Ministerialny kantor wymiany walut im. Jana(Jacka) Vincenta R.

Obrazek użytkownika 2-AM
Gospodarka

Ledwo tydzień temu tj. 16.05 otrzymaliśmy ostateczne potwierdzenie faktu że Ministerstwo Finansów rozpoczęło działania spekulacyjne na rynku walutowym.

Dowodów na prowadzenie przez urzędników wspomnianego ministerstwa „kantoru wymiany walut” dostarczył wreszcie człowiek dobrze poinformowany,

jeden z vice ministrów resortu czyli drogi hrabia (najprawdziwszy w świecie w porównaniu z farbowanym Ups-Gafą „Bronkiem”) Dominik Radziwiłł. W swojej oficjalnej wypowiedzi  o czym piszą np. w artykule na portalu bankier.pl potwierdził że resort jest regularnie obecny na rynku walutowym i planuje wymienić na złotówki większość euro otrzymanych z Unii Europejskiej czyli skromne 13-14 miliardów euro (po obecnym kursie będzie tego 52-56 miliardów złotych. Do tej pory nikt oficjalnie nie chciał potwierdzić że dzielne "Mynysterstwo Finansów" zaczęło w ramach ubocznej działalności biznesowo-naukowej (ach ci teoretycy socjalistycznej ekonomii nie posiadający praktycznych umiejętności ) prowadzić "kantor wymiany walut". Pewne sygnały obserwowane na rynku walutowym wskazywały jednak że ktoś usiłuje sztucznie pompować złotówkę drobnymi interwencjami. Ruchy te były jednak dość delikatne, ograniczały się raczej do lekkiego umacniania polskiej waluty a w zeszłym tygodniu dodatkowo do powstrzymywania spadków złotówki względem głównych walut i przypominały nieco zabawę dziecka w kasynie przy stole ruletki, które obstawiając poszczególne pola nie zna jeszcze w pełni zasad gry oraz możliwości swoich jak i samego krupiera zawiadującego tym interesem. Generalnie wszyscy gracze rynku walutowego wiedzą że złotówka jest jedną z najatrakcyjniejszych walut dla spekulantów. Wynika to przede wszystkim z tego że międzynarodowi spekulanci nie mają żadnych zahamowań przed rozhuśtywaniem złotówki przede wszystkim ze względu na brak jakikolwiek konsekwencji ze strony państwa polskiego, które ani nie potrafi zapobiec sztucznym wahaniom złotówki ani nie jest w stanie wyartykułować swego nie zadowolenia czy wręcz sprzeciwu z tytułu traktowania go jako skarbonki do „wyszlamowania”. Owo nie zadowolenie można bez trudu wyartykułować bo głównymi graczami są tu pewne inwestycyjne banki zwane jako „bangsterskie”, które można wyjątkowo łatwo pokarać odcinając im dostęp do „robienia lodów” ze Skarbem Państwa w ramach obsługi procesów prywatyzacji czy działań tych instytucji na polskim rynku usług finansowych (nadzór i licencje KNF). Jednak nigdy nic takiego się nie działo i najwięksi „bangsterzy” nadal są zapraszani jako doradcy prywatyzacyjni najmowani do pomocy w sprzedaży pozostałych jeszcze wystawionych na sprzedaż „rodowych sreber”.

Wracając jednak do tematu prowadzenia „kantoru wymiany walut” przez MF należy powiedzieć, że jest to działanie bez precedensowe w dotychczasowej historii działań tego resortu a pośrednio i państwa. Dotychczas kiedy MF musiało wymienić posiadane euro na złotówki robiło to za pośrednictwem NBP co powiększało gromadzone przez bank krajowe rezerwy walutowe i jednocześnie nie nosiło cech rozpaczliwych spekulacji na rynkach walutowych. Takie działanie nie pozwalało urzędnikom MF wpływać na rynek walutowy gdyż ewentualna decyzja co do celowości i ewentualnej skali interwencji na rynku była i powinna być w rękach urzędników NBP a nie MF. Wystarczyło jednak że „prawie najlepszy minister finansów UE” tj. Jan Vincent (pseudo Jacek ) Rostowski dogadał się z kolegą byłym ministrem, byłym pracownikiem Międzynarodowego Funduszu Walutowego a obecnie szefem NBP i już zasady gry zostały zmienione. U podstaw tej decyzji stała najpewniej decyzja by prowadząc spekulacyjne operacje walutowe próbować z jednej strony powstrzymać szalejąca inflacje obniżając cenę importu (głównie paliw) a z drugiej nie dawać jednoznacznego sygnału do podwyżek stóp procentowych (decyzja w gestii NBP i RPP). W kwestii podwyżek stóp procentowych gra chyba się nie udała bo RPP już 2 razy w stosunkowo krótkim okresie podniosła stopy a ostatnia podwyżka o 25 pb była delikatnie mówiąc wielkim zaskoczeniem dla wszelkiej maści bankowych „analytyków” (od siedmiu boleści). Kolejną prawdopodobną przyczyną decyzji o spekulacji walutowej przez MF jest żonglerka w ramach technik „kreatywnej księgowości”, których celem jest ukrycie przekroczenia tzw. progu ostrożnościowego wynoszącego 55% PKB po przekroczeniu którego trzeba by zacząć robić prawdziwe reformy i zacisnąć pasa na swoim brzuchu (przy okazji podnieść znacznie podatki zwykłym ludziom, którzy uczciwie jeszcze je płacą). Jest też inna teoria, która mówi że drogi Jan Vincent próbuje nauczyć się jakiegoś pożytecznego fachu bo czas przejadania pieniędzy podatnika pod pretekstem sprawowania państwowej posady powoli się kończy. Być może chce on zweryfikować swoje umiejętności gry na kontach „demo” oferowanych przez niektóre platformy FOREX'owe. Zasadniczo sukcesy inwestycyjne z operacji walutowych prowadzone na kontach „demo” z reguły nie pokrywają się z operacjami w tzw. „realu”. Jak na razie tylko jeden ex. minister prowadzi kantor wymiany walut i to chyba z nienajlepszym skutkiem (mowa o Andrzeju Chronowskim, który swego czasu z ramienia Akcji Wyborczej Solidarność (AWS) udawał że pełni obowiązki Ministra Skarbu przyczyniając się do całkiem sporych sukcesów w dziedzinie upłynniania owego skarbu).

Generalnie na rynkach walutowych obowiązuje zasada że złotówka względem głównych par walutowych czyli USD, EUR czy CHF chodzi jak chce a raczej tak jak chcą grający nią spekulanci. Każdy ruch spekulantów próbują potem wyjaśniać nam wspomniani „analytycy”, którzy pieją w zależności od kierunku, że mamy do czynienia z dobrymi danymi z gospodarki (polskiej lub światowej) bądź problemami finansowymi państw z grupy bankrutów strefy euro czyli tzw. PIIGS (z tej grupy jeszcze tylko Włochy (Italy) oraz Hiszpania (Spain) pływają jeszcze po powierzchni rozpaczliwie szukając jakiejś tratwy). Ciekawa jest zależność, która jednoznacznie zadaje kłam opowieściom o zdrowych podstawach polskiej gospodarki. Gdy słabnie euro (np. w wyniku obaw o restrukturyzacje greckiego długu) względem innych walut np. USD czy CHF to słabnie również i złotówka. Złotówka osłabia się nawet w stosunku do słabnącego euro podczas gdy w stosunku np. do franka szwajcarskiego (CHF) mamy wręcz odlot w kosmos (obecny tydzień 23-26.05). Gdyby prawdą były opowieści o dobrym stanie polskiej gospodarki i kontrolowanym poziomie zadłużenia państwa to polska waluta powinna umacniać się w stosunku do bankrutującego euro gdyż póki co nie jesteśmy członkiem tego elitarnego europejskiego klubu bankrutów (na nasze szczęście). Jednak obserwujemy coś zupełnie wręcz innego. Świadczy to o tym że sytuacja gospodarczo finansowa Polski jest delikatnie mówiąc nie najlepsza w odczuciu międzynarodowych spekulantów (gorsza niż bankrutującego za miedzą euro-trupa) albo też nie ma ona absolutnie znaczenia z punktu widzenia chęci sterowania zachowaniem naszą walutą przez grających nią spekulantów.

A teraz mała lekcja matematyki ukazująca możliwość potencjalnego zarobku miko-spekulanta, który zainwestował w operacje finansowe na rynku walutowym skromny 1 milion złotych. Około połowy marca „inwestor” kupuje franki szwajcarskie (CHF) w okolicach 3zł nabywając ich ok. 333 tyś . Wczoraj spekulant dokonuje sprzedaży posiadanych CHF po kursie 3,2 zł otrzymując w zamian 1 milion i 66 tysięcy złotych. Na wspomnianej operacji zrobił skromne 66 tyś złotych czyli ok. 22 tysięcy CHF (przyjmijmy że spekulant ów działał poza polskim rynkiem finansowym w związku z czym nie musiał nawet dzielić się zyskiem ze wspomnianej operacji w wysokości 19% w ramach osławionego podatku Belki co to miało go nie być jak PO dojedzie do władzy  ). Należy dodać że na rynku operują inwestorzy-spekulanci, którzy dysponują (często dzięki technice ”lewarowania”) kapitałami spekulacyjnymi sięgającymi setek milionów czy wręcz miliardów złotych. Ich zarobek na przytoczonej operacji będzie więc odpowiednio X razy większy. Oczywiście należy pamiętać że zabawa na rynku walutowym może skończyć się również stratą kapitału i mankiem w kasie jeśli naprzeciw nas stanie gracz większy, potężniejszy i znacznie lepiej „wyedukowany” przed czym przestrzegał urzędników MF Robert Gwiazdowski (bez skutku). Z drugiej strony wiedząc o planowanych „interwencjach walutowych” czyli o momencie ich rozpoczęcia oraz wielkości zaangażowanych środków można zrobić całkiem korzystny a co najważniejsze bezpieczny interes. Problemem jest tylko wiedza, którą posiadają grający walutami urzędnicy Jana Vincenta. Można być prawie pewnym że sami prowadząc te operacje podratują całkiem solidnie domowe budżety. Niestety inni nie wtajemniczeni mogą tylko z zazdrością przyglądać się swoistej zaradności ich kolegów.

Co ciekawe obserwując zachowanie złotówki poczynając od końca zeszłego tygodnia wygląda na to że ktoś chwilowo przestał bawić się w ministerialnym kantorze wymiany walut (czyżby jakiś urlop?) skutkiem czego złotówka znacząco osłabiła się (szczególnie względem franka szwajcarskiego). Jeśli aktualne osłabienie złotówki względem franka szwajcarskiego potrwa dłużej lub jeszcze się pogłębi należy spodziewać się powrotu banków do eskalacji żądań dodatkowych zabezpieczeń hipotecznych a w przypadku ich braku do wypowiadania zaciągniętych przez ludzi kredytów hipotecznych a w konsekwencji licytacji domów i mieszkań kredytobiorców (takie wymagania na banki nałożyli urzędnicy z KNF). Jeszcze raz podkreślam że fakt regularnego spłacania rat nie broni nas w najmniejszym stopniu przed postawieniem kredytu hipotecznego w stan tzw. wymagalności czyli wymówienia kredytu przez bank i żądania jego spłaty w max. 30 dni. O sprawie pisano w wątku Masz mieszkanie na kredyt? Bank ci je zabierze i zlicytuje, nawet jak spłacasz regularnie raty i niedługo gdy temat nabierze rumieńców będzie okazja przypomnieć temat.

P.S.

O działaniach ministerstwa finansów na rynku walutowym pisał tutaj nie tak dawno użytkownik POLON210 w swoim opracowaniu: typki o mentalności cinkciarzy Rostowski i Belka mają "genialny" plan

a w nieco szerszym kontekście nadciągającej katastrofy polskich finansów anonsowanej w mego autorstwa artykule: Zbliża się katastrofa polskich finansów – wiedzą to wiewiórki oraz przyjaciele Jennifer Lopez (punkt 5 – wersja 2)

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

i najgorsze jest to, że ludzi wogóle nie rusza fakt, ze przekręty, bezczelność i chamskie prymitywne tricki Vincentów, Tusków i reszty tych rzezimieszków(kreatywna księgowość to zbyt łagodny eufemizm!) doprowadzają Polskię niechybnie do plajty.

Nawet w  TV dziś mówią, że podążamy śladem Grecji (tylko że Grecy sobie poużywali kilka lat, mają 3-4x wyższe płace a my tylko popadamy w nędzę bez żadnych plusów) i mamy długu narodowego 20tys per capita (wg Rybińskiego i innych pesymistów 4x tyle) - też jakoś ludziska jak te barany na rzeź idą.

Ludzie q... otrząśnijcie się z tego oszołomienia, bo się w końcu obudzicie, jak wam obiecywał Bolesław W. w samych skarpetkach!!

"Nie odzywając się w towarzystwie ryzykujesz uznanie za głupka, odzywając się rozwiejesz wszelkie wątpliwości" O. Wilde

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, a*ldd meg a Magyart

#161209

wobec tegojako lokata?

pozdrawiam emeryt22

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

pozdrawiam emeryt22

#161223