Przepis na propagandę

Obrazek użytkownika Popruch
Historia

Po cichu, po wielkiemu cichu. 
Tworzą sobie filmowcy dokumenty. 
Niewinne. 
Spokojne...
Obłudne...

Jestem właśnie po seansie filmu "Kucharze historii" [ang.: Cooking history] Péter Kerekesa z 2009 roku. Jest to dokument przedstawiający historie, wypowiedzi kucharzy, którzy gotowali dla żołnierzy w czasach różnych konfliktów. Rosyjscy w czasie wojny w Czeczenii i II W.Ś. niemieccy i francuscy w czasie II W.Ś. chorwaccy i serbscy w czasie wojny w byłej Jugosławii...

I powiem wam tylko jedno. Warto obejrzeć ten dokument.

Warto obejrzeć choćby po to, żeby zobaczyć te ludzkie postawy.

Zobaczyć dumę niemieckich starców, którzy przesuwają biało-czerwony szlaban żartując że teraz idzie im to wolniej niż w 1939, bo są starzy. Usłyszeć historię odmowy umierającej dziewczynie szczypty cukru, bo zabraniały tego rozkazy. Bez cienia wyrzutów sumienia. Zobaczyć dumę z wygranej przez Rosjan wojny z Niemcami, bo się ich dobrze karmiło, czy przemilczenia francuskich kucharzy przy wspomnieniu wojny. Usłyszeć historie wojennych kucharzy w czasie wojny w byłej Jugosławii, kucharzy czeskich, węgierskich... pouczające.

Pouczające zwłaszcza z tego względu, że w tym filmie Niemcy nie napadli na Polskę, ale toczyli wojnę z Rosją. Rosja nie napadła na Polskę, tylko walczyła z Niemcami. Naszego kraju między nimi nie było. Przynajmniej tak jest poprowadzona linia monologowa filmu. Warto też posłuchać francuskich kucharzy, którzy z rozbrajającą szczerością odpowiadają na pytanie "Co by się stało, gdyby wszyscy kucharze odmówili gotowania dla żołnierzy?" - "Poszli by walczyć, zamiast siedzieć w bezpiecznej kuchni".

Smutne historie kucharzy z byłej Jugosławii nie osłodzą mi tego seansu jednak w żaden sposób. Bo o ile te konflikty nas bezpośrednio nie dotyczyły, to już II W.Ś. zdecydowanie tak. I kiedy słuchałem opowieści, jaki to komiśniak był dobry w czasie wojny, jakie racje żywnościowe były w wojsku, jakie robiono dobre naleśniki.... to jednocześnie dowiadywałem się, że kuchnia to miejsce przetrwania tak naprawdę tchórzy, którzy bezwzględnie ze strachu, bez wyrzutów sumienia potrafią odmówić człowiekowi szczypty cukru i dziwią się, że podczas pogrzebu osoby [mieszkającej de facto 20m od kuchni], której odmówili tego cukru, ludzie patrzą na nich z pogardą.

Tak, dla mnie (konkretnie historie dotyczące II W.Ś.) to taki trochę dokument o strachu, o ludzkich słabościach, ale też dumie z wykonanej pracy. To historie kilku osób, które przeżyły najcięższe konflikty ostatniego stulecia w zaciszu cieplutkiej kuchni... 

Tak się właśnie robi propagandę historyczną. Bo Polska nie została nawet wspomniana słowem w tym filmie. Nie licząc sceny z usuwaniem szlabanu przez żartujących starców.

Polecam. I nic już nie będę dodawał. "Film broni się sam".

A nas w nim nie ma, bo nie mamy w żadnym z ministerstw ludzi z jajami, żeby mieć własną politykę historyczną i domagać się uwzględnienia nas w historii tego "starego kontynentu", który chyba już do reszty zdziadział, bo ma objawy wybiórczego historycznego alzheimera. Ale co ja tam wiem.

Jeśli się wam podoba: oceńcie,

jeśli nie: skrytykujcie, byle konstruktywnie.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.6 (głosów:9)