Współczesna konspiracja? Bez szans.

Obrazek użytkownika Piana
Blog

Kto z pokolenia, które w latach osiemdziesiątych miało kilka/kilkanaście lat nie chciałby sobie pokonspirować? Przemycać bibułę, organizować tajne spotkania, kryć się przed ABeWuecją? Oczywiście w rzeczywistości było to mało romantyczne, ale najlepiej się o tym przekonać samodzielnie próbując.

Czy są ochotnicy? Są? Jeśli tak, to świetnie. Już niedługo będziecie mogli poczuć smak przygody i zakazanej, wywrotowej działalności. Dlaczego? A kto pyta? „Pytek”, jak odpowiadano w rewelacyjnym cyklu radiowym „Dym z papierosa”. Po raz kolejny nie trza być prorokiem czy jasnowidzem (bo to nie każdy potrafi), ale wystarczy uruchomić szare komórki. Wyroki sądowe na „Gościa Niedzielnego”, który napisał prawdę wskazują, iż niedługo napisanie czegokolwiek niezgodnego ze słuszną linią wyznaczoną nam przez przewodnie siły Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, będzie kończyło się procesem i gigantyczną karą. Kilka takich procesów i słonych wyroków położy każde pismo na łopatki.

W związku nie trzeba będzie nawet reaktywować urzędu przy ulicy Mysiej (dla młodych, wykształconych, z wielkich miast – tam mieścił się Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk – w skrócie cenzura). Aplikacja pod nazwą „cenzura” zainstaluje się automatycznie w głowach wydawców i rednaczów, co to mają na utrzymaniu matki, żony i kochanki i niekoniecznie się palą do zarabiania na chleb malowaniem kominów.

Z podobnym zjawiskiem, ale w skali mikro mieliśmy w przypadku Aaaaadama Miiiiiiichnika, gdzie napisanie czegokolwiek poza laudacją groziło pozwem. Wówczas nikt (poza tzw. „oszołomami”) nie zwracał na to uwagi, ale jak to zwykle z nieleczoną raną– zamiast zanikać zaczyna gnić.

Tak więc już niedługo w legalnie wydawanych gazetach, bez żadnej centralnej cenzury, nie będzie można przeczytać czegoś niezgodnego z mądrością etapu. Powrót do przeszłości, kto by pomyślał… Ktoś pomyśli o ucieczce do internetu. Dobrze, ale czy tam nie można zastosować cenzury? Oczywiście pod pozorem walki z terrorystami, pedofilami, faszystami, rasistami i innymi takimi. Będzie wszystko grało jak należy, to znaczy jak władza nakaże (bo ludzie to bydło, jak oznajmił prorok Marks).

Zaczynajmy więc konspirację. W piwnicy pralka Frania już nie może się doczekać robienia za powielacz. Drukarka też już się grzeje do wydruku, a klawisze tęsknią za rytmicznym stukaniem. Pendrajwy przyczepiane do ławek w parku niczym w „Stawce większej niż życie”. Tajne komplety, jak za Niemca. Można tak dalej wyliczać. Kto gotów? Warto przygotować się już zawczasu.

Ha! Jest tylko jedne problem, o którym muszę napisać. I to ten problem skazuje współczesną konspirację na klęskę (niestety). Nowoczesne odmiany totalitaryzmu (oczywiście w wersji soft) idą w dużej mierze po ścieżkach wskazanych przez Huxleya czy Orwella. Nie zapominają także o wskazówkach Bradburyego. Do mózgów sączy się nieprzerwany ciąg (a raczej lawina) śmieciowych informacji, które całkowicie blokują lub spychają na daleki plan informacje ważne. Obrazy i dźwięki przy tym są kolorowe, atrakcyjne i podane elegancko na tacy niczym wykwintne danie w drogiej restauracji. I tu jest pies pogrzebany. (Pies? A jaka rasa? Stary szmonces nie potrafi się ode mnie odczepić).

Za pierwszej komuny, w latach osiemdziesiątych, gazety były szare i drukowane na papierze (za przeproszeniem) do pocierania tego i owego. O zawartości, to znaczy treści, lepiej się po prostu nie wypowiadać. Wówczas także w telewizji królowały wystąpienia rzecznika Urbana i regularnie (o ile mnie pamięć nie myli w każdy wtorek) najwybitniejsze dzieła kinematografii radzieckiej, a czasami czechosłowackie kino z nieśmiertelnego cyklu „nikt nic nie wie”. Dzieciaki mogły co najwyżej pochlipać nad losem Nemeczka z „Chłopców z Placu Broni”.

Właśnie dlatego ludzie pragnęli informacji spoza „Dziennika Telewizyjnego” czy „Trybuny Ludu” i książek z drugiego obiegu. Bibuła była w cenie. A teraz? Czyż nie fajniej jest popatrzeć jak Lejdi Gaga kręci tyłkiem w rytm muzyki niż przeczytać coś i pomyśleć chwilę? Tu mają talent, tam znowu śpiewają i walczą. Ogólnie szoł na całego. Jak tu przebić się do umysłów zniewolonych? Fajerłol medialny jest nie do przeskoczenia, bo ludzie wierzą w to, co zobaczą (przodkowie nie przekazali nam genów anty-telewizyjnych). Jak ktoś wymyśli w jaki sposób pokonać maszynę medialną, to stawiam co najmniej pół litra.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

drugą półlitrówkę!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#51220

wiem, że o to nie łatwo,
gdyż piana prawie bezustannie potrzebuje ruchu:)))

Dobrze napisane, ale bez paniki.
Stara kadra jeszcze nie wymarła.

Nigdy nie było tak,
że wszyscy szli na barykady,
albo do piwnicy ,
by trochę papieru pokręcić:)

Kolejny raz nie tylko,
że przyjdzie nam wykręcić trochę bibuły,
ale tym razem trzeba będzie wziąć coś cięższego do ręki
i rozpirzyć to całe bagienko :)

Spoko Piana nie wszystkich ogłupiła komercja.
To tylko tak wygląda na zwnątrz.

Polacy to materiał niezwykle odnawialny...
pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

chris

#51221

ale czy po raz drugi da się nabrać, a inni po ich plecach się wspinali mają się dobrze tak jak bolek i reszta.Nie chce więcej pisać, ale mój mąż robił kampanie jemu i teraz co, walczą z nami i chcą nam zamknąć usta i zakazać pisać co myślimy, bo straszą paragrafami i wzywają na policję. NIE OTAKE POLSKĘ WALCZYLIŚMY......daje 10

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Marika

#51240

Mariko nie każdy dał się nabrać...

Przykro mi,
że Twój mąż pomagał w tej bolkowej farsie,
że tak dał się wówczas omamić...

No cóż,
kolejny raz życie udawadnia nam ,
że również z entuzjazmem
trzeba ostrożniej :)

pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

chris

#51242

http://niepoprawni.pl/content/pierwszy-biuletyn-w-tym-roku
http://www.sw.org.pl/techniki.html

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#51222