Małżeństwo a Gang-Bang

Obrazek użytkownika Łażący_Łazarz
Świat

Od wielu lat w laicyzującym się i bolszewizującym społeczeństwie następuje próba zrównania Małżeństwa z różnego rodzaju związkami typu homoseksualnego. Śmieszne jest to, że lewacy będący abnegatami w dziedzinie religii, zużywający masę śliny na opluwanie tradycyjnych wartości chrześcijańskich właśnie upatrzyli sobie ten starożytny, aksjologicznie trwały i chrześcijański termin na nazwę tych związków, które nie spełniają fundamentalnych wartości dla ludzkości, społeczeństw i wspólnot. Przejęcie tego terminu przez „wesołków” seksualnych, ma dwa zadania. Jedno w wymiarze jednostki a drugie w wymiarze totalitarnym.

 

Po pierwsze, stanowi próbę konwalidacji prawnej i społecznej, dziwnych związków dewiantów i odszczepieńców opartych głównie na preferencjach seksualnych, czyli oddawaniu się mężczyzn od tyłu, w odbytnicę, innym mężczyznom oraz kobiet, uwielbiającym, gdy inna kobieta wkłada im w pochwę język, palce i inne, najróżniejsze przedmioty a seksualność na niczym innym nie polega. W ten sposób to, co marginalne i dziwne - ma stać się typowe oraz podstawowe, a to, co jest wspaniałą ingrediencją do związku, ma stać się podstawą jego budowania.
.
Małżonków nikt nie pyta, w jaki sposób uprawiają ze sobą miłość - bo to niczyja sprawa i może dostać po ryju. Pedałów też nikt nie pyta, bo nie musi, wszyscy to wiedzą, gdyż istota ich związku głównie na tym polega. Ktoś powie: „nie tylko”. Ja odpowiem: GŁÓWNIE - bez tego elementu, związek dwóch mężczyzn możnaby bowim nazwać przyjaźnią. A przyjaźni, jakoś nikt nie pragnie „legalizować”.
.
W wymiarze totalitarnym próba przekształcenia instytucji małżeństwa z płodnego (w założeniu) związku mężczyzny i kobiety stanowi zamach na wartość podstawową, na główny punkt odniesienia do prawa naturalnego i tradycji.
.
Gdy „małżeństwo” zostanie gruntownie oderwane od korzeni, gdyż będzie znaczyło związek dowolny (czyli taki, jaki określi państwowy prawodawca) a więc kobiety z mężczyzną, kobiety z kobietą, mężczyzny z mężczyzną, mężczyzny z owcą (bo dlaczego nie?), mężczyzny z 7-mio letnim dzieckiem (już są takie pomysły w Holandii) czy grupy przyjaciół spółkujących ze sobą nawzajem (gang-bang) - to upadnie ostatni bastion kulturowy, pryśnie najważniejszy punkt odniesienia, jaka jest różnica pomiędzy prawem opartym na zdrowym rozsądku a prawem pozytywnym, opartym na dowolnym chciejstwu prawodawcy.
.
Gdy tego kompasu zabraknie będzie można urobić społeczeństwo w dowolny sposób, wmówić ludziom, że ważniejszy dyktator totalitarny od mamy i 13 tatusiów oraz, że u ręki widzimy nie 5 palców a 7. Bo niby dlaczego nie, jeżeli wszystko jest umowne, relatywistyczne a prawda jest jak dupa: każdy ma swoją?
.
Dlatego, wnioskuję, by społeczeństwo walnęło się drewniakiem w głowę dla otrzeźwienia i zmusiło lewiznę, by łaskawie, tak jak w Traktacie Lizbońskim tak i w tej sprawie darowali sobie sięganie do tradycji chrześcijańskich, religijnych w ogóle oraz konserwatywnych a czerpali garściami, ze swojej nowej-świeckiej tradycji. A forsujcie sobie prawo i doprowadzajcie do legalizacji związków wszelkich. Tylko nie nazywajcie tego małżeństwem. Niech to będzie właśnie „Gang-Bang”. Jak to pięknie brzmi, prawie jak „Big Bang”. I oczywiście, żadnych dzieci. Jeżeli z założenia tworzycie związek, z natury nie może ich mieć lub będący zaprzeczeniem rodziny („Rodzina” to też słowo ugruntowane w chrześcijaństwie) to adoptujcie sobie pieska albo szympansa. Szympansa najlepiej z Hiszpanii, tam dzięki Zapatero będzie to zwierzątko miało podobne prawa jak dzieci.
.
.
I wtedy, może wszystko odbywać się tak:
.
- Dzień dobry, chciałbym zarejestrować „Gang-Bang” z Edkiem, Mietkiem i ich kozą.
- Bardzo proszę, w którym Urzędzie Stanu Luzackiego chcecie się zarejestrować?
- W Śródmieściu.
- Czy ma być urzędnik, urzędniczka, transwestyta czy też inna koza? Ubrany/na/ne czy rozebrany/na/ne? Przyjęcie odbędzie się w prezerwatywach czy bez? Bo jeśli bez, to prosimy o doniesienie odpowiednich badań lekarskich.
- Chcemy adoptować kapucynkę, czy to się załatwia od razu?
- Później, co najmniej dwójka z gangbangowców musi przynieść protokół z demokratycznego głosowania, że wasz związek decyduje się na przygarniecie brata mniejszego i wychowanie go w duchu tolerancji.
.
Przesadzam?
To przyjrzyjmy się proszę instytucji małżeństwa i zastanówmy się, które z poniższych skostniałych zasad ma szansę spełnić związek dwóch kochających się pedałków. Nawet, jeśli jest to „najpiękniejsza telewizyjna para”:
.
Związek małżeński oferuje mężczyznom i kobietom jako małżonkom dobro, którego nie mogą osiągnąć poza nim, a mianowicie wzajemne i całkowite ofiarowanie siebie drugiej osobie. Tak, więc małżeństwo jest tutaj rozumiane jako trwały związek pomiędzy mężem i żoną, jako dobro samo w sobie oraz jako dobro sprzyjające interesowi publicznemu.
Małżeństwo, w tym znaczeniu, jest owocem doświadczenia wielu kultur.
Prawo:
trwały, egalitarny związek mężczyzny i kobiety powstały z ich woli w sposób sformalizowany określony jako swoista dwustronna czynność prawna zbliżona do kategorii umów.
Religia:
Małżeństwo w Kościele katolickim jest odczytywane z natury i kart Objawienia, aby było rozumiane zgodnie z Bożym planem. W ciągu wieków Kościół coraz bardziej poznaje małżeństwo i coraz precyzyjniej określa jego treść. Współczesne rozumienie małżeństwa - zgodnego z wolą Bożą - przedstawia kanon 1055 § 1 KPK. Małżeństwo jest przymierzem, zawartym dobrowolnie przez mężczyznę i kobietę, którzy utworzyli nierozerwalną wspólnotę życia, skierowaną z natury swojej do dobra małżonków oraz zrodzenia i wychowania dzieci.Małżeństwo ma służyć przede wszystkim istnieniu rodzaju ludzkiego, następnie współżyciu mężczyzny i kobiety, a wreszcie prawidłowemu skierowaniu pożądliwości.
W prawie kanonicznym małżeństwo jest nierozerwalne, a dokładniej należałoby powiedzieć, że jest dozgonne. Wynika to z prawa Bożego naturalnego oraz wyraźnej woli Chrystusa wyrażonej na kartach Pisma Świętego (Mt 5, 31-32; 19, 4-6; Mk 10, 10-12; 1 Kor 7, 10-11; Rz 7, 1-3).
.
Instytucja małżeństwa jest związkiem ustalonym w chwili Stworzenia, a nie “wynikiem jakiejś niesłusznej ingerencji społeczeństwa czy władzy, ani zewnętrznym narzuceniem jakiejś formy, ale stanowi wewnętrzny wymóg przymierza miłości małżeńskiej, które potwierdza się publicznie jako jedyne i wyłączne dla dochowania w ten sposób pełnej wierności wobec zamysłu Boga Stwórcy. Wierność ta daleka jest od krępowania wolności osoby zabezpiecza ją przed wszelkim subiektywizmem i relatywizmem i daje jej uczestnictwo w stwórczej Mądrości” (FC 11).
.
Pojęcie małżeństwa łączy się ściśle z jego monogamicznym charakterem. Osoba w małżeństwie może całkowicie zaangażować się jedynie w związku jednego mężczyzny z jedną kobietą, a więc wykluczającym wielożeństwo, czyli poligamię. Nauka katolicka, wbrew teoriom ewolucjonistycznym, stwierdza i udowadnia, że małżeństwo monogamiczne jest jak najbardziej zgodne z naturą ludzką (Wundt, Schmidt).
.
Społeczeństwo:
.
Stabilność porządku małżeńskiego ma korzystny wpływ na społeczeństwo obywatelskie. Rodziny same w sobie stanowią małe społeczności, tworząc krąg zaufania między pokoleniami oraz między członkami rodzin obojga małżonków i są kluczowym składnikiem całego społeczeństwa.
.
Małżeństwo jest "dobrotwórczą" instytucją, zwiększającą ludzki i społeczny kapitał.

To właśnie od rodzin, które dostarczają produktywnych pracowników i podatników, zależy nowoczesna gospodarka i demokracja. Nieprzerwane odnawianie ludzkiego kapitału jest niezbędnym składnikiem narodowej gospodarki, która w wielu społeczeństwach znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie ze względu na gwałtowne starzenie się populacji i rosnący niż demograficzny. To właśnie wewnątrz rodzin młodzi ludzie, pod czujnym okiem swoich rodziców, otrzymują i rozwijają stabilne wzorce pracy i niezależności, a to z kolei dostarcza podstaw do rozwoju użytecznych umiejętności i uzyskania zawodu. Co więcej, małżeństwo ukierunkowuje interesy jednostki poza jej indywidualne dobro, przez co zmniejsza tendencje poszczególnych osób czy grup do podejmowania pochopnych czy nierozważnych decyzji, które mogą roztrwonić dziedzictwo przyszłych pokoleń. Rodziny dostarczają także swoistego zaufania i kapitału, który służy jako podstawa prężnie działających małych przedsiębiorstw (jak również i dużych korporacji), a te są konieczne do dynamicznego rozwoju narodowej gospodarki.
.
Dobrze funkcjonujące małżeństwa służą ochronie politycznej wolności i sprzyjają ograniczonemu wpływowi rządu na życie obywateli.
.
Wartości i wychowanie:
.
Małżeństwo jest wyjątkowym dobrem ludzkim, uszlachetniającym i udoskonalającym społeczną i seksualną naturę człowieka. Żonaci mężczyźni zyskują moralną i osobistą dyscyplinę, stabilne życie rodzinne i możliwość uczestniczenia w wychowaniu swoich dzieci. Natomiast zamężne kobiety otrzymują stabilizację i opiekę, uznanie ojcostwa ich dzieci, a także podział odpowiedzialności i wsparcie emocjonalne w wychowywaniu potomstwa. Dobre związki budują zwykle te pary, które poświęcają się instytucji małżeństwa, wypełniając z oddaniem dobrowolnie wybrane obowiązki żony i matki lub męża i ojca, jak również dzieląc moralne zaangażowanie w stałość i wierność małżeńską. Z fundamentalnych zasad naszej tradycji małżeństwa wynika etyka, która wymaga stałości, wzajemnej wierności i opieki, jak również zakazująca przemocy i wykorzystywania seksualnego, gdyż mężczyzna i kobieta ślubują wzajemnie się kochać „w zdrowiu i chorobie", „na dobre i na złe" i zwykle „dopóki śmierć nas nie rozłączy".
Małżeństwo chroni i sprzyja szczęściu dzieci.
Środowisko rodzinne stworzone na kanwie małżeństwa pozwala dzieciom rosnąć, dojrzewać i rozwijać się. Jest ono źródłem cnót dla dzieci, które uczą się funkcjonowania w społeczeństwie nie tylko od rodziców, ale również od rodzeństwa. W szczególności rodzina oparta na małżeństwie zaspokaja potrzebę dzieci do wiedzy o ich biologicznych korzeniach, łączy ich z matką i ojcem, tworząc ramy miłości do wychowania potomstwa, nadzoruje ich edukację i osobisty rozwój, a także utwierdza ich tożsamość, gdy uczą się one poruszać w świecie.

http://myidziecko.pl/Dziesiec-zasad-dotyczacych-malzenstwa-i-rodziny-czec-II.html

I jeszcze jedno!!!

Ja też mam prawo PIĘKNIE SIĘ RÓŻNIĆ OD WSZELKIEJ MAŚCI ZBOCZEŃCÓW, dlatego pragnę by mówiąc "jestem w związku małżeńskim" nie mnie nie brał za potencjalnego homoseksualistę, pedofila, zoofila czy lezbę brzydką jak lekkoatletka z NRD. A w dodatku, by nie wyobrażał sobie wszystkiego najgorszego o mojej żonie.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Ale uznałem, że aby ocenić wulgarność ich propozycji to trzeba najpierw sobie uzmysłowić co chcą legalizować te cudaki, i do czego sprowadzają całą instytucje małżeństywa.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

 
Pozdrawiam
ŁŁ
Ps. Czujcie się zaproszeni do serwisu społecznościowego dla fachowców: hey-ho.pl

#24399

Świetny tekst. Przy okazji - kiedy następny łózkowy dialog między Andrzejem a Ewą?

pozdrowienia

Gadający Grzyb

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

pozdrowienia

Gadający Grzyb

#24402

A tak mówiac serio: zbieram zamówienia na temat ;-)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

 
Pozdrawiam
ŁŁ
Ps. Czujcie się zaproszeni do serwisu społecznościowego dla fachowców: hey-ho.pl

#24411

Tymczasem w gdzieś na Wiejskiej trwają prace, które mają na celu stworzenie prawa pozwalającego na odebranie rodzicom dziecka za danie klapsa. Majstruje przy tym lewica, wraz z "chadecką" platformą.

Skutek będzie taki, że rodzice będą się bać wychowywać krnąbrne pociechy pod groźbą państwowego kidnapingu.

Dzięki nowemu prawu, otrzymamy młode pokolenie neobarbarzyńców, którzy zwolnieni już z jakichkolwiek więzów moralnych - nawet wobec własnych rodziców - będą świetnie się nadawać do stworzenia "nowego wspaniałego świata".

Będziemy z przerażeniem patrzyć na swoje dzieci i modlić się o szybką śmierć.

hak

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

hak

#24403

Bolszewizacja się rozwija w najlepsze.

Mam nadzieję, że zanim zabiorą mi moje dziecko to pierwsze dziedzi sPOłeczne dorosną i zgilotynują państwowych tatusiów.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

 
Pozdrawiam
ŁŁ
Ps. Czujcie się zaproszeni do serwisu społecznościowego dla fachowców: hey-ho.pl

#24412

Na uderzenie innego doroslego jest paragraf - dlaczego nie mialoby byc na uderzenie wlasnego dziecka? I po co ten eufemizm "klaps"? Przeciez to wlasnie jest relatywizm. Fizycznie uderzenie to fizyczne uderzenie.

> Skutek będzie taki, że rodzice będą się bać wychowywać krnąbrne pociechy

Poza biciem dziecka a tzw. "wychowaniem bezstresowym" sa jeszcze opcje posrednie. Jesli nie jest naprawde autentycznym malym psychopata to wystarczy "dac mu sie spazyc", dac mu odczuc konsekwencje jego dzialan, a nie od razu fizycznie atakowac. A jesli jest, to i tak nic mu nie pomoze.

Jasne ze dziecko nie jest wlasnoscia panstwa (i cale szczescie! ), ale nie jest tez wlasnoscia rodzicow.

> Dzięki nowemu prawu, otrzymamy młode pokolenie neobarbarzyńców, którzy zwolnieni już z jakichkolwiek więzów moralnych - nawet wobec własnych rodziców - będą świetnie się nadawać do stworzenia "nowego wspaniałego świata".

Wartosci moralnych nie da sie przekazac sila.

Uderzenie dziecka mozna ew. uznac za odpowiednia kare _jesli ono samo kogos pobilo_. Ale na pewno nie za nieodrobione lekcje czy nieposprzatany pokoj.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#24428

Ciekawa sprawa. A czy Wy obiektywiści nie uważacie czasem, że państwo nie powinno się wtrącać między rodziców a dzieci. Więcej, czy nie winniście sądzić, że potomkowie są alieni iuris jak to było w prawie rzymskim czy przed Kodeksem Justyniana? Z tego, co mi wiadomo, to wszystkie odłamy libertarianizmu są przeciwne prowadzeniu jakiejkolwiek polityki społecznej, w tym takim organom jak opieka społeczna, które mogłyby odbierać rodzicom ich pociechy.

Skoro więc głosisz tutaj taki manifeścik przeciwko agresji w rodzinie, to czy jako libertarianin-obiektywista (jak podejrzewam minarchista - w końcu Rand dawała się do tej grupy zaklasyfikować) akceptujesz istnienie organu państwa, który odbierałby dzieci rodzicom, którzy o nie - w mniemaniu tegoż państwa - nie dbają?

pozdrawiam

Kirker prawicowy ekstremista

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Kirker prawicowy ekstremista

#24435

> Ciekawa sprawa.

Raczej dosc prosta. Uderzasz doroslego, prokurator. Uderzasz swoje dziecko, prokurator. Dziecko nie jest wlasnoscia rodzica, wiec powinno to podlegac pod dokladnie ten sam przepis. To nie jest kwestia "polityki spolecznej", tylko przestrzegania podstawowych zasad kodeksu karnego. Proby podciagania tego pod "polityke spoleczna" albo nazywanie tego "niewinnymi klapsami" bo "to moje dziecko" to manipulacja. Nie jestem za specjalnym traktowaniem tego, tylko wlasnie za zniesieniem specjalnego traktowania.

> Skoro więc

Akceptuje istnienie organu panstwa ktore odbieralby dzieci z rodzin gdzie sa ofiarami przemocy. Walenie pasem za nieodrobione lekcje to nie jest "wychowanie" tylko po prostu wlasnie przemoc.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#24438

[quote="Lilianna"][quote="Kirker"]Ciekawa sprawa.[/quote]Raczej dosc prosta. Uderzasz doroslego, prokurator. Uderzasz swoje dziecko, prokurator. Dziecko nie jest wlasnoscia rodzica, wiec powinno to podlegac pod dokladnie ten sam przepis.[/quote]

Tylko co zrobić na przykład, jeżeli szkrab chce pocałować kaktusa. Normalnie daje mu się klapsa, no i jest po kłopocie. Są obecnie państwa, w których zakazane jest nawet to (vide Szwecja), więc tam rodzice szczypią raczkujące dziecko. Tak, właśnie do takich historii tam dochodziło. Druga sprawa, czy właśnie takie uszczypnięcie jest agresją? A teraz dochodzimy do reductio ad absurdum. Jeżeli mamy przemoc fizyczną, to jak traktować słowną albo psychiczną. Czy nałożenie szlabanu na przykład na oglądanie telewizji, korzystanie z sieci, kontakty towarzyskie kwalifikuje się pod przemoc psychiczną? Czy nazwanie swojego dziecka "niechlujem" lub inne dosadne skwitowanie jego nieodpowiedzialnego zachowanie kwalifikuje się pod przemoc słowną?

Dochodzimy też do innych kategorii. Czy na przykład utuczenie dziecka na wakacjach tak, że wygląda jak księżyc w pełni, a potem koledzy się w szkole śmieją, też kwalifikuje się jako agresja? Czy gdy się nie podda dziecka szczepieniu na przykład na polio, co zaskutkuje potem np. nierównymi nogami, to też jest agresja? Więcej, czy nieposłanie dziecka do szkoły, czy też uczenie go kreacjonizmu, płaskiej Ziemi, żydowskich i masońskich rządów nad światem, rewizjonizmu Holocaustu też jest agresją? Czy wpajanie dziecku totalitarnych ideologii - nazizmu, faszyzmu i komunizmu - też jest agresją? Można to też pytanie postawić w drugą stronę? Czy też kształtowanie dziecka w kierunku dowolnych przekonań nie ważne, czy w kierunku państwa totalnego czy anarchicznych, nie nosi jej znamion?

[quote="Lilianna][quote="Kirker"]Skoro więc[/quote]Akceptuje istnienie organu panstwa ktore odbieralby dzieci z rodzin gdzie sa ofiarami przemocy. Walenie pasem za nieodrobione lekcje to nie jest "wychowanie" tylko po prostu wlasnie przemoc.[/quote]

Wyżej opisałem, co może być uznane za przemoc. Czy państwo ma zatem odebrać dziecko rodzicom, którzy dali dziecku klapsa, nakrzyczeli na nie lub określili w sposób dosadny jego nieodpowiedzialne zachowanie, nałożyli nań szlaban, nie posyłają jego do szkoły, kształtują w kierunku nazizmu lub komunizmu, nakazują wierzyć w pseudonauki i spiskową praktykę dziejów?

Zatem, jaki powinien być zakres obowiązków tego państwa, bo to już wychodzi poza minarchistyczny dogmat o zajmowaniu się przez nie armią, sądownictwem, policją, według części zwolenników emisję pieniądza oraz infrastrukturę?

[quote="Lilianna"]Proby podciagania tego pod "polityke spoleczna" albo nazywanie tego "niewinnymi klapsami" bo "to moje dziecko" to manipulacja. Nie jestem za specjalnym traktowaniem tego, tylko wlasnie za zniesieniem specjalnego traktowania.[/quote]

Wspomnienie o prowadzeniu polityki społecznej nie jest tutaj manipulacją, ponieważ właśnie zarządzanie takimi organami jak opieka społeczna (a także służba zdrowia, szkolnictwo, ubezpieczenia społeczne) mieści się w tym zakresie ex definitione.

pozdrawiam

Kirker prawicowy ekstremista

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Kirker prawicowy ekstremista

#24441

> Tylko co zrobić na przykład, jeżeli szkrab chce pocałować kaktusa.

Mowimy o bardzo malym dziecku? Mozesz go odsunac jedna reka. Albo nie trzymac kaktusow w tym samym pomieszczeniu. Prawie zawsze jest jakas alternatywa.

Jedynym uzasadnionym przypadkiem uderzenia dziecka ktory moge na szybko podac jest kiedy pobilo kogos, lub kiedy bije kogos w tej chwili. I to tez jesli np. kopie lezacego, a nie tylko szarpie sie z rownolatkiem.

> Druga sprawa, czy właśnie takie uszczypnięcie jest agresją? A teraz dochodzimy do reductio ad absurdum. Jeżeli mamy przemoc fizyczną, to jak traktować słowną albo psychiczną.

Wymieniasz coraz to kolejne rzeczy, interpretacje, nadinterpretacje, dopowiedzenia, rozszerzenia.

A ja caly czas mowie o jednej konkretnej - uderzenie wlasnego dziecka traktowac tak samo jak uderzenie obcego doroslego.

W zadnym momencie nie powiedzialam zeby odbierac za to dzieci automatycznie, ale tak, powinna byc taka mozliwosc jesli sad uzna ze rodzic 'przesadza' i dziecku to szkodzi. Ale nawet jednorazowe uderzenie powinno byc traktowane jako przestepstwo i byc karane co najmniej grzywna.

> Zatem, jaki powinien być zakres obowiązków tego państwa, bo to już wychodzi poza minarchistyczny dogmat

Patrz wyzej. Te wszystkie wymienione przez Ciebie rzeczy to tez problemy, potencjalnie duze, ale to juz wlasnie jest poza kompetencjami panstwa.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#24443

1) Parę razy oberwałem od rodziców (nawet pasem) - chyba odcisnęło się to na mojej psychice, bo teraz bloguję na "Niepoprawnych" .

2) Małżeństwo istnialo od zawsze - ale jakoś cywilizacje z małżeństwem monogamicznym odcisnęły największe piętno na rozwoju ludzkosci, z chrzescijańską cywilizacją Zachodu na czele. Poligamicznym wyjątkiem jest Islam - ale rola jednej z sześciu żon w muzułmańskim związku, jak się domyślam, chyba by Ci nie odpowiadała.

3) We wszystkich znaczących kulturach małżeństwo, rodzina są szczególnym bytem społecznym, korzystającym ze specjalnego statusu i otoczonym opieką. Można rzec - taka będzie nasza cywilizacja, jakie małżeństwa chowanie.

4) Karanie za klapsy, czy przemoc psychiczną, prowadzi do rozciągnięcia państwowej omnipotencji na rodzinę. W efekcie, nastoletni gówniarz/gówniara moze szantażować rodziców donosem do odpowiedniej państwowej instytucji, gdy ci zastosują wobec latorośli "przemoc psychiczną" polegającą na "szlabanie", czy wstrzymaniu kieszonkowego. W efekcie, miłosierne ciotki postępowej rewolucji rozwalają rodzinę, kształtując wśród dzieci postawy w typie nieświętej pamięci Pawki Morozowa.

W Szwecji dochodzi do przypadków, gdy pod wpływem impulsu dzieciak zadzwoni "gdzie trzeba", w efekcie ląduje w domu dziecka, rodzice zaś pozbawiani są praw. Po niewczasie, dziecko żałuje i chce wrócić, ale nic z tego - wyrokł zapadł, sprawa zamknięta. Okaleczone dusze, pozrywane więzi. A wszystko w imię "dobra dziecka".

pozdrowienia

Gadający Grzyb

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

pozdrowienia

Gadający Grzyb

#24446

[quote="Lilianna"][quote="Kirker"]Druga sprawa, czy właśnie takie uszczypnięcie jest agresją? A teraz dochodzimy do reductio ad absurdum. Jeżeli mamy przemoc fizyczną, to jak traktować słowną albo psychiczną.[/quote]Wymieniasz coraz to kolejne rzeczy, interpretacje, nadinterpretacje, dopowiedzenia, rozszerzenia.[/quote]

To nie są nadinterpretacje et consortes tylko logiczne rozwinięcie tego postulatu. Jeżeli mamy penalizować agresję fizyczną wobec dzieci, to dlaczego również nie psychiczną czy słowną. Jeżeli *agresję* utożsamimy z *uświadomieniem krzywdy*, *naruszaniem integralności drugiej jednostki* (ba, jak zdefiniować tą integralność?), to teoretycznie agresją może być również ograniczanie dostępu do edukacji. Przecież ktoś może uznać, że w ten sposób zawężamy dziecku horyzonty. Niektórzy radykalni lewicowcy uważają nauczanie religii za krzywdzenie dzieci, tak więc jeżeli katolik/protestant/prawosławny/żyd/muzułmanin zechce wychować dziecko według zasad swojej religii też może zostać uznany za agresora przez kogoś, kto uznaje tylko ateistyczny racjonalizm/świecki humanizm za jedyne właściwe podejście.

Poza tym jeszcze nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, jakie skomplikowane założenia za takim pajdocentrycznym podejściem idą. Według prawa mielibyśmy traktować w zasadzie dziecko jak osobę dorosłą. Czy zatem dać mu prawa przynależne osobie dorosłej - zażywanie używek, posiadanie broni palnej, możliwość nabywania pornografii, możliwość odbywania stosunków seksualnych, możliwość głosowania w wyborach samorządowych i parlamentarnych. Pojawia się też tutaj następny problem, a jak zdefiniować dziecko i osobę dorosłą, jak określać granice dorosłości itd.

[quote="Lilianna"][quote="Kirker"]Zatem, jaki powinien być zakres obowiązków tego państwa, bo to już wychodzi poza minarchistyczny dogmat[/quote]Patrz wyzej. Te wszystkie wymienione przez Ciebie rzeczy to tez problemy, potencjalnie duze, ale to juz wlasnie jest poza kompetencjami panstwa.[/quote]

Na jakiej podstawie, skoro uderzenie dziecka ma być kwalifikowane jako agresja, to wszystkie wyżej wymienione mają znajdować się poza jurysdykcją państwa? Dodam, że są to kwestie dużo poważniejsze w wielu przypadkach niż jakiś klaps albo plaskacz.

Pojawia się też tutaj inny problem. Czy jeżeli rodzice nie mogą stosować agresji wobec dziecka, to czy mogą kształtować je w określonym przez siebie kierunku?

pozdrawiam

Kirker prawicowy ekstremista

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Kirker prawicowy ekstremista

#24500

[quote=Lilianne_Blaze] .. sa jeszcze opcje posrednie. Jeśli nie jest naprawde autentycznym malym psychopata to wystarczy "dac mu sie spazyc", dac mu odczuc konsekwencje jego dzialan, a nie od razu fizycznie atakowac. A jesli jest, to i tak nic mu nie pomoze.[/quote]

Na czym polegało by sparzenie się? Czy mamy pozwalać aby nasze dziecko brnęło w alkoholizm, narkomanię, nieodpowiednie towarzystwo, paliło papierosy, nie wracało na noc do domu, kradło, puszczało się? Rozumiem, że formą sparzenia się miałaby być niechciana ciąża nieletniej, zarażenie chorobą zakaźną, popadnięcie w nałóg, sprawa w sądzie rodzinnym, wyrzucenie ze szkoły, pobyt w poprawczaku, ośrodku wychowawczym?

Mógłbym napisać:

"To co proponujesz jest przyzwoleniem na niekontrolowaną krzywdę. Na molestowanie psychiczne, znęcanie się nad dorosłymi jest paragraf. Dlaczego miałoby nie być na robienie tego względem własnego dziecka? Opieka jest obowiązkiem rodzica (opiekuna prawnego). Jeśli w wyniku braku opieki dziecku stanie się krzywda to opiekun będzie ukarany. To co proponujesz jest brakiem opieki.",

ale nie będę tego robił bo po co brnąc w lawirowanie i manipulację. Każdy wie czym jest klaps a czym fizyczna przemoc powodująca krzywdę.

Nie rozumujmy po głupiemu. Naprawdę nie dostrzegasz różnicy pomiędzy klapsem, a biciem? Proponuję po chłopsku:

Wychodzisz z błędnego założenia, że rodzice chcą źle dla swojego dziecka. Tak nie jest. Uwierz mi, że dziecko zrodzone z prawdziwej miłości kobiety i mężczyzny jest dla nich największym skarbem. Na pewno nie pozwolą zrobić mu krzywdy i samemu jej nie zrobią. Na pewno będą strzegli jego zdrowia i szczęścia bardziej od państwa. Na pewno dopilnują lepiej od państwa, aby wyrosło na dobrego człowieka. To jest samokontrola naturalna - występuję wśród istot żyjących. Istoty żywe opiekują się SWOIM potomstwem. Tak jest w normalnych związkach kobiety i mężczyzny. Tak było i jest w mejej normalnej rodzinie. Wyrosłem na dobrego, porządnego i normalnego człowieka, a niejednokrotnie pomógł mi w tym klaps dany przez mojego ojca, matkę czy starszego brata.

Oczywiście patologie się zdarzają, ale patologia to patologia. Patologie nie uzasadniają wprowadzania ograniczeń prawnych obejmujących również normalną większość. To zbyt duży koszt uregulowań prawnych. Proponuję zatem wprowadzenie przepisów karnych za niekontrolowaną przemoc fizyczną obejmujących tylko i wyłącznie patologiczne rodziny. Czyli np rodziny w których doszło już do znęcania fizycznego, którego skutkiem była krzywda w postaci uszczerbku na zdrowiu fizycznym czy psychicznym. Oczywiście trzeba by było zastanowić się nad wprowadzeniem odpowiednich przepisów dla związków wychowujących nieswoje dzieci - czyli wszelkie przypadki opieki sprawowanej przez nierodziców (także przez homoseksualistów - chociaż na szczęście nie dotyczy to naszego kraju). Uzasadnienie jest proste: w pierwszym wypadku, czyli jeśli chodzi o recydywę mamy duże prawdopodobieństwo popełnienia tego samego czynu, w drugim przypadku prawdopodobieństwo wynika z braku emocjonalnej więzi rodzic-dziecko.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Ratujmy Nasze Polskie Lasy!
AIM(S) - Artificial, Intelligent Moderation (System) © Gawrion

#24436

ja byłem przeświadczony, że libertarianie uważają, iż państwo - o ile w ogóle ma ten ich zdaniem Lewiatan istnieć - ma nie wchodzić między rodziców i dzieci. Życie mnie jednak cały czas zaskakuje.

To raczej socjaliści są zdania, że państwo ma między rodziców i dzieci wchodzić, czy to za pomocą przymusów szkolnego, szczepień, czy to za pomocą organów działających jak Jugendammt odbierających dzieci np. menelom, neonazistom(jak w Kanadzie za nazwanie dziecka Adolf Hitler), czy też źle dziecko odżywiającym (w UK był przypadek odebrania rodzicom dziecka przez państwo za to, że było zbyt grube) itd.

pozdrawiam

Kirker prawicowy ekstremista

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Kirker prawicowy ekstremista

#24437

> Oczywiście patologie się zdarzają, ale patologia to patologia.

> Czy mamy pozwalać aby nasze dziecko brnęło w alkoholizm, narkomanię, nieodpowiednie towarzystwo, paliło papierosy, nie wracało na noc do domu, kradło, puszczało się? Rozumiem, że formą sparzenia się miałaby być niechciana ciąża nieletniej, zarażenie chorobą zakaźną, popadnięcie w nałóg, sprawa w sądzie rodzinnym, wyrzucenie ze szkoły, pobyt w poprawczaku, ośrodku wychowawczym?

To co wymieniles to wlasnie sa patologie. Jesli do tego dochodzi to znaczy ze dziecko juz od dawna jest "uszkodzone" niewlasciwym wychowaniem i swiadczy wlasnie o nie-przekazaniu mu odpowiednich wartosci. Sadzisz ze jesli nie dalo sie dziecku tych wartosci wpoic, to da sie je w nie wbic? Ze jesli nie udala sie nauka, to moze uda sie tresura?

Nawet jesli np. kradnie lepiej na tym wyjdzie jesli sam osobiscie zaciagniesz je na komisariat niz jesli je pobijesz. Narkotyki, alkoholizm, puszczanie sie? Bij za to dziecko, a bedzie brac / pic / puszczac sie czesciej / wiecej.

> Naprawdę nie dostrzegasz różnicy pomiędzy klapsem, a biciem?

Dostrzegam. Widzialam tez blizny na cialach dzieci rodzicow ktorzy tez "tylko dawali klapsy".

> To zbyt duży koszt uregulowań prawnych. Proponuję zatem wprowadzenie przepisów karnych za niekontrolowaną przemoc fizyczną obejmujących tylko i wyłącznie patologiczne rodziny.

Po co? Przepisy sa. Uderzenie innej osoby jest nielegalne, kropka. Wystarczy cofnac niepisana dyspense na przemoc w ramach rodziny.

> także przez homoseksualistów - chociaż na szczęście nie dotyczy to naszego kraju

Oczywiscie ze dotyczy. Najprostrzy scenariusz - para kobiet wychowujaca dzieci jednej z nich z poprzedniego zwiazku. To ze nie maja zadnych praw nie oznacza ze ich nie ma.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#24440

ja mówiłem o patologiach w innym kontekście. Zmanipulowałaś mój tekst podając dwa zdania obok siebie wyrwane z kontekstu tak jakby były połączone nierozerwalnie. Skądś to już znamy? Przecież oczywistym jest, że kara ma służyć wychowaniu i sprowadzaniu z patologicznej ścieżki na tą właściwą. Bez względu o jaki stopień patologii chodzi. Wychowanie, karcenie zatem zawsze dotyczy patologii w zachowaniu dziecka. Ja pisałem o patologii w karceniu dziecka, które polega na krzywdzeniu. Zupełnie dwie różne rzeczy.

Podałem skrajne przykłady dla zobrazowania twojego scenariusza ;) W moim scenariuszu już małe dziecko nie robiło by głupot bo byłaby reakcja. To w Twoim wypadku musiałoby się ciągle parzyć - samo czekałoby na konsekwencję swoich działań (brak reakcji - samopas). Przykłady podane przeze mnie dotyczą twoich założeń. Sama przecież pisałaś że zamiast karcić, lepiej jest dać się sparzyć.

Kolejna rzecz. Stawiasz w konkurencji dwa środki wychowawcze: klaps i uczenie poprzez np rozmowę, perswazję, naukę, sprawiając wrażenie, że jestem przeciwnikiem wszelkich racjonalnych metod wychowawczych, a lubuję się tylko w maltretowaniu fizycznym dziecka. - Kolejny błąd w myśleniu. Nie sprowadzisz rozmowy w tym kierunku. Niczego takiego nie napisałem. Odwrotnie - na podstawie tego co napisałem można wnioskować odwrotnie - manipulacja? Jest bowiem oczywiste, że każdy normalny człowiek kochający swoje dziecko (tak pisałem) będzie stosował środki zapobiegawcze czy karne w takiej mierze, formie i proporcji w jakiej jest to konieczne do osiągnięcia zamierzonego celu. Ja akurat uznaję szerszy ich wachlarz - włącznie z klapsem. Środki te trzeba stosować umiejętnie. Rozmowa, perswazja pełni w sumie jedyną funkcję - wychowawczą. Kara (czy to fizyczna czy rodzaj psychicznej represji) pełni kilka funkcji: m.in. wychowawcza, represyjna, prewencyjna, odstraszająca (np. inne rodzeństwo). Kara jest rodzajem traumy powodowanej na psychice (nie na ciele!). Trauma w wychowaniu dziecka jest potrzebna do tego aby dziecko powiązało złe zachowania z możliwością wystąpienia przykrych konsekwencji zachowania (obojętnie czy to będzie krzyk, pozbawienie nagrody, klaps, postraszenie pasem czy złym dziadem, rózgą od świętego czy innym rodzajem). Klaps jest więc wg mnie dopuszczalnym środkiem wychowawczym. Formą kary. Normalni rodzice karzą dziecko dla dobra dziecka. Piszemy o różnych rzeczach. Ja piszę o "klapsie" jako o formie kary. A Ty piszesz o maltretowaniu i biciu - o jakimś bezideowym odwecie lub biciu dla samej przyjemności. 2 różne rzeczy. Piszesz o tym biciu dziecka jakbyś w ogóle nie rozumiała na czym polega wychowanie i tego jak stosować różne środki wychowawcze.. Bez sensu zakładasz brak miłości rodzic-dziecko. Bez sensu zakładasz patologię - o patologi pisałem powyżej. Zabraniać karcenia dzieci poprzez kontakt fizyczny, to tak jakby zakazywać i karać wszystkich posiadających prawo jazdy za picie alkoholu bez względu na to, czy po jego spożyciu mają zamiar jechać samochodem czy nie.

p.s.

Gdyby mój własny rodzic zaprowadził mnie do dyrektora szkoły za nieodrabianie prac domowych, na policję czy straż miejską za zapalenie trawki czy wypicie piwa na podwórku, do sądu za podwędzenie kilku złotych z portfela mamy, to znienawidziłbym go skutecznie. (nie żebym w młodości robił takie rzeczy)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Ratujmy Nasze Polskie Lasy!
AIM(S) - Artificial, Intelligent Moderation (System) © Gawrion

#24452

> Zmanipulowałaś mój tekst podając dwa zdania obok siebie wyrwane z kontekstu tak jakby były połączone nierozerwalnie.

Nic nie zmanipulowalam. Kontekst jest, posty sa ladnie w drzewku, nie ma sensu cytowac za kazdym razem wszystkiego.

> Przecież oczywistym jest, że kara ma służyć wychowaniu i sprowadzaniu z patologicznej ścieżki na tą właściwą

Oczywiscie. Ale taka forma kary w przypadkach nie-skrajnych jest wlasnie patologia.

> W moim scenariuszu już małe dziecko nie robiło by głupot bo byłaby reakcja.

Reakcja - uderzenie, tak?

> sprawiając wrażenie, że jestem przeciwnikiem wszelkich racjonalnych metod wychowawczych, a lubuję się tylko w maltretowaniu fizycznym dziecka. - Kolejny błąd w myśleniu.

Twoj tekst sprawia wrazenie ze "klaps" uwazasz za uniwersalna kare za wszystko. Ja caly czas podkreslam ze prawie zawsze sa alternatywy. Nie odrobil lekcji, nie obejrzy dobranocki. Nie trzeba zaraz "walic" "z milosci".

Gdybym chciala manipulowac moglabym na przyklad powiedziec ze klaps jest zemsta na dziecku za wyeksponowanie nieudolnosci rodzica jako wychowawcy.

Nie mowiles o stopniowaniu. Z Twoich slow jasno wynika ze uwazasz ze nie-bite dziecko automatycznie musi wpadac w patologie.

> Niczego takiego nie napisałem. Odwrotnie - na podstawie tego co napisałem można wnioskować odwrotnie - manipulacja?

Przedstawiasz dwie alternatywy - albo "prawo" do bicia za cokolwiek, albo "wychowanie bezstresowe".

> Jest bowiem oczywiste, że każdy normalny człowiek kochający swoje dziecko (tak pisałem) będzie stosował środki zapobiegawcze czy karne w takiej mierze, formie i proporcji w jakiej jest to konieczne do osiągnięcia zamierzonego celu.

Dla mnie tak. Patrz przyklad o biciu dziecka ktore zlapales na kopaniu lezacego kolegi. _To_ jest proporcjonalne i w odpowiedniej formie.

> Ja akurat uznaję szerszy ich wachlarz - włącznie z klapsem.

Moze inaczej - jakie dla Ciebie jest najlagodniejsze przewinienie "zaslugujace" na klapsa?

> Ja piszę o "klapsie" jako o formie kary. A Ty piszesz o maltretowaniu i biciu - o jakimś bezideowym odwecie lub biciu dla samej przyjemności.

Klaps jest biciem. Bicie "z milosci" nadal jest biciem. To nie jest cos co podlega interpretacji.

> Bez sensu zakładasz brak miłości rodzic-dziecko. Bez sensu zakładasz patologię - o patologi pisałem powyżej.

Nigdzie nie zakladalam braku milosci rodzic-dziecko.

> Zabraniać karcenia dzieci poprzez kontakt fizyczny, to tak jakby zakazywać i karać wszystkich posiadających prawo jazdy za picie alkoholu bez względu na to, czy po jego spożyciu mają zamiar jechać samochodem czy nie.

Demagogia.

> Gdyby mój własny rodzic zaprowadził mnie do dyrektora szkoły za nieodrabianie prac domowych, na policję czy straż miejską za zapalenie trawki czy wypicie piwa na podwórku, do sądu za podwędzenie kilku złotych z portfela mamy, to znienawidziłbym go skutecznie.

Wiele bitych dzieci, nawet "tylko okazyjnie" i "z milosci" nienawidzi swoich rodzicow. Wiekszosc z nich przez cale zycie nie jest w stanie zbudowac zdrowej relacji partnerskiej. A potem mamy seryjnych rozwodnikow ktorzy mowia "rodzice mnie bili i dzieki temu wyszedlem na ludzi".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#24454

Nie ma sensu się rozdrabniać. Klapsa można dać mocniejszego, można dać lżejszego. Można klapsa dać mniejszemu dziecku, a można też starszemu. Niepotrzebnie tworzysz jakiś ograniczony złymi założeniami model rzeczywistości - a jest ona na tyle bogata aby Twojemu modelowaniu się nie poddać. Nie rozumiem jak można klapsem w tyłek uszkodzić ciało? Przecież nikt nie pisze o laniu bejsbolem?

Przecież cywilizowany Świat wie już dawno, że nie trzeba przylać aby krzywdzić. To nawet zwierząt się nie maltretuje.. Psychicznie można skrzywdzić dorosłego - co dopiero dziecko..? Twoje rozumowanie boi się właśnie tego krzywdzenia - tak? Dlaczego więc dyskryminujesz klapsa, a psychicznie zezwalasz krzywdzić? Wybacz, ale nie bardzo rozumiem uzasadnienie. Dlaczego wybrałaś sobie akurat kontakt fizyczny, a nie przeraża Cię już krzyk, maltretowanie psychiczne, zabieranie nagród czy przywilejów, ograniczanie wolności? Dlatego, że są niewidoczne i nie mogłaś zobaczyć siniaków na psychikach? Naiwne myślenie - czego oczy nie widzą tego sercu nie żal? Wydaje mi się, że nie jeden łobuz wolałby dostać klapsa, niż stracić możliwość wyjścia z kolegami na plażę czy podwórko. Po prostu nie rozumiem uzasadnienia - dlaczego to kara fizyczna - klaps - ma być dyskryminowana a preferowane inne kary?

Mam wrażenie, że tak naprawdę jesteś za tym bezstresowym i niekrzywdzącym wychowaniem (przecież wymsknęło Ci się coś o samoparzeniu?) i dlatego oburzyłaś się na klapsa. Dalej, aby nie skompromitować bezstresowego wychowania, (które jest eksperymentem równie bzdurnym jak socjalizm realny) uwzięłaś się tylko na klapsa, przyznając że inne formy kary są ok. Proszę napisz mi tylko dlaczego te inne są ok. Bo są bardziej wyrafinowane? Coś twoje rozumowanie nie jest dla mnie spójne..

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Ratujmy Nasze Polskie Lasy!
AIM(S) - Artificial, Intelligent Moderation (System) © Gawrion

#24455

Własne dziecko na komisariat - nie rozumiesz podstawowych, elementarnych rzeczy. Nie ma co gadać o szczegółach.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#24456

Po pierwsze malzenstwo nie wywodzi sie z chrzescijanstwa - istnialo na dlugo przed i chrzescijanstwem, i judaizmem.

Po drugie malzenstwo w Biblii nie bylo wylacznie monogamiczne - na przyklad Salomon mial tysiac zon.

Po trzecie malzenstwo w chrzescijanstwie nie jest "aksjomatycznie trwale", przeciwnie, akceptowalne "normy" zmienialy sie wielokrotnie. Wiele fragmentow (np. Powtorzonego Prawa 21, Sedziow 21) wprost sankcjonuje porwanie i/lub gwalt jako "zawarcie malzenstwa". Inne mowia o dosc dziwnych ukladach typu plodzenie dziecka ze sluzaca zony (Rodzaju 16) albo adoptowaniu syna corki i niewolnika (Kroniki 2), a to tylko garsc przykladow.

Nawet jesli odrzucic drugie i trzecie jako "bledna interpretacje" pozostaje pierwsze - malzenstwo jako pojecie nie jest chrzescijanskie, poniewaz instytucja malzenstwa istniala przed religiami judeochrzescijanskimi. Oczywiscie mozna sie w nieskonczonosc sprzeczac ktora wersja jest lepsza, ale to nie zmieni podstawowego faktu ze - wlasnie - istnieje wiele wersji, a ta nie jest ani jedyna, ani pierwsza.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#24425

1. Małżeństwo bez względu na epoki nigdy nie opierało się na seksie analnym. Jego owocem zawsze były dzieci.

2. Chrześcijanie to ludzie wierzący w zasady Nowego Testamentu.

3. To samo.

4. Wszystkie te ,,wersje'' opierały się na aksjomacie wspomnianym przeze mnie w pierwszym punkcie.

,,Związki'' homoseksualne są wynaturzeniem (dosłownie, biorąc pod uwagę prawo naturalne) pojęcia małżeństwa i na takie nie zasługują.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#24427

Zwroc uwage ze slowa nie powiedzialam o homoseksualizmie.

> 1. Małżeństwo bez względu na epoki nigdy nie opierało się na seksie analnym. Jego owocem zawsze były dzieci.

Malzenstwa osob bezplodnych, malzenstwa "z rozsadku", "wkupywanie sie" w wyzsza warstwe spoleczna, osob starszych, zabezpieczenie pozycji materialnej lub spolecznej etc, etc. Dzieci sa bardzo czestym skutkiem, ale nie glownym powodem. Glownym powodem jest sformalizowanie bycia ze soba w oczach bostwa / bostw i/lub spoleczenstwa. Nie zawiera sie malzenstwa zeby miec dziecko, tylko po to zeby sformalizowac zwiazek z kims i dopiero potem ewentualnie miec z tym kims dziecko. Chyba ze malzenstwo jest wynikiem przypadkowej ciazy, ale zakladam ze nie o tym mowimy. Nie znam ani nie slyszalam o przypadku kiedy chec splodzenia dziecka byla glownym motywem zawarcia malzenstwa.

> 2. Chrześcijanie to ludzie wierzący w zasady Nowego Testamentu.

Chrzescijanie to ludzie wierzacy w nauki Jezusa Chrystusa. NT nie uniewaznia ST.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#24430

Wybacz, ja o aksjologii (nauka o wartościach) a Ty o aksjomatach. Nie zrozumiemy się. Piszę to z tym wiekszym przekonaniem, że czytałem Twoje wypowiedzi na temat klapsa.
Wiesz, mój ojciec był ostry, ale wolałbym znowu dostać od niego 20 pasów za brak myślenia, wyobraźni i nadmiar egoizmu niż wyrosnąć na takiego lewaka co widzi rolę państwa pomiędzy salonem rodziców a pokojem dziecka.

Prawicowiec i Konserwatysta sięga po zdrowy rozsądek, który buduje na latach tradycji i doświadczenia. Lewak ma w nosie tradycję i doświadczenie więc nie ma fundamentów pod zdrowy rozsądek, dlatego zwykłe sprawy go wciaż przerastają i musi posiłkować się autorytetami innych lewaków, państwa lub prawa pozytywnego.

Ps. Pisząc o małżeństwie i jego korzeniach religijnych, wydawało mi się, że jasnym jest iz mówię o tym co wspólne a nie co różne w różnych religiach. Ty natomiast czytasz książkę skupiajac się na tekstach z marginesów.

Ukłony

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

 
Pozdrawiam
ŁŁ
Ps. Czujcie się zaproszeni do serwisu społecznościowego dla fachowców: hey-ho.pl

#24447

Droga Lilianne piszesz kompletne bzdury na temat wychowania dzieci. Dziecko aby słuchało musi czuć respekt. A co chcesz zrobić aby dziecko okazywało Ci respekt? Tłumaczyć? Nie rozśmieszaj mnie. Dla dziecka, począwszy od 12-13 roku życia autorytetami są koledzy czy koleżanki ze szkoły, podwórka czy z ulicy. Nie mając środków przymusu przegrywasz na starcie. Nikt nie każe Ci ich używać (środków przymusu), ale dziecko musi wiedzieć, że je masz w swoim arsenale i nie zawahasz się ich użyć. Pozbawienie ich Ciebie, praktycznie pozbawia Cie możliwości egzekucji Twoich poleceń. 

Od wielu, wielu lat patrzę na bezstresowe wychowanie, widziałem i widzę do czego to prowadzi. A prowadzi to w ogromnej mierze do alkoholizmu, prostytucji czy pospolitego złodziejstwa i bandytyzmu. 

Swego czasu czytałem średniowiecznego mędrca arabskiego, nie pomnę nazwiska. Otóż tenże mędrzec zalecał bardzo uniwersalną i skuteczną metodę wychowywania  dzieci. Cytuję z pamięci, więc mogą być jakiieś zwichrowania. 

"Przez pierwsze piętnaście lat traktuj dziecko jak niewolnika, a następnie powoli przechodź na stopę przyjacielską"

Według mnie owe stopniowe przechodzenia zajmie około 5-6 lat. Tak że zyskujesz przyjaciela w dziecku, kiedy dziecko ma w granicach 21 lat.

Dzisiejsi "filozofowie" bezstresowego wychowania nie dorastają owemu mędrcowi do pięt.

________________________________________________

 "Strzeżcie się Wilki, strzeżcie się przynęty..."

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"...dopomóż Boże i wytrwać daj..."

#24465

Ja powiedziałem o homoseksualizmie aby uciąć insynuacje dotyczące pojęcia małżeństwa - ten termin homoseksualistów nie dotyczy z definicji.

Małżeństwa zawsze zawierały osoby przeciwnej płci bez względu na intencje. Naturalnym (rdzennym) uzasadnieniem małżeństwa są dzieci przychodzące na świat jako jego owoce. Rozpatrywałem sprawę pod tym kątem.

Chrześcijanie to ludzie wierzący w obejmujący ich Nowy Testament ustanowiony z Bogiem. To nowa umowa zastępująca starą - Stary Testament. Zasada oko za oko nie występuje w naukach Jezusa Chrystusa. Humanizm chrześcijański to owoc jego nauk, nie nauk Mojżesza czy Abrahama. Dlatego też nie powinnaś się do nich odnosić w kontekście przekonań chrześcijan.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#24579

Z "Deklaracji Portlandzkiej" (1981 r., pod Deklaracją link do jej ściągnięcia w pliku PDF):

Rodzina jest żywą i
najważniejsza komórką społecznego organizmu. Człowiek jest istotą,
która zna swych dziadków. Bardziej niż na atrakcyjności erotycznej i
prymitywnej seksualności opiera się ona na wierności, przywiązaniu i na
specjalnym rodzaju przyjaźni. W idealnym przypadku rodzina jest
połączeniem dwóch płci i trzech generacji: jedność i różnorodność to
jej podstawowe cechy. W obrębie rodziny jest miejsce na erotyzm, seks,
prokreację, wychowanie, kształtowanie charakteru, wzajemna życzliwość i
pomoc. Jest ona spełnieniem zarówno patriarchalnych jak matriarchalnych
skłonności. Państwo i społeczeństwo muszą unikać każdej polityki, która
zagraża integralności i niezależności rodziny.

Tyle i aż tyle, że - po prostu - wystarczy.

Piotr W.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#24429

Ale przecież Deklaracja Portlandzka, choć jest aktem zacnym, nie przekreśla mozliwości wyrażania naszych mysli naszymi własnymi słowami :-)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

 
Pozdrawiam
ŁŁ
Ps. Czujcie się zaproszeni do serwisu społecznościowego dla fachowców: hey-ho.pl

#24453

No, to oczywiste. Nie po to ją tu cytuję. Pragnę - po prostu - rozpropagować piękny i merytorycznie istotny tekst ideowy. Wszystko można i może nawet należy wyrażać własnymi słowami, ale chyba warto też korzystać ze sformułowań autorów, któym owe sformułowania nader się udały. Pozdrawiam.

Piotr W.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#24505

Ile masz dzieci?
Ile masz braci i sióstr?
Czy pozostajesz w związku sakramentalnym?

hak

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

hak

#24482

Pytania są zbyt osobiste i moim zdaniem nie mają nic do rzeczy. Niby co miałoby wynikać z odpowiedzi.
Albo byś powiedział: no widzisz, nie możesz rozumieć.
Albo: w takim razie dziwię Ci się.

Uważam, że zmiana akcentów z argumentów na osobę toczącego spór to czyta erystyka, czyli sztuczka mająca wyprowadzić dyskutanta z równowagi i doprowadzić do naszego zwycięstwa ku chwale sztukmistrza.

Bardziej powinno nam zależeć by Liliana zastanowiła się nad argumentami, które juz padły.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

 
Pozdrawiam
ŁŁ
Ps. Czujcie się zaproszeni do serwisu społecznościowego dla fachowców: hey-ho.pl

#24483

Przyznaję, że pytania mają charakter wybiegu, niemniej uważam że dopuszczalnego. Jeżeli LB nie zechce odpowiedzieć, jej/jego sprawa.

Odwołam się do przykładu: Karol Marks (sorry LB).

Dodam tylko skrótowo, że argumentacja Twoja i innych uczestników może być nieskuteczna, ponieważ sposób rozumowania LB jest spójny. Jest to właśnie liberalny model myślenia, w jego kolejnej fazie rozwoju.

LB popełnia błąd nie w rozumowaniu, ale w jego założeniach. Konkretnie w definicji wolności człowieka.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

hak

#24485

ale w wartościach.

Tam gdzie my widzimy zagrożenie - LB widzi postęp i rozwój.
To co uważamy za przywilej rodzica i gwarancję istnienia rodziny, LB identyfikuje jako zagrożenie.

Brak platformy porozumienia

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

 
Pozdrawiam
ŁŁ
Ps. Czujcie się zaproszeni do serwisu społecznościowego dla fachowców: hey-ho.pl

#24497

Sposób rozumowania LB jest wewnętrznie spójny ale u jego podstaw leży błędna teza.

Jeśli przyjmiemy, że dzień to noc, to logicznym będzie, że w dzień nie świeci słońce.

W ten sposób działa dialektyka.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#24580

dzięki Jaku, właśnie to staram się powiedzieć.

Tak jak zauważył Łazarz trzeba się wrócić do wartości podstawowych i je ułożyć u podstaw rozumowania. Inaczej mamy dialog głuchych.

Stąd też, moje wcześniejsze pytanie do LB odnośnie m.in. pozostawania w związku sakramentalnym.

hak

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

hak

#24642

Jesli przyjmiemy ze czlowiek jest penisem lub macica z nogami, prokreacja jest bezwzglednie wazniejsza od zycia, a tradycja, kultura i spoleczenstwo sa niezmiennymi monolitami ktore w pewnym momencie powstaly same z siebie, prawidlowy jest jeden tok myslenia.

Jesli przyjmiemy ze czlowiek jest jednostka rozumna (chociaz potencjalnie omylna), samodzielna i ktorego zycie jest najwyzsza wartoscia, a prokreacja jest wyrazaniem tego zycia i jej wartosc jest mierzona dla konkretnej jednostki (stopien rozwiniecia instynktu macierzynskiego lub ojcowskiego), wtedy logicznym nastepstwem jest przyjecie ze tradycja, kultura i spoleczenstwo nie sa wartosciami samymi w sobie, ale przez sume wkladu jednostek je tworzacych. Przy takich zalozeniach prawidlowy jest inny tok myslenia.

I to nie jest "relatywizm", tylko dzielenie "swiata" albo na uklady zbudowane z czesci, albo jednostki (potencjalnie) grupujace sie w cos wiekszego. Akcent albo na sume, albo na elementy.

W tym momencie rzeczywiscie nie mamy podstawowej wspolnej platformy na ktorej jest mozliwe porozumienie.

Dla mnie pierwszy zestaw zalozen jest czyms kompletnie obcym intelektualnie i obrzydliwym emocjonalnie, przede wszystkim dlatego ze sprowadza jednostki do roli nawet nie zwierzat, tylko wrecz bio-robotow bez duszy i bez umyslu.

Na prawidlowosc drugiego dowody widze wszedzie. Juz sam fakt ze nie jestem integralna czescia jakiegos super-organizmu, mam mozg , umysl, jestem zdolna do obserwacji, oceny, rozumowania, samodzielnych dzialan i decyzji. Na tym polega bycie jednostka. "John Galt's Speech" wyjasnia to o wiele lepiej niz ja jestem w stanie.

Na koniec - moralnosc i system wartosci sa postrzegane jako nierozerwalnie zwiazane z religia. Co jesli Boga / boga / bostw (w sensie jakiegos stworcy, nie wnikajac jakiego konkretnie) nie ma? Wtedy niemozliwy (bezzasadny) jest system wartosci oparty na czyms innym niz samym zyciu. A jesli jest / sa? Pozostaje zacytowac chocby Galileusza - "I do not feel obliged to believe that the same God who has endowed us with senses, reason, and intellect has intended us to forgo their use"; "Surely, God could have caused birds to fly with their bones made of solid gold, with their veins full of quicksilver, with their flesh heavier than lead, and with their wings exceedingly small. He did not, and that ought to show something. It is only in order to shield your ignorance that you put the Lord at every turn to the refuge of a miracle."

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#24645

Jeżeli usuniemy Boga z wszechświata, to istotnie pozostaje tylko sam człowiek. Człowiek - pan samego siebie, niczym nieograniczony w swej zdolności do autokreacji i autodestrukcji.

Jeżeli przyjmiemy, że Boga nie ma, to nie istnieją prawa, nie istnieje grzech, ani moralność. Uczciwość jest tylko wytworem społecznej prakseologii, podobnie jak miłość żony do męża, ojca do dzieci itp. Nie ma niczego trwałego, a wszelkie instytucje - w tym rodzina - to kwestia "umowy społecznej", ewentualnie chciany bądź niechciany spadek po przodkach.

Człowiek nie ma żadnych obowiązków, ponad te które na siebie dobrowolnie nałoży i których dobrowolnie będzie się trzymał.
Nie mając obowiązków, nie ma też praw. Przykładowo, rodzic który nie ma obowiązku dbać o swoje dziecko, nie ma też prawa cokolwiek mu nakazywać, bo niby dlaczego? Przecież nakaz i przymus można uzasadnić tylko wyższym dobrem, a jeżeli wyższych dóbr nie ma - to co zostaje?

Jak chciałbyś w takich warunkach dochować cnót uczciwości, wierności, sprawiedliwości, poświęcenia kiedy wszystko to stoi w żywej opozycji do egoizmu pozbawionego wszelkich obowiązków człowieka? Nie da się. Jedyne co pozostaje to zawarte pomiędzy ludźmi umowy o uczciwość, o wierność itp. Jak każde umowy z czasem zostają rozwiązane i zamienione na inne.

Z tego względu, małżeństwo to nic innego jak kolejna umowa. Zwyczajowo zawierania pomiędzy osobami płci przeciwnej zamierzającymi mieć dzieci, ale tylko zwyczajowo, bo nic nie stoi na przeszkodzie aby tą relację ukształtować inaczej. Brzmi znajomo?

Odwołam się do Twojego ostatniego akapitu. Piszesz, "moralność i system wartości są postrzegane jako nierozerwalnie związane z religią. Co jeżeli Boga nie ma? Wtedy niemożliwy jest system wartości oparty na czymś innym niż samym życiu". Stuprocentowa racja, właśnie o tym piszę.

Dalej piszesz cytując Galileusza (nb wolałbym trzymać się tego samego języka z uwagi na innych uczestników dyskusji) "Surely, God could have caused birds to fly with their bones made of solid gold, with their veins full of quicksilver, with their flesh heavier than lead, and with their wings exceedingly small. He did not, and that ought to show something". No właśnie. Ptaki ze złota, rtęci i ołowiu nie istnieją. Ponieważ prawa ich funkcjonowania domagają się innych składników. Ptaki, drzewa, wszelka przyroda ożywiona żyje według odgórnie nałożonych praw i to one decydują kiedy ptak się rodzi, a kiedy umiera. I umysł ludzki winien tą prawdę przyjąć i jej się poddać. O tym mówi Galileusz.

Jeżeli zaś przyjmie się do wiadomości, że istnieją prawa wyższe (prawo naturalne) wobec przyrody ożywionej, ale też istnieją prawa wyższe wobec przyrody nieożywionej (fizyka to też prawo) - co zgódźmy się nie jest trudne - to automatycznie pojawi się pytanie, jakie prawa naturalne odnoszą się do człowieka?

I tu jesteśmy o krok od pytania o prawodawcę wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych, o Boga.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

hak

#24690

> Jeżeli przyjmiemy, że Boga nie ma, to nie istnieją prawa, nie istnieje grzech, ani moralność

Dlaczego mialyby nie istniec? Na jakiej podstawie uwazasz ze ateizm jest tozsamy z nihilizmem?

Wierzac czy nie wierzac, zyjac w spoleczenstwie czy na bezludnej wyspie, czlowiek potrzebuje jakiejs moralnosci i systemu wartosci. _Zwlaszcza_ na bezludnej wyspie.

> Uczciwość jest tylko wytworem społecznej prakseologii

Uczciwosc jest pochodna miedzy innymi wlasnosci. Wlasnosc jest pochodna swiadomego istnienia.

> Jak chciałbyś w takich warunkach dochować cnót uczciwości, wierności, sprawiedliwości, poświęcenia kiedy wszystko to stoi w żywej opozycji do egoizmu pozbawionego wszelkich obowiązków człowieka?

Moze stoi to w opozycji do egoizmu typu "ja chce teraz bo tak". To jest calkowicie zgodne, wrecz wymagane, przez racjonalny egoizm uznajacy zycie za wartosc.

Poza poswieceniem. To nie jest cnota.

> jak miłość żony do męża, ojca do dzieci itp. Nie ma niczego trwałego, a wszelkie instytucje - w tym rodzina

Naturalne instynkty. Oczywiscie to nie umniejsza ich wartosci, wrecz przeciwnie.

> Przecież nakaz i przymus można uzasadnić tylko wyższym dobrem, a jeżeli wyższych dóbr nie ma - to co zostaje?

Wlasne zycie. Wlasne zycie _jest_ wyzszym dobrem.

> No właśnie. Ptaki ze złota, rtęci i ołowiu nie istnieją. Ponieważ prawa ich funkcjonowania domagają się innych składników.

No wlasnie. Nie ma ich. W ogole. Nawet jednego.

> Jeżeli zaś przyjmie się do wiadomości, że istnieją prawa wyższe (prawo naturalne) wobec przyrody ożywionej, ale też istnieją prawa wyższe wobec przyrody nieożywionej (fizyka to też prawo) - co zgódźmy się nie jest trudne - to automatycznie pojawi się pytanie, jakie prawa naturalne odnoszą się do człowieka?

J/w. Ptaki ze zlota, rteci i olowiu bylyby sprzeczne z prawem naturalnym. Wiec ich _w ogole, nawet jednego_, nie ma.

Cos co istnieje nie moze byc niezgodne z prawem naturalnym. Niezgodne z prawem naturalnym byloby cos co jest jednoczesnie cieple i zimne, jasne i ciemne, albo kolo ze stosunkiem obwod - srednica innym niz pi. Wszystko inne to tylko nadinterpretacje i myslenie zyczeniowe.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#24704

Twój dogmat - nic co istnieje nie może być niezgodne z prawem naturalnym, jest łatwy do obalenia.

Czy narkotyk ecstasy jest zgodny z prawem naturalnym?

Człowiek ma wolę i jest w stanie łamać prawo naturalne. Tak jest w przypadku homoseksualistów.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#24706

> Twój dogmat - nic co istnieje nie może być niezgodne z prawem naturalnym, jest łatwy do obalenia.

> Czy narkotyk ecstasy jest zgodny z prawem naturalnym?

Oczywiscie. Jego uzywanie (upraszczajac - zakladam ze mowisz o zastosowaniach rozrywkowych, nie medycznych) jest sprzeczne ze zdrowym rozsadkiem, racjonalnym egoizmem, instynktem samozachowawczym, jakas czescia systemow prawnych i religijnych. Ale nie z prawem naturalnym. Prawo naturalne wszystko co mowi o tym, czy dowolnym innym narkotyku, to to ze z powodu zasad matematyki, fizyki, chemii i biologii organizm X reaguje na substancje Y w sposob Z.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#24713