"Satyra" Libickiego na... nieposłusznych satyryków!

Obrazek użytkownika Peacemaker
Kraj

"Satyra prawdę mówi, względów się wyrzeka, wielbi urząd, czci króla, lecz sądzi człowieka."

Nie wiadomo czy te słowa Ignacego Krasickiego miał na myśli Jan Filip Libicki, gdy postanowił sobie "satyrycznie" dowalić satyrykowi Januszowi Rewińskiemu.

Może miał, może nie mniał, może wcale tych słów nie znał lub nie rozumiał (w końcu historyk, a nie polonista - co z tego, że humanista). Może postanowił, a może nie postanowił, tylko otrzymał SMS z rozkazem, że coś z tym trzeba zrobić. I zrobił. Oj postarał się chłopina solidnie! Na dobry początek udawał sympatię wobec aktora i ubolewanie, że nie pozostał przy aktorstwie, tylko zaczął się wypowiadać na tematy polityczne (hihi, ciekawe co Libicki and company mówili, gdy Małysz zapuścił się w komentowanie polityki na zakończenie kariery... ale to był dobry uczynek, gdy Kali komuś ukraść krowy). Później drwił sobie ze wszystkich "dogmatów" (jak on to napisał) "Łobozu Niepodległościowego" (pisownia oryginalna), czyli tego, o czym powszechnie wiadomo, ale mówić o tym poważnie nie wypada: Smoleńsk, monopol władzy, czystki w mediach, młodzież ogłupiana przez Wojewódzkiego i inne podobne mu "autorytety"... Wreszcie jak drapieżnik rzucił się na wszystkie zaplute karły reakcji, co jeszcze nie zrozumiały, że być "artystą" w dzisiejszych czasach oznacza popierać władzę obywatelską, miłować ją z całego serca, z całej duszy i służyć jej ze wszystkich sił. Napiętnował więc obok Rewińskiego także Jana Pietrzaka, Jarosława Marka Rymkiewicza i Andrzeja Rosiewicza za to, że
[quote]"...całkiem nieźle budując swą karierę w czasach PRLu, poczuł nagle patriotyczne >>wzmożone<<."[/quote]
(i tu kropka - nota bene nie wiem w jakiej gwarze lub dialekcie występuje to "wzmożone" na końcu zdania - do polskiej gramatyki nijak nie pasuje, no ale w końcu historyk, a nie polonista... mnie - programiście nie wypada humanisty poprawiać). Na koniec wyciągnął asa z rękawa - wyjątkowo bulwersującą historię Partii Przyjaciół Piwa na której czele swojego czasu stał... Janusz Rewiński.

Jednak jak przystało na polityka PO J.F. Libicki "niechcący zapomniał" o kilku najważniejszych faktach:

1. Ci bardzo ostro krytykowani (może i słusznie) przez niego szemrani biznesmeni (słowa "szemrani" nie używa - ale sugeruje to okrężną drogą), co utworzyli Polską Partię Przyjaciół Piwa po jej sukcesie wyborczym natychmiast "wysadzili z siodła" swojego prezesa. Stąd właśnie zmiana nazwy partii na Polski Program Gospodarczy. Janusz Rewiński najwyraźniej miał być popularną twarzą, która pod szyldem "dobrej zabawy" ich wykreuje... a później won! Można więc powiedzieć, że ów aktor i satyryk jak nikt inny wie, jakim szambem jest polityka - przekonał się o tym na własnej skórze.

2. Janusz Palikot zanim założył własną partię (RPP) z biznesmenami (podobnie "okrężnie szemranymi", jak ci z PPP) był czołową postacią PO - partii w której Jan Filip Libicki jest obecnie. W partii tej, dzięki stanowisku przewodniczącego komisji "Przyjazne państwo" reprezentował interesy tegoż szemranego towarzystwa jak najlepiej mógł. Sam zaś Libicki wówczas zaliczał się do "Łobozu Niepodległościowego" o którym dziś z taką POgardą pisze. Jakoś dziwnie nie brzydził się wejść na miejsce takiego Palikota? A to i tak przy niepoprawnie optymistycznym założeniu, że plan zawalenia wyborów prezydenckich, rozbicia PiS-u, utworzenia PJN-u i ostatecznego przejścia do PO Kluzik - Rostkowskiej i Libickiego, oraz plan odejścia z PO Palikota i utworzenia Ruchu własnego Poparcia nie powstały w jednym gabinecie i nie były z nimi konsultowane.

3. Satyrycy tacy jak Janusz Rewiński, Jan Pietrzak, Andrzej Rosiewicz czy pominięty przez Libickiego Marcin Wolski musieli w czasach komuny prześlizgiwać się przez sito cenzury. Większość z nich miała pozakładane teczki w UB, jako wyjątkowo niebezpieczny element wywrotowy. Napisał o tym Jan Pietrzak w swojej książce "Jak rozwaliłem komunę". Problemów takich nie mieli natomiast Olga Lipińska i Andrzej Mleczko - włazili w d..ę tamtej władzy tak samo, jak włażą obecnej. Podobnie większość artystów z komitetu poparcia Bronisława Komorowskiego - o tym, że istnieje coś takiego, jak "polityka" przypomnieli sobie po 1989 roku (początek przemian demokratycznych - Lipńska i Daukszewicz zaczynają krytykować nowe porządki w społeczeństwie), a niekiedy nawet od 2007 roku (koniec przemian demokratycznych - powstaje zapotrzebowanie na nowych lizusów - pierwszy wyrywa się Tomasz Lipiński z piosenką "Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie" promującą PO). Dziś taka Lipińska czy Mleczko są zapraszani do programów telewizyjnych jako "eksperci" i "autorytety", zaś jeśli zaprosza się gdzieś Jana Pietrzaka, to tylko w tym celu, aby za kilka minut w następnej rozmowie (ach, jak to miło wbić szpilę komuś, kto nie może się bronić, bo już nie jest na wizji) Paweł Deresz zbeształ go, jako "kabareciarza" który nie jest godny tego, by wypowiadać się o Smoleńsku Tak na marginesie: jeśli Jan Pietrzak jest dla Pawła Deresza tylko "kabareciarzem", to kim jest dla niego autor słów "Mazurka Dąbrowskiego" Józef Wybicki?

4. Co najciekawsze: mimo że Jan Pietrzak napisał hymn Solidarności "Żeby Polska była Polską", a Andrzej Rosiewicz - nieoficjalny hymn "pieriestrojki", to jakoś udawało im się funkcjonować w tamtych trudnych czasach. "Szopka Noworoczna" Marcina Wolskiego w mocno ocenzurowanej wersji ukazywała się nawet w niektórych momentach stanu wojennego. Jednak wystarczyło, aby satyryk ów zakpił sobie solidnie z afery hazardowej i... było to ostatnie jego przedstawienie w telewizji III RP. Podobnie Janusz Rewiński - zniknął, Jan Pietrzak - zniknął, Jan Pospieszalski - najpierw zniknął, a później w ocenzurowanej wersji został przeniesiony na późne godziny wieczorne.

Jaki z tego wniosek?

[quote]"...czytając go na swojej spokojnej wsi, zaśmiewa się do rozpuku. Zwyczajnie drwi z tych wszystkich, którzy przez ostatni tydzień najpierw z nabożeństwem analizowali każde jego słowo, a potem zacierali ręce, ciesząc się z kolejnego, artystycznego transferu do obozu..."[/quote]
http://jflibicki.salon24.pl/438871,rewinski-satyra-czy-za-duzo-piwa

Nie wiem czy Libicki mieszka na wsi, ale te słowa idealnie do niego pasują. Facet doskonale wie, że kłamie w żywe oczy. Wie, że pisze bzdury. Ale śmieje się z tych debili, co poważnie biorą to, co on napisał w swoich wyPOcinach i... pisze następne bzdety. Co więcej - słowa te pasują do każdego artykułu na blogu Libickiego! Że też facet je wprost napisał. No tak napluć w oko wierzącym w niego czytelnikom! Napisałbym "ma facet poczucie humoru"... tylko jakoś słowo "tupet" lepiej mi tu pasuje.

Powiem jeszcze więcej - słowa te pasują do całego jego obozu. Bo znając historię PO od wyborów 2007 roku można już dziś spokojnie przyjmować zakłady który to celebryta będzie lansował PO (tudzież Komorowskiego) w kolejnych wyborach. Trzeba więc mieć niezły tupet, aby otoczywszy się rozmaitymi gwiazdami i gwiazdeczkami (często emerytowanymi) z takim przejęciem pomstować na kilku satyryków, co się nie przyłączyli do tej elity (czytaj "hołoty"). A później ma się niezły ubaw, że jeszcze znaleźli się tacy wyborcy (czytaj "frajerzy") co znów na takich bajerantów zagłosowali.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Od pewnego, dłuższego już czasu, zauważam "trynd" do powrotu socrealizmu, z całym jego majestatem. Kiedyś, aby być "przy życiu" (czasem dosłownie), należało malować Stalina, śpiewać o Stalinie, układać wiersze o tymże itp., a już niewyobrażalną zbrodnią było by uznać Stalina za kłamcę. Bolszewia na każdym swoim etapie bierze jakiś łatwy do obróbki kawałek klocka i wystruguje z niego bożka dla ludu (dzisiaj za lud robią lemingi). A gdyby tak zamiast Stalin wstawić jakieś inne, bardziej współczesne nazwisko?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#280643