Film "Zaginiony poseł"

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

W Święta wyemitowano najnowszy film produkcji polskiej. Opowiadał on o mrożących krew w żyłach wydarzeniach z pewnej grudniowej nocy ileś tam lat temu.
- Znowu ten stan wojenny - skrzywiła się babcia Łukaszka.
Ale okazało się, że babcia się myliła. Film opowiadał o tajemniczym zniknięciu jednego z polskich posłów. Film był montowany szybko, żeby zdążyć na Święta i był jeszcze częściowo roboczy. Ale zdecydowano się puścić ze względu na wagę tematyki.
Poseł czuł się od jakiegoś czasu bardzo źle i dlatego jeździł wszędzie samochodem. No i stało się.
Któregoś wieczora prowadził auto popijając wódkę, nie wyrobił i z impetem walnął w jakąś przeszkodę. Wysiadł i zaczął wymiotować. Spojrzał na swoje ubranie i rzekł z niesmakiem:
- Jestem cały! Ufajdany...

SZSZSZSZ! Zaszumiało coś, ekran na chwilę zaśnieżył.

Któregoś wieczora prowadził auto rozmawiając przez komórkę, a tu nagle wybiegła mu przed maskę samochodu przeszkoda i z impetem w niego uderzyła.

SZSZSZSZ!

Któregoś wieczora prowadził auto rozmawiając przez komórkę, nie wyrobił i z impetem walnął w jakąś przeszkodę. Wysiadł a tu nadleciał Wigilijny Duch.
- Pokażę ci całe twoje nędzne życie! - zacharczał Duch i porwał posła w przestworza. Na ulicy pozostał rozbity samochód z telefonami komórkowymi posła w środku.

SZSZSZSZ!

Któregoś wieczora prowadził auto rozmawiając przez komórkę, nie wyrobił i z impetem walnął w jakąś przeszkodę.
- Ała! - powiedziała przeszkoda. - Jak jeźdisz, ty buraku!
- Aaa! - zawołał poseł. - Przeszkoda mówi!
- Jest wigilia - powiedziała przeszkoda. - A w taki czas nawet przeszkody mówią ludzkim głosem. Podobno politycy też. Przyznaj się, jechałeś po pijaku?
- Nie! - rzekł stanowczo poseł i walnął się pięścią w piersiówkę aż zadudniło głucho.

SZSZSZSZ!

Któregoś wieczora prowadził auto rozmawiając przez komórkę, nie wyrobił i z impetem walnął w jakąś przeszkodę. Wysiadł, rozejrzał się uważnie czy nikomu nic się nie stało, a następnie wsiadł z powrotem do auta i zasłabł.

SZSZSZSZ!

Któregoś wieczora prowadził auto, zasłabł i z impetem walnął w jakąś przeszkodę.
Pojawili się pierwsi świadkowie, więc poseł odsłabł, wyłożył na fotel oba telefony, które miał przy sobie, po czym wysiadł. Na barierce oddzielającej jeden pas ruchu od drugiego spacerował jakiś mężczyzna w ciemnym garniturze i w kapeluszu. Nagle rozłożył ręce i zaśpiewał:
- Everybody hurts...
Wszyscy zatrzymywali auta, wysiadali i porzucali je. Poseł też tak zrobił.

SZSZSZSZ!

Któregoś wieczora prowadził auto, zasłabł i z impetem walnął w jakąś przeszkodę.
Pojawili się pierwsi świadkowie, więc poseł odsłabł, wyłożył na fotel oba telefony, które miał przy sobie, po czym wysiadł.
- Halo, dokąd pan idzie? - zawołali świadkowie.
- Nie wiem, gdzieś przed siebie - wyznał poseł i dodał na wszelki wypadek:
- W szoku jestem!
Szedł tak nocą przez miasto, gdy nagle zadzwonił telefon. Dzwonił jego współpracownik.
- Nie miałeś czasem wypadku? - spytał współpracownik.
- A skąd wiesz? - spytał zaciekawiony poseł.

SZSZSZSZ!

Szedł tak nocą przez miasto, gdy nagle zadzwonił telefon. Dzwonił jego współpracownik.
- Dzwonię tak sobie - powiedział współpracownik.
- To dobrze, bo miałem wypadek, zasłabłem i w szoku jestem - powiedział poseł.

SZSZSZSZ!

Szedł tak nocą przez miasto, gdy nagle zadzwonił telefon. Dzwonił jego współpracownik.
- Dzwonię tak sobie - powiedział współpracownik.
- To dobrze, bo miałem wypadek i w szoku jestem - powiedział poseł.
- Co się stało?! - wystraszył się współpracownik.
- Rozbiłem auto i zostawiłem w nim wszystkie swoje telefony.
- To jakim cudem ja rozmawiam z tobą przez telefon?

SZSZSZSZ!

Szedł tak nocą przez miasto aż dotarł do mieszkania znajomych. Przywitał się, przeprosił, że nachodzi późną porą po czym zapytał czy nie mógłby zadzwonić. Zadzwonił do swojego współpracownika.
- Kraksę miałem - powiedział poseł. - I jestem w szoku. Ale nic mi nie jest.
- A samochód??
- Zostawiłem. Za moją wiedzą i zgodą. Jak w teledysku R.E.M. "Everybody Hurts".
- Acha.
- Dobra, idę dalej się błąkać. Jak się wyszokuję to się zgłoszę na policję.
- To cześć.
- Cześć.
Poseł odłożył słuchawkę i poszedł. Znajomi spoglądali na siebie w zaskoczeniu.
- Czy on powiedział, że miał wypadek?
- Chyba tak! Włącz Zaprzyjaźnioną Telewizję!
W Zaprzyjaźnionej Telewizji podali, że godzinę temu znaleźli rozbity samochód posła. Pusty.
- Na pewno zginął! - wykrzyknęli znajomi. - I pomyśleć, że jeszcze chwilę temu był u nas!
I zaczęli dzwonić po innych znajomych z informacją, że poseł nie żyje.
Organ sejmowy wypowiedział się jeszcze przed rozpoczęciem śledztwa, że była to na pewno wina pilota.
- Może on celowo chciał się zabić? - pytali ludzie. - Żeby też leżeć na Wawelu?
I nikt nie wiedział co się dzieje z posłem. Poseł siedział w domu i lepił uszka na wigilię. Nie przejmował się ani samochodem, ani przeszkodą, ani porzuconymi telefonami, ani tym, że amsa ludzi go szuka i obdzwania jego znajomych twierdząc, że nie żyje. Po prostu w Warszawie wszyscy tak robią. Od czasu do czasu, chcąc mieć chwilę prywatności porzucają samochody, telefony i idą. Niektórzy docierają hen, nawet na Mazury.
Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Po południu następnego dnia poseł w towarzystwie współpracownika dotarł na policję.
- Proszę wszystko opowiedzieć - powiedział surowo policjant. - I tak byśmy pana wytropili! Puścilibyśmy psa tropiącego po hafcie!

SZSZSZSZ!

- Proszę wszystko opowiedzieć - powiedział surowo policjant. - I tak byśmy pana wytropili!
- Prowadziłem po szklance - wyznał cicho poseł.

SZSZSZSZ!

- Proszę wszystko opowiedzieć - powiedział surowo policjant. - I tak byśmy pana wytropili!
- Prowadziłem jak po szklance - powiedział z pretensją poseł. - Tak było ślisko!
- Dlaczego drogi nie są posypane?! - dorzucił współpracownik posła.
- Czyli trzeźwy pan był?
- Przecież cały czas to mówiłem! - irytował się współpracownik. - Jak z nim rozmawiałem, to telefon nie wykazał żadnych promili!
- Jak to było? - policjant zażądał wyjaśnień. Poseł skinął na swojego współpracownika i rzekł:
- Pytaj!
- Czy ty prowadzisz po alkoholu? - zaczął współpracownik.
- Nigdy.
- Czy ty prowadziłeś wtedy ten samochód?
- Nigdy.
- Czy ty uciekłeś?
- Nigdy.
- Czy ty byłeś wtedy pijany?
- Nigdy.
- Boże, czy ty wiesz jak myśmy się o ciebie martwili?
- Nigdy.
- Byłeś pewno w szoku?
- Nigdy.

SZSZSZSZ!

- Byłeś pewno w szoku?
- Oczywiście!
- Jasne, ja panu wierzę, po to jest policja - powiedział funmkcjonariusz. - Muszę jednak wpisać coś jako przyczynę wypadku.
I nagle wszystko się wyjaśniło: poseł jechał według nawigacji! A ona pokazywała, że jest nie ma przeszkody! Zatem sabotaż! Ale kto go dokonał? I po co?
- Wszystko się wyjaśni w części drugiej - zapowiedziała ciepło spikerka telewizji.
- Dziwny ten film - powiedził tata Łukaszka.
- Szszszsz! - odpowiedział Łukaszek.
Na ekranie znów pojawiła się spikerka.
- A teraz zapraszamy na relację jak Święta Bożego Narodzenia spędza znana celebrycka rodzina ateistów!

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (1 głos)

Komentarze

 Jaki miał cel? Przecież On taki czysty, higieniczny i estetyczny. To nie mogło się zdarzyć ot tak.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#118765

chluśniem...

po malusim

===

.. to przyjemne czasami żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi...

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

... to przyjemne czasami żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi...

#118908