Yes demokracja?

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

W związku z dwudziestą piątą rocznicą rozpoczęcia rozmów przy Okrągłym Stole w telewizji nadano uroczysty program. Łukaszek był wściekły. Zamiast ulubionego serialu "Ludzie-oszczepy" miała być uroczysty wywiad.
- Do kitu - ocenił zmianę programu i chciał wyłączyć telewizor.
- No co ty! - krzyknął dziadek i wyrwał mu pilota z ręki. - Oglądamy!
- No to oglądajcie - Łukaszek zamierzał wycofać się do pokoju, gdzie czekała na niego nowa gra komputerowa. Ale nagle zbiegła się cała rodzina, nawet siostra, i nie mógł się przepchać do drzwi.
- Witamy państwa w programie okolicznościowym - powiedział dziennikarz. - Naszym gościem będzie pan generał Kisław Czeszczak...
- Dzień dobry - powiedział generał.
- Porozmawiajmy o Okrągłym Stole... - i zaczęli rozmawiać.
- To jest generał? - zapytał z niedowierzaniem Łukaszek. - A od czego? Od czołgów? Czy samolotów?
- Od skrytobójców - powiedział z nienawiścią dziadek i zarobił kuksańca od babci.
- Od mebli, mówi przecież, że stół zrobił - powiedziała z wyższością siostra Łukaszka, zadowolona, że coś zrozumiała.
- Nie ma generałów od mebli - upierał się Łukaszek.
- Są i od innych rzeczy też są. Jeden z moich byłych chłopaków miał samochód Generał Motors - poinformowała go siostra. Reszta rodziny z jękiem ukryła twarze z dłoniach.
- Naszym drugim gościem jest generał amerykański - powiedział prowadzący program. - Witam.
- Good dzień.
- Czy pana generał amerykański aresztowałby polskiego generała, gdybyście tu wkroczyli w latach osiemdziesiątych? - strzelił pytaniem prowadzący.
- Why? No.
- Powiedział "łajno" - zarżała siostra Łukaszka.
- Przecież sobie poradziliście? - dopytywał się amerykański generał. - My nie jesteśmy od aresztowania tylko od wprowadzania demokracji. Yes demokracja?
- Jest - potwierdził Kisław Czeszczak.
- Ale przecież SB była organizacją zbrodniczą... - zaczął dziennikarz ale generał Czeszczak przerwał mu mówiąc, że nie ma na to żadnych dowodów, a poza tym cała służba nie może odpowiadać za samowolę pojedynczych funkcjonariuszy.
- Każdy kraj musi mieć policję. I my taką byliśmy. Ale robiliśmy też wiele dobrego. Wyszukiwaliśmy wybitne jednostki, przecież każdy Polak, który zrobił karierę na zachodzie, doszedł do czegoś, to dzięki komu to osiągnął? No oczywiście dzięki nam! I nie pracowały u nas jakieś potwory w ludzkiej skórze. Na przykład zdobywaliśmy regularnie puchary we florystyce na turniejach milicji socjalistycznych!
- Ale zabito tego czy tamtego... - próbował dalej dziennikarz. No i stało się. Zdenerwował generała.
- To są bzdury! To są plotki! - krzyczał Kisław Czeszczak. - Jak pan śmie! Nie tak się umawialiśmy! nie takie miały być pytania!
- Umawiacie się jakie będą pytania? - zapytał podejrzliwie amerykański generał.
- Ja się nie umawiałem! - zapewniał prowadzący.
- Ty jesteś za mały, żebym z tobą w ogóle rozmawiał! - pienił się generał Czeszczak. - Ale myślałem, że twój szef ma więcej rozumu! Przynajmniej miał, jak pracował u mnie w resorcie!
- Jak to, to on był...? - pytał amerykański generał a jego oczy robiły się coraz większe.
- No i co z tego? Nie może być teraz szefem telewizji? Jest demokracja?
- Yes...
- No! A z panem nie będę więcej rozmawiał! - powiedział do prowadzącego wzburzony generał, wstał, wsadził do ust papierosa i zaczął się klepać po kieszeniach w poszukiwaniu zapalniczki.
- Ale panie generale... - próbował prowadzący. - My przecież będziemy musieli rozmawiać. Ja będę jutro w sądzie... A pan ma zeznawać... I ja z panem na pewno zrobię wywiad...
- Nie idę do żadnego sądu, chory kurwa jestem - wycedził generał Czeszczak i sprężystym krokiem wyszedł z kadru. Poleciały reklamy podpasek.
- A niech to! Jak mozna go tak obrażać! Czeszczaka! Patriotę! Jednego z fundatorów Okrągłego Stołu! - sarkała babcia. Dziadek wzruszył ramionami i rzekł filozoficznie:
- Nakradł się przez tyle lat, to miał z czego fundować, a i dla siebie jeszcze dużo mu zostało...
Dziadek i babcia zaczęli się kłócić, więc reszta rodziny wyprosiła ich z pokoju. W telewizorze poleciał western, "Siedmiu odważnych".
Biedną, małą wioskę przez lata terroryzował gang, który okradał mieszkańców ze wszystkiego co mieli, a nawet zabijał niektórych. Szeryf - co gorsza - też był w gangu. Działalność gangu jednak słabła przez lata, aż wreszcie mieszkańcy wioski nabrali odwagi. Wybrali spośród siebie najodważniejszego, który kiedyś przypadkiem nakrzyczał na szefa gangu i przeżył. Ten najodważniejszy wybrał sobie sześciu pomocników. O dziwo niezbyt odważnych, a niektórzy ponoć za młodu sami byli w gangu. Niemniej dzielna siódemka poszła na rozmowy do pałacu szefa gangu znajdującego się nieopodal. Wrócili po paru dniach, kiedy to wszyscy już ich opłakali.
- Sukces! - krzyczało siedmiu odważnych. - Dogadaliśmy się!
- Z kim?
- No z samym szefem i szeryfem! Oni wcale nie są tacy źli, wiecie? To ta banda ich popychała do złego. A właściwie ta banda też nie jest taka zła! Paru jest takich tam... tego. Ale od tej pory nie będą na nas napadać!
- Oddadzą nam co nagrabili? - spytał ktos z tłumu.
- No... nie. Nie chcieliśmy ich drażnić. I zabiorą połowę wioski. Ale już nie będą nas grabić! Od tej pory w spokoju będziemy jeść swój chleb!
Wkrótce do wioski zjechał gang. Ale tym razem nie na grzbietach mustangów z dymiącymi koltami w rękach, lecz spokojnie, z godnością, eleganckimi karetami. Szeryf nie był już szeryfem, tylko zastępcą szeryfa, a szeryfem został wiekowy, niedowidzący mieszkaniec wioski. Jeden z gangsterów sobie wziął saloon, drugi zakład pogrzebowy, trzeci prom wożący przez rzekę, i tak dalej. Wszystko, gdzie trzeba było płacić. I od razu podnieśli opłaty. Siedmiu odważnych też coś dostało. Jeden stację telegrafu, inny warsztat kowalski...
Mieszkańcy wioski siedzili w swoich domach i jedli w spokoju swój chleb. Gorzko im smakował.
Może dlatego, że był tylko jeden bochenek na wszystkich.
Po zakończeniu emisji Hiobowscy milczeli. Na ekranie amerykański generał, zniesmaczony westernem, krzyczał, że to nie jest prawdziwy, amerykański film. Bo amerykańscy mieszkańcy wioski walczyliby do końca.
- Tylko widzi pan - smutno powiedział prowadzący program. - Różnica polega na tym, że dla mieszkańców amerykańskiej wioski końcem walki byłoby zwycięstwo.
- A jaki byłby koniec walki dla mieszkańców innej wioski? - zapytał zdumiony generał.
- W ogóle koniec.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Ten western jako metafora by¬ po prostu GENIALNY!!!!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#12794

Ci "bohaterscy" obrońcy wioski, nie stanowili żadnej przeciwwagi dla gangu WRONY i jego sojuszników, ponieważ sami byli częścią stołu, który zmajstrował generał stolarz. Przy tym stole nie było stron, tylko jedna strona współzależna od siebie. Dopóki nie porąbiemy tego mebla hańby, dopóty wioska będzie wciąz zagrożona, a gangowi będzie się żyło coraz lepiej. My będziemy jedli chleb - coraz droższy.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

jasiulek1952

#13339