Dlaczego nie jestem socjalistą?

Obrazek użytkownika Budyń78
Idee

Tekst, który poniżej, napisałem na początku tego roku na zaproszenie "Nowych Peryferii". Ponieważ nic nie wiadomo mi o jego publikacji, a czas mija, zdecydowałem się na umieszczenie go na blogu, niezależnie od spraw i tematyki bieżącej.

Aby nie było mi za łatwo odpowiedzieć na pytanie, dlaczego nie jestem socjalistą, przy pytaniu pojawia się dodatek w niewidzialnym nawiasie. „Z przedwojennego PPS-u” – brzmi ta nieformalna, a kluczowa przecież część pytania. Wiadomo przecież, że „ktoś splugawił słowa czyn, walka i towarzysz”, jak śpiewał Kelus w jednej z częściej, nie wiedzieć czemu, przypominających mi się piosenek. Komuniści obrzydzili nam socjalizm całkowicie, ale zamiast się temu poddać, można próbować odwołać się do tradycji przedwojennej, do socjalizmu, który nie był związany ze zdradą ani własnych haseł, ani własnej ojczyzny. Bardzo ładnie.

Oczywiście, chociaż z różnych przyczyn, po roku 1989 nikomu nie było na rękę, by ten socjalistyczno-patriotyczny etos przywracać. Osoby związane z PRL-owską nominalną lewicą nie miały żadnego interesu w odwołaniu się do tradycji PPS, ponieważ sprowokowałoby to co najmniej kilka bardzo niewygodnych pytań. Co udało się w PSL, tutaj jednak by nie przeszło. Mam przynajmniej taką nadzieję. Z drugiej strony, dla naszych liberałów spod sztandarów „pierwszego ukradzionego miliona” skompromitowanie w odbiorze społecznym wszelkiej lewicowości było darem z niebios. Wszelką krytykę ich poczynań łatwo zakneblować było – i jest do dzisiaj – za pomocą oskarżeń o nastawienie roszczeniowe, PGR-owsko-PRL-owską mentalność itd., itp. Do tego – czy ktoś czekał w Polsce na uczciwą lewicę?

Wystarczy przypomnieć sobie historię takich tworów, jak Polska Unia Socjaldemokratyczna, Unia Pracy czy nawet Socjaldemokracja RP. Partie, które oddzielały się od głównego, postkomunistycznego nurtu, szybko traciły na znaczeniu i ostatecznie rozmywały się z powrotem w objęciach partii-matki, czasem po kolejnej zmianie przez nią nazwiska… Później zaś, gdy okazało się, że na trwałe karty rozdaje kto inny, osoby próbujące tworzyć uczciwszą, przynajmniej nominalnie, lewicę, zaczęły pojawiać się również w Platformie. Formalnie lub nieformalnie korzystając z jej wsparcia, choćby przy okazji wyborów.

A mniejsze, alternatywne i pozasystemowe ugrupowania? Dziwni goście rozdający ulotki na demonstracjach anarchistów, czasem mówiący przy tym łamaną polszczyzną? Partyjki jak z Monty Pythona, zamiast systemu obalające wyłącznie stereotyp o tym, że kłótliwość jest domeną prawicy? Skala zainteresowania społecznego tymi bytami pokazuje, że i one nie były nikomu potrzebne. Zresztą – one raczej nie odwoływały się do przedwojennej tradycji PPS. Tak samo zresztą, jak i partia, występująca pod tą nazwą, z liderem, który czasem próbuje być lewicowym sumieniem polskiej polityki. Szkoda tylko, że najczęściej u boku jej najgorszych twarzy.

Może więc tego sztandaru nieść po prostu nie ma już po co i dla kogo? Część, całkiem sporą, tego PPS-wskiego dziedzictwa realizuje dziś pewna grupa polityków, która na głos się do tego nie przyzna. Co więcej, część niedobitków tej prawdziwej lewicy to wyczuwa i nawet potrafi na tych pierwszych zagłosować, choć z pewnym bólem zębów.

Już kilka lat temu powtarzałem w długich rozmowach o polityce, że gdybym urodził się kilkadziesiąt lat wcześniej, pewnie byłbym przedwojennym lewicującym pisarzem lub poetą. Wiara w Boga uchroniłaby mnie zapewne od zakochania się w komunizmie, a niechęć do instynktów stadnych – w narodowym socjalizmie. Ale urodziłem się jednak 33 lata po wojnie, a okres PRL i III RP takie rozważania czyni już tylko sztuką dla sztuki. Rozmawiając z radykalniejszym zwolennikiem UPR lekko się czerwienię; gdy jednak przyjdzie mi porozmawiać z przekonanym lewicowcem, wcześniej czy później, raczej wcześniej, pokłócimy się o kwestie Boga, kościoła, patriotyzmu.

Pisząc doktorat o polskiej blogosferze politycznej z wielkim zainteresowaniem czytałem blog Piotra Ciszewskiego. Pod większością tekstów, krytykujących polski liberalizm czy demaskujących oderwanie od życia „kawiorowej lewicy”, z tym liberalizmem na ogół nierozerwalnie związanej, mógłbym się podpisać. Jednak, kiedy co jakiś czas Ciszewski schodził na tematykę kościelną, widziałem, że ten mur jest nie do przeskoczenia i nie do obejścia.

W dzisiejszej, zbudowanej na zwulgaryzowanym liberalizmie Polsce, tradycyjna lewica wydaje się być potrzebna. Z powodu czynników opisanych wyżej, najprędzej udaje jej się zaistnieć poprzez przemycanie elementów tradycyjnej „przedwojennej” myśli socjalistycznej do retoryki patriotycznej, nominalnie prawicowej, jednak stojącej w kontrze do polskiej wersji liberalizmu. Czy może pojawić się w wersji czystej? Chyba potrzeba na to jeszcze trochę czasu. Na pewno też trochę refleksji nad kilkoma postaciami, które wciąż – niestety skutecznie – tworzą społeczny wizerunek lewicy jako de facto prorządowej strażniczki zastanego porządku i dobrych interesów. Czasem na handlu wódką sprzedawaną taniej dzięki umowom śmieciowym i preferencyjnemu czynszowi…

11 listopada 2012 zrobiłem z marszem odwołującym się do tradycji PPS pewien odcinek drogi, śmiejąc się, że odpowiadał on procentowi, w jakim popieram jego idee. Potrzebujemy diagnozy polskiej sytuacji, tworzonej również z pozycji lewicowych – bez bagażu PRL i bezrefleksyjnego przyjęcia liberalizmu (w formie dość specyficznej i skrajnej – vide „Demokracja peryferii” Krasnodębskiego). Recepty jednak czytać będę dość ostrożnie, tym bardziej, że, jak to recepty – pisane są często bardzo niewyraźnie.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

1) Próbę odnowienia lewicy podjął Sierakowski, biorąc sobie na patrona Stanisława Brzozowskiego. Co z tego wyszło, widzimy.
2) W Polsce nie ma liberalizmu! Tzn. jest - ale w sferze deklaratywnej. Realnie mamy jedną z najbardziej przeregulowanych gospodarek, o czym świadczą kolejne rankingi wolności gospodarczej. Równie dobrze można by nazwać liberalizmem system typowy dla republik bananowych.
W Polsce mamy do czynienia ze skrajnie skorumpowaną mutacją peerelowskiego socjalizmu.

pozdrowienia

Gadający Grzyb

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

pozdrowienia

Gadający Grzyb

#372831

kogo wziął sobie za patrona, to jedna sprawa, a od kogo brał pieniądze - to sprawa druga ;)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#372838