Relatywizm Sierakowskiego w kwestii RAFu, z "długim marszem" w tle.

Obrazek użytkownika DoktorNo
Kraj

Nie tak dawno temu Sierakowski z "Krytyki Politycznej"
napisał artykuł opublikowany w "Rzeczpospolitej", w którym to guru nowej lewicy w Polsce lansuje spojrzenie na lewacki terroryzm z perpektywy swojej opcji.

W nim Sierakowski, jako zadeklarowany postmodernista konsekwentie stosuje postmodernisatyczny relatywizm w służbie aksjologii nowolewicowej. Co ciekawe, sam Sierakowski, obok relatywizowania poprzez zasypywanie retorycznymi pytaniami, stosuje konsekwentnie postmodernistyczne instrumentarium, czyli metodę patrzenia na świat przez pryzmat "konkurencyjnych opowieści". Skoro negatywna ocena RAFu i pozytywny do niej stosunek to są dwie takie same opowieści, można więc spokojnie snuć jedną lub drugą, z moralnym marginesem bezpieczeństwa.

Oczywiście, ten relatywizm ma służyć ideologii, która relatywistyczna specjalnie nie jest. Sierakowski jest za inteligentny, aby myśleć prostackimi kategoriami nihilizmu (jak Urban, który na tym nihilizmie i cynizmie zresztą nawet dobrze wyszedł) i ma bardzo dobrze ukształtowany, lewicowy, neoleninistowski, "żiżkowski" światopogląd, konsekwentnie wychodząc z pozycji osoby kontestującej zastany porządek rzeczy.
Sam w końcu zdecydowanie odrzuca antykomunistyczną przemoc, czemu dał wyraz w tym artykule, dodatkowo kreując RAFowców jako wręcz męczenników, zaszczutych przez państwo i prasę koncernu Axela Springera.

Sam terroryzm RAFu według narracji Sierakowskiego to po prostu polityka i tu znów powraca postmodernistyczny relatywizm, no bo skoro RAF uprawiał wojnę, to dlaczego jego wojna miała by być mniej lub bardziej moralna od np. wojny w Wietnamie tj. amerykańskiego zaangażowania w nią?

Tomasz Węgielnik słusznie zauważył, że na "Zabawę w komunizm" (nawiązuję tu do tytułu książki pod tym tytułem) lewaków skupionych wokół czasopisma "Konkret" - z którego rekrutowali się członkowie i założyciele RAFu - trzeba patrzeć uwzględniając fakt zakulisowego wspierania tej inicjatywy przez Stassi i KGB - czyli więc jak na efekt działalności totalitarnego państwa.

Wschodnim specsłużbom chodziło ewidentnie o destabilizowanie społeczeństwa zachodnich w ramach długofalowej strategii konfrontacji, o czym można przeczytać czy to u Suworowa, czy w archiwum Mitrochina albo u Golicyna.
Czy ocena RAFu nie może uwzględnić tego faktu? Wątpie czy Sierakowskiemu, podobnie jak nowolewicowcom z Zachodu odpowiadałby totalitaryzm sowiecki. Można też odwrócić relatywistyczne rozważania: skoro lewica oburzała się na np. wspieranie przez CIA prawicowych Contras w Nikaragui, to czy jest u niej miejsce na oburzenia na wspieranie przez KGB lewackiego terroryzmu w Europie? 


Tu mała dygresja. Na Zachodzie, w tym w USA i Niemczech, dawni radykałowie stali się częścią establishmentu, szczególnie w mediach i uniwersytetach, czego przykładem są tacy ludzie jak profesorowie Ward Churchill, Noam Chomsky, czy Bill Ayers, były członek organizacji "Weather Underground", który gorąco poparł Barracka Obamę.
W Niemczech lewacy są zinstytucjonalizowani i zorganizowani, np. w społeczności internetowej Inforiot.de (riot to po ang. zamieszki, rozruchy) na terenie Brandenburgii. Uczestnicy rewolty 1968 roku pełnią funkcje publiczne, np. Joshka Fisher przez wiele lat był szefem dyplomacji RFN, a Cohn-Bendit jest jedną z barwniejszych postaci zasiadających w Parlamencie Europejskim.

W czasie wyjazdu do Berlina w budynku Uniwersytetu Humboldta widziałem plakaty reklamujące zlot lewicowców z całego świata "Marx is muss", nie mówiąc o innych, mniejszych spotkaniach i akcjach.
Żeby nie było wątpliwości: nikomu nie odmawiam prezentowania swoich poglądów i organizowania się, niezależnie od orientacji politycznej, na tych samych tablicach ogłoszeniowych widziałem też ogłoszenia organizacji o zdecydowanie bardziej konserwatywnym zabarwieniu np. ewangelickich. Chodzi mi tylko o pewną obserwacje dotyczącą asymilacji poglądów buntowników z roku 1968 w głównym nurcie.

Członkowie Frakcji Czerwonej Armii to potencjalny materiał na popkulturowy mit, który by się pojawił, gdyby nie (wciąż) powszechna dezaprobata ich działalności. W takim popkulturowym ujęciu byli by to, młodzi, wykształceni i - ku zgorszeniu Arabów u których pobierali terrorystyczne nauki - wyzwoleni seksualnie nietzscheańscy "nadludzie", rzucający wyzwanie niewdzięcznemu społeczeństwu mieszczańskich "ostatnich ludzi", poprzez terrorystyczna przemoc mającą być środkiem na przebudzenie mas. (Jeżeli ktoś uważa, że przesadzam wiążąc Nietzschego z Nową Lewicą, to polecam zaznajomić się z "Umysłem Zamkniętym" Allana Blooma).  Popkultura już dawno zaasymilowała rolę modelową "buntownika kontra niewdzięczne i ślepe społeczeństwo".

Biorąc pod uwagę udany "długi marsz" (jak to zjawisko określił amerykański publicysta Roger Kimball w książce o tym samym tytule) Nowej Lewicy w instytucjach i establishmencie Zachodu, trzeba uznać że postępowanie podobne do Sierakowskiego, czyli nie tyle rehabilitowanie RAFu, co krytykowanie kategorycznego spojrzenia na jej działalność, jest przejawem niczego innego, jak dorabiania mitologii i ról modelowych - tych ostatnich nie na zasadzie przykładu do naśladowania, ale czegoś w stylu "no wiecie, źle robili, ale dobrze chcieli".

Na koniec trzeba zauważyć pewna przewrotność: za "smażenie" się buntu w "piekle" popkultury nie odpowiada nie tyle "późny kapitalizm", jak twierdzi Sierakowski, ale ów wspomniany wcześniej długi marsz Nowej Lewicy.


Do poczytania: 

http://www.rp.pl/artykul/272864_Terror_w_Republice_Swiecidelek.html

http://niepoprawni.pl/blog/212/sierakowskiego-falszowanie-historii-raf

http://niepoprawni.pl/blog/212/sierakowski-apologeta-terroryzmu

http://niepoprawni.pl/blog/74/biedny-sierakowski-patrzy-na-raf

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

To trzeba było koniecznie dopowiedzieć. Nie można artykułu Sierakowskiego traktować tylko jako przypomnienie historii R.A.F. i dociekanie przyczyn buntu. To nie był bowiem tylko bunt, a jeśli nawet to sterowany.  A artykuł Sierakowskiego nie jest tylko mylną tezą historyczną, lecz ideologicznym usprawiedliwieniem czerwonego terroryzmu. A ja  wracam do tego, co już napisałam: 

"Zastanawia mnie, dlaczego akurat Sierakowski wraca do czerwonego terroryzmu?

Jakoś dziwnie mi się to skojarzyło z terrorem "Walki
Rewolucyjnej" i "Rewolucjonistów- Sekty", ogłaszających rozpoczęcie
partyzanckiej wojny miejskiej w Atenach".

http://niepoprawni.pl/blog/212/sierakowskiego-falszowanie-historii-raf

Czy nie jest to wskrzeszanie upiora?

Pozdrawiam

Ps.

A link do Rzepy już nie działa. ;)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Katarzyna

#16080

Sierakowski jest za inteligentny na to, aby otwarcie wybielić RAf, dlatego sięga po relatywizm.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#16111