Paweł Zyzak z "Gazety Wyborczej"

Obrazek użytkownika Rybitzky
Kraj

Byłem kiedyś na spotkaniu z Arturem Domosławskim zorganizowanym przez Krytykę Polityczną. Domosławski okazał się być lewakiem, w dodatku zafiksowanym na punkcie USA bardziej niż Leszek Bubel na punkcie Żydów. Aż się zdziwiłem, że go trzymają w „Gazecie Wyborczej”, którą akurat o niechęć do USA trudno oskarżyć.

Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że oto mam przed sobą nowego Pawła Zyzaka – „zaplutego karła”, który obrzuci błotem Wielki Autorytet. Tymczasem właśnie do takiej rangi został sprowadzony Domosławski przez niektóre (chociaż, co należy podkreślić, nie wszystkie) inne Wielkie Autorytety.

Ogary poszły w las na sygnał Bratkowskiego i Bartoszewskiego, którzy rzucili swymi tradycyjnymi inwektywami czyli „hienami” oraz „domami publicznymi”. Oczywiście najzabawniejszy w tym wszystkim jest fakt, że Wielkie Autorytety mogłyby przypadku „Kapuściński non-fiction” spokojnie milczeć. Książka ta spełnia przecież większość kryteriów Wybitnego Dzieła. Napisał ją autor z właściwego środowiska, krytycznie nastawiony do lustracji, wstępem opatrzył oficer UB Zygmunt Baumann – czegóż więcej chcieć?

W dodatku, jak podkreślają w swych wypowiedziach o „Kapuściński non-fiction” dziennikarze „Wyborczej”, Domosławski zjeździł po śladach Kapuścińskiego cały świat. Raczej nie zrobił tego za swoje pieniądze. Ktoś go wysłał w te podróże, by jak najlepiej przygotował się do roli hagiografa Kapuścińskiego.

Najwyraźniej jednak (nie wiem, nie czytałem jeszcze, wnioskuję z opinii uczestników publicznej debaty) Domosławski podczas peregrynacji po świecie zaraził się niebezpiecznymi nawykami i postanowił napisać biografię w stylu odległym od tradycyjnych polskich wzorów. Dlatego uznał, że góry papierów na temat współpracy Kapuścińskiego ze służbami PRL nie da się ominąć bez popadania w śmieszność. Tak samo trudno ominąć było szczegóły z życia prywatnego Kapuścińskiego. Z pewnością nie rozliczanie reportażysty było celem Domosławskiego. Ale zdegenerowane elity zareagowały odruchowo – a potem było już za późno.

Teraz trwa odkręcanie sprawy, ale ciągle któryś z Wielkich Autorytetów wyrywa się ze swoimi mądrościami – ostatnio arcybiskup Życiński, który nazwał „Kapuściński non-fiction” „maglem” i zarzucił Domosławskiemu wygrzebywanie prywatności opisywanej osoby na „targowisko”. Niezbyt bystra argumentacja, ale przecież nie inteligencji spodziewamy się po lubelskim duchownym.

„Sprawa Domosławskiego” (tak już możemy nazwać ostatnie wydarzenia) jest kolejnym dowodem na całkowity uwiąd tzw. elit. Nie chodzi nawet o to, że są to ludzie niemoralni – bo tacy mogą sobie świetnie radzić w sterowaniu społeczeństwem. Nie, po prostu nasze Wielkie Autorytety to grupa przestraszonych, otępiałych starców. Potrafią tylko reagować na niektóre bodźce niczym pies Pawłowa, lecz pozbawieni są zdolności do logicznego myślenia. Dlatego teraz popełnili – niewykluczone, że opłakany w skutkach – błąd: zmusili swych wielbicieli do wyboru pomiędzy swoimi ewidentnymi bredniami oraz pospiesznie tworzoną (przez ostatnich rozważnych) „narracją” na temat właściwej interpretacji książki Domosławskiego.

Niewykluczone, że zmuszone pierwszy raz do samodzielnego intelektualnego wyboru michnikoidy chociaż trochę zbliżą się w ten sposób do chwili, gdy będzie im dane wybierać także pomiędzy bzdurami i kłamstwami a prawdą.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Mówiąc żargonem internetowym: nasza elita zaliczyła "EPIC FAIL" czyli totalną porażkę.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#49383

pierwszym reportażystą!
Przecherny Kuczyński tez nie widzi niczego złego w tej książce!, choć Siedlecka ostro napierała!
pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#49398