Ludzie dobrzy

Obrazek użytkownika Ryszard Surmacz
Idee

 

Mówimy: „kiedyś byli dobrzy ludzie”. Lecz co to znaczy „kiedyś”? Nie znaczy, że przed tysiącem, czy chociażby przed kilku wiekami, bo mniej więcej w takich kategoriach jest to odbierane. Rzecz w tym, że owo „kiedyś” oznacza nie tak dawno, bo pokolenie lub dwa wstecz – pokolenie naszych ojców, dziadków lub pradziadków. Tak, to było pokolenie dobrych ludzi. Wielu z nas miało z nimi kontakt i doskonale pamięta sposób ich zachowania. Oni rozumieli się wzajemnie, wzajemnie sobie pomagali i szanowali się. Dzięki temu wielu z nich przeżyło II wojnę, a wspólna solidarność, wspólny opór i wzajemny szacunek pozwoliły znacznie zmniejszyć liczbę ofiar. Po wojnie, dla większości wówczas młodych, był to świat niezrozumiały; było to wstecznictwo, zacofanie i Bóg wie co jeszcze. Wartości pokolenia dziadków niewielu wówczas doceniło.

Skoro wyjaśniliśmy sobie pojęcie „kiedyś”, to spróbujmy określić co to znaczy „ludzie dobrzy” ? Mój Dziadek-legionista mówił, że dobrzy ludzie wyginęli w I wojnie światowej. Byłem młody i nie zastanawiałem się na tym stwierdzeniem, ponadto myślałem, na podstawie czego można wysnuwać takie wnioski? Dziadek zmarł w 1987 r. Gdy niedawno usłyszałem kolejny raz to stwierdzenie, zacząłem się zastanawiać, nad jego sensem. Jeżeli to prawda, to również II wojna, która była logicznym ciągiem pierwszej, musiała dokonać podobnego spustoszenia. Dobrzy ludzie to więc ci, którzy nie zawahali się stanąć w obronie zasad, kultury i państwa, to ci którzy nie poszli na współpracę, nie szukali własnego zysku kosztem innych, wykazali się człowieczeństwem w nieludzkich czasach, a nawet ryzykowali własnym życiem za wspólną sprawę i niepodległość.

Skąd się brali Ci ludzie? Najkrócej mówiąc – z polskiej kultury. To ona była przekaźnikiem i rozsadnikiem narodowych zachowań i polskiego charakteru narodowego. Powszechnie mówi się, że była naiwna. Bardzo ryzykowne to stwierdzenie, choć w pewnych obszarach, trudno zaprzeczyć. Gdy uogólnimy lub poprzestaniemy na tym stwierdzeniu, bo szybko okaże się, że powielamy komunistyczne i faszystowskie sądy oraz wyświechtane kalumnie. Jeżeli nawet taka była, to należałoby zapytać dlaczego? I to jest praca dla historyków, socjologów i psychologów, która, mimo 30 lat okrzyczanej wolności, leży odłogiem. Nasza humanistyka zajmuje się rzeczami trzeciorzędnymi, a nie odpowiada na podstawowe pytania, od których zależy nasza przyszłość.

I teraz nieco konkretów. Faktem jest, że idea Rzeczypospolitej Obojga Narodów w XVIII załamała się, ale faktem jest też, że w tymże samym wieku uchwalono Konstytucję 3 Maja, która ją naprawiła. A więc załamała się czy też nie; była naiwna czy też nie była? Niestety, państwa sąsiednie okazały się już zbyt silne i zgodnie dokonały trzech kolejnych rozbiorów. Jako mocarstwo było nieuważne i dopuściło do wyrośnięcia ponad miarę trzech przyszłych zaborców. Po utracie państwowości zostaliśmy kompletnie sami. Nastąpił okres próby wytrzymałości i poczucia spójności kulturowej Polaków.

Stara Rzeczpospolita rozpadała się na oczach wszystkich i wówczas nastąpił taki moment, w którym wszystko musiało zacząć się do nowa. I właśnie w tym momencie musiała odezwać i włączyć się kultura polska, a więc ten zbiór doświadczeń, który miał moc jednoczenia się narodu, jego myśli i dążeń. Od nowa musieliśmy się zadeklarować, od nowa policzyć i wszystko zacząć budować od początku – nie posiadając własnego państwa, nie mając własnego sądownictwa, ani własnych uczelni. Jedynym kapitałem, jaki nam pozostał była tradycyjna warstwa kulturotwórcza, a więc szlachta, potem inteligencja, która miała już różny skład społeczny, ale wciąż ten sam wzorzec kulturowy. Jedyną wówczas polską uczelnią pozostała kultura i warstwa kulturotwórcza. Dobroć ówczesnych ludzi brała się ze wspólnej pracy i wspólnego wysiłku na rzecz dobra wspólnego, na rzecz Ojczyzny. Dziś to jest trudne do wyobrażenia, ale ta szlachetność odbijała się również na twarzach XIX-wiecznych ludzi. Gdy przeglądamy albumy z tamtych lat, uderza duża ilość szlachetnych rysów, jakaś prawdziwość i naturalność bijąca nie tylko od szlachty, ale również zwykłych chłopów.

Dlaczego była naiwna? A czyż ptaszek w klatce nie musi zachować pokory, wymuszonej naiwności i uległości wobec swojego pana? Jest uzależniony bowiem od jego kaprysu. Pan może mu dać jeść, ale też nie musi, bo nie wiąże go żadne prawo, co najwyżej obyczaj dobrych manier. Jeżeli ptaszek nie będzie śpiewał według oczekiwań, zostanie wypuszczony na wolność, a tam czekają na niego wróbelki. Tak samo Polacy będąc pozbawieni swojego państwa byli skazani na obce prawo, które bardzo dbało, aby z okupowanego narodu wyciągnąć, jak najwięcej korzyści dla siebie. Zdeklarowani Polacy musieli więc walczyć na dwa fronty: opierać się zaborcy i bronić własnej kultury i narodu. Ta walka wyrabiała charaktery, ale też pogłębiała specyfikę poszczególnych polskich dzielnic. Jak pod koniec XIX w. w Wielkopolsce zrodziła się solidarna walka głównie na poziomie chłopskim, to na byłych Kresach oparła się o szlachtę. Obydwie wymagały dużego wysiłku. Obydwie wyrabiały ową szlachetność ludzką, która po odzyskaniu niepodległości zaczęła budować nowe państwo. I w tym okresie opracowano nie tylko najlepszą polską szablę w dziejach, ale również najlepszy typ obywatela, najlepszy system szkolnictwa, w ciągu jednego pokolenia dorównaliśmy poziomem technicznym Europie zachodniej i w ciągu jednego pokolenia odbudowaliśmy niepodległą polską świadomość narodową. Właśnie ten proces, ten ogromny wysiłek tworzył ludzi dobrych, ludzi rozumiejących się i mających wspólne plany i znający swoją prawdę.

Dobrych ludzi jeszcze sporo zostało po zakończeniu ostatniej wojny i komunistycznych czystkach, lecz przeciwko nim wojna trwa nadal. 

Dziś człowiek rodzi się, żyje i umiera w kłamstwie. Kłamstwo tworzy ludzi złych, mimo że bardzo chcieliby zapewne być dobrymi.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:8)

Komentarze

Siedzę nad Twoją konkluzją i dochodzę do wniosku, że czegoś podobnego dawno nie słyszałem. Wpadłem tylko na chwilkę, aby odwiedzić portal - tak na minutkę - gdyż oglądam film, więc zrobiłem sobie przerwę. Przeczytałem Twój wpis i przyznam, że siedzę i siedzę, i myślę co napisać, aby Cię nie obrazić, gdyż w tym przypadku to żadna sztuka.

Otóż. Człowiek nie rodzi się w kłamstwie. Człowiek rodzi się w miłości. Każdy człowiek (każde dziecko) jest miłością, a więc  nieprawdziwa jest Twoja teza, przynajmniej ta jej część.

Człowiek idzie przez życie jak musi: pracuje, walczy z przeciwnościami, ulega słabościom, zbiera sukcesy i znajduje przyjaciół gdyż inaczej nie przeżyje. Sam nie da rady, musi się na kimś oprzeć w nieszczęściu i chętnie daje oparcie innym ludziom (jeden drugiego ciężary noście!). Gdy się boi - kłamie, ale w przeważającej części życia nie ma potrzeby kłamać, więc Twoje uogólnienie jest fałszywe. Jest nieprawdziwe, jest kłamliwe. Jestem całkowicie pewien, iż nie ma ludzi, którym "udaje się żyć" w kłamstwie. To jest niemożliwe. Nie ma aż tak złych ludzi, aby wybrali życie w kłamstwie, a przynajmniej ja sobie nie potrafię wyobrazić.

Odnośnie śmierci "w kłamstwie". Nie wiem, nie przerabiałem, lecz wątpię, aby ludzie musieli umierać w kłamstwie, gdyż najbardziej prawdziwym zjawiskiem na świecie jest właśnie nasza śmierć.

Reasumując. Zastanawiam się jak bardzo samotny i nieszczęśliwy musi być człowiek snujący takie wnioski.

Gdy to napisałem i skończyłem - Ryszardzie Surmaczu, ucieszyłem się, że nie uległem pokusie skwitowania Twojego wpisu jednym słowem, gdyż niewątpliwie byłbym Ci sprawił ogromną przykrość, wydaje mi się po przemyśleniu, niezasłużoną.

Dziękuję za Twój wpis.

Pozdrawiam serdecznie.

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-3

Apoloniusz

#1670675

@ Apoloniusz

Zadziwiające, ale zupełnie nie zrozumiałeś mojego przekazu, sadzę, że dlatego, iż nie przeczytałeś całości. Ta miłość, o której piszesz wynika z naturalnej otuliny rodzicielskiej, choć dziś często bywa już inaczej. I tu nie ma sporu. Natomiast kłamstwo, o którym Ty piszesz, ja sytuuję w kontekście cywilizacyjnym. Jeżeli ten fakt kwestionujesz, to rzeczywiście stoimy po dwóch różnych stronach. Kłamstwo jest wszędzie, poczynając od szkoły, telewizji a kończąc na stosunkach biznesowych i prywatnych. W tym kłamstwie wyrastają nasze dzieci i taplają się ich rodzice. Nasza upadająca cywilizacja nie daje nam okazji wytrwania w prawdzie i szczerości, o którą obaj zabiegamy. Tak więc obrazić mógłbyś raczej siebie, niż mnie. Ale dobrze, że się powstrzymałeś, bo są jeszcze inne punkty widzenia. I te czasami wnoszą coś nowego w nasze życie. Moje teksty, niestety, trzeba czytać w całości, zwłaszcza, gdy się chce je komentować.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Ryszard Surmacz

#1670713

... że mamy inne zdanie. Moim zdaniem operujesz sloganami, a ja swoim małym rozumkiem, kombinuję i kręcę  w każdą możliwą stronę aż sieczka mi trzeszczy i cieszę się, że go mam tego "rozumka" oczywiście, z którego się dowiaduję, że zawsze byli dobrzy i źli i nie dziwię się i nie uogólniam, że chłopi kiedyś byli lepsi więc wywalczyli mi niepodległość, a teraz kłamstwo spowodowało, że muszę zajadać się chemią.

Moim zdaniem nigdy, powtórzę nigdy jednostka nie miała nic do gadania. Jednostka szła na czołgi z butelką benzyny, siedziała w okopach pod Werdę i jednostka maszerowała w legionie rzymskim. Jednostka grała w karty czy kości, grabiła (gdy dowódca dała zgodę) albo szła na szafot. Jednostka nie miała nic do powiedzenia i teraz też nie ma. Więc dlaczego jednostka akurat teraz jest zła, zakłamana i zdechnie w kłamstwie?

Ja, Ty, on, ono i tak dalej, którzy żyjemy w zgodzie z własnym sumieniem nie mieścimy się w twojej definicji zakłamania. Niestety.

Ty piszesz o sile sprawczej na którą moim zdaniem prosty człowiek nie ma żadnego wpływu, gdyż nasze losy rozstrzyga ów niewidzialny ktoś (przeważnie pieniądz), ale konkludujesz, że to właśnie ja jestem podły. Lecąc na skróty

 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Apoloniusz

#1670722

@ Apoloniusz

Piszę o ludziach, nie o jednostce. Masz zbyt rozbiegane myśli. Dopóki nie przeczytasz całości, nie mamy o czym mówić. 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Ryszard Surmacz

#1670729

Cześć Ryszardzie

Moje pierwsze mieszkanie. Kompletnie nowa dzielnica i jak to wtedy, błoto dookoła. Lecz dom solidny - nie wielka płyta. Czteropietrowiec, trzy klatki, w sumie 30 rodzin. Same M4 i M5. Sporo pływających, trochę akademików i inżynierów. Wprowadziliśmy się nieco później niż inni, bo akurat byłem w morzu. Przy wprowadzaniu pomagał cały dom. Wszyscy. I tak już było niemal do końca lat osiemdziesiątych. To właśnie byli dobrzy ludzie. Na wyciągnięcie ręki. Serdeczni i bezinteresowni.
No a potem zaczęło się psuć. Uważam, że dlatego, gdyż po transformacji rozpoczął się wyjątkowo agresywny wyścig szczurów. Typowo socjologiczno - psychologiczna sytuacja.

Wniosek - dobrych ludzi znajdziesz tylko w grupie dobrych ludzi. Ludzi mających ze sobą wiele wspólnego, co do wartości i dzielonych poglądów. Oraz najważniejsze - ze wspólnego kręgu kulturowego. Co nie znaczy wykluczenia, bo jeden jest drwalem, a drugi profesorem.

Miłego weekendu

Ps. Może rozpiszemy konkurs, jak Boy Żeleński, by wyrugować ten weekend?

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

JanuszK

Za zaproszeniem   https://klubdyletantow.blogspot.com

 

 

 

 

#1670788

@ jazgdyni

Witaj!

Tak, właśnie, to byli dobrzy ludzie. Ale chodzi o odpowiedź na pytanie skąd oni się oni wzięli? Jakieś warunki  musiały ich ukształtować. Dlaczego w jednym miejscu się żrą, a w drugim sobie pomagają. Dlaczego ludzie w II RP byli lepsi, niż ludzie z III RP? Musimy się dokopać do prawdy o nas samych.

Pozdrawiam

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Ryszard Surmacz

#1670802