Prawda czasu, a prawda ekranu

Obrazek użytkownika Piana
Historia

Czas bardzo szybko leci. Minęło już ponad dwadzieścia lat od kantów przy okrągłym stole i słynnych wyborów. Należę do ostatniego pokolenia, które dość dobrze pamięta PRL, a dokładnie jego schyłkowy okres – lata osiemdziesiąte.

Pamiętam, iż wówczas z duma umieściłem dużą naklejkę „Solidarności” na swoim klaserze. I ten dzień, jak z razem z moją Matką wykreślaliśmy komuchów w kosmos podczas pamiętnych wyborów. Cudowny dzień. Później już było tylko gorzej.

Co dziś porabiają zatem ludzie, którzy wówczas, na przełomie lat osiemdziesiątych / dziewięćdziesiątych uwierzyli, że to nie szoł, że to tak naprawdę, że my jako pierwsi, jako jedyni, wyjątkowi. Świat ponoć patrzył na nas z nadzieją, Jak oni pamiętają to? Czy starają się zapomnieć o tym, pomstują na cały świat, a może nie dopuszczają do siebie tego faktu, zatykają uszy i krzyczą „Wcale, że nie! Wcale, że nie!”. Nie wiem tego, ale tematyka jest ciekawa – może ktoś robi/robił na ten temat badania.

Mnie interesuje jednak jak na to patrzą i będą patrzeć młodsze pokolenia z „polskojęzycznej grupy etnicznej” (narodu polskiego już dawno nie ma)? Kto im powie o tym? Czy rodzice będą w stanie powiedzieć „Synku, córko. Komuchy i bezpieka do spółki z częścią solidaruchów wydymali nas bez masła”. Czy dzieci uwierzą w to? Przecież obecni idole młodzieży, takie jak mało śmieszny błazen Wojewódzki im tego nie powie… W telewizji też tego nie ma, bo tam wszyscy piękni, młodzi i bogaci, a nawet dziecko wie, że ogólnie musi być trendi-dżezi-kul.

Dygresja. Nigdzie na murach nie widzę napisów „telewizja kłamie”. Czyżby „młodzież” wierzyła w wizję świata w wersji „instant” podawaną bezpośrednio do mózgów poprzez plazmy i elcedeki? Gdzie zdrowe odruchy? Za okupacji na murach pisano „Tylko świnie siedzą w kinie”. Czy hasło „Telewizja śmierdzi gnojem” się przyjmie? Koniec dygresji.

Jak zatem będzie wyglądała wizja tamtych lat w kinematografii? Próbę tego można było całkiem niedawno zobaczyć w bardzo mało śmiesznej komedii „Ile waży koń trojański”. Jednym słowem jest super, wszystko nam się udało i w ogóle. Jemy suszi, więc my światowce pełną gębą. No wicie, rozumicie… były tam po drodze drobne pomyłki, ale kto ich nie popełnia. Ogólnie jednak pełny sukces.

Kolejna dygresja. Gdyby nie telewizornia, to o czym wówczas będziemy rozmawiać z rodziną z Częstochowy gdy się spotkamy? Na spotkaniach towarzyskich nie rozmawia się zazwyczaj o wątkach eschatologicznych w literaturze dwudziestolecia międzywojennego. Koniec kolejnej dygresji.

Jakiś czas temu pisałem, że nie powstał w ostatnim dwudziestoleciu film o polskim super-bohaterze, coś na kształt Franka Dolasa czy Hansa Klossa. Po prostu posucha. Założę się, że prędko nie powstanie. Dołożę zatem do stawki kolejny zakład. Nie powstanie jeszcze jedna rzecz – film niekomediowy o schyłkowym PRL-u.

Chodzi mi o serial o zwykłym, codziennym życiu, coś na kształt „Teraz albo nigdy” dwadzieścia pięć lat do tyłu. W końcu serial TVN opowiada o zwykłych, typowych trzydziestoparolatkach mieszkających w dużej wsi pod Ciechanowem (Warszawa zginęła w 1944), co nie?

Chodzi mi o taki serial bliski prawdy, z kartkami, biedą w sklepach, szarymi ulicami i beznadzieją. No i żeby kapusie to byli kapusie i aby pokazano wreszcie sprawy od strony pokrzywdzonego, a nie wylewali krokodylich łez nad szmatami i ich usprawiedliwiali, jak to robi współczesna kinematografia.

Mamy co prawda jeden piękny wzorzec - mianowicie serial „Alternatywy 4”. Film prawie dokumentalny, ale ze względu na zbyt dużą ilość absurdów i sytuacji komediowych (plus świetna obsada) nie może pokazywać rzeczywistości. Zresztą czy ktoś mi zagwarantuje, iż za jakiś czas „Ministerstwo Prawdy” nie ocenzuruje go? W końcu występuje tam „Negatyw”, który jest wykorzystywany i obrażany. Co gorsza podana jest tam informacja, iż „Syjoniści biją Murzynów”. Czy ktoś słyszał, aby człowiek na poziomie używał słowa „syjonizm”? Słowniczek-pomocniczek - mówimy obecnie jedynie „prawo do samostanowienie „narodu” żydowskiego” (w cudzysłowie, bo przychylam się do koncepcji, że to cywilizacja, a nie naród).

Za jakiś czas umrą (nie dziś i nie jutro oczywiście) ostatni świadkowie PRL-u. Przyszłym pokoleniom zostaną kroniki filmowe, napisane na nowo podręczniki historii (nie będzie tam miejsca na warchołów, wichrzycieli i oszołomów, o nie!) i filmy utrwalające jedynie słuszną koncepcję.

W tym potoku pesymizmu pozwolę sobie jednak na odrobinę nadziei. Może trzeba opracować na nowo pismo obrazkowe i kuć tabliczki, jak to robili pomysłowi Starożytni. Papier wypłowieje lub się spali, kompakty i diwidiki szlag trafi, a cały sprzęt elektroniczny może paść przy większym impulsie ze Słońca. Tabliczki zostaną i takimi nas będą pamiętać przyszłe stulecia. Do roboty zatem.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

widocznie nie jest kłamstwem, lecz...!
pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#43289

Poza akapitem o dzieciach pełna zgoda. Choć jestem pesymistą, to wiem, że moje dzieci mają rodziców, którzy powiedzą im co i jak, było i jest. A może to właśnie dlatego, że tym cholernym pesymistą jestem?

Pozdrawiam serdecznie

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#43366