„Ludzie (jak mawiają MWzWM) ja pi..lę,! Ale idzie (euro)cyrk!”

Obrazek użytkownika 2-AM
Kraj

Kapania wyborcza na "strażnika żyrandola" rozkręca się coraz bardziej. Nasi kochanieńcy liderzy wyścigu kopią się po kostkach aż miło a powoli zaczynają szykować się do ciosów w okolice krocza.  Ja cie „Skokiem Wołomin” a ty mnie „żydowskim teściem”, ty mnie moim synem we WSI-owej spółce a ja cie SKOKAMI za całokształt, ty mnie „Sziogunem” a ja cie Kamińskim, itd.

Jak mawiał klasyk „walka klasowa zaostrza się w miarę postępów socjalizmu”.  W związku z tym ponadczasowym stwierdzeniem powolutku dochodzimy jednak do spraw poważniejszych,  które z jednej strony są żywotne dla dalszego trwania polskiej państwowości (nawet w tej, obecnej dziwacznej formie) a z drugiej widzimy hipokryzje „uczestniczek konkursu piękności” lub być może promieniującą z najwyższych czynników totalną głupotę.

Otóż pan Duda postanowił zaatakować i to przyznajmy dość skutecznie naszego drogiego p(r)rezydenta w kwestii wejścia naszego kraju do strefy Euro. Pan Duda twierdzi, że euro=drożyzna i teraz to nas na to nie stać a stać nas będzie na ten luksus dopiero jak zbliżymy się poziomem zamożności  do unijnej średniej.  Pan Duda zdaje się, że coś wie na ten temat bo od dosyć długiego czasu pobiera wynagrodzenie w Euro i jako rasowy MEP podróżuje po euro-zonie wiec ma świadomość cen w poszczególnych krajach (ostatnio skoczył z koszykiem sklepowym na Słowacje i udowodnił tubylcom „oczywistą oczywistość”).

Jednocześnie pretendent pokazuje, że obecny „strażnik żyrandola” bez refleksyjnie prze do wprowadzenia Euro i to jak najszybciej przy czym powoływane są jego nie aż tak dawne wypowiedzi (sprzed kilku miesięcy), że temat Euro to nie jest temat od dyskusji w kampanii wyborczej, i że prezydent zajmie się zagadnieniem jak już będzie po wszelkich fikołkach wyborczych. Nie wątpimy się, że taki miał zamysł i rzekł tak ze szczerego serca. Jednak pan Duda całkowicie pokrzyżował mu te przebiegłe zamysły robiąc swoje spoty wyborcze na kanwie drożyzny i Euro.

Po kolejnym badaniu fokusowym wyszedł dość gwałtowny spadek notowań „naszego drogiego Bronisława II”   co jego sztabowcy przypisali atakowi p. Dudy na osi Euro. By przeciwdziałać dalszej erozji poparcia nasz „Umiłowany Przywódca”  oświadczył, że teraz to nie jest dobry czas na wejście do strefy Euro, że może kiedyś a tak w ogóle to on rozważa, żeby poddać tą kwestie pod referendum ( LINK ).

I tu dochodzimy do tego tytułowego cyrku bo albo sztab p(r)ezydenta ma nas za kompletnych debilów (jest taka spora szansa) albo oni należą do tej elitarnej grupy naszych obywateli cierpiących na wzmiankowaną przypadłość.

Chodzi bowiem o to, że z konstytucyjnego punktu widzenia referendum w kwestii przyjęcia Euro jest całkowicie bezprzedmiotowe i jest stratą czasu i pieniędzy podatnika. Polacy już wypowiedzieli się w referendum na ten temat w sławetnym 2-dniowym referendum 7-8 czerwca 2003 r. Przypomnijmy, że w referendum wzięło udział blisko 59% obywateli a za wprowadzeniem Euro opowiedziało się ponad 77% głosujących. To że przy okazji wypowiedzieli się za „anszlusem” Polski do Unii Europejskiej jest tylko elementem dodatkowym tej układanki. Jedno, jedyne pytanie referendalne brzmiało „Czy wyraża Pani / Pan zgodę na przystąpienie Rzeczypospolitej Polskiej do Unii Europejskiej?”. To, że obok zabrakło pytania o to czy zgadzamy się na wejście do strefy Euro nie miało żadnego znaczenia. Zgoda na przystąpienie oznaczała ratyfikacje przez państwa kandydackie (w tym Polskę) traktatu  z Aten podpisanego przez państwa członkowskie w dniu 16.04.2003 gdzie określono zasady przystępowania do euro kołchozu nowych ochotników i gdzie między innymi zawarty był wymóg wprowadzenia na terytoriach nowych państw członkowskich waluty Euro. Ledwo dzień później bo 17.04.2003 roku Sejm RP przegłosował wniosek o ogólno krajowym referendum w/w sprawie. Ludzie nad urną głosowali za unijnym dobrobytem ale nie interesowało ich jak ten dobrobyt będzie  im budowany i kto go faktycznie zbuduje oraz jakim kosztem. Po prostu to są skutki szerzącej się coraz bardziej przypadłości pod postacią braku umiejętności czytania ze zrozumieniem. Inna rzecz, że propaganda pro akcesyjna też zrobiła dobrą robotę. Obaj pretendenci do funkcji „strażnika żyrandola” powinni chyba mieć świadomość tego za czym głosowali w roku 2003 bo chyba byli jednomyślni i w tej sprawie i głosowali za anszlusem a co za tym idzie za wprowadzeniem w naszym "bantustanie" Euro.   

Polskie prawo w tym Konstytucja RP nie przewiduje możliwości organizowania ponownego referendum w kwestii, w której polscy obywatele już raz się wypowiedzieli. Być może nasz „Sziogun” i jego sztab czy pan Duda i jego ekipa o tym nie wiedzą albo wiedzą tylko robią przysłowiową szopkę na potrzeby podgrzania temperatury kampanii wyborczej. O faktycznym stanie prawnym w tej materii mówiło już wiele osób w tym i niektórzy z tzw. „antysystemowych” kandydatów na prezydenta biorących udział w tym wyścigu. To że ich głos nie przebił się do szerszej opinii publicznej dowodzi tylko tego jak ogłupiały jest tubylczy elektorat i jak łatwo jest  rozhuśtać jego emocje.        

Przypomnijmy tylko co mówiły oficjalne czynniki reprezentujące obecną ekipę rządową, że zacytujemy tu tylko wypowiedzi co niektórych ministrów finansów i interpretacje resortu, który chyba wie w tej sprawie nieco więcej niż nasi kandydaci i ich sztaby wyborcze.

MF: referendum ws. wprowadzenia Euro w Polsce byłoby bezprzedmiotowe

Czy wprowadzenie Euro w Polsce wymaga przeprowadzenia referendum?

Link za WIKIPEDIĄ – Pan Prezydent tak bardzo lubi i już od lat poważa to źródło informacji

I jeszcze śliczne zestawienie tego co obaj Panowie mówili o wejściu do strefy Euro na przestrzeni kilku poprzednich lat ( LINK ).

Na finał 2 kwestie podsumowujące:

  1. Na referendum w tej sprawie jest już za późno bo Euro musi zostać przez Polskę wprowadzone. Jedyne referendum jakie można by zrobić dotyczyć by mogło czy chcesz obywatelu by Euro weszło do Polski w tym stuleciu czy dopiero w następnym.  W przypadku wyboru przez obywateli opcji, że Euro powinno być wprowadzone dopiero po roku 2099 obecny jak i każdy kolejny rząd uzyskuje społeczny mandat do sabotowania wszelkimi możliwymi sposobami wejścia do euro-zony acz nie może powiedzieć, że oficjalnie może rezygnować z procedur przystąpienia do strefy Euro.
  2. Alternatywą do obowiązku wprowadzenia w Polsce Euro jest ogłoszenie, iż Polska opuszcza Unie Europejską a co za tym idzie przestaje respektować traktat z Lizbony i wszelkie wcześniejsze zobowiązania. W przypadku takiej decyzji istnieje poważna obawa, iż dla przywrócenia porządku i demokracji na naszym terytorium mogą wpaść do nas z niezapowiedzianą wizytą oddziały tworzącej się euro-armii czy euro-policji (w ostateczności zawsze można liczyć na jakąś amerykańską kolumnę pancerną paradującą ostatnimi czasy w poprzek naszego kraju), które pomogą wyperswadować tubylcom i ich ekipie rządowej (gdyby kiedyś taka się pojawiła) niestosowność tej decyzji. Grunt pod taka interwencje jest już przygotowany od ponad roku (styczeń 2014) a stosowną ustawę zwaną roboczo „ustawą o bratniej pomocy” podpisał  sam nasz p(r)ezydent.    

Jeśli chodzi o zapowiadane referendum (niezależnie od sensowności jego organizowania w kwestii przystąpienia Polski do strefy Euro) to możemy być pewni, że nasz „Sziogun” i jego ekipa dotrzyma obietnicy w kwestii zorganizowania referendum. Mieliśmy tego namacalne dowody czy to w kwestii referendum dotyczącego JOW, kwestii 6-latków, wieku emerytalnego i kilku innych projektów obywatelskich, w których setki tysięcy czy nawet miliony obywateli domagały się by sejm rozważył wnoszone przez suwerena (ciągle nam wmawiają, że nim nadal jesteśmy) projekty ustaw lub poddał żywotne kwestie pod powszechne referendum.  

W końcu nie aż tak dawno pewien geodeta zajmujący wówczas eksponowane stanowisko ministra skarbu a potem przeniesiony na równie odpowiedzialne stanowisko 1-szego budowniczego „polskiego Czarnobyla” na pytanie redaktora dlaczego partia geodety robi coś innego po wyborach niż opowiadała przed wyborami oświadczył bez zbędnej pruderii: „Kampania rządzi się różnymi prawami”. Obywatel Jacek Kurski (nie mylić z braciszkiem z Gazety Wyborczej), swego czasu osobisty „bulterier” PiSu  wyraził to prościej acz dosadniej: „..ale jedziemy w to, bo ciemny lud to kupi”.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:3)