Śmierć dyngus

Obrazek użytkownika Marcin B. Brixen
Humor i satyra

Zaczęło się od dzwonka do drzwi. Bardzo długiego dzwonka.
- Co za głąb tak dzwoni!! - krzyczeli Hiobowscy miotając się po mieszkaniu. Tata Łukaszka runął do drzwi i je otworzył. Na progu stał jego kolega z pracy, Kubiak i bezradnym gestem wskazywał na kontakt dzwonka. Tata Łukaszka walnął w kontakt pięścią i głos dzwonka się urwał. Zapadła cisza tak głęboka że aż dzwoniła w uszach.
- ...ja go tylko nacisnąłem - tłumaczył się Kubiak.
- O co chodzi? - zapytał ostrożnie tata Łukaszka i na wszelki wypadek przymknął drzwi. Nie bardzo miał ochotę wpuszczać Kubiaka do mieszkania. W pracy Kubiak miał ksywę człowiek-dewastator. Kubiak coś zaczął tłumaczyć, że przejeżdżał obok, że życzenia i tak dalej...
- A, to twój kolega z pracy? - odezwała się z głębi mieszkania mama Łukaszka. - No wpuść pana do środka! Niechże pan wejdzie!
Tata Łukaszka potrząsnął z rozpaczą głową i przepuścił Kubiaka do wewnątrz. Kubiak przeszedł korytarzem gdy nagle na jego drodze wyrósł Łukaszek z wiaderkiem w ręku.
- Śmigus dyngus - wrzasnął Łukaszek i sprzedał zawartość wiaderka Kubiakowi na twarz.
- Bardzo przepraszam - powiedzieli rodzice niesfornego smarkacza, mama z zażenowaniem, a tata z satysfakcją.
- Ależ ja się wcale nie obrażam - rzekł pogodnie ociekający wodą Kubiak. - Ale żądam rewanżu!
- Że co? - zdziwił się Łukaszek i został zaciągnięty przez Kubiaka do łazienki. Dolatywały stamtąd dzikie ryki i odgłosy chlapania wodą. Tata Łukaszka wzniósł oczy ku sufitowi ale nie zdążył nic powiedzieć bo znowu zabrzmiał dzwonek - tym razem króciutko.
- Kogo tam znowu... - warknął tata Łukaszka, otworzył drzwi i zmartwiał. Na progu stała ubrana w swój znoszony habit Śmierć.
- Pani do nas? - wybełkotał tata.
- Nie, do sąsiadów! - warknęła Śmierć. - No przecież jak dzwonię to do was, to do was, nie?
- Nie! Nie! - tata Łukaszka usiłował zamknąć drzwi, ale Śmierć zdążyła wsadzić nogę. Siłowali się tak przez chwilę w upartym milczeniu aż nagle coś cicho trzasnęło. Tata Łukaszka puścił drzwi, na podłodze leżało coś małego i żółtego. Śmierć podkasała habit, spod niego wyjrzały dwie bose, kościotrupowe stopy. Na jednej stopie było pięć palców, na drugiej - cztery.
- O kurna - stęknął tata Łukaszka.
- Mój palec - w oczodołach Śmierci zamigotały mordercze błyski. - Je pierdzielę! Tyle tysięcy lat, tyle wojen i nic! A jakiś kretyn mnie załatwił drzwiami!
- I co teraz? - tacie Łukaszka zrobiło się trochę nieswojo.
- Jak to co! Zrób coś!
- Czy ktoś przyszedł? - rozległ się głos mamy Łukaszka.
- Ktoś do mnie! - odkrzyknął tata Łukaszka i wepchnął Śmierć do łazienki.
- Co tu tak mokro? - zdziwiła się Śmierć. Tata Łukaszka wyjaśnił jak doszło do pojedynku Łukaszek-Kubiak.
- Ano ja właśnie w tej sprawie - jęknęła Śmierć. - Całe święta ganiam za tym durniem!
- Ale po co?
- Nic nie robię tylko ratuję ludzi! Zobacz! Macie zwarcie w gniazdku, a wszędzie pełno wody. Gdyby to ktoś włączył to jak nic trup na miejscu! A na was jeszcze nie nadszedł czas!
- To pani nie po nas... - westchnął uszczęśliwiony tata.
- No pewno, że nie! Latam za Kubiakiem i naprawiam po nim! Przecież on samych nieboszczyków by za sobą zostawiał! A kto tu jest śmiercią, pytam się do cholery, ja czy Kubiak?
- Oczywiście pani - uszczęśliwiony tata Łukaszka poczuł nowy przypływ energii. Sięgnął do szafki i wyjął klej po czym starannie przykleił Śmierci ułamany palec.
- Będzie trzymać? - spytała nieufnie Śmierć.
- Będzie. Jak kiedyś mój syn posmarował tym guziki w pilocie to na pogotowiu musieli go od ręki dziadka odcinać... - wyjaśniał tata Łukaszka trzymając mocno stopę i palec w rękach, żeby klej dobrze chwycił.
I akurat do łazienki zajrzał dziadek Łukaszka.
- Kto to? Co tu robi zakonnica? - pytał nieufnie dziadek. - Co ty jej robisz ze stopą?
- Obmywam - zawarczał tata Łukaszka.
- Przecież to w Wielki Czwartek a nie w Śmigus Dyngus...
- Czy jest Kubiak? - przerwała mu Śmierć.
- Wyszedł właśnie...
- Jasna cholera! - jęknęła Śmierć i runęła w kierunku wyjścia.
Dziadek popatrzył za nią, a potem wziął golarkę i chciał wpiąć do gniazdka.
- Mowy nie ma! - powstrzymał go tata Łukaszka. - Wszędzie woda a w gniazdku zwarcie! Najpierw muszę to naprawić!
- Najpierw - zauważył dziadek - to chyba będziesz musiał się odkleić od pralki...

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Trochę mroczno się zrobiło w ten "lany poniedziałek".

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrawiam
**********
Niepoprawni: "pro publico bono".

#54251

był happy end!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#54253