Diabeł kocha hasła i proste recepty

Obrazek użytkownika zbinie
Kraj

pod warunkiem ,że pozostawi mu się wszelkie szczegóły. Ciągle ktoś się na to nabiera.

Pominę oczywistość jaką stanowi sobą jazgotliwa sfora kundli. Pouganiają się za rzuconym świeżym ochłapem medialnym,poszczekają agresywnie i zajadle na wszystkich wokół próbując przyciągnąć uwagę.

Bezsilność świata wobec zbrodni wojennych ,gdzieś tam , daleko, nie wynika z obojętności . Już bardziej z tego ,że reakcja następuje za późno. Zawsze gdzieś na świecie toczy się konflikt oceniany powszechnie jako niedorzeczny (choć jest tylko niezrozumiały) a równocześnie gdzieś dojrzewa kolejny. Świat próbował już różnych podejść. Od zasady nieingerencji po wymuszanie rozejmu i narzucanie reguł pokoju drogą nalotów.

Pomysł na masową ewakuację ludności cywilnej jak najdalej od sfery konfliktu też nie jest nowy. Uciekinierzy byli zawsze. Zawsze też oznaczało to dla nich wymierną stratę – trudność adaptacji w obcym środowisku i olbrzymie ryzyko ,że nigdy nie będzie po co i do czego wracać. Zawsze też oznaczało różne kłopoty dla kraju przyjmujacego uchodźców. Teraz to powiększa skala,skala na tyle duża ,że kłopoty , trudności i ryzyko przybierają rozmiar nierozwiązywalnych.

Ale jeszcze gorsze są złudzenia. Satysfakcja z tego,że przed bombami, torturami i egzekucjami uciekną nie tysiące ale miliony okazuje się przysłaniać konieczne zastanowienie nad innymi aspektami. Choćby nad tym kto dostarcza broń i jaką do strefy konfliktu, jakimi kanałami to się odbywa. Światowe media obiegają zdjęcia głodnych i okaleczonych cywili, zrujnowanych szpitali i spalonych skarbów kultury. Ale jak choćby przy okazji konfliktu w Jemenie nikt się nie zająknie,że bomby wyprodukowano w Wielkiej Brytanii. Biedacy w klapkach, z kałachami w dłoni też mają swoich dostawców skoro są w stanie trafić pociskiem rakietowym fregatę , i oczywiście jest związek między ceną tego rodzaju broni, zwykle jeszcze grubo przeplaconej a głodem i brakiem lekarstw. Mniej widoczny inny znajdujący swój finał w ciągłym fiasku przy stole rokowań – jest biznes, jest rynek i po co to zwijać?

Im więcej o tym myślę , tym częściej dochodzę do cokolwiek dziwnych wniosków.

Są wrażliwcy , którzy znajdują drogę pomocy konkretnym  potrzebującym ludziom, jednostki i organizacje świadczące w różnych formach pomoc humanitarną. Ale dla ogółu pozbawionego dokładniejszego rozeznania sytuacji obojętność nie zakłócająca zdrowego rozsądku nie jest zła i jest bardzo naturalna , napewno lepsza od impulsywnych emocji. Potrzeba pomocy i działania – piękna rzecz ale bez wpływu na to co jak zostanie wykorzystana fatalna. Kto bierze bezpośredni udział w walce , kto wspiera jedną ze stron ten odpowiada za wszelkie skutki. A im dalej? - otóż też ta zasada jest najlepsza. Pomagać tym co są nam bliscy nie siląc się na szukanie niewinnych, których być może w ogóle nie ma. Wtedy jest łatwiej zrozumieć i nie ma zdziwienia ,że człowiek , którtego uznaliśmy za takiego jak my dokonuje aktu terroru. Bo czy jest daleko od takiej metody walki jak zabijanie wszystkich mężczyzn w świeżo zdobytej mieścinie albo ukrywanie zestawów rakietowych pośród skupisk cywili , w miejscach dystrybucji żywności albo pomocy medycznej ( bo jak przeciwnik trafi to tym lepiej – będzie można pokazać światu gorące fotki dzieciaczków z wyrwanym mózgiem albo flakami ) do pasa szachidów w stolicy zachodniego świata.

Gdy słyszę :"sieroty z Aleppo" - bez szczegółów – mam to gdzieś. Jedyne co mogę się dowiedzieć- polityk chce mieć żywy baner reklamowy. Polityk, o którym wiem, że materiał zdobyłby nawet u handlarza niewolników. Nie chciałbym aby w ten sposób sponsorował nosorożca do zoo. Normalne,że ktoś musi ten typ marketingu uniemożliwić. Czyje to za dzieci, jaki jest związek ich aktualnych opiekunów z rodzicami i kto je tu w Polsce będzie wychowywał? - to są konieczne pytania (bo nie chcę aby trafiły tu dzieci islamistów i zostały wychowane do świętej wojny ale nie chcę też aby ktoś hodował tu bezbarwny wykorzeniony produkt ludzki) .

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (1 głos)