TE OWIECZKI ZIEMI SWOJCZOWSKIEJ WILKI BANDERY SKRYTOBÓJCZO REZAŁY

Obrazek użytkownika Sławomir Tomasz Roch
Historia

Sowieci byli całkowicie zaskoczeni. Nawet sam Stalin nie wierzył, że Niemcy idą na Rosję. We Włodzimierzu Wołyńskim dużo wojska sowieckiego wzięto do niewoli, byli tak zaskoczeni, że nie zdołali nawet uciec. Głodowa śmiercią potem umierali! Niemcy zaczęli Żydów zamykać do getta i ogrodzili tą dzielnicę miasta Włodzimierza Wołyńskiego. Już nie można było kupić w mieście żadnego materaiału na szycie ubrań. Nie wolno było nawet zbliżać się do getta. Straż ukraińska chodziła z karabinami i pilnowała, aby nikt nie podawał Żydom żywności.

Za Niemców w 1941 r. nikt nie poszedł od nas do szkoły, nie było żadnego nauczania. Wtedy tata Franciszek Szewczuk zawiózł mnie zimą do cioci Adeli, by ta nauczyła mnie robić na drutach. Do cioci było 13 km za Swojczowem na wschód, tam mieszkała. Byłam tylko trzy dni, nauczyłam się robić w lewo, w prawo oczka nabierać, spuszczać, na pięć drutach robić skarpety i piętę podwójną, nawet rękawiczki na pięć palców, pokazała jak robić. Potem przyjechałam do naszego domu. Córka cioci Wikty, Józia była krawcowa.

Całej rodzinie porobiłam swetry przez zimę. Wełna była we dwie nitki, dosyć gruba, to i szybko robiło się. Miałam wtedy ukończone 13 lat. Nawet sobie spódniczki, też z wełny zrobiłam. Czapki na głowę rozmaite robiłam, pilotki, furażerki. Wujkowi Adolowi robiłam swetr. Wujek był wysoki to długo ten swetr robiłam. Za sweterki, które zrobiłam obcej kobiecie, mama kupiła mi ładną torebkę z czerwonej skóry. Miałam gdzie schować  książeczkę do nabożeństwa, idąc do kościoła. Dawniej w Kościele modliło się z książeczki ponieważ chór śpiewał po łacinie. Cała msza jest w książeczce do nabożeństwa po polsku, gdyż dawniej było po łacinie.

A czasy okupacji niemieckiej, były ciężkie. Przez dwa lata od 1941 r. do 1943 r. rodzice musieli oddać dwie krowy, a musiały mieć odpowiednią wagę. Niemiec brał na mięso dla wojska. Świnie były spisane i nie wolno było sobie zabić świaniaka, bo zaraz byli gospodarze karani. Wszystko trzeba było oddać Niemcom. Ukraińska policja przestrzega prawa służąc Niemcom.

Jest wiosna 1943 r. policja ukraińska idzie z wiosek i z miast, z wszystkich posterunków do lasu. Tworzą partyzantkę, będą zabijać Polaków, chcą w ten sposób budować Samostijną Ukrainę. Na południu Wołynia, już w 1942 r. zabijali Polaków całymi wioskami. My nic nie wiedzieliśmy, nie było ani radia, ani gazet. Nikt daleko od swojej wioski nie jeździł, nie było autobusów. Były pociągi, ale rodzina była w jednej parafii, to i przy kościele się jedynie spotykali.

Początkowo zabijali młodych mężczyzn. Z naszej wsi Mohylno zabili mamy brata Franciszka Lewandowskiego 35 lat oraz Jana Juszczak 33 lata. Zaczęli z Mohylna ludzie wyjeżdżać do Włodzimierza Wołyńskiego, szczególnie mężczyźni zmuszeni byli uciekać, wyjeżdżali całymi rodzinami. Z rodzinami wyjechali Gaczyńscy oraz Adolf Szewczuk, stryjeczny brat tata. Dwaj bracia także uciekli z rodzinami, podobnie Buczko. I moi rodzice zdecydowali się uciekać ponieważ mój tato od milicji i od bandy miał dwa razy rewolwer przy głowie, był tak pobity, że już nie mógł nawet mówić. Taki mieli rozkaz i samowolę, mogli robić co chcieli z Polakami, Niemic im zezwalał. Polskie rodziny były zupełnie opuszczone i bez żadnej ochrony. Na tamten czas Ukraińcy byli nad Polakami samowładni. Żydów wymordowali wraz z Niemcami.

W 1942 r. pod nadzorem Niemców Ukraińcy w służbie niemieckiej, roztrzeliwali Żydów. Z getta z Włodzimierza Wołyńskiego wywozili samochodami pod plandeką za miasto do Piatydnia i tam w masowych, już uprzednio wykopanych grobach, roztrzeliwali tysiącami, rozebranych Żydów. Wszystkie zaś rzeczy pożydowskie, rabowali Ukraińcy. Mówili wtedy Żydzi do Polaków: „Nami rozczynili, a Wami zamieszą!”.

Wiosną 1942 r. tato był na polu za wioską i widział jak trzech Ukraińców prowadzili trzy Żydóweczki z naszej wsi, łąką do lasu. Tato był na górce, daleko ale widział jak leżeli z tymi Żydówkami na łące, a potem usłyszał strzały. A mieli ci Ukraińcy ze sobą karabiny. Tato przyjechał z pola i w domu wszystko mamie Marii opowiedział. Tato rozmyślał co zrobić, rzucić wszystko, dorobek całego życia i iść, tułać się. Tato miał 47 lat, mama 39 lat.

Pewnego ranka przy śniadaniu brat Antoś pyta się tata: „Czy uciekacie do Włodzimierza?”. Tata nic nie odpowiada. Brat Antoś mówi, że pójdzie sam do miasta. Ja zaczęłam bardzo płakać, bo mnie mama nie puści, ja miałam 14 lat. Mama moja Maria nalegała by uciekać, gdyż rodzonego Jej brata zabili bez żadnej jego winy. Przyjechali końmi Andrysa, aż z Dominopola, jeszcze byli na wozie inni mężczyźni. W nocy przyprowadzili sąsiada Juszczaka i kazali wujkowi ubierać się, że pojedzie do sztabu. Wujek ubrał się odświętnie, wziął sobie jeszcze tytoniu na drogę. Wujek mieszkał na skraju wsi i do nas było kilometr drogi. Jechali koło naszego domu do Lasu Owadeńskiego. Tato mój spał na Obrożku, który stał na podwórku. To był stog konieczyny, suszonej pod dachem. Słyszał jak jechał wóz koło domu, a potem liczyl strzały. Osiem strzałów naliczył. Konie były przywiązane do skraju lasu do drzewa, a ich strzalali na wozie. Potem zawieźli w głąb lasu w gęstej terninie i tam zakopali.

Raniótko, tylko rozwidniało się, przyszedł teść wujka, miał 80 lat i płacze, że nie ma Franka. Tato mój z kolei opowiadana gorąco, co słyszał. Dziadek prosił, żeby tato szedł do lasu i sprawdził, co tam się tej nocy wydarzyło i nasz tato poszedł. Z brzegu lasy była ziemia stratowana przez konie, bały się wystrzałów z broni, poszedł dalej za śladami, bo to było po deszczu i natrafił na tę właśnie mogiłę. Piasek był na tarninie bo była mokra. Przyniósł kostkę od ucha, bo była z dziórką, świeża jeszcze i z krwią, na ziemi znalazł. Moja mama bardzo płakała za bratem, że on nie był nikomu nic winien. Wujek ożenił się u swego stryja, bo stryjek nie miał swoich dzieci, tylko wychowanicę. Więc nie musiał się dorabiać tak jak inni, tylko zaraz dom nowy wystawił. Poza tem wszystko było, narzędzia, zostawił żonę i dwie córki Jadwigę 17 lat i Dionizę lat 12. Jadwiga uciekła, była u nas. Tato z bratem złożyli na łące siano, stało w kopicach, już wysuszone. Może i dobrze, że składali to siano do stoku bowiem Ukraińcy pomyśleli: „Siano składają mają zatem zamiar siedzieć jeszcze w domu.”.

Pewnej nocy w lipcu, chyba 17, to była sobota, wóz był już kilka dni wyszykowany. Rozłożony jak do wożenia snopów, drabiniasty i wszystko pakowali w worki: odzienie, pościel, mąkę, ziemniaki, zboże jakie było, pełny wóz. Tato wziął także siekierę i kosę i włożył na wóz. Ja, siostra i mama spaliśmy w życie blisko domu, brat spał na miedzy, ledwie tata go odnalazł. Tato siedział w ogrodzie w malinach i płakał. Nie mógł zdecydować się na opuszczenie swego ciężką pracą zdobytego majątku. Zostawiliśmy czarno-białą krowę, bydlaki, dwie jałóweczki wiosenne, źrebak roczny, ładny to był konik deresz, pięć owiec, kury, gęsi, świnie, warchlaki. Duża stara locha była prośna i jak nigdy nie zdarzało się, by  poroniła prosięta. Tato ją zabił i mama wszystko popiekła, nawet kiełbasy narobiła. Włożyła to wszystko w kamienny garnek i zalała smalcem, wstawiła to wszystko na wóz, upiekła także cały piec chleba i z tym pojechaliśmy.

Wszystkie pola zostały ze zbożem ozimym jak i jarym, ziemniaki, ogród, truskawki już kwitły, bo to tylko jesienią, jak przyniosłam flansy od Szewczuka Stasi. W ogrodzie tytoń arabski rósł, miał szerokie liście, ciemno zielone. A był też tytoń, co miał liście szpiczaste i jasno zielone, a kwitł na różowo. Całe zapole rzniętego drzewa zostało, przygotowane na nasz dom pod Włodzimierzem Wołyńskim. Sieczkarnia, kierat, brona żelazna, kultywator, pług, młynek do zboża. W domu: łóżka, kanapy, stół, krzesła, balia do prania, kufer z rzeczami. Tato sam zrobił kosze z wikliny, służyły w gospodarstwie do zbierania ziemniaków podczas wykopków. Poza tym zostały także: garnki, naczynia, pościel i tyle innych drobiazgów, w tym obraz Ostatniej Wieczerzy, duży obraz św. Agaty, która w ręku trzymała kielich, a w nim była sól. Został także obraz z błogosławieństwa od Ślubu rodziców: Pan Jezus i Matka Boża z otwartymi sercami.

Inwentarz żywy póki co stryj Wicek, który mieszkał tuż obok, zapobiegliwie karmił. Ukraińcy na razie nic nie rabowali, chcieli widocznie byśmy powrócili z powrotem do domów. Im zależało, by wymordować wszytkich, żeby nawet świadek nie pozostał ich haniebnej pracy na tym Bożym świecie ale to było nieco potem.

Tymczasem noc ciemna, wyjeżdżamy z podwórka. Mama pobiegła do obory i bierze krowę z łańcuchem i wiąże do wozu od tyłu. Brat odwiązuje krowę i puszcza luzem, ta zaś idzie do sadu i tam spokojnie się pasie. Mama łapie znowu czerwoną krasulę i wiąże ponownie do wozu. Ruszamy we dwa konie ale bardzo cicho, nawet nie rozmawiamy ze sobą, obawiamy się że nas z oddali obserwują. Mineliśmy Las Owadneński, nie możemy jechać przez wioski ukraińskie, nie puścili by nas, prędzej by wszystkich zabili, a majątek ograbili.

Tato przez pola kieruje się do torów kolejowych z Kowla do Włodzimierza Wołyńskiego, obok torów była bita droga do samego miasta. Widzę, że na polach są jeszcze zboża, ziemniaki, wszystko rośnie, a co chwila miedza. Koła żelazne toną, tato po bacie, a nasze mocne konie niemal kładą się na dyszlu ale tato nie popuszcza i okłada je batami. Ja szłam za wozem, rosa, sukienka moja do pasa mokra. Przy torach zrobiło się nieco widno. Trafiliśmy na niemiecki transport wojskowy i było nam nieco raźniej. Szczęśliwie dojechaliśmy do miasta.

Pamiętam jak ludzie spali na chodnikach, dopiero słońce wolno wschodziło. Obstąpili nas i pytają skąd my idziemy, a to znowu czy reszta Polaków tam jeszcze żyje. Tato jechał do szwagra we Włodzimierzu Wołyńskim do Chrzanowskiego. Ciocia już nie żyła, wujek miał drugą żonę, mieli gospodarstwo na ulicy Racławickiej. Tymczasem, u wujka na podwórku było już tyle wozów, że nie było gdzie stanąć. Wujek zaprowadził nas do swoich znajomych i tam w stodole tydzień czasu mieszkaliśmy. [fragment wspomnień Ludwiki Podskarbi z d. Szewczuk ze wsi Mohylno na Wołyniu, wspomnienia spisała osobiście pani Ludwika Podskarbi, a opracował S. T. Roch]

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:3)