Gdy z nieba spada deszcz gwiazd ożywają opowieści Przodków. I... wspomnienia...

Obrazek użytkownika contessa
Kraj

Choć o tej porze wszystkie dzieci w wieku przedszkolnym z reguły już dawno śpią, przed chwileczką przyfrunęła do mnie niesamowicie zaaferowana Contessina, z jednej strony ostatnio trochę rozbisurmaniona  przedszkolnymi wakacjami i ...co tu ukrywać - po babci Contessie Senior "po kądzieli"  tu piszącej, po drugiej Babci Contessie Senior  "po mieczu" i Mamie Contessinie prima Jr. dziedzicząca naturę  rasowej "sowy" w całej pełni... 

- Babciu, babciu! - w półmroku mego monitora świeciły szeroko otwarte oczka Contessiny -  Babciu! Ty wiesz? Widziałam spadającą gwiazdę!!!  

Przyznaję, że mnie zaskoczyła bo święcie przekonana, że pannica jednak już śpi przynajmniej od godziny, wtulona w swą puszystą, mruczącą poduchę czyli kicię Karolinę, siadłam do komputera podłubać przy zamyślonej notce... Słuchając jej szczebiotu o gwieździe, która przeorawszy niebo spadła na naszą ulicę zerknęłam na kalendarz w komputerze. No tak -  przecież to 10 sierpnia! I z nieba kapią łzy św.Wawrzyńca....

I nastąpiła babcina opowieść o Perseidach, które o tej porze sierpnia malują nocne niebo, kreśląc na nim kres szlaków swej wędrówki. Contessina słuchając wtulała się w objęcia babci, aż w końcu zasnęła ale jej spadająca gwiazda obudziła we mnie stare wspomnienia.

Posłuchajcie mych wspomnień, które opowiem Contessinie gdy wróci z przedszkola... 

"Tatry... Siedzimy cichutko nad brzegiem Wielkiego Stawu w Pięcistawiańskiej Dolinie. Od wody trochę ciągnie chłodem choć noc jest wyjątkowo ciepła jak na tą wysokość. To nic, otulamy się kurtkami i podpieramy plecami by nie tracić ciepełka, przed nami jeszcze przynajmniej godzina nocnego czuwania w oczekiwaniu na widowisko. Uszy pieści delikatny plusk, wzrok wędruje po tych miejscach gdzie odcienie granatu rysują krawędź grani. Od czasu do czasu od skał dobiega szmer przesypujących się piargów i głośniejszy plusk gdzieś ze środka jeziora mąci ciszę. To pewnie jakiś pstrąg cierpi na bezsenność... Wkrótce cichną wszystkie tajemne głosy, a Noc wędruje po niebie i zapala gwiazdy. Są jak mdłe plamki by po chwili zabłysnąć pełnym blaskiem i w pewnym momencie już nie wiemy gdzie jest niebo – nad nami czy u naszych stóp bo gwiazdy są wszędzie, tafla śpiącego jeziora i niebo jarzą się milionami światełek. I nagle.... fiuuuuuuuuuuuuu ! Złoty pocisk orze niebo i tonie w głębinach Stawu, za chwilę drugi i trzeci, dziesiąty... trudno już zliczyć. Gwiezdny deszcz ! Niektóre gwiazdy kończyły życie po krótkim locie, gasły nie docierając do ziemi, niektóre uderzając w wodę rozbijały się na miliony iskier i widok był fascynujący.

Zdrętwiałe karki bolały ale obserwowaliśmy Niebieską Artylerię w niemym zachwycie. Nie wiem – może brakło słów, a może baliśmy się, że najmniejszy dźwięk może przerwać spektakl Natury, którego byliśmy świadkiem... Nie pamiętam jak długo siedzieliśmy nad Stawem, w takich chwilach traci się poczucie czasu. W każdym razie zaczęliśmy się zbierać do schroniska gdy granat zaczął tracić swą intensywność, a gwiazdy stawały się powoli mętnymi punkcikami by rozpłynąć się w niebycie. Wracaliśmy w milczeniu, oglądając się co chwila za siebie czy przypadkiem nie opuściliśmy widowni przed końcem niesamowitego widowiska, ale nie – za nami było już tylko nic...

Trudno było zasnąć po takich wrażeniach, ze śpiworów dobiegały westchnienia, kotłowanina zmęczonego ciała proszącego o sen, który nie chciał przyjść. W końcu wszystkie głosy ucichły, ale tylko na chwilę bo z sieni rozległo się gaździne „Maryyyyyyyś ! A kielo jajek zamówił pon Zbysek wcora na jajećnice? „.

Ech !....

To działo się 40 lat temu, z 11 na 12 sierpnia. Jeszcze kilkakrotnie, zaglądając w sierpniu w Tatry udawało mi się obserwować podobne widowisko. Później były inne, już niepolskie góry i choć chodziłam po nich w okolicach dnia św.Wawrzyńca, nigdy nie udawało mi się obejrzeć tam czegoś podobnego...

...Grecy zaludnili nocne niebo swymi bogami i herosami, jednak najpiękniej potrafią o gwiazdach opowiadać Górale... Wg nich perseidy to łzy święte, wielu świętych płakało, cała litania wszystkich świętych jest umieszczona na góralskim niebie, a spadające gwiazdy to ogniste łzy męczennika, św.Wawrzyńca... „Ze śmiercią człowieka cnotliwego gwiazda jego nie gaśnie, nie spada. Dusza lecąca do wieczności zabiera ją ze sobą i przystraja nią chwałę boską. Gwiazdy ludzi niecnotliwych ciemnieją i kopcą. Nad nimi płacze św.Wawrzyniec, męczennik, a ma tę łaskę, że łzami gwiazdy przyćmione rozjaśnia.”...

Jest na góralskim niebie, w pasie Oriona Pług i Brona św.Izydora, w Małej Niedźwiedzicy jest Warsztat św.Józefa, na którym święty majstrował tron dla Heroda, a Droga Mleczna to gościniec, po którym przechodzili Pan Jezus i Matka Boska, i którym wędruje każda dusza ludzka. Droga Mleczna rozdwaja się i jedna jej droga prowadzi do Raju, a druga do Piekła. Na niebie można zobaczyć płaczącą św.Magdalenę, a łzy jej kapią na księżyc, stąd ciemne plamy na nim. Podczas burzy słychać z nieba stukot Koła św.Katarzyny – wpleciona weń męczennica jest staczana ze skalistej góry... Jest na góralskim niebie Kłos Pszeniczny. Jak się tam znalazł? „Zboże posiał Bóg, dlatego tak właśnie się nazywa bo z Boga pochodzi. Dawniej kłosy zboża sięgały aż do ziemi, lecz ludzie byli źli, mieli dość chleba, wydziwiali, przykrzyli się Bogu. Stwórca zesłał gwałtowny deszcz, który wybił zboże do pnia. Matka Boska ulitowała się nad niedolą ludzką, boby wnet z głodu wyginął ród człowieczy. Bóg pozwolił jej podnieść kłosy z ziemi. Ale tylko to, co w rękę wzięła, odrosło kłosem; reszta - słoma i słoma.”. Na pamiątkę tego miłosierdzia Kłos do dziś wisi na niebie... Na góralskim niebie widać również Sznurek : „Św.Piotr chciał wyzwolić swoją matkę z piekła, spuścił sznur w orchłanie. Matka wspinała się po sznurze, który się nagle urwał. I odtąd zawisł gwieździście na niebie.”. O matce Piotra zapomniano, smaży się napowrót w czeluściach piekielnych, w konstelacji Węża został tylko Sznurek i świeci...

Dlaczego gwiazdy widać tylko wieczorem? Dopiero wieczorem niebo otwiera się by się przewietrzyć, rano przychodzi św.Piotr i zamyka niebieskie podwoje. Gwiazdy liczyć to wielki grzech i niebezpiecznie – można niechcący trafić na swoją gwiazdę i skończyć nagłą śmiercią bo gwiazdy to liczby i znaki stworzone przez Boga do przeliczania ludzi na ziemi. Gdy rodzi się nowy człowiek, na niebie przybywa kolejna gwiazda by przychodzący na świat Zbawiciel wiedział ile dusz ludzkich odkupił...

Rój Perseid najlepiej obserwować na początku drugiej dekady sierpnia bo wtedy jest najaktywniejszy i podczas jednej bezksiężycowej nocy można przy odrobinie szczęścia naliczyć nawet tysiące „spadających gwiazd”. Ja chyba miałam właśnie takie szczęście ?

Góralskie opowieści o łzach św.Wawrzyńca pochodzą z „Księgi Tatr” Jalu Kurka, książki do której często wracam gdy wspomnienie tamtej sierpniowej nocy nad Wielkim Stawem jak kluczem otwiera wrota tęsknicy za Tatrami, za czasem młodości durnej i chmurnej, za szczenięcymi latami przez które zaszczepiano mi miłość do mojej, polskiej ziemi..."

12.08.2011

http://niepoprawni.pl/blog/1830/lzy-swwawrzynca

 
I jeszcze garść wspomnień z innej sierpniowej nocy w Tatrach - http://niepoprawni.pl/blog/1830/lzy-swwawrzynca-czyli-znow-o-gwiazdach-ale-niezupelnie 
 

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:6)

Komentarze

A ja, choć tak bardzo czekałam - nigdy nie miałam szczęścia zobaczyć Perseid podczas tatrzańskich sierpniowych nocy.

Teraz, z oddali, dobrze choć o tym czytać!

Serdecznie pozdrawiam!

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

_________________________________________________________

Nemo me impune lacessit - nie ujdzie bezkarnie ten, kto ze mną zacznie

katarzyna.tarnawska

#1518169

Contesso. Jak zawsze. Dzięki Ci.

 I ja dorzucę swoje trzy grosze. Nie potrafię przypomnieć dokładnej daty. Ale miałem szczęście oglądać deszcz spadających gwiazd. Nie miałem jak Ty Contesso tego komfortu i ciepełka od współoglądaczy, jak i nie miałem możliwości pogrążenia się bez miary w tych cudownościach co spadały z nieba..... Jechaliśmy wtedy nocą wielką ciężarówą załadowaną tonami sałaty, kapusty i innych kalafiorów. Jechaliśmy z Kalifornii do Bostonu, czyli znad Pacyfiku do Atlantyku. Może to była Arizona, może pustynie Nevady. Autostrada chyba napewno Nr 40....Z okna szoferki widać było na tym czarnym granacie nieba srebrzyste łuki spadających gwiazd, meteorytów. Coś chyba o tym pisało wcześniej w gazetach, że będzie się działo. I miałem to szczęście zobaczyć - "dzianie" się na własne oczy. Choć to przecież nie to samo co Ty Mogłaś oglądać spod samiuśkich Tater. W Dolinie Pięciu Stawów.  Może jeszcze zanim zejdę będzie mi dane ???

Pozdrawiam znad Atlantyku. Prawie

P.S.

Jeszcze dotknę troszkę innej rzeczy, choć podobnej. Byłem chyba ze trzy albo cztery dni temu u moich znajomych w sklepiku, u Pani Tereski. Siedziałem sobie przy stoliczku, popijałem kawusię i przeglądałem polską prasę. I w pewnym momencie przy drugim małym stoliczku zasiadła mała dziewczyneczka. Wnusia Pani Tereski. Pewnie w wieku Twej Contessiny. Chyba z 5 latek. Muszę zapytać. Usiadła z małą butelką jakiegoś napoju, soku, którą otworzyła i sobie popijała. A później wypiwszy, wstała od stolika i zniknęła na parę minut. I zaraz przyszła z powrotem. Trzymała w ręku grubą kolorową książkę. Usiadła na krzesełku, na swojej nóżce i zaczęła z niezwykłym zainteresowaniem oglądać tę książkę, patrzeć,......Patrzyłem i ja. Czytam, a tam na grzbiecie pisze - Biblia......Nie miałem aparatu. Nie zrobiłem jej zdjęcia, ale wierzcie mi, niezwykły to był widok. Później nadeszła babcia. Potulała się do wnusi. Ona zarzuciła Jej rączki na szyję, a ja podszedłem do stoliczka i spojrzałem na otwarte strony. Ilustrowana Biblia dla dzieci. Księga Rodzaju stworzenie świata. Na obu stronach kolorowe wspaniałe rysunki zwierzaków, słonie, żyrafy, lwy:

http://reachthedeaf.com/eight-illustrated-bibles-bring-the-bible-to-life/

Chyba będę musiał kupić sobie gdzieś Tę Księgę Ksiąg dla dzieci. Dziewczynka mówi przede wszystkim po angielsku. To było wydanie Bibli w języku angielskim. Ciekaw jestem, czy można gdzieś namierzyć polskie wydanie. Czy ktoś wie ?....... Dziewczynka Była Wspaniała......I to jej zainteresowanie tym co widzi.... Na co patrzy. Chyba podobne było temu Waszemu Contesso, gdy obserwowaliście "deszcz" Perseidów......Tam, wtedy, w Polskich Tatrach, nad brzegiem górskiego stawu.....

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1518177

Jalu Kurek pisał cudownie o sprawach prostych, o twardym zyciu pod Tatrami, umiejętnie wplatał poetyke słów, tworzył mieszanke, która i dziś warta jest przypomnienia...pisal po prostu prawdziwie...

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Yagon 12

#1518179

Będąc podlotkiem zasiedziałem się z dziewczyną do późnych godzin nocnych. Nie mam pojęcia, która mogła być godzina (było już chyba po północy), gdy zaobserwowaliśmy prześliczny deszcz meteorów. Jak długo trwał seans nie pamiętam (było to pod koniec lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku). Więcej już takich przeżyć nie miałem. Pozostało tylko tamto przymglone wspomnienie, a na okrasę pojedyńcze rajdy meteorów obserwowanych od czasu do czasu w nieoświetlonym terenie, we wsi położonej na przepięknym Roztoczu na Wyżynie Lubelskiej.

Pozdrawiam :)

Myślidar 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1518196

Małe przeprosiny, że tekst w notce to przedruk publikownego już na NP.PL  tekstu.

...O perseidach miałam napisać cosik ale dopiero jutro, pojutrze, po ewakuacji Contessiny do domu, bo przy niej trudno uporządkować myśli, a co dopiero zapamiętać tą, która się w głowie dopiero zaczyna rodzić - dynamit, nie dziewczyna, hehehe. No, ale tak mnie zaskoczyła w nocy swą obserwacją nieba, że musiałam szybko sobie obie notki wygooglać by opowiedzieć jej o gwiazdach coś sensownego, a przede wszystkim zgodnego z prawdą bo weźmie wyklepie w przedszkolu opowieść babci i powiedzą jej, że babcia opowiada jej koszałki-opałki.;);) I babcia co? Traci wiarygodność!.... A jak  już je miałam na pulpicie, po utuleniu mądrali postanowiłam "odgrzać kotleta" bo jutro, pojutrze niby w planie bez Contessiny ale sytuacja z babciną przechowalnią jest  non stop "dynamiczna"  i zmienia się jak w kalejdoskopie więc z zaplanowanej notki mogły być nici... 

A jeśli mi nie wybaczycie to... św.Wawrzyniec, patron dzisiejszego dnia na pewno mi wybaczył.
:):):)

Pozdrawiam wszystkich.

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

contessa

___________

"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być". L.Kaczyński

 

 

#1518208