DZWONI MATOŁ DO KOGOŚ W SYFIE (12)

Obrazek użytkownika Arnold Parszawin
Kraj

- Dondi, to ja... Czy to ty?

- Donald Tusk, szef Rady Europejskiej, kto...

- To ja , Dondi, to ja...

- No dobrze, po kolei: ja to Tusk, a ty to kto?

- To ja... Ewa

- Aaa, doktor Ewa, no witaj, witaj ! Nie uwierzysz - właśnie miałem do ciebie dzwonić.

- Naprawdę?... Nie odzywałeś się tak długo. Zapomniałeś o swoich ludziach w Warszawie.Coś mnie tchnęło i sama zadzwoniłam. Może to przeznaczenie. Wiesz, ostatnio zaczynam wierzyć w przeznaczenie...

- Pamiętam o was , pamiętam, robię wszystko, żeby wam ulżyć. Wiesz, jaki jestem zapracowany. Gdzie się nie spojrzysz wszędzie populiści. Europa to wbrew pozorom żadna synekura, jak niektórym się wydaje. Czasami myślę, że to wulkan na pięć minut przed wybuchem.

- Pięknie to ująłeś, jak zwykle zresztą. Dondi, brakuje nam tu twojej klasy i spokoju. Gdybyś tu był, na pewno wszystko wyglądałoby całkiem inaczej. Nie masz pojęcia, co my tu przeżywamy...i nie ma nikogo, kto dałby nam jakąś nadzieję... Wszyscy czekamy tu na ciebie jak na...

- No właśnie w tej sprawie dzwonię.

- Dondi, ale to przecież ja...dzwo...

- Tak, tak...chciałem w tej sprawie z tobą rozmawiać...

- Naprawdę? Boże, gdybyś tu był...

- Jasne... Słuchaj, powiem ci Ewcia w zaufaniu, że wszystko jest otwarte, jeszcze nie zdecydowałem, poważnie myślę o powrocie. Sama widzisz jak to działa - najpierw dopuściliśmy do władzy Kaczyńskiego, a teraz co mamy: brexit, Trump i nie wiadomo, co jeszcze. Syf syfem, ale wbrew pozorom klucz do naprawy jest u was w Warszawie. Szczerze mówiąc wiele znaczących osób tutaj zachęca mnie do powrotu. Dla dobra i przyszłości Europy.

- A może i świata, a może i świata... Prawda Dondi?

- Tak, tak...Słuchaj Ewa...hmm...sprawy nie wyglądają różowo...zresztą sama wiesz... Mówiąc krotko: bardzo liczę na ciebie. Osobiście na nikogo innego tak nie liczę, Ewcia...

- Dondi, dla ciebie wszystko. Powiedź, czy kiedyś cię zawiodłam?

- Nieee, skąd! Dlatego dzwonię z tą sprawą do ciebie. Jeśli to będzie zbyt wiele, nie musisz się na to godzić... Nie chcę wywierać żadnej presji.

- Ależ panie premierze, czy kiedyś panu odmówiłam? Czy kiedyś powiedziałam: "nie".

- No, raz się zdarzyło Ewcia...

- Naprawdę? Nieeemożliwe...

- A pamiętasz, co powiedziałaś, jak pierwszy raz zaproponowałem ci urząd po mnie?

- Że się nie nadaję... No tak, faktycznie, to był ten jeden raz.

- Na szczęście w końcu mnie posłuchałaś. Trzeba przyznać, że świetnie sobie poradziłaś. Jak ty sobie dziewczyno poradziłaś... istne szaleństwo!

- Naprawdę, Dondi, tak myślisz?

- To był rzeczywiście szalony rok!

- Czternaście miesięcy, Dondi, czternaście miesięcy...

- Dałaś radę, bo byłaś gotowa na poświęcenia. I za to najbardziej cię podziwiam. Bo polityka to pasmo ciągłych poświęceń, bez końca. Nikt tego nie wie tak, jak ty i ja. Teraz znów żąda się od nas wielkich poświęceń - i to jakich... Ja mam wracać z Brukseli do syfu...a...

- A ja, Dondi, a ja...co?

- A ty możesz przesądzić o naszym ostatecznym zwycięstwie! Możesz przejść do historii.

- Naprawdę?!

- Słuchaj mnie Ewa, po kolei. Jeżeli mój powrót ma mieć sens, czyli realnie odwrócić te fatalne trendy, to u was na miejscu - w Warszawie - muszą powstać pewne okoliczności... pewne bardzo mocne fakty, które rozgrzeją atmosferę do granic możliwości, tak by nie tylko nasi, ale nawet to towarzystwo od 500+ miało już dość tego cyrku, tej pokracznej pisowskiej władzy...

- Dondi, no przecież to jedno nam się udaje, walimy w nich bez przerwy. Jest gorąco, prawda?

- Eee, słabe to wszystko, bez pomysłu, wszystko do bólu przewidywalne. Zamiast naprawdę bulwersować, raczej zniechęca i rozbraja wolę oporu.

- Naprawdę? Aż tak źle?

- To musi być coś absolutnie nadzwyczajnego, totalnie po bandzie. Jak myślisz, jaka sprawa może wywołać w syfie takie skrajne emocje?

- No... trybunał... konstytucja... Trafiłam?

- E tam!...Czy wy naprawdę żyjecie w jakiejś innej rzeczywistości? Smoleńsk! Ewa, tylko Smoleńsk, do cholery! Mój plan jest taki: koniecznie trzeba doprowadzić czymś do furii smoleński lud, żeby pokazać Polakom, że w temacie Smoleńska nie cofną się przed niczym, zdolni są do każdej podłości. Trzeba wykreować kogoś na ich ofiarę, na ofiarę politycznej zemsty za śmierć Kaczora. To musi być konkretna osoba, najlepiej kobieta... I co ty na to?

- Wiesz, Dondi, że dla mnie Smoleńsk to wyjątkowo trudna sprawa...

- Dla mnie też nie jest łatwa, ale tak trzeba. Domyślasz się, o kim myślę?

- ...AAA...rabski?

- Przecież powiedziałem - kobieta!

- Ach tak... O Boże!...Chyba już wiem... ... ...

- Ewa...?

- ...

- Ewa, jesteś tam?

- Jestem, jestem... chociaż mam wrażenie, że to jakiś zły sen... Co miałoby się wydarzyć? Dondi, czy ty chcesz, żeby mnie rozszarpali?

- Ewa, nie dramatyzujmy. Słuchaj, jeśli idzie o ciebie, to tak naprawdę w grę wchodzi tymczasowy areszt. Wyciągniemy na jaw twoją zgodę na życzenie Ruskich, żeby pod żadnym pozorem nie otwierać trumien. Wreszcie będą mieli coś czarno na białym .Wyobrażasz sobie jak ich to rozjuszy, jak się na nas rzucą. To musi zadziałać, na sto procent - jestem pewien, że zdecydują się na zatrzymanie. Zabiorą cię o szóstej rano. I to będzie punkt zwrotny, to na pewno zadziała, wywoła przerażenie, wreszcie dotrze do wszystkich, że z nimi nie ma żartów, że rzeczywiście w swoim obłędzie zdolni są do wszystkiego. Tego samego dnia jestem u was w Warszawie, lawina ruszy i nic jej już nie powstrzyma. Triumfalnie uwalniamy cię z aresztu, stajesz obok mnie na placu Zamkowym, pod Zygmuntem, i razem: ty i ja ogłaszamy nowy początek, że znów będzie tak, jak było! Oczywiście gra jest ryzykowna, coś może pójść inaczej, ale nie wyobrażam sobie, żebyśmy mieli ostatecznie nie wygrać. Ewa, to twoja decyzja. Jeżeli powiesz "nie", zapominamy o wszystkim i zdajemy się na przeznaczenie - może będzie nam sprzyjać, chociaż osobiście jestem sceptyczny. Nie chciałbym, żebyś czuła jakąś presję...z mojej strony... Jeżeli potrzebujesz trochę czasu...

- Nie, Dondi, nie potrzebuję... Nie oszukamy przeznaczenia... I nawet nie warto próbować. Ty możesz tego nie czuć, nie wierzyć, ale ja wiem, o wszystkim decyduje za nas przeznaczenie... Nie warto się sprzeciwiać... Mam tylko jedną prośbę: mów mi o wszystkim, nie chcę być zaskakiwana.

- Sama widzisz, że mówię ci o wszystkim. Przecież mógłbym ci nic nie powiedzieć i nakręcić całą akcję bez twojej wiedzy.

- W imię Ojca i Syna... Dondi, czy ty myślisz, że Bóg istnieje?

- Co mi tam Bóg, jak ja nawet nie wiem, kim będę za pół roku...

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:2)

Komentarze

Dwie szmaty mówią o swojej przyszłosci.Jedna mysli ze nawiną ja na szczotke a druga  ze uzyją do mycia sedesu.Tyle w temacie czystosciowo-podłogowo-sanitarnym.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

Jeszcze zaświeci słoneczko

#1533881