TOTUS TUSKUS

Obrazek użytkownika Arnold Parszawin
Kraj

W ostatnim numerze „WSIECI” Marek Król porównał Donalda Tuska do Zeliga. Ten bohater filmu Woody Allena charakteryzował się doskonałą zdolnością przystosowawczą do otaczającego go środowiska społecznego: w zależności od okoliczności równie dobrze mógł być ortodoksyjnym Żydem, co zoologicznym antysemitą. Aktualna wycieczka premiera na Monte Cassino stanowi doskonałe potwierdzenie diagnozy red. Króla. Wnuczek dziadka z Wehrmachtu, który jako dojrzały człowiek obwieszcza, że „polskość to nienormalność” i nigdy się z tego stwierdzenia nie wycofuje, jedzie w czasie kampanii wyborczej do Włoch oddać hołd polskim bojownikom przegranej sprawy i pomodlić się przy ich grobach. Zaiste generała Andersa i jego żołnierzy spotkał zaszczyt jedyny w swoim rodzaju. W niebiosach na pewno pojaśniało!

W ogóle Tusk jawi się bardzo ciekawą postacią quasi-literacką, bo to nie tylko Zelig, ale także wypisz wymaluj Papkin i Baron Munchausen w jednej osobie. Czymże innym niż papkinadą było jego prężenie muskułów i robienie groźnych min przy okazji odwiedzin w zakładach produkujących naboje karabinowe, gdy w tym samym czasie czekista Putin w centrum dowodzenia rosyjskiej armii obserwował manewry kilkudziesięciu tysięcy sołdatów z użyciem setek czołgów i odrzutowców. Osobiście, przyglądając się podczas publicznych wystąpień Tuska jego mimice i wyuczonej gestykulacji, mam jeszcze inne skojarzenie. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że otwiera usta i porusza rękami drewniany pajacyk sterowany przez kogoś sznurkami. Całości groteskowego obrazu Tuska-polityka dopełnia narzucające się skojarzenie z kłamczuchem Pinokiem – liczba jego krętactw i składanych ad hoc nierealnych obietnic zbliża się w zawrotnym tempie do kosmicznej wartości GOOGOL. Tak czy owak, wspólny mianownik wymienionych postaci to marność, moralna pustka i intelektualna żenada. Dodaj markowy garnitur i koszulę plus bez zarzutu zawiązany krawat – Donald Tusk w całej swojej okazałości. Blaga goni blagę, hucpa hucpę pogania.

Filozofię uprawiania polityki przez Donalda Tuska, mimo jego powszechnie znanych europejskich ambicji, najlepiej charakteryzje zaczerpnięty wprost z polskiej ludowej mądrości dialog: „Ociec, chwalom nos! Ta? A niby kto? Wy mnie, a ja wos!”. Bo przecież żadna to polityka i nawet nie legendarny pijar, to najordynarniejsza w świecie propaganda sukcesu: Tusk chwali ministra Nowaka a potem wicepremier Bieńkowską, ci solidarnie dopatrują się w swoim szefie cech geniusza, za tubę propagandową rządzącej partii robią finansowane z publicznych pieniędzy media, sprawujący w Polsce od siedmiu lat rząd jest chwalony przez wpływowy dziennik „Le Monde” piórem syna jednego z marcowych komandosów, dziś eksponenta establishmentu III RP, Radka Sikorskiego mężem stanu europejskiego formatu mianuje korespondent tygodnika „The Economist”, przypadkiem jego osobisty przyjaciel. Wszystko do bólu przewidywalne - jak to w towarzystwie wzajemnej adoracji: komplement za komplement, przysługa za przysługę, poparcie za kasę. Oczywiście broń Boże nie mylić z korupcją…

Na koniec, gwoli uczciwości, trudno nie zadać sobie pytania: skoro mamy do czynienia z tak zgrzebnym i prymitywnym systemem propagandy, dlaczego to wciąż działa? I to jest tak naprawdę jedyny realny sukces rządów Donalda Tuska. Ale czy przypadkiem nie jest to system stworzony na miarę potrzeb obywateli III RP . Być może ten jedyny tuskowy sukces więcej niż o obecnym premierze mówi o nas, o Polakach. A wtedy rojenia Tuska o polskiej nienormalności nie wydają się już tak niedorzeczne…

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:5)