O przemożnej potrzebie koszerności

Nader często na łamach NP.PL widzę wpisy odnoszące się do takich, czy innych, kontrowersyjnych wypowiedzi polityków i dziennikarzy, których uznajemy – w większym lub mniejszym stopniu – za „naszych”, tj. związanych z opozycją prawicową i patriotyczną. Zwykle wywołują one bardzo ożywione dyskusje, a ich temperatura bywa wysoka. Sam w nich uczestniczę.
Oto RAZ (lub Mazurek) - nie mówiąc już o Łysiaku - coś tam kłapnął, coś tam ocenił, coś tam skomentował. Nie po naszej myśli. I już się zaczyna: Czy on jeszcze „nasz”, czy może już nie „nasz”? Oto jest pytanie!
Oto „Gapol” lub „Uważam rze” coś tam zamieściły, a czegoś tam nie zamieściły. Czy fakt owego zamieszczenia / nie zamieszczenia oznacza automatycznie, że ta gazeta przestała być „nasza”? Oto któreś z mediów związanych z o. Rydzykiem, zaprosiło jakiegoś polityka, a przestało zapraszać innego. Czy to oznacza, że ten zaproszony jest teraz „nasz”, a ten wyproszony przestał nim być?
Nie to, abym chciał dla „naszych” polityków, dziennikarzy i mediów swoistego immunitetu. Nie to, abym od nas samych wymagał zdyscyplinowanej powściągliwości w ich krytyce, w imię nieco abstrakcyjne pojętej jedności i czystości szeregów. Ale nie zachowujmy się jak rabini pilnujący zasad koszerności. Nie zachowujmy się jak ultra-ortodoksyjni żydzi, gotowi wyrzucić na śmietnik wszystko, co podejrzewają o trefność. Komentujmy i krytykujmy, ale bez niepotrzebnej i przedwczesnej „segregacji i utylizacji odpadów”.
Fakt, że ta sama warzecha raz pomiesza w mięsie, a zaraz potem w mleku, nie musi oznaczać, że warzecha jest do wyrzucenia. Różni rabini często wydają sprzeczne orzeczenia co do koszerności tego lub owego.
- Blog
- Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz
- 4848 odsłon
Komentarze
Zgadzam się Twoją oceną ..
7 Sierpnia, 2012 - 10:26
...nadpobudliwości co niektórych w sensie natychmiastowego szufladkowania: Nasz - nie nasz.
Przykład nieco z innej beczki.
Wychwalana na "niepoprawnych" Agnieszka Radwańska stwierdziła ze oglądana przez miliony Polaków olimpiada, to turniej mniejszej rangi.
Być może finansowo tak, ale patrząc na inne tenisistki, które walczyły do upadłego i płaczącego po porażce finałowej Rogera Federera, który ma więcej milionów na koncie niż emerytka groszy, polecam pani Agnieszce ich postawę.
Dla nich ten turniej miał ogromną rangę:)
Ostrożność w ocenie to kapitał :)
Pozdrawiam:)
@jeszcze_nie_zgred
7 Sierpnia, 2012 - 10:56
Pretekstem do napisania tej notki były dwie, niezbyt fortunne oceny PW, których w ostatnich dniach dokonali Łysiak i RAZ.;-)
Ale problem jest oczywiście szerszy.
Po pierwsze: nie uznaję za autorytety ani "naszych" polityków,ani "naszych" publicystów, i nie oczekuję, aby prezentowali poglądy całkowicie zgodne z moimi. Rezerwuję sobie też prawo do ich krytyki.
Po drugie: zdarza się, że ktoś, kogo mógłbym uznać za przeciwnika - a nawet wręcz wroga politycznego - robi / mówi coś, z czym całkowicie się zgadzam, co mi się podoba. Przykład: to nie "nasz" dziennikarz przygwoździł Tuska ws. braku jakichkolwiek formalnych (pisemnych) ustaleń, oddających śledztwo smoleńskie Rosjanom. To był dziennikarz "Newsweeka", który to tygodnik, nawet przed Lisem, trudno było uznać za "nasz" tytuł.
Pozdrawiam
PS. Z Agnieszką R. całkowita racja. Sądzę, że "osłabiło" ją trochę psychicznie ciśnienie Wimbledonu, ale powinna uważać na to, co mówi. Ale nie będę czynił jej wyrzutów... ;-)
Tł
7 Sierpnia, 2012 - 10:44
To wynik naszej impulsywności czy skrajnej frustracji? :)
Pzdr.
@PP
7 Sierpnia, 2012 - 10:59
Dlaczego "czy"? ;-)Zapewne jednego i drugiego. ;-). Tudzież skłonności do pochopnych ocen, która jest właściwa większości ludzi. ;-)A także potrzebie uporządkowania własnego świata wg jasnych kryteriów. ;-)
To nic nagannego, ale trzeba chyba uważać z ferowaniem wyroków. Niektórych wyroków...
Pozdrawiam
Tł
7 Sierpnia, 2012 - 21:08
Wygrałeś - niech bedą oba! ;-)
Zgadzam sie nawet na kilka dodatkowych. :)
"To nic nagannego, ale trzeba chyba uważać z ferowaniem wyroków. Niektórych wyroków..."
A nie wszystkich?! :)
Pozdrawiam
@PP
8 Sierpnia, 2012 - 05:24
Nie wygrałem. Bo nie grałem ;-)
Nie, nie wszystkich wyroków. Niektóre wyroki trzeba ferować ponieważ dotyczą spraw jednoznacznych. Jednoznacznych moralnie. Co nie znaczy, że jednoznacznych politycznie...
Pozdrawiam
"nie mówiąc już o Łysiaku"
7 Sierpnia, 2012 - 11:00
Tydzień temu opowiedziałem o podwójnych i potrójnych agentach, którzy za okupacji hitlerowskiej pracowali równocześnie dla obu stron (dla AK, Abwehry lub/i Gestapo), i których Armia Krajowa u schyłku wojny „ eliminowała". Jednego z najciekawszych wyeliminowano trochę wcześniej. Ryszard Sędek, pseudonim „Jedenasty Palec", współpracownik Referatu 996, czyli kontrwywiadu Komendy Głównej AK, był też agentem Gestapo i Abwehry (prowadził go SS-Hauptsturmfuhrer Fuchs); został rozstrzelany w czasie Powstania Warszawskiego. Powstania, które (wbrew tezie szerzonej przez wielu historyków) nie zaskoczyło Szkopów, byli do niego przygotowani, znali termin. Wywieźli akta, opróżnili wiezienia, obwarowali gmachy publiczne, wzmocnili patrole, a stu tysiącom ludzi kazali kopać szańce na wschód od Warszawy, by ci nie mogli przyłączyć się do wybuchu. Wybuchu, który... ucieszył niemieckich strategów!Szczegóły szykującego się buntu stolicy Niemcy znali z rozmaitych źródeł. Agentka (Ukrainka) wtryniona przez nich bardzo blisko Głównej Kwatery AK, do gmachu, gdzie Wydział Operacyjny AK przechowywał swoje archiwum — fotografowała co tylko się dało, więc niektóre meldunki wróg czytał prawie równocześnie z kierownictwem Armii Krajowej! Nadto już w roku 1943 do Berlina trafił przechwycony meldunek z Londynu — pismo polskiego pułkownika (sztabowca gen. Sikorskiego) zawierające sugestię, że najlepszym momentem wybuchu powstania byłoby lato 1944. Również w 1943 Gestapo ujęło szefa wywiadu poznańskiego okręgu AK, majora Jerzego Kurpisza, a on miał przy sobie dokumenty pełne
"nie mówiąc juz o Łysiaku"..
7 Sierpnia, 2012 - 11:09
Czy po takim tekście Łysiak jeszcze jest "nasz" czy ' nie nasz" ?
Infiltracja(2)
Tydzień temu opowiedziałem o podwójnych i potrójnych agentach, którzy za okupacji hitlerowskiej pracowali równocześnie dla obu stron (dla AK, Abwehry lub/i Gestapo), i których Armia Krajowa u schyłku wojny „ eliminowała". Jednego z najciekawszych wyeliminowano trochę wcześniej. Ryszard Sędek, pseudonim „Jedenasty Palec", współpracownik Referatu 996, czyli kontrwywiadu Komendy Głównej AK, był też agentem Gestapo i Abwehry (prowadził go SS-Hauptsturmfuhrer Fuchs); został rozstrzelany w czasie Powstania Warszawskiego. Powstania, które (wbrew tezie szerzonej przez wielu historyków) nie zaskoczyło Szkopów, byli do niego przygotowani, znali termin. Wywieźli akta, opróżnili wiezienia, obwarowali gmachy publiczne, wzmocnili patrole, a stu tysiącom ludzi kazali kopać szańce na wschód od Warszawy, by ci nie mogli przyłączyć się do wybuchu. Wybuchu, który... ucieszył niemieckich strategów!Szczegóły szykującego się buntu stolicy Niemcy znali z rozmaitych źródeł. Agentka (Ukrainka) wtryniona przez nich bardzo blisko Głównej Kwatery AK, do gmachu, gdzie Wydział Operacyjny AK przechowywał swoje archiwum — fotografowała co tylko się dało, więc niektóre meldunki wróg czytał prawie równocześnie z kierownictwem Armii Krajowej! Nadto już w roku 1943 do Berlina trafił przechwycony meldunek z Londynu — pismo polskiego pułkownika (sztabowca gen. Sikorskiego) zawierające sugestię, że najlepszym momentem wybuchu powstania byłoby lato 1944. Również w 1943 Gestapo ujęło szefa wywiadu poznańskiego okręgu AK, majora Jerzego Kurpisza, a on miał przy sobie dokumenty pełne powstańczych planów. Sporo zdobyła też dla Niemców Danuta Zemsta, agentka nosząca kryptonim „ V—168".
Niemcy, wiedząc prawie wszystko o wybuchu, mogli — zamiast doraźnych przygotowań — bez dużego trudu sparaliżować całe akowskie przedsięwzięcie. Czemu tego nie zrobili? Gdyż z pewnych przyczyn ów bunt był im na rękę. pod warunkiem, że eksploduje w Warszawie tylko. Znali bowiem akowski „Plan «Burza", który powstał jesienią 1943 roku. kiedy armie niemieckie cofały się już z Rosji. Ów plan zakładał opanowanie przez Armie Krajową terenów wschodniej Polski mm wejdzie tam Armia Czerwona. Szkopy, pragnąc nie dopuścić, żeby im AK gryzła tyły. rozpoczęli z Polakami pertraktacje. Szef niemieckiego kontrwywiadu na Litwie, major Christiansen, spotkał się w Wilnie (luty 1944) z dowódcą tamtejszego zgrupowania AK. podpułkownikiem „ Wilkiem -Krzyżanowskim. Było z kim rozmawiać, bo Krzyżanowski miał pięć i pół tysiąca partyzantów. Christiansen tłumaczył mu. że gdy odejdą Niemcy, Polska zostanie zgwałcona przez Sowietów, więc lepiej do spółki stawić tamę „ czerwonej zarazie". Niemcy dadzą Polakom nowoczesną broń etc. W podwarszawskiej willi esesman Paul Fuchs identycznie przekonywał komendanta głównego Armii Krajowej. „Bór"-Komorowski odmówił, kuszenie się nie udało. Tymczasem rozpoczęta zimą na Wołyniu „Burza" już zwiędła: nie opanowano Lwowa, Białostocczyzny i Lubelszczyzny, a jedyny sukces, lipcowe opanowanie Wilna przez Krzyża-nowskiego, zakończyło się kilka dni później katastrofą: rosyjscy „sojusznicy" zdradziecko aresztowali „ Wilka" i jego sztab, likwidując tamtejsze akowskie zgrupowanie. Wiedząc już, że Polacy nie zechcą współpracować, i że mają w lasach całego kraju mnóstwo ludzi gotowych do walki — Niemcy marzyli o tym, by nieuniknione powstanie wybuchło w Warszawie, a nie na rozległych terenach kontrolowanych przez partyzantów. Tu, w mieście, Gestapo i Wehrmacht były panami sytuacji. Miasto można było zamknąć, odciąć, zlokalizować rebelię w kotle, i zdusić, a tam, na prowincji, powstanie przecięłoby wiele linii kolejowych zaopatrujących wschodni front.„Plan «Burza » " \\ykluczal Warszawę jako powstańcze centrum — sztabowcy AK rozumieli, że walki w stolicy mogą przynieść hekatombę mieszkańców. Zmieniło się to wskutek błędnych kalkulacji (także politycznych) i rozdymanych ambicji. Tysiące młodych warszawskich konspiratorów żądały od dowódców „ czynu" - — zbrojnego powstania. Radiostacje sowieckie judziły Warszawiaków do buntu (a gdy powstanie wybuchło, Stalin zatrzymał swe armie na drugim brzegu Wisły i czekał aż miasto obróci się w ruinę). Nie bez wpływu musiała też być agenturalna inspiracja niemiecka. Pamiętajmy, że samo Gestapo (zajmujący się konfidentami IV Referat N Gestapo) miało w Polsce 60 tyś. świetnie uplasowanych konfidentów i znakomitych., oficerów prowadzących" tę agenturę, zaś Abwehra (o czym pisałem tydzień temu \ miała rewelacyjne „dojścia" do hierarchicznych struktur naszej konspiracji. Dla Niemców sprowokowanie stołecznego h tylko powstania nie było czymś trudnym.
Decyzję o powstaniu w stolicy kierownictwo AK podjęło ledwie tydzień przed wybuchem. Badacze niemieccy suponują, że wpływ mogła tu mieć ogłoszona właśnie proklamacja komunistycznego Rządu Tymczasowego w Lublinie, plus wiadomość o załamaniu się niemieckiej grupy armijnej Centrum (przez Warszawę wlokły się na zachód mocno pokiereszowane niedobitki Wehrmachtu z Białorusi). Tak czy owak: już kiedy padły pierwsze strzały warszawskie — stało się rzeczą jasną, iż Niemców to nie zaskoczyło. Drobne lokalne sukcesy pierwszych dni (które propaganda patriotyczna tak chętnie później lansowała jako powstańcze triumfy) i opanowanie przez Polaków części miasta nie zmieniały generalnych faktów: żaden główny cel nie został osiągnięty! Najważniejsze było dla AK zdobycie mostów i lotnisk, żeby alianckie samoloty mogły lądować z pomocą. Nie zdobyto ani jednego mostu, i ani jednego lotniska, bo tak okęckie, jak i bielańskie, zostały tuż przed wybuchem powstania dodatkowo ufortyfikowane czołgami. Wskutek tego szkopskie samoloty latały wahadłowo między Bielanami a Okęciem i bombardowały miasto bez ustanku. Nie zdobyto również żadnego ważnego gmachu — atakujący te budynki powstańcy byli przyduszani ogniem przez gotowe do antypowstańczych walk oddziały, które ustawił gen. Stahel, komendant miasta. Można się tylko dziwić, iż powstańcom zabrało aż dwa tygodnie zrozumienie, że nic nie zwojują. Walczyli 63 dni. Ostatnie 50 dni bez wiary w końcowy sukces. Ale po polsku.
Waldemar Łysiak
@dustinh
7 Sierpnia, 2012 - 11:18
To głos w dyskusji???
@tł
7 Sierpnia, 2012 - 11:25
Ależ skąd!!!
@dustinh
7 Sierpnia, 2012 - 11:30
To co to było? Pomoc dla leniwych, którym nie chce się poszukać tekstu Łysiaka?
Może wklej parę tekstów Józefa Mackiewicza o PW? Trudno o bardziej zagorzałego krytyka tego wydarzenia... Czy z tego wynika, że Mackiewicz nie jest "nasz", że jego spuścizna nie jest nasza? Jest. Nie ich, tylko nasza!
To po co to było?
7 Sierpnia, 2012 - 11:34
Nie każdy ma dostęp do "URze".Jeżeli tak to potraktowałeś-to wyrazy współczucia,o najpracowitszy!
@dustinh
7 Sierpnia, 2012 - 11:39
Dziękuję, ale nie oczekuję wyrazów współczucia, o najkrytyczniejszy!
jeszcze wklej z "komsomolskiej prawdy" o niemcach w Katyniu
7 Sierpnia, 2012 - 21:42
najlepiej w wątku o zdrowym odżywianiu - to będzie wzorcowy głos merytoryczny w dyskusji z "lewomyślnym" podtekstem
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, a*ldd meg a Magyart
Tł
7 Sierpnia, 2012 - 11:13
Ludzie mają potrzebę budowania wspólnoty na identyczności. Tymczasem coś takiego nie istnieje. Każdy z nas jest niepowtarzalną odrębnością i powinnismy umieć to zaakceptować, tworząc wspólnotę poprzez poszukiwanie ważnych punktów stycznych i abstrahowanie od odmienności, z których istnienia należy zdawać sobie sprawę. Powinniśmy też dawać sobie wzajem prawo do omyłek, bo nieomylny nikt wszak nie jest. Owo dążenie do identyczności zawsze skutecznie zniechęcało mnie do przynależności do jakiejkolwiek partii. Nigdy nie nalezałam, nie należę i należeć z całą pewnością nie będę, bo zdecydowanie potrzebuję dosyć dużego marginesu własnej odrębności. Nie oceniam też według kryterium "nasz" i "nie nasz" tylko "mądrze prawi", "głupio gada" i to oszczędza mi całkiem dużej liczby rozczarowań.
Jest jednak pewne ale.
Nie dziwię się tym, którzy czynią inaczej, którzy mają potrzebę jasnego określenia jedynie dwóch stron rzeczywistości i oczekiwania od tych stojących po tej samej stronie identyczności wszystkich pogladów i odczuć, nie baczac na indywidualne doświadczenie zyciowe.
Jesteśmy bowiem nie tyle po dwóch stronach barykady, co pozostajemy w okrążeniu, bombardowani ze wszystkich stron podłością, głupotą, złodziejstwem, zdradą i zaprzanstwem.
Mamy więc pełne prawo do odczuwania syndromu "oblężonej twierdzy". A w takiej sytuacji ludzkim wydaje się szukanie sojuszników i nieufność, gdy sojusznik okazuje się niepewny.
Koszerność nie jest tu najtrafniejszym odniesieniem.
@ellenai
7 Sierpnia, 2012 - 11:24
Może jest, może nie jest. To jest tekst, który sam zaklasyfikowałem do dziełu "Humor i satyra".
Walcząc - niekoniecznie w okrążeniu - należy z dużą uwagą traktować dane dostarczane przez wywiad i rozpoznanie. Ale nie należy ich przeceniać i nadmiernie się od nich uzależniać.
Pozdrawiam
Re: O przemożnej potrzebie koszerności
7 Sierpnia, 2012 - 11:40
Zgadzam się równiez. Nazbyt często wchodzimy w buty Żydów, zamieniamy się w "polską mniejszość" w polskim etnosie. To jest to, co Zybertowicz słusznie definiuje jako drogę do klęski. Ten sam Zybertowicz, która - jak Warzecha - miesza raz w mięsie, raz w mleku ;-)
alchymista
===
Obywatel, który wybiera królów i obala tyranów
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart
@alchymista
7 Sierpnia, 2012 - 11:45
Oceny moralne można - a nawet należy - ferować kategorycznie. Oceny polityczne - szczególnie wewnętrzne, po naszej stronie barykady - trzeba chyba ferować nieco ostrożniej...
Nie wiem, to temat do dyskusji, a nie zalecenie...
Pozdrawiam
Uderz w stół!
7 Sierpnia, 2012 - 13:40
Zgadzam się z przesłaniem notki - wymaganie koszerności w polityce to izolowanie się lub próba izolowania innych w jakimś zamkniętym światku. Co prowadzi do kiszenia się.
Ale! Przyznaję, że pod wpływem wiadomej wypowiedzi RAZ w mojej głowie zapaliła się czerwona lampka. Niemniej - paradoksalnie - uważam (teraz, po przeczytaniu tej Twojej notki to zrozumiałam), że to właśnie mnie raczej otworzyło niż zamknęło, bo każdy kij ma dwa końce. Można się zamykać na 'nie naszych', ale można się też zamykać w kręgu 'naszych'. Właśnie uwolniłam kanarka. A teraz otwieram klatkę w ogóle, a nawet ją wyrzucam.
Czyli w sumie dzięki, TŁ.
To ja, nożyce :)
______________________________________________
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart
______________________________________________
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart
@Anna
7 Sierpnia, 2012 - 13:58
Nie, Anno. Zgrzeszyłaś pychą, bowiem nie Ty byłaś nożycami :-))). Nożycami jesteśmy wszyscy ;-). Ellenai pisała,że mamy prawo czuć się tak, jak czują się obrońcy oblężonej twierdzy. Otóż nie! Sprawmy raczej, aby "oni" poczuli się jak agresorzy, którzy - co prawda - twierdzę oblegają, ale ostatkiem sił. Mają ograniczone rezerwy, mają odcięte linie zaopatrzenia, szturmują nie dla honoru, nie dla sprawy, ale dlatego, że nie mają wyjścia...
Oblężenie Alezji :-)))
Może nawet wygrają? Co z tego? Przegrali...
Nie musimy być świadkami zwycięstwa. Wystarczy, jeśli będziemy mogli powiedzieć, że zrobiliśmy tyle, ile umieliśmy, aby zwyciężyć.
A po drodze, nie gubmy potencjalnych i faktycznych sojuszników. Nie muszą być naszymi braćmi. Wystarczy, że czasem pomogą w walce...
Pozdrawiam :-)
Tł
7 Sierpnia, 2012 - 14:19
Przeczytaj jeszcze raz to, co napisałam.
Bo nie zrozumialeś :)
Zacznij nie od początku, ale od tego, bo to ukierunkuje Twój tok myślenia :)
Mamy więc pełne prawo do odczuwania syndromu "oblężonej twierdzy". A w takiej sytuacji ludzkim wydaje się szukanie sojuszników i nieufność, gdy sojusznik okazuje się niepewny.
Więc jeszcze raz.
Jestem za tym, by nie szukać sojuszników na siłę i nie klasyfikować ich jako "naszych", po jednej ich "pasujacej nam" wypowiedzi, ale i za tym, by umieć sobie pozwolić na nieufność wobec wypowiedzi z gruntu nietrafionych, dopuścić możliwość pomyłki i nie skreślać od razu z listy "naszych".
Takie jest moje zdanie i tym się kieruję.
Jednak rozumiem tych, którzy postępują inaczej. Właśnie z powodu syndromu "oblężonej twierdzy", który może Ci się nie podobać, ale który jest faktem i żadne magiczne myslenie o "ograniczonych rezerwach agresora" tego nie zmieni. Ja też mam poczucie oblężenia, tyle że wciaż jeszcze potrafię je czasem przełamać.
Nigdy też nie dawałam wiary karkołomnym konstrukcjom, że wróg naszego wroga jest z automatu naszym przyjacielem.
@ellenai
7 Sierpnia, 2012 - 14:28
Oczywiście, że przeczytam. ;-)Na chłodno, poza ferworem dyskusji, ;-). Może Ty, także? ;-))). I zajrzyj do dyskusji u Mukuzani ;-)
PS. Wróg naszego wroga? Posądzasz mnie o aż taki schematyzm? Przykro... ;-)))
Tł
7 Sierpnia, 2012 - 15:26
Nie wszystko, co piszę, musi być o Tobie, choć to oczywiście bardzo ciekawy temat :)))
@ellenai
7 Sierpnia, 2012 - 15:35
Odebrałem to jako niemiły komentarz. Dlaczego? Ponieważ parę osób pisze tu (niekoniecznie na tym wątku) o mnie. A ja chciałbym, żeby pisały o tym, co ja piszę... ;-)
PS. To nie jest ciekawy temat. Chyba, że dla "fanów" :-)))
Tł
7 Sierpnia, 2012 - 15:52
Przepraszam Tł, ale nie jestem winna temu, że wziąłeś coś do siebie. Nie wiem co i kto o Tobie pisze, podobnie jak nie wiem gdzie to robi. Ja o Tobie nie pisałam, a tym bardziej nie oceniałam Twojego schematyzmu czy jego braku.
Pisałam o tym, jak widzę sytuację i dlaczego jestem w stanie zrozumieć niektóre postawy odmienne od mojej.
Chyba jesteś przewrażliwiony. Jak będę chciała napisac o Tobie, to nie będzie wątpliwości, bo uzyję Twojego nicka.
@ellenai
7 Sierpnia, 2012 - 16:06
Nie ma powodu przepraszać.
Nie jestem przewrażliwiony. Coś mi wczoraj spadło ze łba, a więc dzisiej mam mniej powodów do obaw... A - mam nadzieję, żw wiesz - nie obawiam się. Ani o "klikalność". Ani o punkatację.
Tł
7 Sierpnia, 2012 - 16:15
Nie wiem co do naszej rozmowy ma klikalność i punktacja.
Ale już nie będę tego dochodzić. Chyba dziś jakiś kiepski dzień na tzw. "czytanie ze zrozumieniem" :)
@ellenai
7 Sierpnia, 2012 - 16:19
Nie znam pojęcia "czytanie ze zrozumieniem." Czytałam o nim, ale staram się go unikć...
Tł
7 Sierpnia, 2012 - 16:37
Nauka czytania wyróżnia trzy etapy uczenia się:
1.etap techniczny – opanowanie techniki czytania na poziomie kojarzenia i różnicowania grafemów i fonemów, ich odtwarzanie w odpowiednim czasie (czyli tak jak definiuje to lingwistyka),
2. etap semantyczny – funkcjonalne wykorzystanie tej umiejętności, polegające na kojarzeniu rozpoznawanych znaków z posiadanym doświadczeniem (dekodowanie znaków graficznych i fonicznych), zrozumienie dosłowne treści słów i zdań, przy czym istotą tego etapu jest zrozumienie znaczeń zawartych bezpośrednio w tekście, rozumienie znaczeń poszczególnych fragmentów tekstu w kontekście całego tekstu (czytanie ze zrozumieniem),
3. etap krytyczno-twórczy – który oznacza umiejętność ustosunkowanie się do tekstu, oceny czytanych treści w kontekście własnego doświadczenia, interpretację tekstu zakładającą rozumienie nie tylko dosłowne, ale także przenośne; istotą jest tu refleksyjny, krytyczny stosunek do odczytanych treści.
Potocznie używane określenie „czytanie ze zrozumieniem” oznacza ten trzeci etap. Nie lubię tego określenia, bo jest nadużywane, ale to nie oznacza, że pozbawione sensu. Zrozumienie określenia „czytanie ze zrozumieniem” użytego nie wprost, ale w cudzysłowie, wymaga właśnie zastosowania etapu nr 3.
Mam nadzieję, ze pomogłam.
Czytałam o nim, ale staram się go unikć...
Rozumiem. Unikaj. Jednak nie możesz z tego czynić reguły dla innych.
@ellenai
7 Sierpnia, 2012 - 16:44
No, Ellenai, nauka...
Staram się unikać nauki...najwyżej ustalonych naukowo faktów staram się trzymać...Najwyżej. Polemizuj naukowo dalej, z zxiazeluką, z pe.1984...
Nie pomogłaś. Przykro.
Tł
7 Sierpnia, 2012 - 16:46
Dziękuję za radę. Najwyższej próby.
@ellenai
7 Sierpnia, 2012 - 16:49
Brak próby,stwierdzenie.
Ależ ja się tymi nożycami poczułam - wiem to!
7 Sierpnia, 2012 - 14:43
Nie twierdzę, że czytałeś moją wypowiedź na temat wypowiedzi RAZ-a i że w odpowiedzi na nią napisałeś tę notkę - to faktycznie byłaby zarozumiałość.
Ale dokładnie tak było - RAZ powiedział co powiedział, a ja zareagowałam na to jak zareagowałam. Poczułam zawód. Niemniej zgadzam się z tym, co napisałeś w notce, a nawet pomogło mi to w tej mojej - ciągle przeżywanej - rozterce.
W powyższym moim komentarzu jest po prostu odwołanie osobiste, TŁ.
______________________________________________
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart
______________________________________________
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart
@Anna
7 Sierpnia, 2012 - 14:52
Syndrom Ananke. Za dużo informacji do przetrawienia ;-)A nożyce nie odnosiły się do Twojego, konkretnego, komentarza. Odnosiły się do tego, co obserwują. A "zarzut pychy" to do nożyc, nie do Ciebie... :-)))
Myślisz, Anno,że nie przeżywam rozterek? Przeżywam ;-)
Bardzo dziękuję, że zechciałaś się odnosić do tematu tak osobiście. Ale - mimo wszystko - dyskutujemy publicznie... :-)
Ano osobiście
7 Sierpnia, 2012 - 15:15
W takim razie chyba muszę odpocząć - bo już nic nie rozumiem i nie wiem, kiedy dobrze rozumiem (np. Twój tekst czy komentarz), a kiedy źle :))
Ale już niedługo wyjeżdżam na uuuuuurlooooooop, więc se odpocznę, także od NP (a Wy ode mnie) :))
______________________________________________
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart
______________________________________________
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart
@Anna
7 Sierpnia, 2012 - 15:18
No to udanego urlopu :-)
PS. Rozumiemy. Się. Nie tylko my. Może nie do końca. I może nie od razu. :-)))
Cóż, puenta nadzywczaj trafna...
7 Sierpnia, 2012 - 15:13
[quote]Fakt, że ta sama warzecha raz pomiesza w mięsie, a zaraz potem w mleku, nie musi oznaczać, że warzecha jest do wyrzucenia. Różni rabini często wydają sprzeczne orzeczenia co do koszerności tego lub owego.[/quote]
Potwierdzam bo kiedyś mnie ta rabinerka dopadła.
Na krótko, na szczęście.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart
@AdamDee
7 Sierpnia, 2012 - 15:23
Ja tam chętnie duszę schab w mleku. Albo i marynuję szynkę wieprzową w jogurcie... :-)))
Ale - generalnie rzecz biorąc - schab jest lepszy pieczony na smalcu. A szynka, tradycyjnie zapeklowana :-)))
tł
7 Sierpnia, 2012 - 17:03
A ja bym najchętniej zamarynował i udusił rude Bąki dwa w obojętne czym ; )
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart
@Adam Dee
7 Sierpnia, 2012 - 17:09
Adamie!!! Political corectness! O duszeniu możemy pogadać! :-))). O daniach koszernych, tylko w kontekście koszerności (political cosher) !!! :-)))
Re: O przemożnej potrzebie koszerności
7 Sierpnia, 2012 - 20:56
Często "nasi" ustawiają się w pozycji ortodoksów i krzyczą: "wszystko albo nic" i jeśli nie mogą na siłę przepchnąć swojej sprawy wolą odejść rozwalając jedność prawicy zakładając kolejną partię "kanapową". Tak było między innymi z Markiem Jurkiem. Wyborcy nie są aż tak głupi żeby nie zrozumieli gdy się im tylko zechcemy wytłumaczyć że w polityce potrzebna jest skuteczność i pewna elastyczność. Komuna i WSIoki od wielu lat stosują zasadę: "dziel i rządź" a my jak dzieci ciągle się na to łapiemy. Często wolimy na forum powielać głupie plotki niż zapytać osobę zainteresowaną jak jest naprawdę. Z drugiej strony często się zdarza że prawicowi politycy zapytani o jakąś sprawę robią obrażoną minę i odpowiadają że tylko winny musi się tłumaczyć. To też mnie mocno wnerwia.
Dajemy się wkręcać w geszeft koszerności i jeszcze za to słono płacimy. Czasem wystarczy dobry płyn do naczyń ;)
@JaN
8 Sierpnia, 2012 - 04:23
Nic ująć, nic dodać do konkluzji :-))). Zgadzam się z nią w stu procentach :-).
Pozdrawiam
wywód niby "ekumeniczny" ale zawiera w sobie sofizmat
7 Sierpnia, 2012 - 22:13
umozliwiajacy "obracnie kota ogonem" na praktycznie dowolny sposób
dam przykład negatywny - czy wolno mi nie szanować znanego publicysty JKM za jego poglądy, żeby wymienić 3 ulubione:
1) Smoleńsk to pikuś i Kaczyński sam się napraszał to "oo sooo chooooozi"
2) Kukliński to był zdrajca bez 2 zdań bo powinien wiernie służyć Moskwie skoro składał przysięgę
3) PW to była furda, wygłup, przerost ambicji niedowartościowanych przywódców a w efekcie zbrodniczy czyn za który ci powinni być sądzeni ale na szczęście ruscy zrobili porządek i w procesie 16-tu wyręczyli "sprawiedliwych patriotów"
coś zniekształciłem? źle ująłem słowa "miszcza"?
Przykład dlatego nazwałem negatywnym, że ani w 1% nie uważam że mam obowiazek poważać takie "poglądy" Dlaczego?
Bo sa sprawy które nie podlegają plebiscytom i można prawidłowo ocenić tylko z pozycji niezależnej od koniunktury klarownej etycznie postawy.
Pan JKM lata całe zachowuje się jakby brał forse z Łubianki robiąc zamęt w rozdyskutowanych głowach więc w mojej osobistej systematyce stoi na pozycji "cynicznego szkodnika" I NIE ZAMIERZAM ŁYKAC JEGO "REWELACJI"
tak samo jak, pomimo że daleko mi do "moherowego katola", nie popieram w żadnym stopniu tzw "prawa kobiety do aborcji"
to że czasem chodzę do parku z moja dobrą znajoma i bawię się przy okazji z jej uroczą córeczką, która się urodziła jako "ekstremalny wcześniak" czyli ok 6 mc ciąży to oczywiście nie argument w filozoficznym sporze "kiedy zabijanie jest zabijaniem" choć fakt że to dziecko można by w Anglii "wyskrobać"bezkarnie w tym 6 miesiącu budzi głęboką zadumę...
problem jest głębszy bo stanowi element spirali zła: wolno wyskrobać mały zarodek to i wolno wyskrobać duzy zarodek. No może 6-mies płód to już nie zarodek ale taki "quazi-ludź" ale przecie "moja macica moja sprawa", no nie?
No ale nie tylko macica - ubijam 6 mies płód to czemu nie ubić 7 czy 8 miesięcznego - jakas zasadnicza różnica?
No to załózmy żem "łaskawa posiadaczka macicy" i jednak urodziłam ale... się rozmyśliłam.
Moja macica to i moje życie, no nie? to dziecko mi przeszkadza to czemu by go do beczki po ogórkach nie wrzucić i po kłopocie?
itd itd, ffunkcjonuje juz pojecie "aborcji pourodzeniowej" stąd puszczono "matkę" Madzi na wolnośc - pewnie sędzina jest "postępowa"
ale na koniec jeszcze dołóżę do ognia - a jak mi zawadza nie dziecko tylko staruszek w domu którym musze się opiekować? no to przecie on se juz pożył, a poza tym chory i długo nie pociągnie - pomożecie dr Kevorkian? POMOŻEMY!!
w postępowych Niderlandach juz pomagają...
no dobra, rodzina rodziną ale jak mi sąsiad przeszkadza to może jego też mogę trzepnąć w łeb? może jeszcze nie teraz ale postępowcy i permisywiści na pewno coś wymyślą...
Rozgadałem się ale chyba wykazałem że mam prawo nie poważać czyichś poglądów jak on najwyraźniej przeszedł na Ciemną Stronę Mocy?
pozdrawiam
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, a*ldd meg a Magyart
Polon210
8 Sierpnia, 2012 - 02:20
JKM to niezbyt dobry przykład aby zasiać wątpliwość. To wręcz przykład trącący Schopenhauerem ; )
Jest parę takich patologicznych przypadków, które powinny trwale znaleźć się poza meritum jakiejkolwiek dyskusji. Ekstrema należy obcinać, inaczej zafałszowują obraz rzeczywistości. To jakby dążenie do poznawczej mediany ; )
Najstarszy pajac naszej sceny politycznej (JKM), na równi ze swoimi młodszymi klonami (Libicki, Migalski, swołocz RPP, etc.) to szum, który należy pomijać.
Co do aborcji postnatalnej zwanej zgrabnie eutanazją - muszę przyznać, że ostatnie parę strasznie zamieszało w fundamentalnych pojęciach. Wcześniej eutanazja kojarzyła się jednoznacznie - chory/niepotrzebny, do piachu.
Dzisiaj... jak się widzi te przypadki, które wręcz krzyczą - "uwolnijcie mnie od tego cierpienia"...
Taki Stefan, na przykład - dylemat jak się patrzy ; )
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart
@Polon210
8 Sierpnia, 2012 - 04:21
Nigdzie nie namawiałem do szanowania bądz nie szanowania poglądów jakiegoś polityka czy publicysty. Wybrałeś wdzięczny przykład JKM, polityka i publicysty ;-)
Od początku, tj. od 1989 roku uważam JKM za "dziw natury", który uprawia politykę i publicystykę, i nie rozumiem popularności, jaką się cieszył i cieszy. JKM - moim zdaniem - nigdy nie stał po naszej stronie, tj. po stronie patriotyczno-prawicowej. Zawsze stał po swojej stronie. Tak więc nie muszę go skreślać. ;-)
Sądząc po tym, co napisałeś, że kiedyś traktowałeś JKM poważnie. I to był błąd. NIe namawiam do skreślania polityków i publicystów z listy "naszych". W tej samej mierze nie namawiam do zapisywania polityków i publicystów na tę listę. ;-)
Nie wynośmy na piedestał politykow i publicystów, a nie będziemy musieli ich z tego piedestału strącać ;-). Publicystów należy czytać, a od polityków wymagać uprawiania polityki zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Natomiast nie należy się z nimi "zaprzyjażniać" ;-).
Pozdrawiam