Lotnisko "Północne", 8:15 - samolot "widmo"

Obrazek użytkownika Romek M
Historia

Mgła wyłania się z wąwozu, dwa kilometry na wschód od lotniska. Jeszcze przed ósmą ogarnia okolice radiolatarni, przemieszcza się po działce Bodina, płynie wzdłuż garaży przy Gubienki, zajmuje lasek obok autokomisu, a później przekracza ulicę Kutuzowa i wędrując przez wrakowisko, dociera na „Siewiernyj". Teraz wypadki zaczynają toczyć się szybciej. W momencie, gdy gęste opary zbliżają się do XUBS, a w kierunku autokomisu na Kutuzowa biegną ludzie, którzy usłyszeli wybuch - na lotnisko przybywa grupa rosyjskich oficjeli(1).

Gubernator obwodu smoleńskiego ciężko gramoli się z samochodu. Staje na betonowej płycie lotniska i bacznie rozgląda się wokół. W drugim samochodzie, który podjeżdża zaraz po nim, ochroniarz otwiera drzwi. Wynurza się zza nich zwalista sylwetka wiceministra Spraw Zagranicznych Rosji Titowa. Trzecie z aut, wiozące przedstawiciela Prezydenta Federacji – Gieorgija Połtawczenkę (2) zatrzymuje się tuż obok. Wraz z dygnitarzami pojawiają się także autokary i samochody dyplomatyczne dla mającej przybyć wkrótce Delegacji(3).

Płytą lotniska zaczyna ciągnąć coś dziwnego - ni to ciężkie zwały spalin, ni para z miejskiej pralni. Przesuwa się to falami, jak dym z zelżałego i zwilgotniałego tytoniu, skręcony, a potem leniwie wydmuchiwany przez gigantycznego kloszarda. Antufiew spogląda na zegarek.

Ambasador Bahr wolnym krokiem podchodzi do Rosjan. Kątem oka dostrzega, jak z prawej strony zbliża się do nich również Dariusz Górczyński z MSZ. Przedstawia go Titowowi. Ten kiwa bez uśmiechu głową, nachyla się w kierunku towarzyszącego mu mężczyzny, który mówi coś cicho. Gdy się prostuje twarz jego przybiera wyuczoną maskę uprzejmości, a jednocześnie, jego dłoń szerokim gestem zaprasza „polskich gości" pod namiot. Pogoda robi się nieciekawa i zdaniem ministra warto napić się gorącej herbaty. Bahr zauważa, że Górczyński skwapliwie korzysta z zaproszenia. Sam dziękuje. Czeka, aż grupa „herbaciarzy" zniknie pod płótnem, po czym dyskretnie wycofuje się do swojego samochodu. Skoro naczelnik(4) postanawia czekać na samolot w towarzystwie rosyjskich Vipów, niech czeka. Dobre kontakty to podstawa w dyplomacji – mówi, nie wiadomo czy serio, czy z lekkim szyderstwem, ni do siebie ni kierowcy.

Są tacy, którzy kierują się nie ludzkim, a owadzim czuciem. Niemal przez cały czas, gdy rozgrywają się na „Siewiernym" brzemienne w skutki wydarzenia, Górczyński – według tego co zeznał w prokuraturze - przebywa w „swojej minigrupie”(5), w namiocie przy pasie startów i lądowań(6). Zdaje się nie dostrzegać nawet pojawienia się mgły. Twierdzi, że o wszystkim dowiadywał się wyłącznie z relacji posłańców (7). A właściwie z relacji jednej tylko osoby - pracownika FSB (8) Pawła Kozłowa. Twierdzi także, że nie dane mu było widzieć podejść Iła-76. Zapytany o samolot pilotowany przez Frołowa odpowiada tylko, że o nim... słyszał(9). Co ciekawe, Dariusz Górczyński, mimo iż spodziewa się Prezydenta jeszcze przed godziną 8:00(10), to i tak – jak sam zeznał – siedzi przez cały czas w namiocie. O tej też godzinie, ma podejść do niego po raz pierwszy Kozłow, aby przekazać wiadomość, iż doszło do załamania pogody, a polski samolot będzie robił próbne podejście, choć najprawdopodobniej zostanie przekierowany do Moskwy, na lotnisko Wnukowo(11).

Mimo że Górczyński – według tego co twierdzi - nie jest bezpośrednim świadkiem smoleńskich wydarzeń, jednak znajduje się w jego relacjach jeden bardzo intrygujący wątek. Są nim wiadomości przekazywane mu przez Kozłowa. A właściwie czas tych relacji. Posłaniec z FSB przekazuje bowiem pracownikowi naszego MSW wiadomość, o próbnym podejściu Prezydenckiego samolotu już o godzinie 8:00. Godzinie, w której według Bodina, Wiśniewskiego i innych świadków znajdujących się poza portem lotniczym, pojawia się mgła i ma dojść do katastrofy. Jest to też, w przybliżeniu, godzina „drugiego podejścia" Iła-76. Tymczasem przecież nasza Tutka nie nawiązała jeszcze kontaktu ani z kontrolą smoleńską ani moskiewską. Dolatuje dopiero do Mińska. O mgle naszym pilotom też jeszcze nic nie wiadomo. Cóż by to mógł być więc za „prezydencki samolot”, z którym wieża na Siewiernym nawiązała już łączność, i który to miał zdecydować się na próbne podejście około godziny 8:00?

To jeszcze nie koniec niezwykłego sprawozdania Górczyńskiego, który jest ostatnim elementem „głuchego smoleńskiego telefonu". Bowiem podobną informację (o podejściu prezydenckiego samolotu) Kozłow ma przekazać pracownikowi naszego MSZ ponownie około godziny 8:40, czyli dopiero za kolejnych 40 minut. Tyle tylko, że tym razem wiadomo o kogo będzie chodziło. O Tu-154M. O tym za chwilę  Na razie powtórzmy wcześniejsze pytanie – czy około godziny 8:00 mógł ASKIL przekroczyć jakiś ”polski, prezydencki samolot” który by poinformował kontrolę lotów, że podejmie próbę podejścia na „Siewiernyj”?

***

O tym, że po ósmej, zaraz po Ile-76 chciał na XUBS faktycznie lądować jakiś samolot pisze w swej książce ówczesny przewodniczący Komisji Badania Wypadków Lotniczych (12). Prawdopodobieństwo, że jakiś polski statek powietrzny mógł się rzeczywiście wówczas pojawić zwiększa się, gdy zauważymy, że mgła pojawiała się, po czym raptownie zagęszczała w momentach, gdy po kręgu okołolotniskowym zbliżały się do lotniska najpierw Jak-40 z dziennikarzami, a potem Tupolew. W obydwu(13) przypadkach z widoczności wynoszącej 4000 metrów robiło się wówczas w przeciągu 5 minut(14) 1500, albo i mniej (a tyle czasu mniej więcej mogła wędrować mgła z jaru na skraj lotniska). Po czym wszystko wracało do normy(15). Również i około ósmej, po przelocie Iła-76, następuje taka właśnie „dynamiczna zmiana” widoczności, która raptownie spada z 4000 do 400 metrów(16).

No, więc co? Pojawił się więc na „Siewiernym” jakiś polski („prezydencki”?) samolot kilka - kilkanaście minut po ósmej, gdy zagęściła się mgła, czy też nie?

Aby móc sobie odpowiedzieć na to pytanie proponuję powrócić najpierw do pierwotnej koncepcji Kancelarii Prezydenta - wylotu Delegacji, rozdzielonej na jeden-dwa Jaki i Tupolewa (17). Oraz na to jakie miała mieć ona „rozłożenie na środki transportu” według MON: Tu-154, oraz Jaki-40, pociąg(18). Poza tym spójrzmy jeszcze do utajnionego raportu generała Załęskiego, którego tezy odkrywa nam (przynajmniej częściowo) płk. Raczyński. Według niego Jak i Tupolew miały się zgodnie z planem wojskowych znaleźć w Smoleńsku „mniej więcej w tym samym czasie”(19). To po pierwsze. Po drugie, zastanawiające jest, że o godzinie piątej rano były przysposobione do lotu dwa Jaki-40(20). Mało tego. W rezerwie był również trzeci (21). Więc może Załęskiemu, w jego raporcie wcale nie chodziło o równoczesny przylot do Smoleńska Tupolewa oraz samolotu z dziennikarzami, tylko innego Jaka, którego użycie w tym dniu, na wylot do Smoleńska, także przecież planowano(22). Być może zamyślano go użyć w sytuacji gdyby „oficjalna delegacja, która miała asystować przy ceremonii upamiętnienia masakry w Katyniu, urosła w szybkim tempie(23)”. Co zresztą – według relacji Jana Pospieszalskiego dla dziennika El Mundo – miało się wydarzyć. A tym drugim Jakiem mieli – według jego relacji - lecieć „niższej rangi urzędnicy państwowi, oraz ci dziennikarze, którzy tradycyjnie towarzyszyli prezydentowi” (24). Tu relacja Pospieszalskiego pokrywa się z informacją jaką w stenogramach miał przekazać płk Krasnokutski swemu przełożonemu – Sypko(25). Ta o Jaku-40, który wylądował na „Siewiernym”, a na jego pokładzie znajdowali się członkowie „delegacji i dziennikarzy”.

Generał Lech Majewski, zeznając przed sejmową Komisją Obrony Narodowej powiedział, że tuż po lądowaniu polskiego Jaka-40 w Smoleńsku, kontroler wieży z aerodromu "Północny" zadzwonił na Okęcie, aby poinformować o załamaniu pogody, i o tym że "załoga naszego samolotu wykonała manewr bez zgody wieży przy podstawie chmur 60 metrów i widzialności poniżej kilometra(26)". Jest to o tyle interesująca wiadomość, że ta informacja nie mogła dotyczyć "dzienikarskiego" Jaka-40 dowodzonego przez Wosztyla. Ten lądował bowiem przy widoczności wynoszącej więcej niż 1,5 km. "- Mało tego (dodaje Majewski). Taki telefon na Okęcie z telefonu komórkowego miał wykonać także pilot Jaka-40". A przecież doskonale wiemy - z zeznań załogi Wosztylowego samolotu(27), że przekazali oni do Warszawy (co potwierdził oficer CHSZRP(28)) tylko informację o fakcie lądowania. Zrobili to wkrótce po swoim przyziemnieniu(29). Nie podawali natomiast w ogóle wieści o warunkach pogodowych. Nikt ich też o nie nie pytał. Ponadto mjr. Henryk Grzejdak, z Centrum Hydrometeorologi Sił Zbrojnych, potwierdza zeznania gen. Majewskiego co do tego, iż taki telefon o lądowaniu i warunkach pogodowych z pokładu samolotu rzeczywiście miał miejsce. Zanotował nawet godzinę w której uzyskano od "pilota Jaka-40" informację o przyziemieniu i pogodzie. Była to godzina 8:2o(30). O 8:30 miał zaś, jak wiemy, lądować Tu-154M. A przecież doskonale pamiętamy, że "według planu wojskowych Jak i Tupolew miały lądować w Smoleńsku, mniej więcej o tym samym czasie".

Co ciekawe, okazuje się, że nie tylko Górczyński nie widział nic co działo się na płycie lotniska, od godziny 7:55 do 8:40. Również ślepy na to co się działo, miał być Marcin Wierzchowski – jedyny urzędnik Kancelarii Prezydenta oczekujący na Niego przy lądowisku. Zapytany przez któregoś (być może lepiej poinformowanego) posła, o to czy widział, jak lądowały przed mającym nadlecieć Tupolewem Jaki (podkreślenie moje -RM), odpowiedział przed Komisją Smoleńską, że nie(31). Nie widział.

Jest też wpis, w internetowym piśmie „Smolanin” z 11.04.2010 pod artykułem - nomen omen - „Czy my znów urywamy prawdę” informujący, że na 15-30 minut przed godziną w której miał się pojawić Tupolew, wylądował Jak-40 „także polski, także z delegacją"(32). O trzech, mających lądować na XUBS polskich samolotach poinformowani zostali też rosyjscy żołnierze zabezpieczający teren lotniska(33). Także i prasa rosyjska, zaraz po tragedii, informowała, że „nie bacząc na mgłę, lotnisko przyjmuje dwa rosyjskie Jaki-40"(34). 14 kwietnia ukazuje się natomiast w „Komsomolskoj Prawdzie” wywiad z dyspozytorem lotniska „Siewiernyj” Anatolijem Murawiewem (autorem sławetnych słów w stenogramach z wieży: „A Polak to usiadł u nas?”), który opowiadając o wydarzeniach rozgrywających się 10-tego, stanowczo twierdzi, że w sobotę rano, tuż przed tragedią dyspozytorzy przyjęli dwa samoloty(35). Jeśli zaś dla kogoś rosyjskie media nie są wiarygodne, to warto, zacytować też słowa polskich dziennikarzy.

O drugim samolocie, poza Tupolewem, który miał przewozić Delegację, a który wylądował na „Siewiernym” mówi – kilkadziesiąt minut po zdarzeniu - w bezpośredniej, emocjonalnej relacji ze Smoleńska operator TV Polsat News Paweł Wuldarczyk(36), pasażer „dziennikarskiego Jaka”, który przyleciał o 7:25. 

Inny zaś dziennikarz, Paweł Prus twierdzi natomiast, iż „z depesz Polskiego Radia wiemy, że prezydencki samolot wylądował w Smoleńsku kilka minut temu. Podobno wylądował, ale nie wyhamował i wypadł z pasa. To polski Jak 40(37).” Zresztą, o lądowaniu Prezydenta informować miało nie tylko Polskie Radio, ale też także TVP Info. Jest to o tyle zastanawiające, że mówi o tym także osoba, która przyleciała „dziennikarskim” Jakiem-40. Jest nią dziennikarz Wojciech Cegielski. Twierdzi on też, że osobiście poinformował o tym widzów telewizji publicznej: „otrzymałem informację, że prezydent już wylądował, że już jedzie. (...) pamiętam jeszcze nawet serwis z TVP info, kiedy ja z tamtego miejsca też mówiłem, że kolumna prezydencka prawdopodobnie za chwilę wyjedzie z lotniska w Smoleńsku. I dotrze do Katynia"(38)." Informację o kolumnie prezydenckiej wyjeżdżającej ze Smoleńska jako wiadomość podaną przez oficerów BOR miał słyszeć również i Paweł Prus(39). Miała być to kolumna, która przewozić miała Prezydenta i te osoby z Delegacji, które na Siewiernyj przyleciały Jakiem-40.

O tym, że Prezydent Lech Kaczyński miał początkowo lecieć Jakiem-40, oraz że się to w ostatniej chwili zmieniono wiemy nie tylko z relacji dziennikarzy wylatujących przed Nim z Okęcia(40). Potwierdził, to także brat głowy państwa – Jarosław Kaczyński(41).

Pamiętamy także doskonale, że pierwsze informacje ze Smoleńska traktują wyłącznie o „prezydenckim Jaku”(42). Czy nie mówiono tak czasem dlatego, aby dla zmylenia ewentualnych zamachowców/porywaczy (jak wiemy czeskie służby specjalne alarmowały w przeddzień o takiej ewentualności(43)), w „prezydenckim Jaku”, w którym lecieli „niższej rangi urzędnicy państwowi, oraz ci dziennikarze, którzy tradycyjnie towarzyszyli prezydentowi” znajdował się nie Prezydent RP, ale ktoś inny...

10 kwietnia, już o godzinie 8:38, Gazeta.pl zamieściła artykuł >>Wielka tragedia, „dekapitacja Polski”<<. Był on początkowo opatrzony tylko biało – czarną fotografią prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego(44). Zastanawiające jest też na przykład to, że pierwszą myślą pracownika kancelarii Prezydenta RP Jacka Sasina na wiadomość, że miał miejsce „wypadek w samolocie” było, iż „coś się stało prezydentowi Kaczorowskiemu”(45). Trzeba tu dodać, że w chwili otrzymania tej informacji Sasin był przekonany, że Prezydent Kaczyński, z uwagi na mgłę, odleciał w TU-54M na lotnisko zapasowe do Moskwy(46). Symptomatyczna jest także wypowiedź Krasnokutskiego, który w przywołanej przed chwilą rozmowie uspokajał pułkownika Sypko, mówiąc nie tylko to, że w Jaku-40, którego przed chwilą „wyniosło za mgłę”(47) jest „delegacja i dziennikarze”, ale też, że lądowanie „głównego prezydenta” jest planowane dopiero na godzinę 8:30(48). Dodałbym do tego jeszcze sprawę związaną z identyfikacją ciał. 10 kwietnia udało się bowiem zidentyfikować tylko 11 osób. Wśród nich Prezydenta na uchodźstwie i jego „osobistego” ochroniarza z BOR – Artura Francuza(49).

Z poszlak, które świadczyć by mogły o wylocie dodatkowego samolotu, przywołać trzeba jeszcze relację współpracownika Janusza Kurtyki. Jarosław Tęsiorowski wspomina, że przełożony dzwonił do niego „parę minut po szóstej” oświadczając na koniec rozmowy, iż kończy, gdyż „już wsiada do samolotu”(50).” Nie mógł w tym czasie wsiadać do Tupolewa, gdyż według raportu KBWLLP, pierwsi pasażerowie weszli na pokład Tu-154M dopiero o godzinie 6:41(51). Czy szef IPN-u mógł należeć do kategorii „niższej rangi urzędników państwowych” o której wspomina Pospieszalski?

Gwoli ścisłości, trzeba jednak dodać, że dziennikarz Jan Pospieszalski odżegnuje się od wywiadu udzielonego drugiej co do wielkości hiszpańskiej gazecie i twierdzi, że wcale nie leciał 10 kwietnia rano samolotem do Smoleńska. Nie zmienia to faktu, iż rzeczywiste „rozłożenie dziennikarzy na samoloty” nie mogło być takie, jak zapisano w planie wizyty. Świadczy o tym choćby informacja praskiej Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Mówi ona, że jednym z pokrzywdzonych (pasażerów Jaka-40) był „japoński dziennikarz”, który „zadeklarował język angielski i w tym języku doręczono mu decyzję”(52) o umorzeniu śledztwa w sprawie organizacji lotów do Smoleńska”. Tyle tylko, że żaden japoński dziennikarz nie figuruje w dostępnym spisie, pośród 14 pasażerów „dziennikarskiego” (bo tylko taki oficjalnie poleciał) Jaka-40. Podobnie rzecz ma się z funkcjonariuszką BOR – Agnieszką Węcławek. Według relacji Gerarda Kwaśniewskiego(53) (borowca - ochroniarza i kierowcy ambasadora Bahra) „miała lecieć Jakiem, lecz zamieniła się z koleżanką i poleciała Tupolewem”. Tyle tylko, że „dziennikarskim” Jakiem nie mogła przylecieć w zastępstwie za nią żadna inna funkcjonariuszka BOR, gdyż żurnalistom... nie przysługiwała ochrona. A jeśli nie przyleciała „dziennikarskim” to w takim razie jakim?

Katyń, Memoriał. Jest godzina 8:40(54). Do zebranych dziennikarzy dochodzi pierwsza informacja: „Nie macie co czekać na Prezydenta, coś się stało z samolotem”(55). Z tej pierwszej wiadomości, oraz przychodzących po niej kolejnych, zdaje się wynikać, że coś dzieje się na lotnisku z polskim, prezydenckim Jakiem-40, „który wylądował w Smoleńsku kilka minut temu”(56). Że miał miejsce jakiś wypadek, czy to w samolocie(57) czy też z samolotem(58). Dla niektórych z dziennikarzy jest to wiadomość tak niewiarygodna(59), że całkowicie odrzucają ewentualność, iż mogło wydarzyć się coś złego(59a). Co bowiem mogłoby stać się z Jakiem, już po wylądowaniu, po zaparkowaniu, i na postoju?! Przecież to niedorzeczne.

Podobnie reagują dyplomaci. Jacek Sasin po otrzymaniu pierwszej informacji, o tym że „zdarzył się wypadek w samolocie” jest spokojny. Ma informację z pewnego źródła, że Tupolew odleciał na lotnisko zapasowe do Moskwy(60). Więc w jakim samolocie mógłby się zdarzyć wypadek? Tylko w tym, który wylądował przed chwilą na smoleńskim lotnisku. Tylko co by się tam mogło wydarzyć? Szef Kancelarii Prezydenta zastanawia się co może oznaczać określenie „wypadek w samolocie”, który stoi na lotnisku(61). Może chodzi o któregoś z pasażerów? Pierwsza myśl, która mu przychodzi do głowy jest taka, że „być może coś się stało Prezydentowi Kaczorowskiemu, który był przecież człowiekiem leciwym”(62).

 

Od godziny 9:19 do 9:30 TVN24 podaje najpierw, że „ były jakieś kłopoty z lądowaniem prezydenckiego samolotu Jak-40 na lotnisku w Smoleńsku”(63), a potem potwierdza tę wiadomość, opierając się na trzech źródłach: własnym, Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz na komunikacie Agencji Reutera(64). Informacja ta jednak wciąż medialnie mutuje, by z Prezydenckiego Jaka-40, który po prostu zjechał z pasa lotniska, przekształcić się stopniowo w Prezydenckiego Tupolewa, który rozbił się w mak, na polance samosiejek, przed lotniskiem w Smoleńsku.

 

Ślad pierwszych wiadomości o tym, że faktycznie coś się działo z polskim Jakiem-40 na „Siewiernym”, pochodzi z 8:25. O tej to godzinie, bloger RR Bars pisze na lokalnym portalu smoleńskim(65): „Co się stało z polskim samolotem na naszym lotnisku... stoi bez kół, cała straż pożarna miasta tam jest (nie potwierdzone dane bliskie oficjalnym)". Te urwane koła samolotu, albo zjechanie przez niego z pasa są lejtmotywem wielu wypowiedzi. Przede wszystkim o "urwanych" kołach mówi ówczesny Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski(66). O zjechaniu z pasa mówił natomiast zarówno pracownik Kancelarii Prezydenta – Kwiatkowski(67), jak też dziennikarze: Paweł Prus(68) i Paweł Świąder(68a).

Obydwa te elementy, to jest zjechanie z pasa, oraz oderwanie się kół mamy natomiast w zeznaniu pracownika Kancelarii Prezydenta Jacka Sasina przed Komisją Parlamentarną Antoniego Macierewicza. Wynika z tego zeznania, iż z pierwszej informacji telefonicznej, Jacek Sasin zrozumiał, że samolot zjechał z pasa(69), potem zaś, już słuchając bezpośredniej relacji Wierzchowskiego, miał "taki obraz, że być może się koło, koła, nie otworzyły, prawda, czy coś takiego."(70) Dopiero dopytawszy dokładniej pojął, że Wierzchowski nie mówi o żadnym "wypadku na lotnisku", tylko o katastrofie "w lesie, koło lotniska". Czyli o zupełnie innym zdarzeniu. To go dopiero przekonało,"że dramatyzm sytuacji jest bardzo duży"(71).

To nie wszystko. Są też inne wypowiedzi dotyczące problemów prezydenckiego Jaka-40 w porcie lotniczym. O pożarze samolotu na lotnisku mówi rzecznik MSZ Paszkowski(72), oraz poseł Edward Siarka(73), a z kolei inny poseł Andrzej Ćwierz opowiada o wybuchach na skrzydłach, które mieli widzieć przebywający na lotnisku dziennikarze(74) .

***

Płótno namiotu faluje lekko. Napina się i wiotczeje na aluminiowym stelażu jak żagiel, podczas leniwej pogody nad Niegocinem. Rosjanie odsunęli się na bok, wyraźnie dając do zrozumienia, iż limit czasu, jaki mieli do zaoferowania polskiemu Naczelnikowi Wydziału Federacji Rosyjskiej został już wyczerpany. Dariusz Górczyński zamyka na chwilę oczy. Wyobraźnia przenosi go na jacht zacumowany przy pomoście. Jest wczesny lipcowy poranek. Chce wyobrazić sobie, że leży na pokładzie. Nad jego głową wolno przesuwają się obłoki. Głęboko wciąga przez nos wilgotne powietrze. Ma nadzieję poczuć znajomą woń jeziora, zmieszaną z ciepłym zapachem żywicy. Usłyszeć krzesanie się trzcin przy niskim brzegu i śpiew wilgi. Zamiast tego czuje jednak tylko woń wilgotnego, poligonowego tropiku i czyjś kwaśny oddech, tuż przy swojej twarzy.

- A wy gdie ulietieli? Charaszo czustwujetie siebia?

Wzdryga się gwałtownie.

…..............................................................................................

Nieco poprawiony fragment pochodzi z książki "Zatarty ślad. O 10 kwietnia 2010 roku"

(1) Jerzy Bahr (http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127291,8941828,Startujemy.html): "Po 15, może 20 minutach czekania pojawiła się mgła. Tumany chmur szły od lewej strony do prawej. Było ich coraz więcej, narastały w błyskawicznym tempie. Przyjechał Titow, wiceminister spraw zagranicznych Rosji, przywitałem się z nim, wróciłem do swojej minigrupy".

(2) Siergiej Antufiew. Gubernator Guberni Smoleńskiej FR (https://www.warszawapraga.po.gov.pl/tl_files/aktualnosci_powp/VDS100.14/postanowienie_o_umorzeniu_sledztwa.pdf ): "Świadek zeznał, że w dniu 10 kwietnia 2010 roku około godziny 10.00 (8:oo cz.p) przybył na lotnisko Siewiernyj razem z Pełnomocnym Przedstawicielem Prezydenta Federacji Rosyjskiej w Centralnym Okręgu Federalnym Gieorgijem Połtawczenko, Zastępcą Ministra Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej Władimirem Titowem celem powitania Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego".

(3) Uzasadnienie postanowienia o umorzeniu postępowania (https://www.warszawapraga.po.gov.pl/tl_files/aktualnosci_powp/VDS100.14/postanowienie_o_umorzeniu_sledztwa.pdf ): " W dniu 10 kwietnia 2010 roku Dariusz Górczyński wraz z innymi osobami oczekiwał na lotnisku. Zgodnie z planem samolot miał być na lotnisku w Smoleńsku przed godziną 10:00. (...) Oczekiwała też już kolumna samochodów".

(4) Uzasadnienie postanowienia o umorzeniu postępowania (https://www.warszawapraga.po.gov.pl/tl_files/aktualnosci_powp/VDS100.14/postanowienie_o_umorzeniu_sledztwa.pdf ): " W dniu 10 kwietnia 2010 roku Dariusz Górczyński wraz z innymi osobami oczekiwał na lotnisku. Zgodnie z planem samolot miał być na lotnisku w Smoleńsku przed godziną 10:00. Obecni byli także Ambasador RP, dwóch konsuli, attache obrony, przedstawiciele Kancelarii Prezydenta – Marcin Wierzchowski i Maciej Jakubik. Na lotnisku oczekiwali także przedstawiciele rosyjskich władz, w tym przedstawiciele rządu, władz obwodu smoleńskiego, Federalnej Służby Ochrony.”

(5) Określenie użyte przez Ambasadora Jerzego Bahra w wywiadzie udzielonym Teresie Torańskiej, kiedy opowiada o formie, w jakiej oczekiwano na przylot Delegacji

(6) Dariusz Górczyński. Naczelnik Wydziału Federacji Rosyjskiej MSZ RP (http://www.fronda.pl/a/rosjanin-mowil-o- rannych,9051.html) - Około 10:40 (czas moskiewski) wyszliśmy z namiotu.

(7) Dariusz Górczyński (https://wiadomosci.dziennik.pl/smolensk-rocznica-katastrofy/przyczyny/artykuly/299132,przed-wizyta-prezydenta-w-smolensku-panowal-chaos.html): "Około godz. 10 Kozłow, który był chyba cały czas w kontakcie ze służbami kontrolnymi lotniska, stwierdził, że jest coraz gorsza pogoda i samolot będzie robił próbne podejście, ale prawdopodobnie zostanie skierowany do Moskwy na Wnukowo, by przeczekać mgłę i następnie przyleci do Smoleńska - zeznał Górczyński. Dodał, że jednak po 15 - 20 minutach Kozłow stwierdził, że Tu-154M poleci jednak do Mińska: "O 10.40 Kozłow powiedział mi, że nasz samolot będzie robić próbne podejście (...). W pewnym momencie usłyszałem ryk silników, a następnie głośny huk ".

(8) FSB - Federalna Służba Bezpieczeństwa - jedna ze służb specjalnych Federacji Rosyjskiej

(9) Dariusz Górczyński (http://www.rp.pl/artykul/544614.html): "Wcześniej słyszałem, że rosyjski IŁ próbował lądować, ale mu się to nie udało. Ja tego samolotu nie widziałem i nie słyszałem".

(10) Uzasadnienie (...): "W dniu 10 kwietnia 2010 roku Dariusz Górczyński wraz z innymi osobami oczekiwał na lotnisku. Zgodnie z planem samolot miał być na lotnisku w Smoleńsku przed godziną 10:00 (ósmą czasu polskiego - przyp. Autora)".

(11) Uzasadnienie (...): " Około 10.00 Paweł Kozłow stwierdził, że jest coraz gorsza pogoda i samolot prawdopodobnie zostanie skierowany do Moskwy".

(12) Edmund Klich (przewodniczący KBWLLP w książce "Moja czarna skrzynka. Dokumenty", str. 11): „Po odlocie samolotu Ił – 76, z KL (Kierownikiem Lotów – RM) nawiązała łączność załoga jakiegoś samolotu, który chciał lądować na lotnisku w Smoleńsku i KL nie wydał zgody na lądowanie."

(13) Artur Wosztyl (http://rebelya.pl/post/2798/zeznania-por-wosztyla-mowi-do-nich-zeby-nie-sch ): „Zeznaję, iż około 10-15 minut przed lądowaniem nawiązaliśmy kontakt radiowy z wieżą na lotnisku w Smoleńsku. Kontroler ruchu lotniczego podał nam, iż widoczność w rejonie lotniska wynosi 4000 metrów, która w czasie lądowania zmniejszyła się do 1500 metrów.”

14) a) Artur Wosztyl (http://rebelya.pl/post/2798/zeznania-por-wosztyla-mowi-do-nich-zeby-nie-sch ): „Zeznaję, iż około 10-15 minut przed lądowaniem nawiązaliśmy kontakt radiowy z wieżą na lotnisku w Smoleńsku. Kontroler ruchu lotniczego podał nam, iż widoczność w rejonie lotniska wynosi 4000 metrów (…) Przed lądowaniem około 5-10 minut zostałem poinformowany, że widzialność spadła do 1500 metrów. b) Remigiusz Muś (http://www.idziemy.pl/imgs_upload/dokumenty/20150121_protokol_mus.pdf) zeznanie z 10.04.2010): Kontroler kazał zniżyć im się do wysokości 500 metrów i podał im warunki pogodowe. z tego co pamiętam było to 4000 metrów na 400 metrów (...) W momencie, kiedy załoga powinna wykonać zejście do lądowania, kontroler przekazał im informację o pogarszających się warunkach pogodowych 500 metrów na prawdopodobnie 80 metrów. (…) słyszałem korespondencję prowadzoną przez Tu-154M a wieżą, ale było to na około 12 minut przed katastrofą.

15) Artur Wosztyl (http://rebelya.pl/post/2798/zeznania-por-wosztyla-mowi-do-nich-zeby-nie-sch ): Po wylądowaniu około godz. 7.20(o7:25 – patrz wyżej – RM)warunki atmosferyczne panujące na lotnisku utrzymywały się przez jakiś czas, myślę, że przez około 30 minut na podobnym poziomie, jak przy moim lądowaniu. Następnie zaczęła nadciągać mgła w płatach,która na krótki czas ograniczała widzialność do około 400 metrów. Po czym warunki te poprawiały się do tych, jakie były przy moim lądowaniu. Mam na myśli tylko widoczność. Zmiany te były bardzo dynamiczne.

16) Artur Wosztyl. Zeznanie z 21.04.2010. (http://www.npw.gov.pl/dokumenty/TU-154/protokoly-Wosztyl.pdf): "Po wylądowaniu około godziny 7:20, warunki atmosferyczne panujące na lotnisku utrzymywały się przez jakiś czas, myślę, że przez około 30 minut, na podobnym poziomie jak przy moim lądowaniu. Następnie zaczęła nadciągać mgła w płatach, która przez krótki czas ograniczała widzialność do około 400m. Po czym warunki te poprawiały się do tych jakie panowały przy moim lądowaniu".

17) Informacja ze strony Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga (za http://noweczasy.salon24.pl/497440,alfabet-tajemnic-smolenskich-j ): „KPRM otrzymała z Kancelarii Prezydenta trzy dokumenty. Pierwszy mówił o locie „Tupolewa” bez podania godzin startów i lądowań, drugi przekazywał godziny startu „Tupolewa” i informacje o wykorzystaniu jednego lub dwóch samolotów JAK-40, a trzeci zmieniał wcześniej przekazane godziny startów samolotów”

18) Bogdan Klich Minister Obrony (http://wyborcza.pl/1,111900,8951988,Szef_MON__W_dokumentach_wszystko_gra.html?as=4&startsz=x): „zakładałem, że część poleci Tu-154, część jakami, część pojedzie pociągiem”.

19) Gazeta Wyborcza (http://wyborcza.pl/1,76842,7826286,Dlaczego_Tu_154_nie_wylecial_wczesniej.html).Ujawniamy tezy raportu, który kilkanaście godzin po katastrofie prezydenckiego Tu-154 złożył ministrowi obrony czasowo pełniący obowiązki dowódcy Sił Powietrznych gen. Krzysztof Załęski. Wynika z niego, że lotnictwo zaplanowało wcześniejszą godzinę startu tupolewa. Plan przygotowano tak, że Jak-40 z dziennikarzami wystartuje o godz. 5 rano, a Tu-154 - o 6.30 (ostatecznie wystartował dopiero przed 7.30). Gdyby tupolew wystartował w planowanym czasie, byłby w Smoleńsku mniej więcej wtedy, kiedy lądował "dziennikarski" Jak.

20) Jan Mróz. Dziennikarz TVN (relacja w filmie – „Poranek” - 1'33''): Na lotnisku byłem planowo. O czwartej. Z tym, że wylot nie odbył się o piątej, dlatego że samolot w którym siedzieliśmy, ten pierwszy Jak-40, uległ awarii. Musieliśmy zmienić, już na płycie lotniska samolot. Wsiedliśmy do stojącego obok, już przygotowanego do lotu Jaka-40. Drugiego egzemplarza. Wylecieliśmy około 5:20.

21) Paweł Świąder. Dziennikarz RMF24 ( http://www.rmf24.pl/opinie/komentarze/pawel-swiader/news-pawel-swiader-boje-sie-powrotu-do-polski,nId,272706 ): Była sobota, blady świt, a właściwie jeszcze ciemno. Musiałem wstać o 3 rano, by przed 4 znaleźć się na lotnisku. Nasz samolot miał odlecieć o 5 rano. Rzadko mam okazję towarzyszyć Prezydentowi w czasie oficjalnych wizyt. Tym razem, na wyjazd do Katynia zgłosiłem się na ochotnika. Dopiero na Okęciu okazało się, że dziennikarze mają lecieć Jakiem, a dopiero godzinę po nas wystartuje Tupolew. OK - pomyślałem, widocznie zabrakło dla nas miejsca w "Tutce". Gdy wszyscy siedzieliśmy już wewnątrz Jaka okazało się, że jeden z silników nie chce się uruchomić. Pilot grzecznie przeprosił mówiąc, że musimy przenieść się do drugiego Jaka, który stoi obok. Ktoś zażartował: "Jest jeszcze trzeci?" "Tak" - odparł pilot. "Czeka w hangarze". Po przymusowej przesiadce wszystko poszło już zgodnie z planem.

22) Informacja ze strony Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga (za http://noweczasy.salon24.pl/497440,alfabet-tajemnic-smolenskich-j ): „KPRM otrzymała z Kancelarii Prezydenta trzy dokumenty. Pierwszy mówił o locie „Tupolewa” bez podania godzin startów i lądowań, drugi przekazywał godziny startu „Tupolewa” i informacje o wykorzystaniu jednego lub dwóch samolotów JAK-40, a trzeci zmieniał wcześniej przekazane godziny startów samolotów”

23) Gazeta „El Mundo” ( https://www.elmundo.es/elmundo/2010/04/11/internacional/1270984708.html ): Dziennikarz Jan Pospieszalski, z polskiej telewizji publicznej, jest jednym z tych którzy ocalili swe życie dzięki przypadkowi losu. W ostatnich godzinach piątku, oficjalna delegacja, która miała asystować przy ceremonii upamiętnienia masakry w Katyniu, rosła w szybkim tempie, i organizatorzy zdecydowali wynająć drugi samolot do którego oddelegowali niższej rangi urzędników państwowych, oraz dziennikarzy, którzy tradycyjnie towarzyszyli prezydentowi. Jednym z nich był Jan Pospieszalski, który relacjonuje jak drugi samolot nie mógł odlecieć. "Nasz samolot miał startować natychmiast po pierwszym, było przewidziane ze wylądujemy jedynie z 15-minutowa różnicą czasu i w takim przeświadczeniu weszliśmy na pokład i i zajęliśmy nasze miejsca. Ja rozłożyłem gazetę, którą chciałem czytać podczas lotu, ale natychmiast kapitan poprosił nas o opuszczenie samolotu. Wykryto problem techniczny i nie mogliśmy już wystartować.

24) Ibidem

25) Nikołaj Krasnokutski (w stenogramach z wieży): Znaczy, wg planu właśnie wylądował Jak-40 z tą delegacją i dziennikarzami. (...) O 10.30 (8:30-RM) lądowanie głównego prezydenta.

26) Generał Lech Majewski (przed sejmową Komisją Obrony Narodowej): Tuż po lądowaniu polskiego Jaka-40 w Smoleńsku 10 kwietnia kontroler wieży na lotnisku Siewiernyj zadzwonił do dyżurnego meteorologa na Okęciu i przekazał mu informacje na temat pogody. Zameldował też, że załoga naszego samolotu wykonała manewr bez zgody wieży przy podstawie chmur 60 metrów i widzialności poniżej kilometra! (nie mógł być to Jak-40/044 który lądował w "warunkach widzialności 1500 – 200 metrów RM) Mało tego. Taki telefon na Okęcie z telefonu komórkowego miał wykonać także pilot Jaka-40.

27) Rafał Kowaleczko (drugi pilot Jaka-40/044 - zeznanie): "W dniu 10.04.2010 ja osobiście, telefonicznie przekazałem por. Lauksowi do Warszawy fakt naszego lądowania. Nie podawałem mu wtedy warunków meto (tak w oryginale - RM) panujących na lotnisku w Smoleńsku. Raczej nikt z Warszawy nie kontaktował się ze mną w sprawie warunków meto panujących na lotnisku. Natomiast nie wiem czy z innymi członkami załogi ktoś się kontaktował w tej sprawie"

28) Dariusz Januszewicz (oficer Centrum Hydrometeorologii Sił Zbrojnych RP): Informacja zwrotna, przekazana przez dyżurnego ok. godz. 7:45, (...) była krótka: - Dyżurny METEO, chor. Marcin Nojek, poinformował mnie, że pilot samolotu JAK-40 nie podał informacji o warunkach atmosferycznych podczas lądowania w Smoleńsku.

29) Artur Wosztyl: Na zadane pytanie zeznaje; po wylądowaniu ja albo por. Kowaleczko telefonicznie poinformowaliśmy DKL (Dyżurnego Kontrolera Lotów por. Lauksa–RM) w Warszawie o fakcie wylądowania. (...) Do mnie z Warszawy nikt nie dzwonił i nie pytał się o warunki atmosferyczne jakie panują na lotnisku w Smoleńsku.

30) Informację (o warunkach atmosferycznych - RM) telefonicznie od pilota JAKa-40 uzyskano około godziny 8:20 poprzez służbę meteo na Okęciu – donosił w notatce, dołączonej do prokuratorskich akt, mjr Henryk Grzejdak, który po godz. 8 zastąpił na stanowisku mjr. Januszewicza.

31) Z przesłuchania przed Zespołem Parlamentarnym urzędnika Kancelarii Prezydenta - Marcina Wierzchowskiego.(http://orka.sejm.gov.pl/opinie6.nsf/nazwa/78_20101216/$file/78_20101216.pdf) Poseł: A czy pan widział lub słyszał, jak lądowały wcześniej samoloty? JAKi? Jak lądowały? Marcin Wierzchowski: Nie, nie. Poseł: Nie widział pan.

32) Smolanin komentarz do artykułu „Czy my znów skrywamy prawdę?” zapisany w dniu 11.04.2010 g. 03:05 (http://www.specletter.com/politika/2010-04-10/neuzheli-my-opjat-skryvaem-pravdu.html): Na ~15-30 minut przed Tupolewem, wylądował Jak-40, także polski, także z delegacją.

33) Radio Maryja (http://stara.radiomaryja.pl/pdf/pdf.php?r=ar&id=108439): Sześcioosobowa drużyna rosyjskich poborowych zabezpieczających teren lotniska w Smoleńsku miała zakaz używania jakichkolwiek urządzeń rejestrujących. Powiedziano im o tym w trakcie porannej odprawy. Wszyscy żołnierze musieli zdać własne telefony komórkowe do depozytu. Żołnierzy poinformowano, że przylecą trzy samoloty z Polski, w jednym z nich będzie prezydent RP.

34) Artykuł z „Wiesti" (http://www.vesti.ru/doc.html?id=353172&cid=549"cid=549): Nie bacząc na mgłę, lotnisko przyjmuje dwa rosyjskie Jaki-40 (nie da się ukryć, że Jaki są produkcji rosyjskiej – RM). A duży Ił-76 mimo to odchodzi na lotnisko zapasowe.

35) 12 kwietnia 2010 roku (rzecz, moim zdaniem warta przytoczenia, bo opublikowana już dwa dni po tragedii) „Komsomolskaja Prawda” zamieściła wywiad z Anatolijem Murawiewem (http://korrespondent.net/world/1065848-dispetcher-smolenskogo-aeroporta-raskryl-podrobnosti-krusheniya-polskogo-tu-154), który w dniu 10 kwietnia 2010 roku pełnił funkcję dyspozytora lotniska „Siewiernyj”. Otóż, według rosyjskiego dziennika, człowiek ten miał powtórzyć w rozmowie z dziennikarzem to samo co mówił w stenogramach, tyle, że tym razem dużo bardzo czytelnie: Według słów Murawiewa, rano w sobotę, niedługo przed tragedią, dyspozytorzy przyjęli (posadzili) dwa samoloty.

36) Paweł Wuldarczyk operator TV Polsat News (https://www.youtube.com/watch?v=vTulgxIJjmQ): To, co zadzwonił ktoś do tej delegacji, bo tu już jest delegacja, która przyleciała drugim (…) samolotem (…). Ci ludzie, o których wspominałaś, czyli marszałkowie sejmu, pan Prezydent z małżonką, no i wszyscy ministrowie, to był samolot jeden, ale był jeszcze jeden samolot. (...) pilot, który wysiadł, bo ten samolot, którym my przylecieliśmy to jest ten jak-40 i on nie jest duży, no więc w momencie, kiedy wylądowaliśmy, to pilot otworzył drzwi i wyszedł do nas powiedzieć „Dziękuję za wspólną podróż i do zobaczenia wieczorem”

37) Paweł Prus : (http://www.tvp.info/6998533/po-godzinach/smolensk-miasto-bohater/) Z depesz Polskiego Radia wiemy, że prezydencki samolot wylądował w Smoleńsku kilka minut temu. (...) Podobno wylądował, ale nie wyhamował i wypadł z pasa. To polski Jak 40 – ktoś dorzuca”

38) Wojciech Cegielski dziennikarz, Polskie Radio IAR - (http://venaida.wrzuta.pl/film/aybSG4jWKEX/wywiad_z_cegielskim_10.04.2010): Dwie minuty wcześniej bodajże, ja sam otrzymałem informację, że prezydent już wylądował, że już jedzie. Tak, zresztą już nie pamiętam, natłok tych wydarzeń sprawił, że trudno mi sobie przypomnieć godzinę, ale pamiętam jeszcze nawet serwis z TVP info, kiedy ja z tamtego miejsca też mówiłem, że kolumna prezydencka prawdopodobnie za chwilę wyjedzie z lotniska w Smoleńsku. I dotrze do Katynia.

39) Paweł Prus (http://cc.bingj.com/cache.aspx?q=http%3a%2f%2fwww.tvp.info%2f6998533%2fmagazyn%2fpo-godzinach%2fsmolensk-miasto-bohater%2f&d=4968903569245486&mkt=en-US&setlang=en-US&w=6BiB_Gd1QFjTmLD1rh7I_jpYeROLpNO2) Ktoś inny, mówi, że słyszał od oficerów BOR-u, że kolumna samochodów wioząca prezydenta i gości jest już w drodze i za chwilę ma się pojawić na cmentarzu.

40) Na łamach "GP" (nr 15, 14.04.10) Filip Rdesiński na gorąco spisał relację ówczesnego uczestnika wydarzeń, Piotra Ferenca-Chud(y)ego: W sobotni poranek spieszę na wojskowe lotnisko, chcąc zdążyć na samolot, którym mam udać się do Smoleńska. Przyjeżdżam przed czasem. Jest ciemno. Błyskawicznie przechodzę odprawę i wraz z innymi dziennikarzami czekam w saloniku na Prezydenta. Sądziłem, że będziemy lecieć jednym samolotem. Tymczasem otrzymuję program obchodów i z niego dowiaduję się, że dziennikarze polecą inną maszyną niż oficjalna delegacja.

41) Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” (http://www.rodaknet.com/rp_art_4809_czytelnia_wywiad_jaroslaw.htm): Pamiętam, że pytałem go (doc. Lubińskiego, na dziewięć godzin przed wylotem – RM) nawet, jakim samolotem polecą do Smoleńska. Przez pewien czas byłem przekonany, że będzie to JAK, a nie tupolew.

42) TVN24 – 10 kwietnia 2010 r, początek godz 9:19: Jarosław Kuźniar: Mamy informacje, bardzo ogólne o tym, że były jakieś kłopoty z lądowaniem prezydenckiego samolotu Jak-40 na lotnisku w Smoleńsku. Polska Delegacja wspólnie z osobami, które z panem Prezydentem leciały do Lasu Katyńskiego na obchody 70 rocznicy zbrodni katyńskiej (…)

43) Portal wPolityce donosił (https://wpolityce.pl/polityka/156801-ujawniamy-to-z-czech-przyszla-informacja-o-zagrozeniu-atakiem-na-samolot-w-kraju-ue-nowe-fakty-ws-ostrzezen-sprzed-1004): „Z czeskiego Biura systemu SIRENE, funkcjonującego w strefie Szengen, przysłano 9 kwietnia 2010 roku pilną informację o tym, że na jednym z lotnisk na terenie Unii Europejskiej może dojść do ataku na samolot i jego uprowadzenia”.

44) http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/12,114873,7752943,Wielka_tragedia____dekapitacja_Polski__.html

45) Jacek Sasin: (...) tak sobie psychicznie zbudowałem taką konstrukcję, że on tak strasznie panikuje z tego powodu, że ten samolot wyląduje gdzie indziej (...) on wtedy mówi mi, że: „wie pan, no, dostałem informację, że... jakąś dziwną informację, że zdarzył się jakiś wypadek”. Ja mówię: „jaki wypadek?” A on mówi na to, że wypadek w samolocie. (...) Pierwsza myśl, która mi przeszła, że być może coś się stało Prezydentowi Kaczorowskiemu.

46) Gazeta Wyborcza (27.01.2011, z godziny 7:24):- Jeszcze kilkanaście minut przed katastrofą było ustalone, że z powodu złej pogody prezydencki samolot leci do Moskwy i tam przeczekuje mgłę. Nie wiem, co wpłynęło na zmianę tych planów - mówi "GW" jeden z dyplomatów.

47) Siergiej Sypko (szef bazy lotniczej w Twerze – podczas tej samej rozmowy): A co ty mówisz,za mgłę ... wyniosło? (Mgła – jak już wiemy -wyszła dopiero o godzinie 8:00, a Jak-40 pod dowództwem Wosztyla miał mieć na pokładzie wyłącznie dziennikarzy, więc nie może tu chodzić o Jaka-40/044 – RM).

48) Nikołaj Krasnokutski (w stenogramach z wieży): Znaczy, wg planu właśnie wylądował Jak-40 z tą delegacją i dziennikarzami.(...) O 10.30 (8:30-RM) lądowanie głównego prezydenta.

49) M. Krzymowski, M. Dzierżanowski - "Smoleńsk. Zapis śmierci" str. 41-42: "Gdy udawało im się kogoś zidentyfikować, zapisywano nazwisko na kartce i umieszczano przy szczątkach. Marcin Wierzchowski rozpoznał między innymi stosunkowo dobrze zachowane ciało Katarzyny Doraczyńskiej z biura prasowego Kancelarii Prezydenta. Oficerowie poznali swoich kolegów: podporucznika Piotra Noska, starszego chorążego Artura Francuza, kapitana Dariusza Michałowskiego, a później też sekretarza biskupa polowego księdza podpułkownika Jana Osińskiego. Chorążego Pawła Krajewskiego z BOR zidentyfikowali na podstawie przypiętej do paska legitymacji. Z dużym prawdopodobieństwem wskazano też ciała prezydenta na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego, oraz wicemarszałka Sejmu Krzysztofa Putry. W identyfikacji rzecznika praw obywatelskich Janusza Kochanowskiego pomogły znalezione przy nim dokumenty. W sumie udało się ustalić tożsamość około dziesięciu osób".

50) IPN: (http://ipn.gov.pl/o-ipn/zyciorys/prezes-janusz-kurtyka/jaroslaw-tesiorowski,-ipn) - Jarosław Tęsiorowski: Sobota, 10 kwietnia 2010 r. Parę minut po szóstej rano. Dzwoni telefon. W charakterystyczny dla siebie sposób Prezes Janusz Kurtyka zadaje serię pytań, związanych z wieloma sprawami (…) W sobotę, 10 kwietnia, Prezes skończył rozmowę, mówiąc: „Już wsiadam do samolotu”.

51) Raport końcowy KBWLLP z badania wypadku lotniczego nr 192/2010/11 : „Od 4:21 (6:21 cz.p) załoga znajdowała się na pokładzie samolotu. O godz. 4:41 (6:41 cz.p) na pokład samolotu weszła pierwsza grupa pasażerów.”

52) 01 kwietnia 2014 roku na stronie TVN 24 (http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/cztery-zazalenia-na-umorzenie-sledztwa-smolenskiego,413913.html) pojawiła się informacja prokuratury o obecności na pokładzie Jaka-40 jakiegoś "japońskiego dziennikarza", który nie figurował przecież na liście pasażerów "Jaka dziennikarskiego": (...) cała procedura (śledztwa w sprawie organizacji lotów - RM) trwała długo ze względu na liczbę pokrzywdzonych oraz konieczność przetłumaczenia liczącej blisko 350 stron decyzji prokuratury na język angielski. Przypomniała, że śledztwo dotyczyło także m.in. organizacji lotu Jaka-40 z dziennikarzami mającymi obsługiwać wizytę. - W Jaku-40 był na przykład japoński dziennikarz, on zadeklarował język angielski i w tym języku doręczono mu decyzję - dodała prokurator.

53) Gerard Kwaśniewski BOR, kierowca i ochroniarz Ambasadora Jerzego Bahra (https://www.newsweek.pl/polska,kategoria,1795.htmlsmolensk%E2%80%94nieznana-relacja-oficera-bor,68588,1,1.html): Wtedy właśnie dowiedziałem się, że choć na liście nie figurowała, na pokładzie była żona mojego dobrego kolegi, Agnieszka Węcławek (funkcjonariuszka BOR – RM). Miała lecieć jakiem (dziennikarzom, ani starszemu referentowi Biura Prasowego Kancelarii Prezydenta ochrona BOR nie przysługiwała, więc jeśli „miała lecieć Jakiem” to na pewno nie „Jakiem Wosztyla” - RM), ale zamieniły się z koleżanką na Okęciu.

54 Wiktor Bater (relacja z 10 kwietnia https://www.youtube.com/watch?v=_96X6s2eRvI ) My byliśmy od samego początku na cmentarzu w Katyniu i pierwszą informację o tym, że doszło od nieszczęścia, otrzymałem telefonicznie od jednego z uczestników oficjalnej polskiej delegacji o 10.40 czasu lokalnego, czyli osiem, o 8.40 czasu polskiego.

55 Wiktor Bater https://wiadomosci.dziennik.pl/smolensk-rocznica-katastrofy/aktualnosci/artykuly/330488,wiktor-bater-wspomina-jak-dowiedzial-sie-o-katastrofie.html : "Usłyszałem w słuchawce głos serdecznego przyjaciela – polskiego dyplomaty pracującego kiedyś w Moskwie, a teraz włączonego w delegację MSZ, która oczekiwała prezydenta na lotnisku „Siewiernyj”. – Nie macie co czekać na prezydenta, prezydent nie przyjedzie. Coś stało się z samolotem – mówił zdenerwowany".

56 Paweł Prus, dziennikarz TVP (http://tvp.info/magazyn/po-godzinach/smolensk-miasto-bohater/6998533): Z depesz Polskiego Radia wiemy, że prezydencki samolot wylądował w Smoleńsku kilka minut temu.(...) Podobno wylądował, ale nie wyhamował i wypadł z pasa. To polski Jak 40.

57 Jacek Sasin (): Stachelski (...) mówi mi, że: „wie pan, no, dostałem informację, że... jakąś dziwną informację, że zdarzył się jakiś wypadek”. Ja mówię: „jaki wypadek?” A on mówi na to, że wypadek w samolocie.

58 Paweł Prus, dziennikarz TVP (http://tvp.info/magazyn/po-godzinach/smolensk-miasto-bohater/6998533): "Podobno wylądował, ale nie wyhamował i wypadł z pasa". Jacek Sasin (przesłuchanie przed KP): Mówi: „wie pan, samolot zjechał z pasa, czy coś takiego”. Andrzej Kwiatkowski w „Mgle” (s. 88) : Pamiętam swoją pierwszą myśl, że samolot nie zmieścił się w pasie, nie wyhamował, zjechał z niego – tak sobie tę „awarię” wyobraziłem

59 Paweł Prus, dziennikarz TVP (http://tvp.info/magazyn/po-godzinach/smolensk-miasto-bohater/6998533): Mówił, że to może być samolot prezydencki. (...) Wiadomość wydaje się być tak nieprawdopodobna, że w pierwszej chwili zastanawiamy się dlaczego tak doświadczony reporter jakim jest Bater, w ogóle w nią uwierzył. 49a) Paweł Świąder. Dziennikarz RMF24 (https://www.rmf24.pl/raporty/raport-fakty-roku/fakty-roku-relacje-reporterow/news-reporter-rmf-fm-wspomina-swoja-podroz-do-smolenska-10-kwietn,nId,315012#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox): To nieprawda - pomyśleliśmy. Ale kiedy wyszedłem na zewnątrz i zobaczyłem biegających z telefonami ludzi przez chwilę nie mogłem oddychać. Gdy zatrzymywaliśmy jakiś samochód, żeby wrócić na lotnisko myślałem, że może samolot zjechał z pasa, że być może kilka osób jest rannych...

60 Jacek Sasin (przesłuchanie przed KP Macierewicza z dnia 06.10.2010): Pan Adam Kwiatkowski, z tego, co pamiętam (pracownik Kancelarii) podszedł do mnie i poinformował mnie, że dostał taką właśnie informację przed chwilą, że może zajść okoliczność następująca, iż samolot nie wyląduje na lotnisku w Smoleńsku z powodu trudnych warunków atmosferycznych. (...) a jeszcze bardziej zdziwiła mnie informacja, którą też dostałem od tego pracownika, mojego pracownika, że to lądowanie może nastąpić w Moskwie.

61 Jacek Sasin (przesłuchanie przed KP Macierewicza z dnia 06.10.2010): Pierwszą moją reakcją był telefon do tego pracownika, mojego pracownika, który był na lotnisku, do pana Wierzchowskiego".

62 Jacek Sasin (przesłuchanie przed KP Macierewicza z dnia 06.10.2010): Co może oznaczać „wypadek w samolocie”? Skala czy, czy zakres wypadków, które mogą się zdarzyć na pokładzie samolotu, no jednak dosyć jest ograniczona. Taka moja myśl była, że być może stało się coś któremuś z pasażerów, że być może... Ja przepraszam, bo mówię może o swoich odczuciach - co może nie ma większego znaczenia dla sprawy - że stało się może coś komuś z pasażerów. Miałem taki nawet... Pierwsza myśl, która mi przeszła, żebyć może coś się stało Prezydentowi Kaczorowskiemu, no, który był człowiekiem niezwykle leciwym.

63 TVN24 – 10 kwietnia 2010 r., godz 9:19: Jarosław Kuźniar: "Mamy informacje, bardzo ogólne o tym, że były jakieś kłopoty z lądowaniem prezydenckiego samolotu Jak-40 na lotnisku w Smoleńsku."

64 TVN24 – 10 kwietnia 2010 r., godz 9:27: Jarosław Kuźniar: "Informacja sprzed kilku sekund dosłownie. Rzecznik MSZ Piotr Paszkowski potwierdza w rozmowie z TVN24, że według wstępnych informacji prezydencki samolot Jak-40, którym Prezydencka Para, Prezydencka Delegacja leciała rozbił się, podchodząc do lądowania niedaleko wojskowego lotniska w Smoleńsku. (…) Dwa źródła potwierdzają – agencja Reutera i rzecznik MSZ – maszyna Jak czterdziesty rozbiła się niedaleko lotniska w Smoleńsku.”

65 RR Bars (http://www.smolensk-auto.ru/forum/index.php?showtopic=16192) wpis na forum smoleńskim – smolensk-auto.ru z godziny 8:25): Co się stało z polskim samolotem na naszym lotnisku... stoi bez kół cała straż pożarna miasta tam jest (nie potwierdzone dane bliskie oficjalnym).

66 Radosław Sikorski (Minister Spraw Zagranicznych - TVP INFO godz. 20:01 z 10.04.10): Samolot się rozbił, ale nie było wybuchu. Więc była nadzieja, że lądowali i koło się urwało.

67 Andrzej Kwiatkowski w „Mgle” (s. 88) : Pamiętam swoją pierwszą myśl, że samolot nie zmieścił się w pasie, nie wyhamował, zjechał z niego – tak sobie tę „awarię” wyobraziłem

68 Paweł Prus (http://tvp.info/magazyn/po-godzinach/smolensk-miasto-bohater/6998533):: Podobno wylądował, ale nie wyhamował i wypadł z pasa. (58a) Paweł Świąder ( https://www.rmf24.pl/raporty/raport-fakty-roku/fakty-roku-relacje-reporterow/news-reporter-rmf-fm-wspomina-swoja-podroz-do-smolenska-10-kwietn,nId,315012#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox): Gdy zatrzymywaliśmy jakiś samochód, żeby wrócić na lotnisko myślałem, że może samolot zjechał z pasa, że być może kilka osób jest rannych, nie mogłem uwierzyć, że samolot się rozbił i nikt tej katastrofy nie przeżył. (...)

69 Jacek Sasin (przesłuchanie przed KP Macierewicza z dnia 06.10.2010): I zacząłem go (Stachelskiego) dopytywać. Mówię: „jak to "w samolocie?” A on mówi: „nie, nie, nie – jakiś wypadek przy lądowaniu.” Mówi: „wie pan, samolot zjechał z pasa, czy coś takiego”.

70 Jacek Sasin (przesłuchanie przed KP Macierewicza z dnia 06.10.2010): (...) bo ja sobie już wyobraziłem pewien obraz, który się stał, prawda, czyli jakiegoś drobnego wypadku przy lądowaniu samolotu, prawda... Miałem taki obraz, że być może się koło, koła nie otworzyły, prawda, czy coś takiego.

71 Jacek Sasin (tamże): "Jeszcze spytałem go, czy to..., czy on jest na lotnisku, czy to, czy ten wypadek miał miejsce na lotnisku, a on mi wtedy powiedział, że nie na lotnisku, tylko w lesie koło lotniska. Yyy... no to jakby ostatecznie mnie przekonało o tym, że rzeczywiście jest dramatyzm sytuacji jest bardzo duży."

72 Piotr Paszkowski (http://wiadomosci.onet.pl/kraj/rozbil-sie-prezydencki-samolot-sprzeczne-informacje-ze-smolenska/0bggj): Na lotnisku w Smoleńsku doszło do katastrofy samolotu rządowego JAK40 - taka informację przekazał rzecznik MSZ Piotr Paszkowski. Na pokładzie jest prezydent Polski Lech Kaczyński. (…) Rzecznik MSZ dodaje jeszcze, że samolot się zapalił, ale został ugaszony.

73 Edward Siarka (poseł): Telefony wszystkich dzwonią – samolot Prezydenta płonie.

74 Andrzej Ćwierz (poseł): Rozmawiałem z dziennikarzami, którzy byli na lotnisku, między innymi jeden z nich widział, co się działo z samolotem, przynajmniej sugerował, że tam się działy rzeczy takie nienormalne, w sensie takim, że według niego mogły to być wybuchy na skrzydłach samolotu.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.6 (głosów:6)

Komentarze

Zwykle omijam tasiemcowe wpisy. To jedyny 'długas', który odczytuję z zapartym tchem - i to nie jeden raz

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-2

Bóg - Honor - Ojczyzna!

#1620654

Bardzo mi miło. Serdecznie pozdrawiam.

RM

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1620704

"Świadczy o tym choćby informacja praskiej Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Mówi ona, że jednym z pokrzywdzonych (pasażerów Jaka-40) był „japoński dziennikarz”, który „zadeklarował język angielski i w tym języku doręczono mu decyzję”(52) o umorzeniu śledztwa w sprawie organizacji lotów do Smoleńska”. Tyle tylko, że żaden japoński dziennikarz nie figuruje w dostępnym spisie, pośród 14 pasażerów „dziennikarskiego” (bo tylko taki oficjalnie poleciał) Jaka-40"

Pewnym tropem do wyjaśnienia sprawy może być historia rodziny Japończyka związanego z Polską i z ruchem „Solidarność”, czyli rodziny Yoshiho Umedy, urodzonego  16 września 1949 roku, Japończyka, który przyjechał do Polski w 1963 roku i w której jak mówił, jeszcze przed I wojną światową zakochał się jego ojciec. Zmarł on 4.05.2012 roku, więc jako przedsiębiorca związany z Polską, działacz opozycji demokratycznej w okresie PRL, autor publikacji z dziedziny energetyki i alternatywnych źródeł energii, mógł być jako dziennikarz uczestnikiem lotu do Smoleńska w 2010 roku.

W 2006 został odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, a w 2015 przez prezydenta Bronisława Komorowskiego pośmiertnie Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej.

Yoshiho Umeda – legendarny działacz „Solidarności”, przekazał Radiu Wolna Europa postulaty strajkujących stoczniowców. W trakcie kampanii wyborczej w 1989 roku Yoshiho Umeda był skarbnikiem Komitetu Obywatelskiego. Jak pisze w swojej książce Jarosław Kaczyński, otrzymał od Japończyka bardzo zasobny fundusz wyborczy.

Nie można też wykluczyć(a nawet jest to bardziej prawdopodobne), że mógł to być jego syn Tomoho Umeda, urodzony w 1973 roku i zajmujący się public relations, komunikacją, prowadzący agencję public relations.

Tomoho Umeda jest właścicielem i dyrektorem generalnym TOMO Group ltd. TOMO Interactive sp. Z oo, YOHO sp. Z oo rozwijanie marek takich jak Web Sumo (doradztwo biznesowe online) i TOMO E.M.I.C. (Ethno-Method Insight Consulting - marka badań rynkowych) również założycielka Fundacji Envisio.

Jako wolontariusz wspierający ruch społeczny Grasroot "Obywatele kultury" oraz działacze szkoleniowi z Mjanmy i Kuby.

W firmie pijarowej Tomo Group pra­cują naj­lepsi spe­cja­liści z różnych dziedzin — nie tylko mar­ke­tin­gowcy i pro­gra­miści, ale i doś­wiad­czeni an­tro­po­lo­gowie, psy­cho­lo­gowie, pas­jo­naci Social Media i fani nowych tech­no­logii. Jak piszą o sobie- „Chcemy służyć jako prze­wod­nicy w labi­ryncie Internetu i współ­czes­nych wy­zwań mar­ke­tin­gowych”.

Tomoho Umeda jest członkiem organu nadzoru FUNDACJI FROM THE DEPTHS, zarejestrowanej 12 maja 2014 roku a której szefuje Pan Jonny Daniels, przyjaciel Tomoho Umedy.

" Poznaliśmy się w 2013 roku, czysto towarzysko. Okazało się, że mamy podobny sposób myślenia. Jonny zaproponował zrobienie bardzo fajnej akcji, czyli zaproszenie całego Knesetu do Auschwitz(wtedy Kneset promował A.Dudę na kandydata PIS na prezydenta - przyp. mój). Proszę się postawić na moim miejscu, kiedy wiosną 2013 roku siada przede mną 28-letni chłopak i mówi „sprowadźmy cały Kneset do Auschwitz. Nie mamy pieniędzy, ludzi, kontaktów, ale zróbmy to”. No i się udało."

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-2
#1620671

Panie Staszku, moim zdaniem bardzo mało prawdopodobne, aby był to któryś z Umedów. Ten Japończyk o którym pisała prokuratura zażądał uzasadnienia w języku angielskim. A Umedowie mówią i piszą perfect po polsku. Tu jest wywiad z Umedą juniorem: https://polskieradio24.pl/130/6499/Artykul/2363464,Tomoho-Umeda-dla-Japonczykow-Polska-jest-bardzo-trudnym-rynkiem

Ja szukałem na portalach japońskich jakichś relacji z 10 kwietnia, z niedoszłych uroczystości katyńskich, ale nic nie znalazłem poza rosyjską wersją wydarzeń. I to tą najtoporniejszą, bo pierwszą.  

 

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1620705

- katastrofy Tupolewa jest znany w 95 % najwyższym władzom Polskim.

Z powodów strategicznych i politycznych ujwanienie całości musi zostać opóźnione w czasie.

Mam tylko nadzieję że potem nasz wywiad i Amerykański będzie walił w łby zdrajców z Magnum 12 mm ołowianymi pocikami aby te ich pierd**ne łby rozpadły się na tysiące kawałków jak Tupolew.

Najlepiej wywieźć ich do Amerykańskiej bazy w Głantanamo po za juryzdykcję UE i zamęczyć ich okrutnymi torturami ze średniowiecza aby te zdradzieckie i zbrodnicze bydło zdychało wiele dni.

Te "atrakcje" jeszcze macie przed sobą. Będziecie śpiewać wszystko jak kanarki na wiosnę.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-1
#1621145

Niech tak się stanie.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Niueste

#1621178