Wiza do Niebieskiego Królestwa

Obrazek użytkownika Romek M
Idee

Jak pomagać, aby dawało to maksimum radości? Wydawałoby się, że na najlepszej drodze do tego są ci, którzy nie mają żadnych problemów z pieniędzmi. Mogą dać na jakiś dobry cel, jakiejś dobroczynnej organizacji dowolną kwotę i cześć.

Możliwe że tak jest, jednak moje doświadczenie życiowe wskazuje, że tylko bezpośrednia pomoc daje prawdziwą radość. Wrzucenie pieniędzy do puszki tylko uspokaja sumienie. I to na krótką chwilę.

Kiedy byłem najbardziej z siebie zadowolony? Gdy pomagałem innym, robiąc coś, co lubię. To było jednak za mało. Samo pomaganie poprzez robienie tego, co się lubi nie wystarcza. Trzeba jeszcze robić to dobrze.

Tyle, że i to może okazać się niewystarczające. Problem leży bowiem także po drugiej stronie. Tej, która potrzebuje wsparcia. Bo po pierwsze nie każdy wzywający pomocy rzeczywiście jej potrzebuje. Poza tym, nie każdy wołający o nią wie czego naprawdę chce, a często też nie umie, albo nie chce o tym mówić.

To nie koniec problemu. Trzeba bowiem zadać sobie jeszcze inne pytanie – o formę. Dać pieniądze głodnemu alkoholikowi, tylko dlatego, że twierdzi iż koniecznie potrzeba mu na chleb, jest głupotą. A więc trzeba zadać sobie wtedy kolejne pytanie – jak mu pomóc. A i tak na koniec pozostanie jeszcze pytanie – czy potrafię tę pomoc właściwe zrealizować.

Już tylko tych kilka, pobieżnie poruszonych spraw zdaje się wskazywać, dlaczego ludzie częściej wzajemnie sobie szkodzą niż pomagają. Pomaganie wymaga bowiem mądrości. Szkodzenie – wręcz odwrotnie.

 

Czasem potrzebuje się pomocy z zewnątrz, bo własna analiza problemu, czy rozmowa z bliskimi nie zdają egzaminu. Chciałoby się porozmawiać z kimś, kto popatrzy na problem bez emocji, ma wiedzę, ewentualnie doświadczenie w wąskiej, specjalistycznej dziedzinie. Nie zawsze jednak jest czas (i chęć) na szukanie takiej osoby, bo na przykład ma się (zwykle tak jest) równocześnie wiele problemów innej natury - czy to z pracą czy natury zdrowotnej itp.

 

Numer 112. Jak wiadomo jest to numer operatora do którego się dzwoni, gdy bezpośrednio zagrożone jest życie, zdrowie lub mienie. Pomysł z jednym dyspozytorem dla wszystkich jednostek ratunkowych (policji, straży, pogotowia) jest genialny. Kiedy kilkanaście lat temu dławiła się moja córka, to w panice, zamiast na pogotowie zadzwoniłem na policję. Dobrze, że przytomny funkcjonariusz słysząc w jakim jestem stanie, spokojnie wydobył ze mnie o co chodzi i sam zadzwonił po karetkę. 

Pomyślałem o podobnym do ratunkowego centrum - centrum pomocy dla osób, które jej potrzebują, ale nie doświadczają bezpośredniego zagrożenia. Dla ludzi skrajnie zdesperowanych, gotowych targnąć się na swoje życie, ale i dla takich, które wpadły w histerię i nie mogą racjonalnie myśleć, bo zapomniały numeru PIN.

Moim zdaniem jest to bardzo potrzebne.

Kiedy się wejdzie do sieci, to okazuje się, że miejsc w których są dobrzy ludzie, gotowi udzielić pomocy, czy porady jest tysiące. Są telefony zaufania dla młodzieży, dzieci, kobiet, uzależnionych; telefony policyjne, kryzysowe, antydepresyjne; niebieskie linie, punkty porad psychologicznych dla rodzin zagrożonych rozpadem; fora serwujące rady na określony temat (pytanie – na ile można zaufać tym poradom) itd. W tym gąszczu trudno się połapać i znaleźć to czego naprawdę się szuka. I mówię to teraz z punktu widzenia osoby, która szuka metodycznie i spokojnie, bo pomocy w tej chwili nie potrzebuje, a tylko rozpoznaje problem. A wyobraźmy sobie teraz (ile razy w życiu to przeżywaliśmy?), że jesteśmy w czarnej dziurze, na ciemnym dnie rozpaczy i nie mamy pojęcia co robić...

Załóżmy, że mam problem, który mnie przerasta. Taki z którym sam nie mogę sobie poradzić, a który muszę (tak to właśnie teraz czuję) rozwiązać natychmiast. Jeśli miałbym wówczas na ekranie swego telefonu, czy komputera czerwony guzik - taki jak przy alarmie przeciwpożarowym ("W razie pożaru stłucz szybkę i naciśnij guzik") - to czy już samo posiadanie takiego narzędzia by mnie nie uspokajało? Wydaje mi się że tak.

Wciskam go więc i poprzez komunikator łączę się z operatorem. Słyszę spokojny głos wolontariusza, który chce mi pomóc. Oczywiście to tylko słaby, jak i ja człowiek, ale ma jedną zaletę – jest gotowy nieść pomoc. Poza tym okazuje mi szacunek, słyszę, że stara się mnie zrozumieć i udzielić wsparcia. Od razu jestem trochę spokojniejszy, powoli zaczynam normalnie myśleć. A on - jeśli przerasta go mój problem – to patrząc z dystansu (w odróżnieniu ode mnie) połączy mnie z kimś, kto bardziej niż on sam, będzie w stanie pomóc. Oczywiście – operator jest tylko człowiekiem, ale być może już teraz rozwój sztucznej inteligencji, którą będzie się wspomagał, pozwoli mu szybciej i skuteczniej działać. Po analizie mojego głosu, sposobu artykulacji i samego problemu, szybciej połączy mnie z właściwą osobą czy ośrodkiem pomocy.

Stworzenie takiej aplikacji i takiego centrum pomocy to moim zdaniem bardzo ważna inicjatywa. Ja jestem o tym przekonany, dlatego postanowiłem tym pomysłem z Wami się podzielić. Potrzebuję Waszej rady i... pomocy :) Każdy jej rodzaj będzie udziałem w tym projekcie. Od zwykłej porady w kwestii organizacyjnej czy technicznej, poprzez pomoc w stworzeniu strony z aplikacją czy zgłoszeniu się jako woluntariusz do prowadzenie rozmów, aż po kwestię szkoleń dla operatorów. Wiem, że na Niepoprawnych są osoby znające się praktycznie na wszystkim. Od IT, poprzez UX, finanse i zarządzanie systemami, aż po szkolenia. Mam nadzieję, że znajdę choć kilka osób, które uznają, że warto to robić. Ja w każdym razie się w to angażuję.

Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (4 głosy)

Komentarze

Jak pomagać...aby to dawało radość i nie tylko...pytasz?
Myślę, że pewne wnioski można wysnuć z wypowiedzi ks. Bortkiewicza na temat dobroczynności Owsiaka.
Ks. prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz: Rozumiem doskonale tych, którzy pragnąc czynić dobro włączają się w show WOŚP. Słyszą bardzo głośno o realizacji szczytnych celów, czują się poruszeni. Sam nie dałem złotówki na tę akcję i nie zamierzam dać. Dlaczego? Choćby dlatego, że dając panu Owsiakowi, nie wiem czy daję na hasłowe cele, na wsparcie Hari Kriszna, na Woodstock, czy na rodzinę pana Owsiaka. Jeśli chcę dać na autentycznie dobry cel - mam na to przejrzyste sposoby - Caritas czy np. Szlachetną Paczkę. Moim zdaniem katolik, który chce czynić dobro, ale nie na zasadzie - rzucę garść pieniędzy - może znajdzie je biedak (a może złodziej), tylko na zasadzie - dam do ręki potrzebującym - nie powinien brać udziału w tej kontrowersyjnej akcji.

https://gloria.tv/language/VhNsBNkAXCbW6LyxcWeq7Yt4F

Natomiast co do Twojego pomysłu...napewno jest dużo wart. Napewno wiele osób zechce się w to wlączyć. Ale jak odróżnić „pomagierów” typu Owsiaka od tych prawdziwych ? Myślę, że tu mogą być problemy...co nie znaczy, że nie jest to niemożliwe.
Serdecznie pozdrawiam i życzę sukcesów.

Vote up!
4
Vote down!
0

Verita

#1555965

Bardo dziękuję Ci za odpowiedź.

Te cytaty, które przywołałaś przypomniało mi słowa Goethego z Fausta : "Jam częścią tej siły, która zawsze zła pragnąc, wiecznie czyni dobro". Do WOŚP moim zdaniem pasuje :)

Pozdrawiam Serdecznie

Vote up!
1
Vote down!
0
#1555987

Uważam, że idea godna jest wsparcia.

"…nie każdy wołający o nią wie czego naprawdę chce, a często też nie umie, albo nie chce o tym mówić."

I chyba na tej prawdzie trzeba byłoby tą budowlę budować. Tak myślę.

Często też człowiek poszukujący pomocy przekonany jest, że wie, czego chce. Okazuje się jednak, że na swój smutek poszukuje rozweselającej tabletki, miast środka oczyszczającego jego przybrudzone myśli. Oczekuje ukojenia, stroniąc jednocześnie od trudu.

By taki człowiek zechciał prawdziwie chcieć sobie pomóc, niezbędne jest zbudowanie relacji opartej na zaufaniu. Bo tylko wtedy osiąga się gotowość do przyjęcia "trudnej" pomocy.

"Centrum pomocy dla osób, które jej potrzebują, ale nie doświadczają bezpośredniego zagrożenia" jest niemałym wyzwaniem. Niemniej, choć rozproszone stronki internetowe spełniają pewnie swoją rolę, takie "Centrum", jako duży portalowy konfesjonał, mogłoby zrobić kawał dobrej roboty.

dratwa3

Vote up!
0
Vote down!
0
#1556024