Toruń. Pani Gertruda. Nasza Pani Gertruda. Nasza Pani Magister. Śp Gertruda Przybylska! Kobieta zwyczajna, a niezwyczajna!

Obrazek użytkownika antysalon
Kraj

Odeszła, ale pozostaje w naszej pamięci! Niezwyczajna, ale zwyczajna. Typowa Polka z pokolenia naszych dziadków, naszych rodziców!
Wielkopolanka, urodzona w Gnieżnie, wychowana w Wolnej Polsce, w II Rzeczpospolitej.
Rocznik 1923.
Jej mama spod Wrześni, uczestniczka strajku szkolnego polskich dzieci.
Strajku o mowę, o polska mowę o prawo do języka polskiego.
Ojciec kolejarz.
Rodzina typowo polska, wielodzietna; najstarszy brat, ONA i dwie młodsze siostry.
Tak!
Wielodzietna, więc dzisiaj łżesalonowe media nazwałyby ją pewnie ... patologiczną!
A moją. wręcz maxipatologią, bo jest nas sześcioro!, a dwoje zmarło po urodzeniu!
Premier Tusk zmartwiłby się też!
Wszak w miniony wtorek powiedział, że dla jego rządu najlepsze są rodziny bezdzietne!
Ale do rzeczy!
Pani Gertruda Przybylska wychowywała się w normalnej, tradycyjnej polskie rodzinie.
W atmosferze patriotycznej.
Szkoła powszechna, potem gimnazjum w Gnieżnie.
Była dzieckiem, dziewczyną bardzo zdolną i bardzo ładną!
Należała też do harcerstwa.
W sierpniu 1939 roku była na obozie starszoharcerskim.
Wojna tuż, tuż.
Wielkopolanie czuli ją!
Więc słynny samouczek polskich harcerzy "Harce młodzieży polskiej"- rzecz o skautingu był jak znalazł.
Druhny więc przeszły przeszkolenie medyczne; udzielanie pierwszej pomocy, łączność,
Druhowie zaś zapoznawali się z obsługą broni, zwiad, kierowanie ruchem drogowym.
Dzień rozpoczynano jak na każdym obozie harcerskim od hymnu.
Była to zapewne Rota!
"Nie rzucim ziem skąd nasz ród"
A może też "Wszystko co nasze"
Wszystko co nasze Polsce oddamy!
Za kilka tygodni Pani Gertruda już zdawała praktyczny egzamin z harcerskiego przyrzeczenia.
Wojna.
Wszystko w gruzy.
Koniec nauki, koniec marzeń.
Świat się zawalił.
Niemcy szybko opanowali Wielkopolskę, potem cały nasz kraj.
W utworzonym tzw Kraju Warty nastały lata straszne dla Polaków.(Hitler dwoma dekretami - z 8 i 12 października 1939 r. jednostronnie wcielił zachodnie terytoria Polski do Rzeszy. 26 października 1939 r. utworzono Okręg Rzeszy Poznań (niem. Reichsgau Posen), przemianowany 29 stycznia 1940 r. na Kraj Warty (niem. Reichsgau Wartheland).
W r. 1941 aresztowana P. Gertrudę i wywieziono na roboty przymusowe do Niemiec, do fabryki zbrojeniowej w płn wsch Niemczech.
Przez pięć lat pracowała tam niewolniczo za miskę zupy ze zbutwiałych buraków i zepsutych kartofli.
Młodszych czytelnikom dodam, że Pani Gertruda nie miała tam tak słodko jak rzecznik Tuska, Graś cieciujący u Niemca dobrodzieja!
Nastolatka zagnana do pracy ponad siły.
Nastolatka harująca po 16 godzin dziennie!
Nastolatka z dala, od domu, od rodziców, od znajomych.
Pięć lata ciężkiej niewolniczej pracy!
Wytrzymała!
Przeżyła!
Miała to szczęście, bo wielu jej rówieśników nie wróciło!
Wróciła!
Możemy sobie wyobrażać radość jej rodziców, rodzeństwa!
Wróciła!
Wróciła "nasza Trudzia"! pewnie tak cieszyli wszyscy.
Ale znając póżniejsze życie Pani Gertrudy mogę się domyślać, że zaraz ruszyła w poszukiwanie koleżanek, kolegów znajomych!
Kto przeżył, kto wrócił?
Kogo już nie ma!
Komu pomoc?
A znając praktyczne Polki, jej mama pewnie szybko przerobiła, przenicowała jakąś przedwojenną sukienkę, jakiś paltocik aby ich Trudzia wyglądała!
Zabrali ją jako nastolatkę, a wróciła panna!
Trzeba dokończyć szkołę, zdać maturę!
Trzeba więc zdać zaległe egzaminy z nieukończonego z powodu wojny gimnazjum.
Trzeba z czegoś żyć!
Pracowała więc jako nauczycielka różnych przedmiotów!
Przedwojenne polskie gimnazja były na niewyobrażalnym nam dzisiaj wysokim poziomie!
Uczniowie, absolwenci gimnazjum mieli rozległą wiedzę!
Pani Gertruda więc bez problemów uczyła polskie dzieci i sama jednocześnie kończyła gimnazjum, aby być dopuszczoną do matury!
Maturę zdała w roku 1946 bodaj w Wągrowcu?!
W 1947 zaczęła studiować chemię na Uniwersytecie Poznańskim na wydziale ... filozoficzno-historycznym!!
Tak, tak!
Tu nie ma pomyłki!
Taka była wtedy struktura wydziałowa! chemia i filozofia!
I jakież praktyczny były tego pożytki!
(1919 r. rozpoczął działalność uniwersytet, najpierw jako Wszechnica Piastowska, a potem Uniwersytet Poznański. Od 1942 roku na tajnym Uniwersytecie Ziem Zachodnich kształcił swych studentów.)
Rektorem zaraz po wojnie był prof.Kazimierz Ajdukiewicz, filozof, logik, przedwojenna sława ze szkoły lwowsko-warszawskiej.
A wykładali bardzo uznani, sławni przedwojenni profesorowie, którym dane było przeżyć wojnę.
Tak więc wysoki poziom nauczania, klimat Polski przedwojennej, Bratniak i wysokie wymagania porządnej polskiej uczelni.
To jeszcze lata, gdy stalinowska ubecja i partia nie zdążyli relegować i zakazać nauczać porządnej polskiej kadrze profesorskiej.
Pani Gertruda kończyła więc studia na porządnej polskiej uczelni, pod kierunkiem uznanych profesorów.
Ukończyła je w r. 1952 i jako mgr chemii otrzymała nakaz pracy i bilet do budujących się w Gorzowie Wlk Zakładów Włókien Sztucznych Stilon!
Bardzo dobrze wykształcona pani mgr.
Pracy co niemiara; budowa wydziałów produkcyjnych, rozruchy nowych technologii, produkcja.
Problemów co niemiara!
Praca od rana do wieczora; to chemia, proces ciągły!
Tu niczego się nie zatrzymuje, nie wyłącza od 15!
Ruch ciągły, zmianowy, na okrągło!
Liczne zagrożenia wynikające ze specyfiki produkcji.
A problemów musiało być co nie miara!
Wiem, że od początku zwracała uwagę na jakość!
Wszak z krwi i kości Wielkopolanka; porządek, dokładność.
Żadnych fuszerek, niedoróbek!
To grozi wybuchem instalacji!
To pionierska w Polsce technologia, włókna poliamidowe.
Odpowiedzialność dla świeżo upieczonej pani mgr.
W Stilonie przepracował 15 lat.
Ale nie samą pracą żyła Pani Gertruda!
Jej hobby sport.
Sama ładna, wysoka, smukła, zgrabna!
Słowem przystojna babka!
Była organizatorem, animatorem sportu zakładowego.
Jej oczko w głowie to piłka nożna.
Była jedyną w Polsce kobietą, kierującą sekcją piłki nożnej.
I walnie przyczyniła się do wejścia Stilonu do II ligi!
Ba!
Wspólnie z trenerami opracowała unikalną na owe czasy metodę treningową, podnoszącą wydolność piłkarzy.
Sama wysportowana; pływała, grała siatkówkę i piłkę nożną!
Mimo bardzo zajmującej pracy bardzo dużo czytała oraz słuchała swego ukochanego Fryderyka Chopina.
Lubiła teatr!
Była niemal stałą jego bywalczynią.
A za czasów dyrektor Ireny Byrskiej i jej męża Tadeusza nie opuszczała żadnej premiery!
Przyjazniła się z tym aktorskim małżeństwem.
W okresie rządów małżeństwa Byrskich ( przybyli z Wilna)
teatr J. Osterwy trzymał wysoki poziom!
I gościł owoczesne sławy, wielu czołowych polskich aktorów!
Choć zapracowana to teatr, w niedzielę na mecz, na plażę nad Wartę czy nad jezioro!
Ta mądra pani mgr; elegancka, wysoka, ładna, zgrabna zawsze zwracała na siebie uwagę!
Mówili mi starzy pracownicy Stilonu, że co prawda nigdy nie zachowywała się jak kokietka, ale gdy się zjawiała w miejscach publicznych, w teatrze czy na plaży to męska cześć wodziła za nią rozmaślonymi oczyma, a żeńska na pewno nie była wtedy dla niej przyjazna!
Samo życie!
Wybrała życie samotne!
Taka wykształcona, mądra, zgrabna, piękna kobieta!
Tylko ONA wie dlaczego!
Nigdy nie mieliśmy śmiałości zapytać o to!
Pani Gertruda była niesamowicie pracowitą, dokładną.
I miała czas dla ludzi, dla rodzeństwa, dla siostrzeńców!
I bardzo mało czasu dla siebie!
Pani Gertruda to kobieta niepospolita!
Polka, kobieta czasów trudnych.
Kobieta w pełnej krasie.
To typowe pokolenie międzywojnia, trudno zniszczalna jak nasi dziadkowie i rodzice!
Dobrze wychowana w wolnej Polsce, świetnie wykształcona, pracowita, solidna i wymagająca!
Nie znosiła bylejakości, prowizorki, fuch, niedoróbek!
Leni, cwaniaków i niedouków wyczuwała na odległość!
I jak tylko mogła ich tępiła!
Dlatego musiała wręcz z definicji narobić sobie z czasem wrogów tak w Stilonie jak potem w Elanie!
Wszak prl to był istny skansen blichtru, bylejakości!
Celem partii był... socjalizm!
A nie dobrobyt!
Produkcja na ilość, masówka wykluczała jakość!, wymuszała wręcz brakoróbstwo!
Pani Gertruda bardzo szybko ujęła swą fachowością, kompetencją, wysokimi wymaganiami oraz serdecznością pracowników Stilonu.
W czerwcu 1956 po wiadomościach o poznańskich wypadkach na masówce wybrano ją do poprowadzenia wiecu solidarności
z mieszkańcami Poznania oraz do napisania postulatów, żądań pracowników Stilonu!
To od wtedy zaczęto o nie mówić "Nasza Pani Magister"!
I tak już pozostało do końca JEJ ziemiańskiej wędrówki!

Pani Gertruda!
Nasza Pani Gertrud!
Nasza Pani Magister!

Od 1967 roku w Toruniu,
W toruńskiej Elanie trwała wtedy kolejna rozbudowa.
Firma podobna po trosze do Stilonu, tyle, że produkowała włókna poliestrowe.
Ale to żaden problem dla Pani Gertrudy, porządnie wykształconej i po 15 letniej bogatej praktyce w Stilonie!
Pełniła wiele funkcji.
M.in. nadzorowała budowaną przez niemieckiego Krupa wytwórni dmt II.
Każdy uczciwy pracownik owoczesnej Elany oceni jej pracę bardzo wysoko!
Inaczej nygusy, cwaniaki, lenie, niedouki; jednoroczni inżynierowie, trzyletni mgr inż i im podobni!
Zarabiając na chleb spotkałem po r. 2000 niemieckiego inżyniera, który powiedział, że pracował w Toruniu!
Zgadaliśmy się o Toruniu, gdzie on miał pracować!
Byłem zdziwiony!
Na dziadka z wehrmachtu za młody!
Okazało się, że budował w Elanie wytwórnię dmt II.
Zapytałem czy kogoś zapamiętał.
Ja!
Bardzo mądrą, kompetentną, przystojną, czarnowłosą panią inżynier!
I bardzo wymagającą, doskonale mówiącą po niemiecku!
Więc nie kręcił!
Pani Gertruda Przybylska?
Ja!
Inżynier Gertruda świetnie znająca dokumentację, język techniczny.
Gdy zjawiała się na budowie lub w sali narad, to oni stawali przed nią na baczność jak rekruci!
Z szacunku dla jej wiedzy i wymagań!
A owocześni dyrektorzy Elany co rusz ją strofowali, że przesadza z swoimi wymaganiami wobec solidnych Niemców!!!!
Tak więc kompetentna, wymagająca, stawiająca na jakość pani mgr Gertruda Przybylska stawała się z roku na rok coraz bardziej uciążliwa dla elanowskiej dyrekcji oraz niedouków jednorocznych inżynierów i trzyletnich mgr inż!!
A rzetelna kadra inżynierów i techników oraz pracownicy już od początku mieli do niej zaufanie i też była dla nich
"Nasza Pani Magister"!
Najtrudniejsze więc lata w Elanie były dopiero przed Nią!
Ostatnie lata Gierka to masówka, ciągły wzrost produkcji, nowe tysiące ton włókna poliestrowego i straszne ilości odpadów, szmelcu.
Owoczesny dyr. Elany kumpel kacyków z kc był typowym prl;owskim cwaniakiem końcówki Gierka.
Jak najwięcej klepać włókna, ciągły wzrost członków partii, blichtr, poza, niszczenie ludzi wartościowych i awansowanie byle badziewia!
I Pani Gertruda była stopniowo odsuwana od produkcji, od jakości, od zakupu nowych licencji!
Dyrektor celowo dobierał sobie ludzi miałkich, aby nimi manipulować!
Ale nastał r. 1980!
Karnawał.
Solidarność, potem samorząd pracowniczy i Pani Gertruda znów stała się potrzebną.
Dyrektor nie był pewny kolejnego dnia, lawirował jak mógł.
Zrobił się klimat do normalnej pracy, lobby partyjno-nygusowskie przyczaiło się!
Była wreszcie okazja mówić o sprawach żywotnych dla pracowników. dla firmy!
Motto Pani Gertrudy- najważniejsi ludzie-załoga-pracownicy!
Potem jakość produkcji!
Te tematy za sprawą Pani Gertrudy nabrały wysokiej rangi
na forum Solidarności oraz potem Samorządu Pracowniczego!
Pani Gertruda była jednym z najbardziej aktywnych i twórczych członków"S"!
Wtedy ją poznaliśmy!
Dawała wycisk, bo nie tolerowała głupizny, nieuków!
Przy niej trzeba było uważać, aby się nie skompromitować!
Była niesamowita!
I ludzie wiele od niej się nauczyli!
Samorząd Pracowniczy Elany ( zatrudniała wtedy ok. 7000 ludzi!) którego Pani Gertruda była bardzo aktywnym wybranym członkiem już w czerwcu 1981r. bardzo szybko i sprytnie pozbył się dyrektora naczelnego, aby już w lipcu ogłosić i przeprowadzić skutecznie jeden z pierwszych w Polsce konkursów na dyrektora wykluczając jakikolwiek udział partii!
A był to majstersztyk!
Cud! Miód!

Nastał stan wojenny.
Już 13 grudnia Pani Gertruda przy pomocy Z.Bobińskiego (nauczyciel matematyki z LO IV) oraz P. Łukaszewskiego (aparatowego Torlenu III) opracowała program pomocy rodzinom internowanym.
Co rusz miała rewizje w domu.
Dyrekcja wspólnie z esbecją postanowili wysłać ją na przedwczesną, przyśpieszoną przymusową głodową emeryturę!
I tak się stało!
Nie tylko esbecja się ucieszyła!
Wielu niedouków, łapciuchów, wałkoni w Elanie też!
Ona była ich sumieniem!
Wręcz wrogiem!
Przeszkadzała im klepać tysiące ton odpadów, które latami póżniej zalegały na hałdach za fabryką!
Wreszcie mogli bez obawy o krytykę z jej strony kręcić lody uprawiając tzw wynalazczość!
Tak!
Oni się ucieszyli, ale ludzi, nie tylko szeregowych pracowników znających panią Gertrudę bardzo to zmartwiło!
Od początku stanu wojennego zaangażowała się w pomoc potrzebującym, poszkodowanym.
A było ich wielu.
Kierowała punktem mieszczącym się przy plebanii kościoła NM Panny, na Starówce.
I tam pracowała, ba! harowała do rana do nocy!
Oczywiście była to praca- służba wielce pożyteczna, ale jednocześnie mocno niemiła, bo nasi kochani toruńscy bliżni nie raz mocno zależli za skórę pani Gertrudzie!
Do rozdziału leków pomocne było jej wykształcenie chemika!
Co miesiąc, co 16 spotykaliśmy Ją na mszy św za Ojczyznę w kościele Matki Boskiej Zwycięskiej!
Ale przy każdej okazji zdawaliśmy Jej relację!
Szczególnie chłonęła co w jej kochanej Elanie, przepracowała tam przecież kolejne pod Stilonie 15 lat.
Bolało ją wyrzucanie z pracy, kłopoty domowe.
Zawsze się interesowała rodzinami, pytała o dzieci.
Cieszyły Ją drobne sukcesy podziemnej "S" w poszczególnych firmach, na UMK!
Esbecy nie dawali jej o sobie zapomnieć,. ale ona miała ich gdzieś!
Po okupacji, pięciu latach niewolniczej pracy u Niemca, po stalinowskim bezprawiu esbeckie dokuczanie było dla niej nie straszne!
Zawsze ich traktowała z góry, lekceważąco!
Ludzi generalnie szanowała, ale z esbeków drwiła!
Gdy po raz kolejny po nią przyjechali, aby zabrać Ją na przesłuchanie czy tzw rozmowę ostrzegawczą Pani Gertruda powoli, spokojnie się zbierała!
Wkurzony esbek zaczął ją ponaglać!
Pani Gertruda na to!
Panie!, panie ! co pan!
Ja muszę się podmalować.... założyć korale!
Co pan!
Cała Pani Gertruda!

Wolna Polska jaka się okazała wiemy!
Pani Gertruda wiedziała też!
Cierpiała widząc jak to wszystko jest dalekie od Jej i naszych marzeń, oczekiwań!
Jak nieludzkie te przemiany!
Ileż idiotyzmów pod dyktat Sachs'a, Banku Światowego czy szemranej finansjery!
Mieliśmy wiele okazji na rozmowy.
Minimum coroczne wielogodzinne spotkania "S" we wrześniu przy piwie.
Jak cierpiała gdy rankiem niby pierwszy niekomunistyczny rząd wysyła na bruk i wielopokoleniowe bezrobocie całe obszary kraju, a wieczorem o 20, taki jeden w rozchełstanej koszuli obiecuje im chochlę zupy!
Cierpiała, gdy ...nasi!!! z OKP wybrali Jaruzela prezydentem.
Cierpiała, gdy widziała skutki czterech reform zdrowotnych Buzka, gdy polscy emeryci zamiast bukować bilety na Karaiby od rana szturmowali prowadzony przez nią punkt charytatywny, po olej, kaszę i mąką!
Wiem to ja i moi koledzy, którzy Ją znali.
Wielokrotnie mogliśmy na ten temat rozmawiać!
A jak cierpiała od 10 kwietnia 2010 r. gdy dowiedziała się o śmierci śp. Pan Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, małżonki Marii i pozostałych 94 pasażerów!
Jak strasznie cierpiała, gdy słyszała te wylewające się zewsząd pomyje, gdy opluwano prezydenta za rzekome naciski na pilotów, Błasika o pijaństwo a pilotów o głupią śmiertelną brawurę!
Tak bardzo cierpiała!

Dopóki sił starczyło pracowała.
Ostatnio w punkcie pomocy Caritas przy parafii św, M. Kolbe na toruńskiej Skarpie.
Spotykaliśmy Ją, zawsze pytała o nasze rodziny, jak dzieci!
Wiem , że martwiła się dowiadując się o naszych problemach.
Była wymagające, ostra.
Pozornie oschła!
W rzeczywistości ciepła, gościnna.
Dowcipna.
Skromna.
Oczytana; uwielbiała dzienniki.
Kochała literaturę emigracyjną.
Po pracy, po powrocie do domu lubiła usiąść, zapalić papierosa, książkę do ręki.
I delektować się literaturą lub słuchając Chopina!
A gdy wróciła jej siostrzenica to oczywiście wymiana poglądów.
Sobie niewiele zostawiała, dzieliła się z innymi.
Ostra!
Szczególnie dla bufonów, nygusów, niedouków uzurpujących sobie więcej praw niż na to zasługiwali.
Dowcipna, z refleksem, z celną ripostą.
Nigdy nie dawała sobie w kaszę dmuchać!
Całe życie samodzielna, niezależna i życzliwa.
Latami pomagała młodszym siostrom, siostrzeńcom.
"Choć nasze grunta marne , trzeba siać..."
Znała to od rodziców i całe życie siała!
Siała dobro!
Zasiała wiele dobra!
Część tego dobra już powschodziła.
A reszta też przyniesie plon!
Obfity plon!
Ileż dobra zasiała Pani Gertruda przez swe dobre, długie, bardzo ciężkie i pracowite życie!

Ostatnie lata trochę zaniemogła.
Szpital, przychodnie.
Operacja, zabieg!
I zawsze skromnie, cierpliwie w kolejce, cichutko pokornie czekała na swoją kolejkę!
Przez nienal trzy dekady wydawała, obdzielała potrzebujących lekami, strzykawkami, różnymi środkami, przyrządami, aparaturą z darów , tysiące potrzebujących!
A gdy sama zaniemogła unikała kumoterstwa i przy wsparciu swej siostrzenicy tak jak rzesze schorowanych, udręczonych Polaków skromniutko, cichutko potulnie czekała na wejście do gabinetu!

Tak!
Pani Gertruda.
Nasza Pani Gertruda!
Nasza Pani Magister!
Odeszła!
Po pięknym, długim, ciężkim życiu!
Ale jest wśród nas!
I pozostawiła po sobie tak wiele dobra!
Formalnie samotna, ale nie była samotną!
My mieliśmy JĄ!
A ONA miała i ma nas!
Mamy w uszach JEJ słowa:
Franek, Jurek, Piotruś, Rysiek, Staszek!
" Niech pan mi powie...."!
Tak zwracała b. poufale się tylko do tych z którymi dłużej się znała, i chyba trochę lubiła!
Generalnie nie spoufalała się!
Przedwojenne wychowanie!
A nam , Jej "chłopakom" nigdy do głowy nie przyszło, nigdy nie mieliśmy odwagi zwrócić się do NIEJ :
Pani Trudo!, czy też Pani Trudziu!
Przez szacunek do Pani Gertrudy nawet by to nam przez gardło nie przeszło!
Zawsze Pani Gertrudo!

Zmarła we wtorek. Chyba trochę cierpiała ostatnimi czasy!
Pogrzeb był wczoraj w jej parafialnym kościele pw. Chrystusa Króla.
Liczna koncelebra.
Słowo ks.prałata Józefa Nowakowskiego z NM Panny, który udzielił części plebanii na diecezjalny punkt charytatywny, którym Pani Gertruda ponad 15 lat kierowała.
Pochowana na małym cmentarzu przy ul.Grudziądzkiej.

Pożegnaliśmy JĄ TŁUMNIE I Z HONORAMI, CHOC O NIE NIGDY NIE ZABIEGAŁA!
Widziałem posła Z. Girzyńskiego, radnych z PiS, wiceprezydentów Torunia ( PiS), posła A. Mężydło.
Marszałek województwa(PO) chyba zapomniał?
Tak samo ksiądz kierujący Caritas diecezji toruńskiej!
Pewnie zapracowany biedaczek! Może pączki wypiekał!?
Jedynie siostry karmelitanki mające swą siedzibę po sąsiedzku parafii pw św Maksymiliana nie zawiodły!
Siostra Zygmunta w przykościelnej kaplicy prowadziła różaniec za zmarłą. Obecna też była siostra Pelagia, kierująca obecnie punktem pielęgnacji Caritas przy tej parafii!
W parafii św Maksymiliana, gdzie Pani Gertruda przepracowała ostatnie lata w tamtejszej stacji Caritas wczorajszej niedzieli też nie wspomniano ani słowem, że odeszła!
Ani jednego "Wieczny odpoczynek...."!
Ach!
Chyba za bardzo się czepiam!?

Słowa pożegnania i podziękowania Pani Gertrudzie za dobre piękne życie, za wielkie dzieło Dobra, za siew Dobra wypowiedzieli.
Prof. Wojciech Polak z UMK( autor wielu książek o toruńskim podziemiu w czasach "S", o lustracji.Jeden z założycieli NZS na UMK 80/81).
Wicemarszałek senatu Jan Wyrowiński( wiem, że Pani Gertruda go szanowała, inaczej nie miałby śmiałości zabrać głosu!)
Stanisław Czuszel( dyr. Elany w l.90-93 , b. bliski współpracownik Pani Gertrudy z Komisji Zakładowej"S", samorządu pracowniczego i podziemnej"S")
Michał Zaleski( prezydent Torunia).
Poczty sztandarowe UM, "S"Elany, "S"Geofizyki i "S" Regionu.
Reprezentacja garnizonu Toruń, gdyż Pani Gertruda jest kawalerem Komandorii Odrodzenia Polski.

Pani Gertruda!
Nasza Pani Gertruda!
Nasza Pani Magister!
Śp Gertrudo Przybylska!
Natrudziła się Pani nosząc drugich brzemiona!
Spoczywaj w pokoju!

pzdr

Tekst bardzo długi, ale nie sposób życia i uczynionego dobra tak zacnej Pani Gertrudy Przybylskiej potraktować oszczędniejszym tekstem!

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (1 głos)