Godzina 8:00, na Siewierny spada kotara mgły

Obrazek użytkownika Romek M
Historia

Ambasador Jerzy Bahr kończy śniadanie. Wyciera wolno serwetką usta, po czym niespiesznie wstaje, by udać się na piętro, do swojego pokoju w hotelu „Centralny". W ramach okiennych jego apartamentu rozpiał się obraz zwiędłego, poszarzałego poranka, ożywianego co jakiś czas refleksami słońca. Nie ma najlepszych przeczuć. Rosjanie od początku stawiali wyraźny opór niemal we wszystkim co dotyczy dzisiejszej wizyty (1).

Ambasadora fascynuje Rosja. Nie można powiedzieć, że kocha on te strony miłością tak wielką i nieobliczalną, jak wielki jest ten kraj. Ale zwyczajnie. Pociągają go moskiewski teatr, balet, literatura. A i tak wszystko to blednie w obliczu jego fascynacji rosyjską sztuką. W samym centrum wrażliwości ambasadora - w jego umyśle - znajduje się wirtualna galeria, w której główna sala przeznaczona jest obecnie dla obrazów Konstantego Jegorowicza Makowskiego. Mimo to jednak, bez żalu ambasador odda natychmiast i tę salę, i samą galerię, i nawet cały swój zachwyt dla sztuki, jeśli by tylko przyczynić się to w jakiś sposób mogło do dzieła polsko-rosyjskiego pojednania. Ta idee fixe ambasadora, ilekroć tylko o niej pomyśli, najmocniej ożywia jego słabe ciało i wylewa na zwiędłe policzki niezdrowy rumieniec. Niesmakiem napełniają go teorie mówiące o atawistycznej niechęci Rosjan do Polaków. I vice versa. Bahr do znudzenia powtarza, że jeśli gdzieś pojawia się nienawiść, trzeba umieć wskazać palcem, kto jest jej winien (2).

Uśmiech znika z jego warg, gdy duszeszczipatielnyje myśli szybujące nad pejzażami jego marzeń, niespodziewanie zderzają się z czymś, co boleśnie przypomina o dzisiejszej wizycie. Tym co sprowadza Bahra na ziemię jest pojawiające się nagle echo słów pracowników kancelarii polskiego Prezydenta, głęboko przeświadczonych, iż Rosjanie za wszelką cenę będą rzucać kłody pod nogi Delegacji, aby ta nie wylądowała w Smoleńsku (3). Nie podoba mu się gra polegająca na przepychankach, przesuwaniu godzin wylotu, w ogóle wszystkich tych jednostronnych, nieuzgodnionych działaniach. Zarówno z jednej jak i drugiej strony – dodaje w myślach, odruchowo nadając im urzędową formę. Takie posunięcia polskiej strony nie mogą być tu dobrze odebrane – świadczą o całkowitym braku zaufania - myśli gorzko, patrząc przez okno na wielki kwadrat placu Lenina porośnięty uśpionymi jeszcze drzewami. Obraz ich nagich, poskręcanych jakby w konwulsji konarów, powoduje przypływ kolejnej fali przygnębiających myśli.

- Bo bezpieczeństwo, bezpieczeństwem, ale przecież jest jakiś protokół, jakieś ustalenia, jakaś dyplomatyczna kultura. Dlaczego nie można trzymać się ustaleń? - zrzędzi do siebie. - Kwadrans jest jeszcze do przyjęcia, ale niemal godzina opóźnienia, to trochę za dużo. Z wiekiem, stając się coraz większym realistą, Bahr zdaje sobie doskonale sprawę, że tak naprawdę jego niechęć dla działań Kancelarii nie bierze się ani z uprzedzenia do jej szefa, czy pracowników, ale ze zwykłego ludzkiego strachu. Ma bowiem świadomość, że najzmyślniejsza nawet gra polskich służb i tak nie jest w stanie uchronić Prezydenta przed gospodarzami, jeśli ci powzięliby wobec niego jakiś nieprzyjazny zamiar. Tym bardziej, jeśli rozgrywka miałaby się toczyć się tu. Na ich terytorium.

Po raz kolejny poprawia marynarkę, przygładza resztki siwych włosów. Jest coraz mocniej zdenerwowany. Ambasador lada moment spodziewa się telefonu od gubernatora, albo nie daj Boże – Titowa (4), z podszytymi pretensją pytaniami - co się dzieje?! Ile mamy czekać?! Nie cierpi się wykręcać i kłamać, że nastąpiła awaria, albo ogólniej - że nie pozwoliły na punktualny wylot jakieś procedury bezpieczeństwa, choć wie, że gdyby tak powiedział, nie minąłby się z prawdą. Ale po prostu nie lubi się tłumaczyć. Jeszcze raz spogląda za okno, ale widok wcale nie poprawia mu nastroju. Sięga do kieszeni po małą flanelową szmatkę, i nerwowo przeciera nią szkła okularów. W tym właśnie momencie słyszy sygnał nadchodzącej poczty. Oddycha z ulgą. To dyrektor Mariusz Kazana, szef protokołu dyplomatycznego. Nareszcie! W wysłanej wiadomości jest tylko jedno słowo: „startujemy”(5)

Bahr uspokaja się. Już spokojny, wykonuje telefon do wicepremiera spraw zagranicznych Rosji, aby poinformować go o przybliżonym czasie przylotu Prezydenta. Nie jest tu pierwszy raz. W dodatku trzy dni wcześniej witał w tym samym miejscu polskiego premiera. Wie doskonale jak długo z Warszawy do Smoleńska leci zarówno Jak-40 (około dwóch godzin(6)), jak i Tupolew (niewiele ponad godzinę (7-8)). Ma więc teraz jeszcze dużo czasu, by poprawić notatki, które naszkicował w nocy, ale podekscytowany wizytą nie mógł ich dokończyć. Uśmiecha się do siebie, zdając sobie nagle sprawę, jak bardzo nie dawało mu spokoju to, że nie nadał im skończonej, dopracowanej formy. Kiedy ta wydaje mu się już zadowalająca, zamyka laptopa i wsuwa go do teczki. Powoli zakłada szalik, oraz płaszcz. Nie czeka na windę. Wie, że nadal ma jeszcze masę czasu. Schodzi z pierwszego piętra do pomieszczenia zwanego tu westybulem, choć właściwie jest to zwykły hotelowy hol. W fotelach siedzi w milczeniu kilku podobnie ubranych mężczyzn. Wygląda na to, że mam podwójną obstawę, myśli, kwaśno uśmiechając się do siebie.

- Jedziemy panie Gerardzie - Bahr spogląda w kierunku, gdzie w jego odczuciu powinien znajdować się jego osobisty kierowca i zarazem ochroniarz. W ostatnim czasie wzrok mu się znacznie pogorszył i obecnie coraz częściej musi zdawać się bardziej na intuicję niż oczy. A ta, niestety, nigdy nie była jego mocną stroną. Sam, wolnym krokiem kieruje się w stronę recepcji.

Zajrzyjmy do mapy Smoleńska. Hotel „Centralny", w którym oczekuje Bahr, jest usytuowany 6,2 km od bramy głównej „Siewiernego”. Jest to, według symulacji Google Map, około 12-18 minut (w zależności od pory dnia) jazdy samochodem. Ambasador ma więc ogromny margines czasowy, aby bez pośpiechu uporządkować bieżące sprawy, spakować się, ubrać, zejść na parking i usadowić w dyplomatycznym aucie, a na lotnisku znaleźć się jeszcze znacznie przed ósmą. Z jego wyliczeń wynika bowiem, że Prezydent wyląduje w Smoleńsku około godziny 8:15. A ponieważ zwyczaj dyplomatyczny nakazuje być 30 minut przed przylotem głowy państwa, jest na miejscu, gdzieś pomiędzy 7:35, a 7:45 czasu polskiego(9).

Kiedy się pojawia, nie potrafi oprzeć się wrażeniu, że trafił do jakiegoś ponurej i zakazanej dziury (10). Oszczędnie wymienia kilka ukłonów z osobami, które najwidoczniej go znają, gdyż uśmiechają się raczej serdecznie.

Warunki na „Siewiernym", można tak powiedzieć, są gorsze niż polowe. Wygląda ono jak prowincjonalne, zapuszczone, IV ligowe boisko, które na łapu-capu zaadoptowano na lądowisko dla samolotów (11). Tuż za biało-czerwoną rampą oddzielającą pas startowy od drogi i parkingów, stoi wielki, jasnobrązowy namiot wojskowy, który pełni podwójną rolę - hali przylotów i odlotów, oraz saloniku dla oczekujących. Znajduje się w nim kilka wygodnych krzeseł i stół, na którym zamiast tradycyjnego samowara, umieszczono termosy z kawą i herbatą.

Zaraz po przybyciu ambasadora, podchodzi do niego elegancka, postawna blondynka po czterdziestce, w której o dziwo, tym razem bez problemu udaje mu się rozpoznać panią wicegubernator Smoleńska. Podana dłoń wydaje się ambasadorowi nadzwyczaj ciepła i miękka.

- Dobrą mamy pogodę – kobieta, z powściągliwym uśmiechem spogląda mu badawczo w oczy.

- Dobrą - zgadza się ambasador, choć w duchu myśli sobie, że osobiście wolałby wrócić do ciepłego dyplomatycznego samochodu z przyciemnionymi szybami (12), a jeszcze lepiej do siebie, do Moskwy. Słowo „pogoda" kojarzy mu się w tym momencie, z „klimatem politycznym", a to powoduje, że wzdłuż jego kręgosłupa zaczyna wędrować wątła nitka zimnego dreszczu.

W każdym razie jeśli chodzi o aurę, to (parafrazując słowa padające w kokpicie Tupolewa, a dotyczące warunków meteo) „tragedii nie ma”. Fakt, jest dosyć ciemnawo jak na tę porę dnia, ale nie ma mgły (13). Jednym słowem cała panorama lotniska wygląda jakby była przykurzona.

Czeka, pogrążony w myślach o mających nadejść (czy raczej... nadlecieć) obowiązkach. Wciąż nieobecni są jeszcze gubernator Smoleńska, wiceminister spraw zagranicznych FR, oraz przedstawiciel prezydenta Rosji. Ci, według swych własnych relacji, przybędą dopiero o 8:00 (14).

Czas dłuży mu się niemiłosiernie. Grzecznie odmawia, gdy proszą go do namiotu na drobny poczęstunek. Stoi na zewnątrz. I choć temperatura jest dodatnia, to ambasador odnosi wrażenie, że za chwilę zamarznie. Pewnie dlatego, że powietrze przepojone jest jak gąbką wilgocią, lekko trącącą zapachem samolotowego paliwa.

Jak „nakazuje zwyczaj dyplomatyczny” rosyjscy oficjele faktycznie przybywają o 8:00 (15). A zaraz po nich, gdzieś w 15 minucie oczekiwania ambasadora, pojawia się mgła (16). Wychodzi nagle z lasu i ciągnie na zachód. Z minuty na minutę staje się coraz gęstsza. Ambasador pierwszy raz widzi coś takiego! Jakby to nie była mgła, a wielka burzowa chmura, lądująca przed nim na pasie lotniska. Nagle robi mu się dziwnie nieswojo. Przywitawszy się z przybyłymi rosyjskimi politykami postanawia schronić się, na chwilę, przed zimnem i dręczącym go niepokojem w samochodzie (17).

 

Na samym lotnisku mgła pojawia się pomiędzy godziną 8:00, a 8:05. Relacja Bahra pokrywa się tu z zeznaniami Artura Wosztyla (18). Ale godzinę jej pojawienia potwierdzają nie tylko te dwie osoby. O pięknej pogodzie, jaka była w Smoleńsku jeszcze o 7:00 i dziwnej mgle, która dopiero około godziny 8:00 „wypełza z jaru" znajdującego się półtora kilometra od lotniska mówią też inni bezpośredni świadkowie wydarzeń (19a,b,c). Jednym z nich jest nauczycielka o polskich korzeniach (20). Jest też zapis na smoleńskim blogu z 10 kwietnia 2010 roku, mówiący, że mgła zaczęła się tworzyć o ósmej (21). Również w dokumentacji Zespołu Parlamentarnego znajduje się wypowiedź świadka potwierdzająca tę godzinę (22). No i w końcu, nie kto inny, tylko sam Nikołaj Krasnokutskij w „stenogramach z wieży" w pewnym momencie mówi o pojawieniu się mgły jako o zjawisku, które wystąpiło właśnie o 8:00 (23). Jednym z ciekawszych świadków, osoba której działka znajduje się tuż przy kotlinie, którą opisywała polska nauczycielka, jest Nikołaj Jakowlewicz Bodin. Opowiada on, że około godziny 8:00 musiał zrezygnować z prac polowych, gdyż pojawiła się gęsta mgła. Kiedy wsiadał do samochodu najpierw usłyszał, a potem zobaczył „nisko lecący samolot równolegle do ziemi”(24), który miał złamać górną część legendarnej „pancernej brzozy” rosnącej na jego działce. Problem w tym, że nikt (w żadnym z wywiadów) nie zapytał – jaki samolot widział. To ważne pytanie, gdyż około godziny ósmej, tuż przed pojawieniem się mgły na lotnisku, mógł tamtędy przelatywać tylko jeden statek powietrzny. IŁ-76 Frołowa.

Działka Bodina – jak wspomniałem - znajduje się tuż obok jaru, czyli na południe od drogi podejścia do progu pasa lotniska, dlatego też po kilku sekundach gdy zdmuchnął on czapkę Bodinowi, mógł pojawić się centralnie nad głowami załogi Jaka-40 (25).

W każdym razie sam Bodin, po tym przelocie, rusza śladem koszącego drzewa samolotu...

 

Jak to jest jednak możliwe, że świadek ten widział Iła-76, we mgle jeszcze przed ósmą, a dokładniej o 7:55 (bo taka jest godzina jego drugiego przelotu), a świadkowie mówią że na samym lotnisku pojawiła się ona dopiero o ósmej, już po jego przelocie?

Otóż mgła ta nie zalegała wszędzie, jak to sobie zwykle wyobrażamy mgłę. W tym konkretnym przypadku była zjawiskiem punktowym. Jak mówi Jacek Sasin (wówczas pracownik Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego) – „ona była tylko na lotnisku”(26). Wcześniej jednak – i to dosłownie - „wypełzła z jaru i przemieściła się w kierunku szosy w stronę lotniska Siewiernyj” (27).

Można mieć wątpliwości co do rzetelności zeznań świadków i co do dokładności z jaką zapamiętali fakty, ale co powiedzieć jeśli te relacje znajdują potwierdzenie w dokumentach? W raporcie Zespołu Parlamentarnego noszącego nazwę "Relacje 200 świadków", na stronie 208, znajduje się bowiem plan zalegania mgły i dymu w okolicach lotniska w Smoleńsku o godzinie 8:41 dnia 10 kwietnia 2010 roku (28). Widać na nim wyraźnie, iż zamglenie ma kształt pasa ciągnącego się od jaru w kierunku progu lotniska, i rozrzedza się ono stopniowo na boki, im jest dalej od głównego nurtu rzeki oparów. Co ciekawe, z planu tego wyraźnie wynika, że mgła rzeczywiście obejmuje tylko lotnisko i jego najbliższe okolice.

 

Tego poranka, właśnie znad jaru – zbaczając nieco z kursu z uwagi na błędny sygnał bliższej radiolatarni, oraz GPS (29)– nadlatywały wszystkie samoloty. Ten błąd wynosił 50-70 metrów w kierunku południowym, czyli dokładnie w odległości, w jakiej od pasa lotniska parkował Jak-40 Wosztyla i Musia.

Nie wiem czy to pęd ciągniętego za Iłem powietrza, czy jakieś inne zjawisko fizyczne sprawiło, że mgła podążała w kierunku lotniska. Wędrowała  pomiędzy dwoma ścianami drzew - powietrznym korytarzem. Być może prowadził ją tylko lekki wietrzyk, który wiał tego poranka w Smoleńsku na zachód.  Mgłę wspomagały dodatkowo ogniska zadymienia, które na mapce oznaczono jako „dymy”. Ten "wiatr ze wschodu" miał tempo idącego pieszo człowieka. Jego prędkość wynosiła zaledwie 7 km/h (30).

 

Opary wypełzają z czeluści. Przez bramy jaru zimne tchnienie śmierci zatapia świt. Szczelnie oblepia ziemię. Ciężkie tchnienie wąwozu uderza w smukłe piszczały drzew. W żałosnych tonach unoszą się i opadają miechy przestworzy. Pod ich oddechem, dukty odzywają się cicho leśną pieśnią mgły.

..............................................................................

Nieco poprawiony fragment pochodzi z książki "Zatarty ślad. O 10 kwietnia 2010 roku"

(1) Jerzy Bahr. Ambasador RP w Moskwie (http://wiadomosci.wp.pl/kat,1329,title,Jerzy-Bahr-o-katastrofie-w-Smolensku-nagle-zrobilo-sie-kompletnie-bialo,wid,16029603,wiadomosc.html): >>Natomiast jeśli chodzi o 10 kwietnia, to musieliśmy jakoś "prawą ręką za lewe ucho ciągnąć". Ze strony rosyjskiej nie było gotowości do potraktowania obu ceremonii równolegle jako czegoś równie znaczącego i bez przerwy nam o tym przypominano. Dawano nam do zrozumienia, że np. MSZ zajmuje się jedną wizytą - 7 kwietnia. W sprawie wizyty prezydenta 10 kwietnia umywano ręce. W końcu coś tam wywalczyliśmy, ale przy zdecydowanej niechęci gospodarzy. Jako placówka zrobiliśmy wszystko, co się dało. Tak ważną wizytę zupełnie inaczej przygotowuje się, gdy się czuje spolegliwość partnera, w inny sposób natomiast, gdy czujemy, że jest opór materii. A tego drugiego po rosyjskiej stronie było bardzo dużo<<

(2) Jerzy Bahr – cytat z wywiadu - https://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/487229,byly-ambasador-jerzy-bahr-prezydent-rosji-wladimir-putin-jest-bandyta.html

(3) Jerzy Bahr (http://wiadomosci.wp.pl/kat,1329,title,Jerzy-Bahr-o-katastrofie-w-Smolensku-nagle-zrobilo-sie-kompletnie-bialo,wid,16029603,wiadomosc.html): >>Z polskiej strony była pod tym względem wielka nieufność, tzn. nie wierzono w dobrą wolę gospodarzy. Uważano, że Rosjanie chcą wymusić lądowanie gdzie indziej, żeby połamać nam ten rytm, który był przewidziany. I to jednoznacznie było powiedziane: Rosjanie będą robić wszystko, żebyśmy tam "nie siedli"<<

(4) Władimir Titow - Ówczesny zastępca Ministra Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej .

(5) Jerzy Bahr (http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127291,8941828,Startujemy.html): "Rano dostałem e-mail od Mariusza Kazany, szefa protokołu dyplomatycznego w MSZ. Z jednym słowem: startujemy".

(6) Informacja MON. Odpowiedź na zapytanie poselskie nr 9562 (http://orka2.sejm.gov.pl/IZ6.nsf/main/0259692B):"Faktycznie start samolotu z lotniska Warszawa - Okęcie do Smoleńska nastąpił o godz. 7.21 czasu lokalnego". Według raportów MAK i Millera start miał mieć miejsce o 7:27 czasu polskiego.

(7) Według planu lotu z 18.03.2010 miało to być 65 minut - prawdopodobnie przy podejściu kursem 79 stopni (od zachodu). Natomiast przy podejściu wschodnim kursem 259 stopni - jakim Tupolew miałby 10.04.10 podchodzić - czas ten może być dłuższy o jakieś 5-10 minut. Oczywiście obliczenie to nie uwzględnia innych czynników, takich jak na przykład prędkość i kierunek wiatru.

(8) Płk Nikołaj Krasnokutski (w stenogramach z wieży do płk-a Sypko): O 10.30 (8:30 czasu polskiego - RM) lądowanie głównego prezydenta.

(9) Jerzy Bahr (link z 5): "Obyczaj dyplomatyczny nakazuje, by być na miejscu co najmniej pół godziny przed przylotem samolotu. My z kierowcą przyjechaliśmy około 40 minut wcześniej".

(10) Jerzy Bahr (https://opinie.wp.pl/jerzy-bahr-o-katastrofie-w-smolensku-nagle-zrobilo-sie-kompletnie-bialo-6016710259229313a) „Moje wrażenie było takie, że dzień jest ponury. Było dość ciemnawo, więc to wszystko, całe to otoczenie, nie wyglądało optymistycznie”.

(11) Jerzy Bahr (http://wiadomosci.wp.pl/kat,1329,title,Jerzy-Bahr-o-katastrofie-w-Smolensku-nagle-zrobilo-sie-kompletnie-bialo,wid,16029603,wiadomosc.html): "Może to jest standard, że te lotniska rejonowe tak wyglądają, ale widok Siewiernego z zewnątrz był naprawdę żałosny: jakieś zapyziałe budynki, nieużywane samoloty czy wraki".

(12) Jerzy Bahr (http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127291,8941828,Startujemy.html): "Podeszła do mnie pani wicegubernator Smoleńska. To postawna przystojna blondynka po czterdziestce. Powitała mnie słowami: mamy dobrą pogodę. (...) Pomyślałem, że nie za bardzo. Dobrą - zgodziłem się z nią przez grzeczność".

13) Jerzy Bahr (http://wiadomosci.wp.pl/kat,1329,title,Jerzy-Bahr-o-katastrofie-w-Smolensku-nagle-zrobilo-sie-kompletnie-bialo,wid,16029603,wiadomosc.html) opisując moment przybycia: „Natomiast nie było mgły, albo była bardzo słaba”

14) Siergiej Antufiew. Gubernator Guberni Smoleńskiej FR (https://www.warszawapraga.po.gov.pl/tl_files/aktualnosci_powp/VDS100.14/postanowienie_o_umorzeniu_sledztwa.pdf ): "Świadek zeznał, że w dniu 10 kwietnia 2010 roku około godziny 10.00 przybył na lotnisko Siewiernyj razem z Pełnomocnym Przedstawicielem Prezydenta Federacji Rosyjskiej w Centralnym Okręgu Federalnym Gieorgijem Połtawczenko, Zastępcą Ministra Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej Władimirem Titowem celem powitania Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Na lotnisku znajdowali się pracownicy Ambasady RP w Moskwie na czele z Ambasadorem Jerzym Bahrem, stały też samochody wchodzące w skład kolumny prezydenckiej.”

15) Jerzy Bahr (link z 5): „Obyczaj dyplomatyczny nakazuje, by być na miejscu co najmniej pół godziny przed przylotem samolotu”.

16) Jerzy Bahr (http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127291,8941828,Startujemy.html): "Po 15, może 20 minutach czekania pojawiła się mgła. Tumany chmur szły od lewej strony do prawej. Było ich coraz więcej, narastały w błyskawicznym tempie".

17) Gerard Kwaśniewski. Ochroniarz i kierowca Jerzego Bahra (http://polska.newsweek.pl/smolensk--nieznana-relacja-oficera-bor,68588,1,1.html): „Jest zimno, dwa stopnie, siedzimy w samochodzie, działa ogrzewanie”. 

18) Artur Wosztyl. Zeznanie z 21.04.2010. (http://www.npw.gov.pl/dokumenty/TU-154/protokoly-Wosztyl.pdf): "Po wylądowaniu około godziny 7:20, warunki atmosferyczne panujące na lotnisku utrzymywały się przez jakiś czas, myślę, że przez około 30 minut, na podobnym poziomie jak przy moim lądowaniu. Następnie zaczęła nadciągać mgła w płatach, która przez krótki czas ograniczała widzialność do około 400m. Po czym warunki te poprawiały się do tych jakie panowały przy moim lądowaniu".

19 a) Wypowiedź świadka nr 196 (http://orka.sejm.gov.pl/ZespolSmolenskMedia.nsf/files/ZSMK-9STJU7/$File/Analiza%20relacji%20200%20świadków%20ZPa.pdf ): Świadek Nick: SIERGEEW NIKOŁAJ 15:14 „Mgła pojawiła się rano, zobaczyłem ją o godzinie 10:00 (8:00 czasu polskiego). O godzinie 10:30 w rejonie ulicy Ławoczkina zaczęła siadać, a około 11:30 podniosła się.

19 b) http://www.se.pl/wiadomosci/polska/msz-myslal-ze-tupolewem-z-lechem-kaczynskim-wyladu_155615.html Około 8 rano czasu polskiego (...) radca (radca polskiej ambasady w Kijowie Dariusz Górczyński - RM) informował centralę w Warszawie o złych warunkach pogodowych nad smoleńskim lotniskiem. 


19 c) Jerzy Bahr mówi o pojawieniu się wicepremiera Titowa zaraz, w następnym zdaniu po podaniu informacji na temat mgły. Tak, jak gdyby obydwa „zjawiska” nastąpić miały niemal zaraz jedno po drugim. No, ale przecież o przybyciu Titowa zeznawał również Siergiej Antufiew (str. 245 „umorzenia praskiego”) – gubernator „smoleńskoj obłasti”, który miał stwierdzić, że na lotnisko przybył wraz z przedstawicielem Prezydenta FR – Gieorgijem Połtawczenko, oraz zastępcą Ministra Spraw Zagranicznych FR – Władimirem Titowem około godziny 8:00 czasu polskiego (10:00 - ros.). Było by to zgodne z procedurą, gdyż - cytując naszego ambasadora - "Obyczaj dyplomatyczny nakazuje, by być na miejscu co najmniej pół godziny przed przylotem samolotu" .

19 d) Dmitrij Tutkuszbajew (ratownik pierwszej klasy, kierownik zmiany dyżurnej nr 4) - http://www.prizyv.ru/archives/333360: Kiedy przychodził mniej więcej wolny czas, wszyscy – i ratownicy, i piloci helikopterów, i śledczy – dyskutowaliśmy oczywiście nad tym co się zdarzyło. Wtedy się dowiedzieliśmy się, że w dniu tragedii o 9:00 rano pogoda była przepiękna, a już o 10:00 (ósmej czasu polskiego -RM) lotnisko przykryła mgła; w ciągu pół godziny po katastrofie całkiem się rozeszła.

20) Relacja ze Smoleńska nauczycielki, polskiego pochodzenia, przytoczona w grudniu 2010 r. przez „NDz” (http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20101222): "Jak relacjonuje kobieta, 10 kwietnia już o 7.00 rano była w pracy. Była wtedy słoneczna pogoda, nie było żadnej mgły. Pojawiła się dopiero po godzinie, więc ok. godziny 8.00 rano czasu polskiego (ok. 10.00 czasu moskiewskiego). Jak tłumaczy, w pewnym momencie zaczęła gwałtownie gęstnieć, jakby "wychodziła z ziemi". Kładła się gęstymi płatami wyraźnie od strony jaru, który od szosy dzieli odległość około jednego kilometra. Z opisu nauczycielki wynika, że mgła wypełzła z jaru i przemieściła się w kierunku szosy w stronę lotniska Siewiernyj. Opary ustąpiły równie szybko, jak się pojawiły".

21) Zapis na blogu (http://forum.smolensk.ws/viewtopic.php?f=74&t=48375&start=40): lsd дача » 10 апр 2010, 10:57 А я топал в 8 утра, не было тумана, топал обратно в 10 - уже образовывался. А сейчас всё в тумане.

22) Relacja 200 świadków - strona Zespołu Parlamentarnego (http://orka.sejm.gov.pl/ZespolSmolenskMedia.nsf/files/ZSMK- 9STJU7/$File/Analiza%20relacji%20200%20świadków%20ZPa.pdf ): Świadek Nick: SIERGEEW NIKOŁAJ 15:14 - "Mgła pojawiła się rano, zobaczyłem ją o godzinie 10:00 (8:00 czasu polskiego). O godzinie 10:30 w rejonie ulicy Ławoczkina zaczęła siadać, a około 11:30 podniosła się. Do 12:00 zniknęła.(...)"

23) Nikołaj Krasnokutskij (zapis stenogramów z 7:30:05): No skąd mgła o godzinie ósmej, kurwa, to jakieś wariatkowo.

24) Nikołaj Jakowlewicz Bodin: http://www.bibula.com/?p=28057 : Nikołaj Bodin, lekarz pogotowia ratunkowego, ma działkę obok garaży przylegających do lotniska Siewiernyj. Jak wynika z jego zeznań, z którymi zapoznali się nasi rozmówcy, w sobotę rano przyjechał na działkę „z zamiarem rozpoczęcia kopania ziemi”. Około 10.00 (8:00 czasu polskiego – przyp.nasz) zebrał się, by wracać do domu. Poszedł do zaparkowanego przy furtce samochodu. – Panowała gęsta mgła, a widoczność wynosiła w linii prostej około 30 m, zauważyłem, że korony drzew znajdowały się we mgle – zeznał Bodin. Miał właśnie usiąść w samochodzie, gdy usłyszał w górze szum lecącego samolotu. Jak można przeczytać w zeznaniach, Bodin zobaczył nisko lecący samolot, w linii równoległej do ziemi .

25) Remigiusz Muś. Nawigator Jaka-40/044 (http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/dostalismy-zgode-na-50-metrow-tu- 154-i-il-tez,138702.html): "Tym razem jednak Rosjanie zupełnie nie trafili w pas. My staliśmy na drodze kołowania oddalonej od niego o ok. 70 metrów. Ił wyszedł niemal dokładnie nad nami.

26) Jacek Sasin – fragment wywiadu pod namiotem „Solidarni 2010” - https://youtu.be/3u5VkHSk9FE

27) Relacja ze Smoleńska nauczycielki, polskiego pochodzenia, przytoczona w grudniu 2010 r. przez „NDz” (http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20101222): "Jak relacjonuje kobieta, 10 kwietnia już o 7.00 rano była w pracy. Była wtedy słoneczna pogoda, nie było żadnej mgły. Pojawiła się dopiero po godzinie, więc ok. godziny 8.00 rano czasu polskiego (ok. 10.00 czasu moskiewskiego). Jak tłumaczy, w pewnym momencie zaczęła gwałtownie gęstnieć, jakby "wychodziła z ziemi". Kładła się gęstymi płatami wyraźnie od strony jaru, który od szosy dzieli odległość około jednego kilometra. Z opisu nauczycielki wynika, że mgła wypełzła z jaru i przemieściła się w kierunku szosy w stronę lotniska Siewiernyj. Opary ustąpiły równie szybko, jak się pojawiły".

28) Analiza relacji 200 świadków katastrofy TU-154M s. 208 ( http://www.smolenskzespol.sejm.gov.pl/zespolsmolensk.nsf/komunikat.xsp?id=C9E20B7D42B071CDC1257DCF004CA903 )

29) Remigiusz Muś – zeznanie z dnia 23.06.2010 - „Po przelocie nad dalszą radiolatarnią, por. Wosztyl powinien kontynuować lot na bliższą radiolatarnię. Przełączył się na bliższą radiolatarnię i po przełączeniu por. Wosztyl stwierdził, że nie podobają mu się wskazania bliższej radiolatarni. Ja wtedy spojrzałem na wskaźnik NPP (…) jak również na wskaźnik IKU. Stwierdziłem, że wskazania na w/w urządzeniach wychylają się w lewo i następnie wracają na prawidłowy kurs. (…) Ponadto opieraliśmy się na wskazaniach GPS. (…) Gdybyśmy oparli się tylko na wskazaniach GPS, to wyszlibyśmy 50 do 70 metrów z lewej strony od osi pasa.”

30) Plusnin (stenogramy z wieży): Ciśnienie 7-45, wiatr 140, 2 metry

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.8 (głosów:11)

Komentarze

"Dyplomata nie jest tu pierwszy raz. W dodatku trzy dni wcześniej witał w tym samym miejscu polskiego premiera. Doskonale wie zatem jak długo leci Tupolew z Warszawy na „Siewiernyj". Zawsze był dobry w rachunkach. Szybko oblicza więc, że skoro Tupolew trasę Okęcie - „Siewiernyj” przebywa w czasie wynoszącym około 60 -70 minut (7), to znaczy, że przylot planowany jest na 8:30 (8). Na wszelki wypadek na lotnisko przyjeżdża trochę wcześniej, bo na około 40 minut przed spodziewanym przybyciem samolotu (9). Jest więc na miejscu około 7:50 czasu polskiego."

Moje kalkulacje wyglądają inaczej niż to Pan przedstawił w tym fragmencie tekstu.

Po pierwsze, J.Bahr mógł kalkulować tak:

- planowane lądowanie przewidziano w programie uroczystości na godzinę 8:30 czasu polskiego a planowany start samolotu, o którym poinformował go Kazana nastąpił z opóźnieniem(7:20-7:21 np. 7:20:17).Trudno zakładać, że Kazana jako doświadczony dyplomata nie rozróżnia fazy kołowania od fazy startu samolotu

- do tego czasu z  SMS-a "Startujemy", dodał czas opóźnienia w starcie(te 20-21 i w ten sposób otrzymał czas lądowania jako 8:50 - 8:51.

Odejmując od tego czasu lądowania uwzględniającego opóźnienie w starcie samolotu,  czas około 40 minut + około 10 minut na dojazd(sobota, ranek), to czas wyjazdu z hotelu powinien być jako około godziny ósmej.

Wskazują na to zeznania  P.Marciniaka, zastępcy J.Bahra w ambasadzie w Moskwie i G.Cyganowskiego", II-go sekretarza ambasady, towarzyszacemu J.Barowi w Smoleńsku.

(...)

W dniu 10 kwietnia świadek przebywał w Moskwie. W Smoleńsku delegację powitalną reprezentował Jerzy Bahr. Piotr Marciniak od Grzegorza Cyganowskiego otrzymał informację, że z uwagi na złe warunki pogodowe nad Smoleńskiem planowane jest lądowanie samolotu w Moskwie, Mińsku lub Witebsku. W związku z powyższym Piotr Marciniak udał się na lotnisko Wnukowo. W drodze na lotnisko otrzymał informację telefoniczną o katastrofie samolotu prezydenckiego

(k. 38–44 tom IX).

Postanowienie o umorzeniu śledztwa

Str.216/366

(...)

W innym fragmencie przesłuchania P.Marciniaka zamieszczonym Przez ZP w "Białej Księdze Smoleńskiej Tragedii" (Warszawa, czerwiec 2011 r. - Załącznik nr 56) czytamy:

(...)

W dniu 10 kwietnia 2010 r. j przebywałem w Moskwie. W Smoleńsku delegację powitalną reprezentował Pan Ambasador RP J. B. Około półtorej godziny przed planowanym lądowaniem w Smoleńsku samolotu prezydenckiego, otrzymałem informację od G. C. , że z uwagi na złe warunki pogodowe nad Smoleńskiem, planowane jest lądowanie samolotu z Prezydentem RP w Moskwie na lotnisku Wnukowo, ewentualnie w Mińsku lub Witebsku. Z uwagi na powyższe udałem się na lotnisko Wnukowo, oddalone od Ambasady RP o około 20 km. W międzyczasie kontaktowałem się z G. C., aby ustalić, gdzie samolot będzie lądował. Nie potrafił mi tego powiedzieć. Będąc blisko lotniska Wnukowo sekretarka Ambasadora RP, J. Cz. poinformowała mnie telefonicznie, iż najprawdopodobniej doszło do katastrofy samolotu prezydenckiego w Smoleńsku. Informację tą uzyskałem około godziny 11.00 czasu lokalnego. Natychmiast wróciłem do Ambasady. 

(...)

W zeznaniu P.Marciniak odnosi się do planowanego lądowania TU154M nr 101 zapisanego w programie uroczystości czyli 8:30 c.p.

Podana przez P.Marciniaka informacja o czasie otrzymania informacji od G.Cyganowskiego to "Około półtorej godziny przed planowanym lądowaniem w Smoleńsku samolotu prezydenckiego..." czyli około : 8:30 - 1:30 = około 7:00 c.p., (9:00 czasu moskiewskiego) co jest niemożliwe, jeśli P.Marciniak miał w smartfonie czas moskiewski letni MSD UTC+4 a możliwe, jeśli operator telefonii posługiwał się czasem zimowym moskiewskim MSK UTC+3(J.Sasin zeznając w ZP powiedział, że po otrzymaniu informacji o katastrofie telefonował do żony o....8.04 wg jego telefonu ale u żony była to 9:04)  i zdziwiło to autorów "Białej Księgi" ale wniosków z tego nie wyciągnęli, albo co bardziej prawdopodobne nie chcieli jak z wielu innych informacji np, o starcie TU154M nr 101 0 7:21, zeznań P.Plusnina, pisma E.Klicha do D.Tuska o odesłaniu jakiegoś samolotu znad Siewiernego po odejściu IŁ-76, o telefonie A.Wosztyla do DKL z 8:38 i wielu innych).

Drugi nonsens w zeznaniu P.Marciniaka to podanie, że o katastrofie poinformowała go sekretarka J.Bahra i było to podczas jazdy na Wnukowo(czas jazdy z ambasady RP w Moskwie na lotnisko Wnukowoa wyjechał natychmiast, to około 20 minut) "około godziny 11.00 czasu lokalnego." czyli około 9.00 czasu polskiego.

Czas od powzięcia informacji od G.Cyganowskiego do otrzymania informacji o katastrofie, wynikający

z  tych zeznań P.Marciniaka to: 9:00 - 7:00 = 2:00 h

Wracając do czasu pojawienia się J. Bahra na Siewiernym, to przyjmując że informację do Marciniaka G.Cyganowski przesyłał już podczas jazdy z hotelu na Siewiernyj(tak to podawał kierowca Bahra w wywiadzie), to była to godzina około 9:00 UTC+3(czasu zimowego) czyli 10:00 UTC+4 (czasu letniego) i wtedy relacja Marciniaka nabiera sensu, że otrzymał informację o katastrofie podczas jazdy około 11:00 czasu moskiewskiego letniego.

Panie Romku to pokazuje, że manipulacja czasem lokalnym nie była manipulacją ex post jak to mi Pan próbował tłumaczyć ale była manipulacją ex ante.

Ta "zagubiona godzina w Polskim Radio PR1(wg Pańskich przekazów) i PR PR3 (wg moich) była wynikiem tej manipulacji czasem lokalnym w celu uzyskania czasu w przekazie  informacji zarówno tym zgromadzonym na płycie lotniska, którzy przybyli tam z 1-dno godzinnym opóźnieniem jak i polskiej oraz światowej opinii publicznej.

Gdyby nie było tej manipulacji, to nie mogłoby się zdarzyć się tak, by J.Sasin będący w Katyniu w tym samym mniej więcej czasie przybył na Siewiernyj i po około 1-dno godzinnym tam pobycie(tak samo twierdził J.Bahr, ze na Siewiernym przebywał około godziny od przybycia) a wg gazeta.pl J.Bahr wyjechał z Siewiernego do Katynia o 9:27 c.p. i to wg zeznań J.Sasina razem z nim, limuzyną ambasadora).

Z zeznań Sasina wynika, że on znalazł się na Siewiernym (wg godziny z telefonu żony) około 9:30-9:40 a wyjechał po 1-dno godzinnym pobycie wraz z J.Bahrem, czyli przekaz gazeta.pl o wyjeździe J.Bahra o 9:27 podany był wg czasu zimowego polskiego.

Dowodów na manipulację czasu lokanedo w dniu 10.04.2010 roku jest tak dużo, ze do udowodnienia operacji fałszywej flagi w tym dniu, nie byłoby potrzeby badania wraku.

No, ale interesy członków zbrodniczego konsorcjum(Rosja, Niemcy, rząd Tuska, Francja, USA/Izrael mają taką moc sprawczą, że rodziny ofiar i rząd ZP, który je reprezentuje, musi w tej sprawie milczeć i zamiatać prawdę pod dywan. 

 

 

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-1
#1618114

"- planowane lądowanie przewidziano w programie uroczystości na godzinę 8:30 czasu polskiego a planowany start samolotu, o którym poinformował go Kazana nastąpił z opóźnieniem(7:20-7:21 np. 7:20:17).Trudno zakładać, że Kazana jako doświadczony dyplomata nie rozróżnia fazy kołowania od fazy startu samolotu

- do tego czasu z  SMS-a "Startujemy", dodał czas opóźnienia w starcie(te 20-21 i w ten sposób otrzymał czas lądowania jako 8:50 - 8:51.

Odejmując od tego czasu lądowania uwzględniającego opóźnienie w starcie samolotu,  czas około 40 minut + około 10 minut na dojazd(sobota, ranek), to czas wyjazdu z hotelu powinien być jako około godziny ósmej."

 

Witam Panie Staszku

Kazana wysyła maila (Bahr mówi o poczcie elektronicznej) w momencie startu samolotu. No to powiedzmy, że jest 7:20 kiedy odbiera informację. Przyjeżdża na lotnisko 40 minut przed planowanym przylotem i na piętnaście minut przed pojawieniem się mgły. To znaczy że mija od informacji przekazanej mu przez Kazanę - 30 minut. W sobotę, na tydzień przed prawosławną Wielkanocą 2015 roku Google Map pokazywało, że czas przejazdu na lotnisko z Centralnego wynosił o godzinie 7:30 a,m.czasu polskiego - 11 minut, więc realne. Bahr przybywa też  przed przybyciem rosyjskiego komitetu powitalnego. Mamy potwierdzone informacje, że Rosjanie przybyli o ósmej (tak mówi gubernator Smoleńska) czyli  zgodnie z protokołem (Rosjanie to biurokraci) na "pół godziny przed planowanym przylotem" (Bahr). Z zeznań co najmniej 10 świadków - wiemy, że mgła pojawiła się na ulicy Gubienki około ósmej, a na lotnisku zaraz po ósmej. Górczyński powiadamia o mgle Warszawę od razu gdy ta się pojawia  -  http://www.se.pl/wiadomosci/polska/msz-myslal-ze-tupolewem-z-lechem-kaczynskim-wyladu_155615.html  Około 8 rano czasu polskiego (...) radca (radca polskiej ambasady w Kijowie Dariusz Górczyński - RM) informował centralę w Warszawie o złych warunkach pogodowych nad smoleńskim lotniskiem.

Tu wszystko jest spójne; Niespójne i nielogiczne są za to - jak sam Pan to stwierdził - zeznania Marciniaka, więc nie biorę ich pod uwagę. Coś mu się pomieszało widocznie. I nie dziwię się.

 

 

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-1
#1618124

"Coś mu się pomieszało widocznie."

W tej sprawie wszystkim się mieszało a Pan w to wierzy(Macierewicz się pomylił pisząc o starcie TU154M nr 101 o 7:20 a o tej godzinie startu mówił też urzędnik KP Grodzki.

 J.Bahr wypierał się, że nie znał wcześniej Sasina a  stał na Siewiernym obok Sasina i razem jechali do Katynia limuzyną Bahra?

 

 

Proszę to spróbować racjonalnie wyjaśnić.

Nie odniósł się Pan do kwestii jednoczesnego czasu pobytu Sasina i Bahra na Siewiernym(czas pobytu około 1 h) i potem wspólnej jazdy do Katynia, przyjmując że Bahr znalazł się na Siewiernym  po godzinie 8-mej a Sasin kilkadziesiąt minut po godzinie 9-tej?

 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-3
#1618128

Dzień dobry

Macierewicz zorientował się, że odbiegł od oficjalnej wersji i to tuszował. Start samolotu był bardziej zbliżony do 7:20 niż 7:27. Grodzki - 7:20, Raczyński 7:23 (czy nie jest to Pańskie znalezisko?) MON - 7:21. Oficjalnie 7:27. Niby drobiazg, a ma znaczenie kolosalne.

Postaci na zdjęciu stoją tyłem. O ile Bahr jest rozpoznawalny na 90%, to Sasin już tylko na 50%. Osoby te nie stoją obok siebie, nie rozmawiają. Jeśli to rzeczywiście oni to być może znaleźli się razem po raz pierwszy i nikt ich sobie nie przedstawił. Nie zdziwiłbym się - w takich okolicznościach. A nawet jeśli, to chwila jest zbyt dramatyczna, aby przywiązywać do tego uwagę. Nie sądzi Pan? Jeśli to rzeczywiście oni, to czas kiedy mogli stać tam razem był bardzo ograniczony, według ich relacji. Mogło to być 5-10 minut? Jak to wygląda z Pana obliczeń? Czas jazdy Siewiernyj-Memoriał -  ok 20 minut dla samochodu osobowego w sobotę w godzinach przedpołudniowych.  Więc taka ekspozycja mogła mieć miejsce i nie kłócić się z relacjami świadków. Nic jej nie wyklucza. Poza tym obydwaj wskazani przez Pana rozmawiają przez komórki, nie zwracają na siebie uwagi. Za chwilę pojadą do Katynia osobnymi samochodami - bo Bahr przyjechał z Centralnego swoim i Sasin z Katynia swoim. Mogli sobie zostać przedstawieni dopiero w Katyniu. Obydwaj wtedy już odrobinę ochłonęli. To pierwsze co mi się nasuwa, gdy zostałem wezwany do odpowiedzi. Ale materiał dowodowy tego zdjęcia jest za słaby, aby się nad nim głębiej pochylać.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1
#1618155

Panie Romanie.

J.Sasin zeznając przed ZP powiedział:

(...)Ja przybyłem do Smoleńska 9 kwietnia. Poprzedniego dnia przybyłem tam samochodem, około godziny 20 dotarłem na miejsce. Moim zamiarem było jeszcze tego dnia spotkanie się z polskimi służbami, które tam są na miejscu, a przede wszystkim mam na myśli polskie służby dyplomatyczne.I spotkałem się tego dnia wieczorem, jeszcze z ambasadorem Bahrem oraz przedstawicielami polskiej placówki dyplomatycznej w Moskwie, jak również w tym spotkaniu uczestniczył przedstawiciel polskiego MSZ-tu, protokołu dyplomatycznego pan Tadeusz Stachelski, który był tam na miejscu i od strony protokołu przygotowywał tą wizytę. Spotykałem się z funkcjonariuszami Biura Ochrony Rządu, aby od nich odebrać również informacje, co do tego, czy są jakieś problemy z przygotowaniem tej wizyty, jak również ze swoimi pracownikami, którzy wcześniej tam na miejsce też przybyli i jeszcze wizytowali tego dnia Cmentarz w Katyniu. Oni mi zdawali też relacje jak te przygotowania tam wyglądają.(....)

http://orka.sejm.gov.pl/opinie6.nsf/nazwa/78_20101006/%24File/78_20101006.pdf

(strona 3)

W świetle przedstawianych danych(zdjęcia, relacje Sasina) Pańskie wątpliwości co do tego czy J.Bahr znał Sasina wcześniej niż spotkanie przed Mszą Św, w Katyniu, nie mają podstaw.

Czy uważa Pan, że jeżeli Bahr nie znał wcześniej Sasina, to przed spotkaniem 9.04,2010 roku(Sasin i Bahr mieszkali w tym samym hotelu w Smoleńsku) Sasin  nie został mu przedstawiony przez T.Stachelskiego?

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1618171

Jerzy Bahr: "Dojechaliśmy do Katynia. Wysiadłem z samochodu i pierwszą osobą, która do mnie podeszła, był Antoni Macierewicz. Poprosił o numer telefonu. Nie pamiętam, czyj. Chyba kogoś z ambasady, bo był w mojej komórce, a w komórce miałem głównie ludzi z ambasady. Dałem. Podszedł minister Sasin z Kancelarii Prezydenta. Wcześniej go nie znałem. Starałem się okazać mu serdeczność. Nagle stracić szefa, z którym się było blisko, wydawało mi się strasznym ciężarem” (http://wyborcza.pl/1,76842,8941828,Startujemy.html?as=6&startsz=x).

No, Panie Staszku, przecież to jasne - któryś z tych Panów kłamie - albo Sasin, który opowiada wyimaginowaną historię swego pobytu w Smoleńsku, albo Bahr. Tylko po co Bahr miałby kłamać? A może miał już początki demencji starczej? 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1618173

"Tylko po co Bahr miałby kłamać? "

J.Bahr był członkiem tej ekipy sprawującej wtedy władzę W Polsce i to szefem placówki dyplomatycznej w Moskwie, która była zaangażowana w przygotowywanie tej wizyty Prezydenta, więc musiał cieszyć się zaufaniem obu stron: rządu Tuska i władz na Kremlu.

Poza tym relacje Sasina są bardziej wiarygodne(np. w sprawie manipulacji czasem lokalnym) bo na jakiej podstawie J.Sasin wykombinował informację, którą podał w zeznaniu przed ZP o tym, że telefonował do żony o....8:04?

Logika podpowiada, ze w jego smartfonie zalogowanym do rosyjskiej sieci komórkowej odczytał godzinę połączenia jako 10:04 czasu moskiewskiego, odjął 2 godziny różnicy stref moskiewskiej i polskiej i otrzymał 8:04.

Zastanawiam się, dlaczego jest Pan taki sceptyczny w sprawie manipulacji czasem lokalnym, skoro jest na to tyle dowodów i poszlak, wystarczy je poznać i przeanalizować używając zasad logiki.

Są archiwalne zapisy przekazów informacyjnych "na żywo" z tego dnia("Russia Today" i TVP Info, które przekazują relacje z konferencji prasowej D.Tusku po nadzwyczajnym posiedzeniu rządu i na nich pokazywany jest też czas tego przekazu "na żywo" (w Moskwie i w Warszawie)

Rożnica czasów lokalnych w Warszawie i w Moskwie wynosi 2 godziny(czyli taka jaka być powinna) ale już nie zgadzają się różnice czasów pomiędzy czasem uniwersalnym GMT/UTC a czasem w Warszawie(1 godzina zamiast dla czasu letniego 2 godziny) i w Moskwie (3 godziny zamiast dla czasu letniego 4 godziny).

Oto screeny z ekranów:

screen z RT z podaną godziną czasu uniwersalnego GMT jako 13:21 GMT

 

screen z TVP Info z podaną godziną czasu lokalnego w Polsce w tym dniu jako 14:21 NA ŻYWO

 

Jak widać, różnica czasu w Polsce i czasu GMT wynosiła 1 godzinę czyli tyle ile powinna wynosić dla czasu zimowego w Polsce(czas strefowy CET strefy środkowoeuropejskiej) zamiast czasu letniego CEST różniacego się o 2 godziny od czasu GMT.

Dla Moskwy była ona (różnica czasów) równa 3 godziny zamiast 4 godzin:

Czy znowu będzie Pan mówił, że też telewizje "przypadkowo" pomyliły pokazywany czas lokalny?

Tych dowodów na manipulację czasem jest bardzo, ale to bardzo dużo i dziwię się Panu, który tak skrupulatnie podchodzi do relacji i przekazów na temat tych wydarzeń, tego aspektu nie zauważył i po blisko 10-ciu latach nie chce zauważyć.

 

A tu na prośbę pewnego blogera(nie mającego konta na NP), podaję link do mojej notki (na portalu Polskim Tekstem) i do do reportażu TVP, w którym koledzy pilotów z tego tragicznego lotu z 10.04.2010 roku, wspominają ich.

Ów bloger sądzi, że ten samolot,  którym leciał do Moskwy ppłk. Janusz Macieszczuk, był tym trzecim wojskowym samolotem , o którym mówią różne teorie na temat tych wydarzeń.

Co prawda, ppłk. Janusz Macieszczuk latał w 36SPLT, ale w 2009 roku odszedł z tego Pułku do linii cywilnych i zapewne mówi o swoim locie samolotem cywilnym, ale bloger tego nie sprawdził i stąd jego podejrzenia. a ja przekazuję jego prośbę, bo kiedyś gdy byłem zablokowany na blogu FYM-a, on przekazywał tam moje komentarze i dlatego nie chcę teraz jemu odmawiać podobnej przysługi.

http://naszsalon24.org/2020/02/07/smolensk-10-04-2010-przesiadka-dziennikarzy-to-byla-ustawkalipa/

 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-2
#1618177

Uczono mnie zawsze, że jeśli jest prostsze rozwiązanie to nie ma sensu kombinować bo można się pogubić.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1618214

"Uczono mnie zawsze, że jeśli jest prostsze rozwiązanie to nie ma sensu kombinować bo można się pogubić."

A co w tym moim komentarzu jest skomplikowanego?

Obrazki niewyraźne? To już ja nic na to nie poradzę, trzeba użyć okularów lub lupy.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1618276

Ależ nic w nim nie ma skomplikowanego. Ma błędne założenie, że był światowy spisek i czasem manipulowano ex ante, aby dać zamachowcom godzinę na dokonanie zamachu.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1618283

"Ma błędne założenie, że był światowy spisek i czasem manipulowano ex ante, aby dać zamachowcom godzinę na dokonanie zamachu."

Czy jest Pan sensownie uzasadnić te dane:

 

"Shortly before 1000 Warsaw time, a Polish government Tu-154 plane carrying a delegation headed by Polish President Lech Kaczynski crashed in heavy fog at the airport in Smolensk, Russia."

https://wikileaks.org/clinton-emails/emailid/271

 

W dniu 10.04.2010 roku jako dziennikarz TVP relacjonował na zywo wydarzenia z Siewiernego.
W wejściu na antenę na żywo o godzinie 12:00 relacjonował:

„Tam runął samolot z prezydentem Lechem Kaczyńskim , około godziny dziesiątej”

 

"Informacje podawane w mediach przez długi czas były opóźnione w stosunku do tego, co wiedzieliśmy

https://wiadomosci.dziennik.pl/smolensk-rocznica-katastrofy/aktualnosci/artykuly/330208,anna-komorowska-do-slow-kaczynskiego-podchodze-z-dystansem.html

Dla A.Komorowskiej czas jaki upłynął od powiadomieniu jej męża Marszałka Sejmu(8:59 dane z wywiadu dla GW) , (9:06 dane ze stenogramu CO rządu) a tym czasem kiedy Polsat News podał pierwszą informację od W.Batera(kilka minut po 9-tej) to "bardzo długi czas opóźnienia"?

I można by tak długo wymieniać Panie Romku, ale czy warto, jeśli odbiorca tych danych zakłada, że to przecież zbyt skomplikowane i nie warto wysilać swego intelektu by to rozważyć, lepiej pozostać przy tym co już dawno przyswoiliśmy?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1618295

Bardzo dziękuję Panie Staszku za piękne wprowadzenie do następnego rozdziału. Calutki dokładnie mówi o tym ...

"Czy jest Pan sensownie uzasadnić te dane"

No cóż, spróbuję. 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1618318

Poczytać można ale zaświadkując się na śmierć. Po pierwsze, śledztwo winno być przeprowadzone z godnie z cywilizowanymi krajami. Po drugie, Oddanie Rosji wszelkich uprawnień to zdrada stanu. Po trzecie, nikt z sojuszników nie był przygotowany na III WŚ a łatwym wyjściem było rzucić  Polskę na pożarcie bo wyrastała na podmiot. I o tym wiedział oficer Putin i nasza targowica.Tfu.

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0
#1618125

Co to znaczy "zaświadkując" ? :)

Co do istoty Pańskiego komentarza to moja zgoda pełna, ale sądzę że kolega Stan35 będzie miał tu votum separatum .

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1618127

Rozumiem, napisanie książki jest potrzebne ale trolle będą "zagadywać na śmierć prawdę" Moja intencja była kpina z walka z nieistniejącymi dla wagi śledztwa detalami. Przykładem wspanialej riposty był wywiad z polskim naukowcem, fizykiem Prof. Nowaczykiem w TVP. Po wystrzelenie przez interlokutora stek nonsensów zapadła cisza i Nowaczyk otwierając szeroko oczy zapytał? CO?  Bezkonkurencyjne.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1618131

Witaj

Trollami zupełnie się nie przejmuję. Bardziej zależy mi na merytorycznych uwagach i faktach o których nie wiem lub które mogłem przeoczyć. To co opisuję to tylko moje wyobrażenie, moja konstrukcja myślowa. Może mieć braki, błędy itp. Jest to czysto białe śledztwo, na podstawie dostępnych mi materiałów i przemyśleń. Np. postać Bahra niemal całkowicie wykreowana. Pozdrawiam.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1618157

"Pęd ciągniętego za Iłem powietrza, wlókł ze sobą mgłę, w kierunku lotniska" 

A co robiły z nią silniki odrzutowe IŁa? Też ciągnęły...?

Proszę kliknąć na poniższy link do widea i zobaczyć co robi z mgłą nisko lecący odrzutowiec. Najlepiej powiększyć na cały ekran. Eksperymet przeprowadzony właśnie w tym celu.

Jeden wniosek może się tutaj nasunąć, ale nie będę ekspertom podpowiadał.

Video z testu przelotu przez mgłę.

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1618220

Dzięki.

Szukam raczej czegoś takiego, tylko widok z boku:

https://youtu.be/dfY5ZQDzC5s?t=330

Dymy mnie nie interesują, a mgła.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1618228

To nie jest dochodzenie którym powinni zajmować się amatorzy. Dla profesjonalistów zaś są to doskonale znane zjawiska i to oni tym powinni się zajmować. Żaden z filmów na youtubie jaki widziałem nie oddaje warunków jakie były na Severnym więc łatwo można się podniecić że się wie bo popatrzcie... To co pokazujesz w swoim linku, i to co ja pokazałem to są typowe i dobrze znane vorteksy tworzące się na skrzydłach, zwłaszcza na ich końcach. One praktycznie nie ciągną się za samolotem tylko pozostają i wirują w miejscu. Zagęszczają w jednym, a rozrzedzają w innym ale sa to bardzo ograniczone pasy i nie są w stanie wytworzyć mgły nad lotniskiem a jedynie "poszatkować ją" i to wyłącznie tam gdzie stykają się ze sobą mgła z czystym powietrzem.  To szatkowanie nawet pomaga, ponieważ równocześnie tworzy pasy o lepszej widoczności przez które można dostrzec ziemię. Dlatego istnieją bardzo dokładne procedury po jakim czasie może za takim kolosem lecieć następny. Nie chodzi o mgłę a o to że wirujące w kółku powietrze jest niebezpieczeństwem dla wlatującego w nie innego samolotu.

Zanikają jednak szybko dlatego wymagana separacja odległości przy lądowaniu dla dużych samolotów to 4 mile. 5 mil dla podążającego średniego samolotu i 6 mil dla małego. Oznacza to jedynie około półtorej minuty odstępu czasowego dla dużych samolotów. 

Jeśli mgła tworzyła sie nad samą ziemią to taki vorteks ją ładnie szatkuje. Jeśli mgła ma dużą grubość to praktycznie nie ma różnicy. Ale jak mówię - to jest rola dla prawdziwych fachowców z dużym doświadczeniem. Samo zaś sztuczne robienie mgły by była w satnie pokryć taki obszar... to jest dopiero zadanie do odrobienia dla fachowców...

Ja jedynie rozważałem ewentualną możliwość lotu IŁa kilkadziesiąt metrów obok kursu TU, by ten vorteks ze skrzydła utworzył się dokładnie na trasie przelotu TU, ale jest to szyte tak grubymi nićmi że nawet szewc Dratewka by się chyba pod tym nie podpisał. Zresztą... zaraz obok były by pasy o polepszonej widoczności...

OK wystarczy spekulacji. Albo ktoś zajmie się profesjonalnie tym dochodzeniem, albo decydenci znają prawdę i jedynie lecą z nami w bambuko udając że chcą wyjaśnienia.

Poniżej dosyć dobre videa. Pokazują że kiedy samolot wylatuje z mgły na czysty skrawek nieba to nie ciągnie za sobą niczego optrócz niewielkich vorteksów na końcach skrzydeł. Kiedy zaś jest we mgle to masywna kondensacja wokół skrzydeł zanika już na długości samolotu i pozostaje za nim ta sama mgła w którą wleciał. Oczywiste zjawisko związane z niskim ciśnieniem nad skrzydłem i jego zanik chwilę dalej. W przypadku gdy samolot jest kilkaset metrów nad ziemią i mocno opada, to te wirujące worteksy są dużo większe (większa różnica ciśnień pod i nad skrzydłem) - jednak ten przypadek ani nie ma tu miejsca ani nie miał by znaczenia:

Lądowanie w niskiej mgle

Inne lądowanie we mgle

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1618332

"To nie jest dochodzenie którym powinni zajmować się amatorzy,"

Jakiś żart? Ja nie jestem śledczym. Napisałem tylko książkę. To jest beletrystyka.

Dzięki za uwagi. Faktycznie nie wiem jak zachowuje się mgła w zderzeniu z samolotem i to poprawię w tym rozdziale.

Za bardzo się ekscytujesz. To tylko literatura. Nie jestem fizykiem ani śledczym ani nawet dziennikarzem.

A fakty dotyczące Smoleńska ? Są wielu osobom doskonale znane. To dla służb tajemnica Poliszynela. I dla polityków, I dla wielu dziennikarzy. Ona musi wyjść na jaw bo zna ją zbyt wiele osób. Pytanie tylko kiedy.

Jestem natomiast bardzo ciekaw jak będzie się miała moja historia do faktów.

O tym możemy rozmawiać. Nie o vorteksach.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1618344

No cóż, mam z tym problem. Może w takim razie powienien pan napisać książkę o czymś na czym się pan świetnie zna?

Wiem jak będzie ta odbierana - jak książka napisana przez fachowca, oparta na zweryfikowanych faktach, próbująca rozwikłać tajemnicę tej katastrofy. Ja osobiście tak właśnie te publikowane fragmenty odebrałem. Będą się na nią wszyscy dyletanci powoływać. Przecież tam są konkretne nazwiska konkretnych ludzi, czas zdarzeń z dokładnością co do minuty, odesłania do materiałów źródłowych, tam nic nie wskazuje na fikcyjną beletrystykę.

Jeśli nie chce pan wziąć na siebie odpowiedzialności za to co pan pisze, to może lepiej napisać książkę o czymś fikcyjnym zamiast o tak wielkiej polskiej nierozwikłanej tragedii? Nawet oprzeć na tym zdarzeniu ale jasno umieścić w fikcji. Dla mnie na przykład nic nie jest w tym zdarzeniu tajemnicą poliszynela. Pytań zaś mam tysięce i bardzo niewiele logicznych odpowiedzi. 

Nawet słynni autorzy których pan na pewno zna, którzy zęby zjedli w swoich często... powiedzmy... ciekawych profesjach, uciekają sie do zdarzeń fikcyjnych. Jedynie niewielu kojarzy które fragmenty ich książek mogą przedstawiać rzeczywiste wydarzenia i które to konkretnie wydarzenia. Pomijam już fakt że wystawia się pan na procesy sądowe.

Nie chcę być zbytnio krytyczny, ale tę właśnie metodę, czyli opisanie 90% faktów i dodanie do nich 10% fikcji w celu uwiarygodnienia tej fikcji stosują rosyjskie służby. Wszystko to w określonym celu. Nie posądzam pana o to, ale równoczesnie wiem że rosyjskie służby nie śpią... 

Wielka odpowiedzialność. Potencjalnie wielkie konsekwencje. Pańska decyzja. 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1618364

Ponieważ ta książka fizycznie i tak już istnieje od dokładnie (dziś) 4 lat. Poprawiam ją o materiały których wówczas nie znałem.  Jest próbą dojścia do prawdy. Ona jest - jak Pan napisał - "próbująca rozwikłać tajemnicę tej katastrofy|". Więc nie wiem w czym ma Pan problem. Ale jeśli Pan ma, to już Pański problem,  

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1618381

A nie mówiłem /pisałem/. Cyt."wielkiej polskiej nierozwikłanej tragedii" Jak .ebło to się urwała nierozwikłana tragedia ma się rozumieć. I ta beczka samolotu nad ziemia a ja dyletant pytam a skrzydła nie przeszkadzały. Niet, otwiecził aficer.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1618425

x

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1618349

Wielkie dzięki Romek M za kolejny, szósty już odcinek Twojej książki. Dosłownie czyta się to jednym tchem ale zarazem ma się tę namacalną pewność, iż to nie żadna fabuła ale fakty, poparte licznymi odnośnikami do źródeł. Tu jest naprawdę nad czym spokojnie pomyśleć. Ta mgła, jak się czyta ona dosłownie wypełzła, jak ta bestia z jaru leśnego na to zbiedzone lotnisko. Uderza w tym wpisie postać polskiego Ambasadora w Moskwie Jerzego Bahra. Jest coś przejmującego w opisie tej sylwetki, jest jakaś niezawioniona tajemnica. To człowiek nietuzinkowy! On był tteż ak blisko i on był jednym z tych, którzy byli tago wszystkiego najbliżej i najwcześniej...... . Pozdrawiam b. serdecznie

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Sławomir Tomasz Roch

#1618514

Witaj Sławku. Bardzo dziękuję za pozytywne przesłanie. Takie słowa umacniają mnie w przekonaniu, że publikowanie tej książki tutaj ma jednak sens. Pozdrawiam serdecznie.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1618536