Pięć kroków

Obrazek użytkownika Popruch
Idee

Społeczeństwo ludzkie to ciągły przepływ środków, informacji, emocji. Zasady współżycia społecznego sprawiają, że istnienie w ramach tego społeczeństwa wiąże się z ciągłą wymianą powyższych czynników. Inaczej sprawa ma się w społeczeństwach silnie zinstytucjonalizowanych, a najbardziej widocza różnica zauważalna jest na styku obywatel-państwo.
Policjanci powinni łapać złodziei, lekarze leczyć ludzi, urzędnicy powinni pomagać radzić sobie z formalnymi wymogami stojącymi przed każdym obywatelem państwa. Patrząc na współczesne państwo nie można jednak uciec od wrażenia, że państwo dokłada wszelkich starań, by sprowadzić obywatela do poziomu trędowatego, z którym kontakt zostanie ograniczony do minimum, a sam zainteresowany w oczach sformalizowanych instytucji państwowych zostanie odhumanizowany i potraktowany jak następny element układanki, bezpostaciowy numer, nic nie znacząca liczba.

Jak dokonać takiej sztuki, kiedy na styku państwo-społeczeństwo łącznikiem wciąż jest człowiek ? Jak odhumanizować urzędników państwowych, instytucje i ludzi mających z założenia działać na korzyść obywatela. ? Część psychologów twierdzi, że odhumanizowanie człowieka nie jest trudne. I to jest fakt. Aby całkowicie podporządkować sobie jednostkę i skłonić ją nawet do skrzywdzenia drugiej jednostki potrzebne jest jedynie 5 kroków:

  1. podział na lepszych i gorszych
  2. autorytet i stosowanie się do rozkazów
  3. dehumanizacja wroga
  4. decyzja o zaangażowaniu się lub pozostaniu biernym
  5. eksterminacja wroga

Poniżej przedstawię moją (dla wielu pewnie kontrowersyjną) analizę współczesnego państwa i jego stosunku do obywatela w ujęciu tych 5 kroków właśnie.

  1. Od wielu lat każdy urzędnik państwowy postawiony jest w roli kogoś, kto stoi wyżej w hierarchii od petenta. Policjant czuje się ważniejszy od zwykłego obywatela, urzędnik w urzędzie od petenta, pracownik społeczny od wizytowanej rodziny, lekarz od pacjenta itp. Pierwszy krok wydaje się w 100% spełniony (choć oczywiście ktoś mógłby mieć zastrzeżenia, że to poprostu specyfika pracy, ale o tym za chwilę).
  2. Stosowanie się do rozkazów realizowane jest we współczesnym świecie za pomocą prawa, paragrafów określających odpowiedzialność urzędnika za własne działania. A właściwie coraz częściej brak takiej odpowiedzialności. Spełnia to dwojaką rolę: legitymizuje działania urzędnika, jednocześnie pogłębiając podział i niejako odhumanizowując przeciwną stronę. Stojący po drugiej stronie petent, pacjent, obywatel jest osobnikiem niższej kategorii, pomimo teoretycznych obowiązków w przypadku ich nie spełnienia nie czeka nas żadna, lub niewielka kara.
  3. Dehumanizacja we współczesnym świecie realizowana jest za pomocą systemów punktowych, czyli systemu kar i nagród, czy kija i marchewki, jak kto woli. Nad systemem punktowym warto się na chwilę zatrzymać, ponieważ wielu osobom wydaje się, że to poprostu idiotyczne pomysły, jednak wprowadzenie takiego mechanizmu ma w założeniu dehumanizację strony, na rzecz której teoretycznie urzędnik działa.

    Przyjrzyjmy się kilku najbliższym człowiekowi zawodom: lekarzowi, policjantowi i urzędnikowi.

    • Wprowadzenie systemu punktowego w policji doprowadziło w krótkim czasie do kuriozalnych sytuacji. Pracownicy monitoringu miejskiego zaczęli wyszukiwać osoby przechodzące na czerwonym świetle, zamiast poszukiwać osób agresywnych, ponieważ łatwiej uzyskać punkty za takie przewinienia. Policjanci drogówki wzięli się ochoczo za łapanie obywateli przekraczających prędkość, zamiast piratów drogowych: łatwiej zebrać punkty i nie trzeba się narażać. Policjanci szeregowi łapią studentów z puszką piwa, zamiast urządzających burdy grupy skinów czy karków z siłowni: taka sama zasada. Obywatel przestaje być obywatelem, a staje się źródłem punktów, za które otrzeymuje się pieniądze.
    • Środowisko lekarskie zostało postawione w kuriozalnej sytuacji. Z jednej strony system punktów edukacyjnych (polecam przeczytać ten tekst: http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/312526,nie_sprawdzil_sie_system_punktowy_dla_lekarzy.html ), z drugiej strony przed punktami za jednostki chorobowe. Każda choroba ma przypisaną pewną jednostkę chorobową z przypisaną do niej liczbą punktów za leczenie i diagnostykę. Dodatkowo szpital lub lekarz danej specjalizacji może leczyć jedynie z zakresu jednostek chorobowych przypisanych do jego specjalizacji. Efektem takiego systemu jest np to, że szpital specjalistyczny np okulistyczny nie może leczyć zapalenia płuc, ponieważ NFZ za to nie zapłaci, dokładnie taka sama sytuacja jest w przypadku lekarzy: reumatolog nie może leczyć przeziębienia itp. (to tylko przykłady, nie związane z rzeczywistością, ale chodzi o zasadę działania tego mechanizmu) Dodatkowym efektem jest kompletne rozwalenie statystyki medycznej, ponieważ szpitale nagminnie wpisują w kartach pacjentów nie jednostki chorobowe, które faktycznie występują podczas rozpoznania, ale takie (choć zbliżone) za które zapłaci NFZ, najlepiej jak największą liczbę punktów. Tu dobrze, by wypowiedział się jakiś lekarz (w komentarzach), jak to wygląda. Powoduje to zawężenie statystyki do wartości dyskretnych (ale nie rzetelnych diagnoz). Wskutek czego nie ma już w tym momencie możliwości określenia ile osób choruje na jakie choroby, ponieważ statystyki są przekłamane u postaw. Pacjent staje się nie człowiekiem, a numerkiem - jednostką chorobową, za którą NFZ płaci odpowiednią kwotę.
    • Urzędnicy również dostają punkty za obsługę petentów. Jednak chciałbym raczej rozwarzyć potencjalną sytuację (a kto wie, może już tak jest) dotyczącą nowej ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinach. Mają powstać powiatowe grupy "szybkiego reagowania", które będą przeciwdziałały przemocy. Jak łatwo sobie wyobrazić, każdy przypadek zapewne będzie określony odpowiednią liczbą punktów. Bicie dziecka: 10, bicie żony: 3, znęcanie się nad psem: 7 itp... O ile na początku można założyć, że urzędnicy tacy znajdą ileś takich "patologii" (rozmyślnie w cudzysłowie, ale o tym za chwilę), to po pewnym czasie, jak już je zlikwidują, stołków przecież nie stracą. Zaczną się rozglądać, za co najłatwiej zebrać kolejne punkty, za co dostaną kolejne pieniądze. W powiązaniu z prawną bezkarnością za skutki swoich decyzji, łatwo przewidzieć ciąg dalszy. I tutaj system punktowy powoduje odejście od służby człowiekowi i sprowadza go do roli źródła punktów zarobkowych.
  4. Decyzja o zaangażowaniu się w taki system opiera się na stosunku pracy. Jeśli akceptujesz nasze warunki: wykonujesz to, co ci każemy, jeśli nie, droga wolna, jest 500 osób na twoje miejsce.
  5. Eksterminacja jest skutkiem zastosowania w życiu powyższych 4 punktów i realizowana jest poprzez wiele mechanizmów. Morderstwo w odmoralnionym wydaniu (eutanazja, aborcja) możliwe jest tylko po zniszczeniu zasad moralnych, w naszej kulturze nierozerwalnie związanych z wiarą chrześcijańską, która upodmiatawia jednostkę, dając jej pewną pulę niezbywalnych praw, jako Dziecku Bożemu, od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Rezygnacja z tych praw powoduje zatracenie podstawowych hamulców moralnych, które w ekstremalnym wydaniu nasi dziadkowie i ojcowie obserwowali w czasach wojen i wszelkich konfliktów. Inną metodą eksterminacji może być wykluczenie społeczne (nie masz dowodu osobistego, jesteś nikim, żyjesz poza nawiasem społeczeństwa, nie zarabiasz odpowiednio: nie dostaniesz kredytu itp)

To tylko 5 kroków.

Jednak historia pokazuje, że więcej okrucieństw w historii ludzkości dokonanych było z powodu posłuszeństwa, niż nieposłuszeństwa. Nasze państwo dawno tych pięć kroków dokonało. Teraz każdy z nas musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy również chce wykonać te 5 "drobnych kroczków", czy zmienić (jak, pozostawiam inwencji twórczej) istniejący system ?

Ku zastanowieniu. Pozdrawiam.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

był własnie tego potwierdzeniem. Dla niemieckiej mahiny śmierci wszyscy byli jedynie bezosobowymi, odhumanizowanymi numerami. Podobnie i dziś, mamy numery pesel zamiast imion i nazwisk. Dla systemu zniewolenia jesteśmy jedynie nic nie znaczącymi numerami. Jeśli dodać do tego zamiary wszczepiania chipów w momencie urodzin dziecka to mamy pełny obraz tego co nas, a jeszcze pewniej nasze dzieci i wnuki czeka. Zawsze miałem awersję do wszelkich numerków jakim jestem przypisywany "w oczekiwaniu na załatwienie petenta" w banku lub urzędzie.  Dla urzędnika nasze nazwisko i imię to jedynie dane osobowe weryfikujące czy ma do czynienia z osobnikiem o numerze takim a takim. Coraz częściej w kontaktach z tzw osobami oficjalnie reprezentującymi jakiś urząd lub instytucję zamiast nazwiska ktos podaje nam swój numer służbowy, vide policja, straż miejska, ale nie tylko. Jakby ci ludzie wstydzili się swoich imion. Odczłowieczenie nastepuje po obu stronach barykady. Urzędnik czy inna osoba na styku z "petentem" czuje się przez fakt podania jedynie swojego-nieswojego numeru jako identyfikatora, osobą anonimową i łatwiej takiemu człowiekowi przyjąć pozycję dominacji i braku empatii wobec np ludzkiej natury problemów czy spraw o jakie chodzi. W niektórych krajach zachodnich tworzy się uniwersalne okieno w którym siedzi anonimowy urzędnik i jest jedynie bezdusznym łącznikiem petenta z urzedem. Nie ma on nic wspólnego z rozpatrywaną sprawą. Coś w rodzaju anonimowego "kasjera" w banku którego nie obchodzi personalnie żdana transakcja bankowa. On jedynie przyjmuje stosowne dokumenty a sprawa zostanie rozpatrzona w stosownym czasie, a o decyzji osoba zostanie powiadomiona pocztą.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#108966

W cywilizacji zachodniej podstawowym celem funkcjonowania instytucji państwowych jest służenie obywatelom - pojęcie służby jako zaszczytu wywodzi się bezpośrednio z założeń chrzescijaństwa (jesli kto chce byc pierwszy między wami, niech bedzie sługą wszystkich).
Odwrotnie w cywilizacjach wschodnich, w których w ogóle trudno mówić o obywatelstwie w sensie zachodnim. Tam między państwową administracją a ludem występuje relacja: wladca-poddany. Pouczające dla nas może być spojrzenie, jak poddani sobie z tym radzą? Wydaje mi sie, że dwojako. Z jednej strony, systemy religijne leżące u podstaw najwiekszych cywilizacji azjatyckich (taoizm, hinduizm, buddyzm) proponują wycofanie się z aktywności w świecie, a gdy się nie da wycofać - swego rodzaju bierny fatalizm. Z drugiej strony, społeczeństwa tamtejsze nauczyły się znakomicie żyć i funkcjonować poza instytucjami państwa - w Polsce można to zaobserwować na przykładzie Wietnamczyków i, do niedawna jeszcze, Cyganów.
Trawestując cytat ze znakomitej polskiej komedii: "Patrzmy na wschód! Tam musi być jakaś cywilizacja"

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Lucy

#108976

tj. pracujący w duchu służby obywtelom. :)
Tylko czemu obywatel przeważnie jest wystraszony jak taki okaz spotka;)?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#108983

Jak zawsze w pięknym i przystępnym stylu w naukowym tonie przekazujesz współcześnie największe zagrożenia systemu totalitarnego.

 Masz rację że za pomocą numerków i centralnego zbioru informacji ten system uciskania stworzony przez "elytę rzondzomcom," znacznie mniejszym nakładem sił i środków niż w czasach PRL-u zapewnia sobie pełną wiedzę i władzę nad społeczeństwem.

Podam prosty przykład z niedalekiej przeszłości (2008 rok) Podczas kolizji drogowej po rozmowie z właścicielem firmy, do której należał jeden z pojazdów uczestniczących w kolizji, (który został wezwany na miejsce przez pracownika tej firmy-kierowcę-uczestnika tej kolizji) - policjant (będący w oczywistej zmowie z tym właścicielem) prowadzący na miejscu zdarzenia postępowanie wyjaśniające obwinił za spowodowanie kolizji jej ofiarę, kryjąc w oczywisty sposób poprzez fałszowanie dowodów właściwego sprawcę.

Pomimo kilku rozpraw sądowych i uniewinnieniu przez sąd od zarzutu spowodowania kolizji poszkodowanego kierowcy i udowodnienia w sądzie policyjnych machlojek, żaden z policjantów ani z ich zwierzchników nie został ukarany czy pociągnięty do odpowiedzialności służbowej lub karnej!

W zgłoszeniu sprawy do ukarania przez sąd, policjant chcąc uzasadnić swoje matactwa posunął się nawet do dołączenia do akt sądowych oświadczenia, że "sprawca" (w rzeczywistości poszkodowany) (jako nieletni!) był (jeden raz-czego nie zaznaczył) zatrzymany w izbie wytrzeźwień!!! co i owszem było prawdą jak i prawdą jest fakt, że wcale wtedy nie był pijany, tylko wyszedł na chwilę z dyskoteki (na wsi!!!) i na dworze wypił z kolegami po piwie i na tym fakcie został złapany przez patrol ówczesnej milicji obywatelskiej i odwieziony wraz z kolegami nie do odległego od dyskoteki o 1 km domu tylko do odległej o ponad 20 km izby wytrzeźwień WŁAŚNIE DLA UZYSKANIA PUNKTÓW - WYNIKÓW ZE SŁUŻBY a ich rodzice przez kilkanaście godzin "odchodzili w domu od zmysłów" nie wiedząc co się stało z ich dziećmi, które aresztowała i zakuła w kajdanki milicja bez powiadomienia o tym fakcie kogokolwiek!

Nikt z przebywających wtedy w dyskotece nie miał pojęcia co się z nimi stało bo nie było żadnej awantury czy jakiegokolwiek agresywnego z ich strony zachowania.

Dodatkowego smaczku dodaje też fakt, że zatrzymany "bohater" mojego wywodu znany był wtedy na wsi jako spokojny i łagodny chłopak, który w swojej parafii był ministrantem.

Po zasięgnięciu opinii środowiskowej, kolegium do spraw wykroczeń, do którego milicja (DLA DALSZEGO ZWIĘKSZENIA SWOJEGO DODATNIEGO WYNIKU PUNKTACJI ZA WYNIKI ZE SŁUŻBY) skierowała przeciwko niemu sprawę o ukaranie, uniewinniło go od zarzucanego mu czynu a rodzice obecni na posiedzeniu tegoż kolegium zostali przez jego przewodniczącego przeproszeni! Ten zapis w kartotece policyjnej na mocy prawa po kilkunastu latach od zdarzenia dawno już uległ przedawnieniu, (niesłusznie obwiniony przez policjanta kierowca w dniu i na miejscu kolizji był trzeźwy) co wcale nie przeszkodziło temu policjantowi do BEZKARNEGO dołączenia tej informacji do aktu oskarżenia skierowanego do sądu a sprawa wykreślenia tej informacji z centralnego rejestru zatrymanych wymagała interwencji sądu, bo policja uchylała się od tej czynności twierdząc, że nie jest dysponentem tej kartoteki tylko "użytkownikiem"!!!!!!

niezależny Poznań

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

niezależny Poznań

#109005