W Polsce - pojednanie, w Rosji - szacunek i empatia

Obrazek użytkownika Budyń78
Kraj
Niektórzy z moich znajomych dziwili się mojemu (delikatnie rzecz ujmując) wzburzeniu faktem, że do prowadzenia zeszłorocznego koncertu z okazji rocznicy Powstania Warszawskiego dyrekcja muzeum zaangażowała niejakiego Kuźniara, twarz poranków TVN 24. Gwiazdor TVN, który nawet prowadząc tę imprezę nie mógł powstrzymać się od wątpliwych żartów z IPN (idealne wyczucie miejsca - Muzeum Powstania Warszawskiego de facto sąsiaduje z gmachem IPN - i czasu), wczoraj na swoim blogu napisał wprost to, co zapewne każdy w jego środowisku sobie myśli.
Pisze oto Kuźniar, że żadnej żałoby, taryfy ulgowej i współczucia nie będzie, ponieważ wszystko przekreślił Jarosław Kaczyński, ogłaszając swój start w wyborach. Oczywiście arbitrowi politycznej elegancji z telewizji, robiącej wesołe programiki o strzelaniu do kaczek, nie podoba się mówienie o "prawych Polakach". Cóż, istnienie "prawych Polaków" na pewno boli pracownika fabryki, która zajmuje się twórczą przemianą narodu w hołotę.

Tekst Kuźniara to przystawka do pierwszego z całego, jak domniemywam zestawu dań, czyli dzisiejszego przeboju dnia Wojewódzkiego i Figurskiego. Dyrektor stacji, który po przezabawnym numerze Figurskiego ("Mały, niedorozwinięty, głupi człowiek zwany prezydentem Polski, Lechem Kaczyńskim") w obliczu konsekwencji prawnych przepraszał i obiecywał, że dołoży wszelkich starań, by sytuacja się nie powtórzyła, w kawałku, godnym stalinowskich "Szpilek" a może i antyżydowskich rubryk satyrycznych prasy z czasów, gdy zamiast Niemców sąsiadowaliśmy z narodem Nazistów, nie widzi niczego nie odpowiedniego. Możliwe, że zajęty śledzeniem facebook'owej grupy przeciwników pochówku Kaczyńskich na Wawelu, nie ma czasu się przyglądać, co tam robi sztandarowa para jego stacji. Co ciekawsze, i sam Figurski nie tak dawno, w tym samym prawie czasie, przepraszał. Cóż, tyle warte przeprosiny, co i oficjalne narodowe pojednanie.

Te fajerwerki to jednak tematy zastępcze. Owszem, ważne o tyle, ze pokazują dobrze działanie machiny propagandowej, jednak niestety odwracające uwagę od innych, ważniejszych chyba rzeczy. Takich jak wczorajszy wywiad z córką ministra Wassermana w "Misji specjalnej". Takich, jak dzisiejsza wypowiedź marszałka Komorowskiego o tym, że Lech Kaczyński mógł wysłać ustawę o IPN do trybunału, a nie wysłał, więc skąd mamy wiedzieć, co chciał z nią zrobić. O Komorowskim napisała już u siebie Kataryna, ja zaś wrócę do tego, co zobaczyliśmy wczoraj późnym wieczorem.

Małgorzata Wasserman mówi, że pierwsze dni rodzinie posła podawano sprzeczne informacje na temat tego, czy został on zidentyfikowany, czy też potrzebny będzie wyjazd w tym celu do Moskwy. O tym można usłyszeć w audycji, jednak opis tego, co działo się w samej Moskwie, jest na tyle ciekawy, że pozwolę sobie przytoczyć go w całości. Pytania zadawała dziennikarka "Misji specjalnej".

Wyglądało to tak, że na takiej auli była cała masa ludzi, wśród nich byli rosyjscy prokuratorzy, tłumacze, psychologowie i w zasadzie, z tego, co ja zaobserwowałam, brało się po prostu osobę, która akurat była wolna, czyli wolnego prokuratora, tudzież tłumacza czy psychologa i on po prostu szedł z tą rodziną, która akurat wymagała pomocy, do jakiegoś pokoju i tam przeprowadzana była rozmowa, a następnie identyfikacja. Zadawano nam pytania, to znaczy pytano nas o rzeczy, które znaleziono przy tym ciele, które typują jako ciało mojego ojca i pytano nas o znaki szczególne. Spisano protokół z naszych zeznań i wtedy Rosjanie powiedzieli, że mają ciało, które by odpowiadało temu, co my opisujemy, i że będziemy przechodzić na dół, do tego miejsca, gdzie były te ciała przetrzymywane. Wtedy ja się wycofałam do tyłu i podjęliśmy taką decyzję, że identyfikować idzie Mateusz Bochacik i Daria Wasserman, moja bratowa. Ja się wycofałam do tyłu i psychologowie, prokurator, tłumacz jakby objęli ich opieką i zeszli z nimi na dół.

- A co się wtedy stało z panią?

- Do mnie podeszła kobieta, która mówiła absolutnie płynną polszczyzną i zapytała mnie, czy ja bym pomogła proceduralnie kilka kwestii rozwiązać, będzie szybciej, jak ona to określiła, na co powiedziałam, że oczywiście i rozpoczęła się procedura mojego przesłuchania.

- Przesłuchania pani?

-Jak spisano dane moje, co trwało, myślę, godzinę albo dłużej, ja opuściłam ten pokój na chwilę, pan prokurator sobie coś tam poprawiał. Jak wróciłam, to powiedział mi, że protokół niestety jest źle spisany, bo ja mam drugie imię Ewa i tego imienia w protokole nie ma. Więc ja mu odpowiedziałam "Proszę pana, więc po pierwsze ma pan mój paszport przed nosem, a po drugie pytał mnie pan wyraźnie, czy ja używam jednego imienia, czy dwóch i ja panu wyraźnie oświadczyłam, że używam jednego. Ale nie ma problemu, to dopiszmy i podpiszmy się pod tym protokołem wszyscy, że mam jeszcze drugie imię Ewa. To pan prokurator powiedział, że rosyjska procedura czegoś takiego nie przewiduje i musimy mieć ten protokół napisany od nowa. No więc pisaliśmy go od nowa, skończyliśmy go pisać, ja wyszłam znowu z tego pokoju, wróciłam, podpisałam ten protokół i wtedy znowu dowiedziałam się, że ten protokół jest źle, na jednej stronie jestem podpisana na niebiesko, a na drugiej na czarno i musimy to pisać od początku, dlatego, że nie może być tak, że jest dwoma kolorami podpisane. No więc cóż, zaczęliśmy ten protokół z tymi danymi pisać od początku, napisaliśmy go kolejny raz, ja go podpisałam kolejny raz, już długopisem, takim zresztą, jak mi dawano cały czas, to już był jeden kolor i przeszliśmy do przesłuchania. I tam pytano mnie, pytano mnie znowu kim jestem dla ojca, ja powiem tak... Ja miałam poczucie bezsensu troszkę tej sytuacji, bo to mijała już, myślę, trzecia godzina pewno.

-Czy w ogóle ktokolwiek poinformował panią o celu tego przesłuchania?

-Tak, to znaczy ja pytałam o to. Więc ja powiem tak, że ja pytałam o to, jaki jest tego sens i cel. Tłumaczono mi, że pan prokurator jest tutaj szefem wszystkich prokuratorów i on wie, co robi, i że muszę jakby temu się poddać, bo on wie, co robi i taka jest procedura. No więc przyjmowałam to, choć muszę przyznać uczciwie, że z każdą minutą coraz gorzej. Zadano mi różne pytania, ja oczywiście mogę też chaotycznie w pewien sposób mówić, bo ja nie pamiętam dokładnie, natomiast pamiętam dobrze zadane mi pytanie "po co on tu przyjechał?". Ja powiedziałam na to, że tutaj zamordowano Polaków i przyjechali uczcić ich pamięć. Zadano mi pytanie "Kiedy on tutaj przyjechał?", więc ja, tak już bardzo spokojnie powiedziałam, że w sobotę rano. "Z kim on tu przyjechał?", więc ja pytałam pana prokuratora, czy ja mam wymienić te 96 nazwisk, które były w samolocie. Zadano mi jeszcze różne pytania, na przykład, jak ma na imię druga wnuczka?. Troszkę takich, gdzie pracuje, z adresem, telefonem, kto z nim mieszkał, kiedy go ostatni raz widziałam, czy ja tutaj z nim przyleciałam. Więc ja w pewnym momencie powiedziałam "dość", że ja w tym dłużej uczestniczyć nie będę, że jest to dla mnie niezrozumiałe i że ja odmawiam udziału w dalszych czynnościach. Na co cały czas tłumaczyła mi pani psycholog, która zresztą cały czas mówiła, siedząc tutaj po prawej stronie, zaczęła mi mówić, że ja jestem w szoku; że ja nic nie rozumiem; że ja nie wiem, co się dzieje; ze mi się to wydaje niezrozumiałe, bo ja jestem w szoku. Proponowała mi lekarstwa, natomiast ja ani przez moment nie byłem w takim stanie, żebym nie wiedziała, co mówię, albo żebym nie wiedziała, co się dzieje. Ja oczywiście powiedziałam, że nie chcę żadnych lekarstw, chcę to kończyć, że chcę jechać do mojej mamy, że chcę zobaczyć się ze swoją bratową, z Mateuszem Bochacikiem i że po prostu nie będę w tym dłużej uczestniczyć. Więc oni przyjęli to i pan powiedział, że chce mi zadać jeszcze jedno pytanie, więc ja mówię, że proszę bardzo. I on mnie zapytał, na ile ja wyceniam to, co się stało. To znaczy, zapytał mnie o pieniądze, ja już nie pamiętam, czy rodzina na ile to wycenia, czy ja to wyceniam, więc ja odpowiedziałam mu na to, że tego się nie da wycenić, ani nie da się opisać tego, co my czujemy i że ja za pół godziny opuszczam ten budynek. że proszę go, aby w pół godziny zakończył te czynności, na tym zakończyliśmy protokół przesłuchania. (...) Powiedziałam (po pytaniu o wycenę - B.), "No wie pan co, my nie będziemy skarżyć państwa rosyjskiego", na co powiedział, "No wie pani, nigdy nic nie wiadomo"

Jak nazwać to inaczej, niż dręczeniem osoby, która nie jest nawet świadkiem? Dziś Fronda, powołując się na RMF FM donosi, że rodziny ofiar zaniepokojone są brakiem postępów w śledztwie. Dobrze, że przynajmniej premier zaniepokojony nie jest. Ciekawe, czy za tydzień doczekamy się "Misji specjalnej", a jeśli się doczekamy, co w środę zaserwują nam panowie Figurski i Wojewódzki, byśmy przypadkiem nie zajmowali się od czwartkowego poranku niczym innym.

Misja Specjalna, 28 IV 10

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

staryk jAK I Z KTOREJ STRONY TE SLOWA BY NIE TLUMACZYL.To pokazuje sposoby dzialania nam panujacym.Gdzie mozesz dzialaj cicho.nie bierz jencow.Badz bezczelny ,cyniczny,rab,pal bez skrupulow,bez litosci.Ale pamietaj zebys przy kamerze byl usmiechniety to sposob dzialania-zastanawiajace jest czy uzgodniony ze wszystkimi.Telewizor pokazuje ktoregos z czolowych pe/lo krzyk-przelacz k....kanal.LUDZIE MAJA DOSC TEJ OCHYDY.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

staryk

#57252

"Czy ja tu z nim przyleciałam"!!!

Rzeczywiście, prawdziwe pojednanie.

Budyniu, serdeczności,

Anna, Sówka

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#57269