze stenogramów właśnie takie wnioski. Że "Tutka Protasiuka" odleciała i to najprawdopodobniej do Moskwy. Jednak  zarówno z fotografii, jak i z zeznań świadków wyłania się przecież zupełnie inny obraz. I stąd bierze się dylemat. Komu zawierzyć? Temu co wydaje mi się, że odczytałem ze stenogramów czy raczej świadkom i zdjęciom? 

 

Wnioski   

Wydawać by się mogło, że człowiek myślący rozsądnie powinien opowiedzieć się raczej za zeznaniami świadków, zdjęciami, które coś obrazują, niż za stenogramami, które sam uważam za - w oczywisty sposób sfałszowane.  

Nie ukrywam, że analizowałem sprawę zagajnika bardzo dogłębnie przez kilka miesięcy Napisałem nawet na jego temat trzy obszerne rozdziały. I absolutnie nie uważam tego czasu, który poświęciłem zagadnieniom lasku w rozgałęzieniu ulic Gubienki i Kutuzowa, za  czas stracony. Mimo tego nie opublikuję tego materiału w tej książce.

Nie wydaje mi się bowiem, żeby w tamtym miejscu (w pobliżu XUBS) mogło dojść do jakiejkolwiek katastrofy, czy czegokolwiek co miałoby związek z rzeczywistym przyziemieniem któregokolwiek z polskich samolotów.

Natomiast ta "eteryczna katastrofa", która miała mieć miejsce około godziny 8:00 czasu polskiego - moim zdaniem, nie mogła być rzeczywista. Odłamki statku powietrznego "spadające na ziemię jak deszcz", kładące się miękko na gałęziach drzew, na dachach drewnianych szop, prawie nie naruszające biosfery - nie mogły, według mnie, powstać w wyniku zdarzenia jakim był rozpad w powietrzu potężnego samolotu.

 

Poza tym wciąż brzmią mi w uszach słowa, jednego z bohaterów bodajże pierwszej "Misji specjalnej"  Anity Gargas poświęconej smoleńskiej tragedii - NN mechanika samochodowego : Девочки, я не катастрофу видел, но что-то другое ....("Dziewczyny, ja nie katastrofę widziałem, ale coś innego.... ")

 

 .......................................................................... 

 

Kwintesencja moich ustaleń dotyczących 10 kwietnia 2010 roku znajduje się w artykule  >>Koniec "smoleńskiego śledztwa" - podsumowanie<<   TUTAJ



Christus, et impera super nos.
.........................................................................................
 

 

*oznaczać by to musiało, że wyjechał z lotniska do Katynia już po "katastrofie" 

** Świadek opowiada tak, jak gdyby kadłub samolotu znajdować się miał gdzieś w okolicy skrzydła. Czyżby gdzieś w pobliżu autokomisu i ulicy Gubienko? 

*** Równie dobrze można by zapytać co widzieli inni pracownicy mediów, skoro jeden z nich miał powiedzieć: Szczegóły, które poznawaliśmy od osób, biorących udział w akcji ratunkowej były tak drastyczne i przerażające, że musieliśmy zachować je tylko dla siebie. http://tvp.info/magazyn/po-godzinach/smolensk-miasto-bohater/6998533 

 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.9 (głosów:12)

Komentarze

generalicja, bankowość, ważni politycy z Prezydentem na czele, działacze społeczni, adwokatura, religia czy kultura musiało i

prawdopodobnie było na rękę wielu wrogom naszego państwa.

Polska odzyskała niepodległość po ponad 100 latach niewoli w głównej mierze dzięki kłótniom i wojnom między rozbiorcami.

Jeżeli założymy teorię udziału sił obcych i różnorodnych w tej katastrofie lotniczej, to nie pozostaje nic innego jak czekać, aż

znowu poróżnią się ci co grali razem, wtedy ktoś zagra kartą smoleńską, może.

Do tej pory zmowa milczenia jest przestrzegana, jeżeli wogóle jest coś takiego.

Informacyjna dżungla nie sprzyja rzetelnym próbom wyjaśnienia.

Pozdrawiam.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-1

"Ar­mia ba­ranów, której prze­wodzi lew, jest sil­niej­sza od ar­mii lwów pro­wadzo­nej przez barana."

#1470967

Niemniej próbować trzeba.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1470978

Dużo faktów o których już się zapomina, ale akurat koncentrowanie się na zeznaniach dot. dokładnego czasu nie wydaje się takie ważne. Na 100 osób zapytanych o której coś się zdarzyło, pewnie tylko 20 poda dokładny czas. No i - czy czas jest aż tak ważny? Tylko, gdyby ktoś szedł w mroczną ścieżkę teorii o tfu, maskirowce.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1470980

Jak to czas nie jest ważny?

On jest osią, motorem wszystkich wydarzeń. Punktem krytycznym!

Pozdrawiam

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1470985

Pozdrawiam.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1

"Ar­mia ba­ranów, której prze­wodzi lew, jest sil­niej­sza od ar­mii lwów pro­wadzo­nej przez barana."

#1470995

Nie, nie znałem. Dzięki wielkie.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-1
#1471008