Tramwajada

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

W listopadowy weekend miejskie tramwaje przygotowały festyn z okazji św. Katarzyny (dla wierzących) lub z okazji Dnia Tramwajarza (dla niewierzących). Dziadek zaproponował, żeby wszyscy poszli. Mama odrzuciła ten pomysł - zakupy, a tata musiał też odrzucić ten pomysł. Ktoś mamę na te zakupy musiał zawieźć. Siostrze Łukaszka też nie pasował termin. Akurat miała randkę ze swoim chłopakiem.
- No to idziemy we dwójkę - powiedział z niechęcią dziadek do babci. Babcia popatrzyła z niechęcią na dziadka, ale nie zdążyła nic powiedzieć, bo wtrącił się Łukaszek z dzikim okrzykiem:
- Ja też idę!
Seniorzy najpierw zaniemówili a potem starali się go zniechęcić, ale Łukaszek jakoś nie dał się zbić z tropu. Co więcej, okazało się, że zadzwonił do swoich kolegów. Okazało się to pod blokiem, gdzie czekali na nich Gruby Maciek i okularnik z trzeciej ławki. Dziadek załamał się i chciał wracać, ale kpiący komentarz babci spowodował, że zmienił zdanie.
Tramwajem przybyli na teren jednej z miejskich zajezdni i rzucili się zwiedzać atrakcje w postaci taboru i infrastruktury. Dziadek Łukaszka czuł jednak, że coś jest nie tak. Wiedział, że wnuk, dziecię nowoczesnych, skomputeryzowanych czasów, nie fascynuje się archaicznym autobusem czy przedpotopowym tramwajem z drzwiami otwieranymi za pomocą silników od wiertarek.
I miał rację. Trójka chłopaków zaciągnęła jego i babcię w ustronne miejsce, gdzie zaczynała się formować kolejka ludzi.
- Będzie można poprowadzić tramwaj - poinformowali Łukaszek i spółka z wypiekami na twarzy. Dziadek i babcia zaczęli gwałtownie protestować, ale młodzież była odporna na perswazję słowną. Zresztą po chwili zajechał tramwaj i wsiedli pierwsi chętni do kierowania. Trasa wiodła po torach wokół zajezdni. Obok pulpitu siedział prawdziwy motorniczy ze zdublowanym minipulpitem w rękach.
Kiedy przyszła ich kolej, pierwszy do wagonu wskoczył okularnik. Błyskawicznie siadł na fotelu motorniczego, nacisnął jakiś guzik i przyciął drzwiami Grubego Maćka.
- Ty nędzna fiucino... - szarpał się Gruby Maciek. Pan motorniczy otworzył drzwi i pozostała czwórka wsiadła. Niestety, okazało się, że chłopcy nie mogą poprowadzić tramwaju, bo podobno są za młodzi. Babcia z kolei mogła, ale nie chciała.
- To co, mamy wysiąść? - zapytał niepewnie dziadek Łukaszek.
- Niech pan poprowadzi - zaproponował pan motorniczy. Dziadek Łukaszka zasiadł więc za pulpitem. Pan motorniczy objaśnił mu co do czego, kazał zadzwonić dzwonkiem i wcisnąć pedał gazu. Dziadek wcisnął pedał do podłogi. Tramwaj typu 105N ruszył z tzw. kopyta, z pantografu strzelił malowniczy pióropusz iskier, a babcia spadła po schodach w dół przy drzwiach. Tramwaj wziął ostry wiraż w lewo i pan motorniczy o mało nie wypadł ze swojego fotela.
- Ale czad! - rzekł z uniesieniem Łukaszek. Stał niewzruszenie na szeroko rozstawionych nogach i filmował wyczyny dziadka komórką. Z tyłu wagonu wrzała zacięta, milcząca walka pomiędzy Grubym Maćkiem i okularnikiem. Ten pierwszy usiłował włożyć ucho tego drugie do kasownika. I skasować.
- Ruszył pan jak prawdziwy motorniczy - pochwalił dziadka pan motorniczy i w nagrodę pozwolił mu utrzymywać własne tempo jazdy.
Po jeździe tramwajem wybrali się na zwiedzanie zajezdni.
- Zajezdnia została wybudowana w latach siedemdziesiątych - opowiadał pan przewodnik prowadząc wycieczkę przez jedną z hal. - Była to wtedy największa i najnowocześniejsza zajezdnia w Polsce. Miała obsługiwać całe miasto!
Babcia rosła w dumę słuchając tych słów.
- Słyszysz? Słyszysz? - trąciła dziadka. - Polak potrafi! I to ho ho! I kiedy? Za komuny!
Dziadek poparzył na zamarłe suwnice, zakurzone świetliki, opustoszałe hale i powybijane szyby, po czym bąknął:
- Ale dzisiaj...
- Dzisiaj to nie umieją niczego uszanować! - krzyknęła babcia i usunęła się przepuszczając przebiegających Łukaszka, Grubego Maćka i okularnika. - Za Gierka to był beton! Były rekordy! A dzisiaj to gnieżdżą się w dwóch halach a reszta stoi pusta!
- Proszę niczego nie naciskać! - upomniał Łukaszka i kolegów pan przewodnik, po czym wyjaśnił, że reszta hal po prostu nie jest potrzebna.
- Okazało się, że jedna zajezdnia na całe miasto to zły pomysł, bo jest problem z ostatnimi kursami, które mają dalekie trasy powrotne. To samo jeśli chodzi o pierwsze kursy. Lepiej sprawdza się kilka mniejszych zajezdni w różnych punktach miasta.
- Szkoda, że za Gierka głowy nie mieli, nie zużyliby tyle betonu na niepotrzebne rekordy - zakpił dziadek. Babcia zaczęła krzyczeć i ponownie przepuściła biegnących Łukaszka, Grubego Maćka i okularnika. którzy naciskali różne guziki.
- Prosiłem, żeby niczego nie dotykać! - zawołał z irytacją za nimi z pan przewodnik, ale chłopcy wybiegli na zewnątrz i zatrzasnęli za sobą drzwi. W hali rozległ się dziwny szum.
- Co to jest? - zapytał niespokojnie dziadek Łukaszka.
- Myjnia! - pan przewodnik pobladł gwałtownie. Szum gwałtownie wzrósł, zamigotało jakieś światełko. Zdążyli jeszcze zobaczyć jak do brudnych szyb chłopacy przycisnęli twarze, a ich usta wymówiły bezgłośnie:
- Ale czad!!

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

1. Dziękuję za dedykację.
2. Zjadłeś wyraz po "Obok pulpitu siedział prawdziwy" czegoś brakuje.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

----------------------------------------------------------- "Polska Niepodległa to Polska niebezpieczna" Lenin

#38309

Poprawiłem, dziękuję.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#38321

A III RP To Nieustanny Wielki Dzień Świra!
pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#38328