Jak w banku? Pewne jak w banku?

Obrazek użytkownika zetjot
Blog
Chciałbym jednej opcji urealnić nastrój zwycięstwa a drugą kompletnie pogrążyć, unaoczniając skalę realnych problemów. Ale nie po to żeby zdemobilizować, lecz skłonić do bardziej wytężonej, realnej działalności. Nie wystarczy wygrać wybory, trzeba jeszcze zdać sobie sprawę z natury systemu i zdecydować się, czy tak jak Tusk, rezygnujemy z kształtowania naszej przyszłości i wegetujemy na marginesie Europy, czy też widzimy pełny horyzont szans i zagrożeń wymagający przygotowania odpowiednich środków. Tempo działań politycznych można sobie regulować, w kwestiach analiz intelektualnych przerw być nie może.
 
Chciałbym zwrócić Państwa uwagę na bardzo symptomatyczny fakt, który jaskrawo unaocznia naturę obecnego systemu. Nie ma zjawiska lepiej ten system demaskującego.
 
Otóż jeszcze paręnaście lat temu można było śmiało używać zwrotu " Jak w banku", "Pewne jak w banku". Nie było co do tego wątpliwości. A teraz ? Wtedy to nie była tylko kwestia językowa, bo język odzwierciedlał pewne fakty i trendy. Teraz zaś mamy w tym przypadku do czynienia z nowym zjawiskiem czy trendem, które wyznacza koniec pewnej epoki.
 
Dotychczas fraza to wyrażała pewność, zaufanie do systemu finansowego. Teraz okazuje się, że znikł podstawowy, umowny element systemu kapitalistycznego - kapitał spoleczny, czyli, od strony psychologicznej, zaufanie ludzi do instytucji, a następnie, także zaufanie do innych ludzi. Wygląda na to, że konsumpcjonizm zabił kapitalizm. Do tego chcialbym się tu ograniczyć, chociaż wątek ten możnaby kontynuować, wskazując na utratę zaufania do polityków w obecnym systemie, który stanowi znaczne odstępstwo od ustroju demokratycznego.
 
Skąd bierze się ten problem ? Przyjrzyjmy się podłożu społecznemu tego zjawiska. Świat społeczny to świar relacji międzyludzkich, a dokonując rozmaitych transakcji wchodzimy w relacje osobiste bądź bardziej zinstytucjonalizowane. Relacje między stronami są zdrowe, jeśli są zrónoważone i symetryczne i oparte na zaufaniu. 
 
Bank pożycza jednym, a inni w banku lokują swoje pieniądze. Bank ufa klientom, że spłacą pożyczki, klienci ufają bankowi, że ich lokaty są bezpieczne. 
 
Banki i klienci są wzajemnie uzależnieni i to jest sytuacja zdrowa. Przestaje jednak być zdrowa, gdy bank uniezależnia się od klienta, od realnej gotówki klienta i korzysta z dopuszczonego przez państwo wirtualnego mechanizmu kreowania pieniądza. Bank uzależnia się od państwa, a uniezależnia od klienta, jako że klient zostaje poddany uzależnieniu od reklamy, nacisku konsumpcjonistycznego i codziennej praktyki finansowej. Powstaje nowy typ relacji między politykami a bankierami i zaczyna się radosna twórczość na linii - ministerstwo finansów, bank centralny i banki detaliczne. Mogą oni sobie pozwolić na zlekceważenie klienta, którego rola staje się marginalna, bo są narzędzia by nim sterować, tak jak chętnymi na kredyty we frankach.
 
Bank i klient muszą być wzajemnie uzależnieni, by wypracować korzystne zasady współpracy i by powstało zaufanie. Gdy następuje jednak zmiana struktury zależności, relacje zostają zafałszowane i znika niezbędne zaufanie między stronami.
 
Zaufanie zaufaniem, ale oprócz tego niezbędny jest odpowiedni system prawny do rozwiązywania sporów i karania nadużyć. W tym przypadku przewagę nawet w prawie zyskują instytucje finansowe, co utrwala tylko wspomnianą patologię. Konsumpcjonizm, który stał się podstawą systemu gospodarczego jest właśnie dlatego tak groźny, że narusza podstawowe relacje i delikatną równowagę. Klient staje się tylko pionkiem w grze ekonomicznej. Zamiast relacji klient - bank, zaczyna dominować niebezpieczna i rujnująca dla demokracji relacja państwo - bank. A to zapowiada upadek, bo brak tu zakorzenienia w realiach.
Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:5)