List nienarodzonego dziecka...

Obrazek użytkownika prawymsierpowym.pl
Idee

Mamo i Tato! Dziwnie to brzmi, prawda? Przecież X lat temu zdecydowaliście o moim losie. Postanowiliście wówczas, że nie pojawię się na tym świecie. Tłumaczyliście to różnymi rzeczami, choćby i tym, że ona taka młoda, on jeszcze bez stałej pracy. Słyszałem wasze głosy, kiedy mówiliście, że to jeszcze nie czas i pora, że może później. Gdy to słyszałem od razu dawałem znać Tobie Mamo, że jednak jestem, czuję i chcę żyć. Pamiętasz te ukłucia? To byłem ja. Tylko w tak subtelny sposób mogłem Cię powiadomić o swoim istnieniu, choć Ty wiedziałaś, że jestem.

Pamiętam ten niepokój, gdy opóźniał się okres. Z każdym dniem byłaś coraz smutniejsza. Nie wiedziałem dlaczego. Przecież pojawiłem się, a Ty mnie przywitałaś, jak gdyby świat się zawalił. Płakałaś. W tamtych dniach bardzo często płakałaś. Co prawda jeszcze wielu rzeczy nie rozumiałem, ale gdzieś doszło do mnie, że czasem ludzie płaczą ze szczęścia. I tego trzymałem się. Tej myśli trzymałem się kurczowo. Mamo, płakałaś ze szczęścia, że się pojawiłem. Z drugiej strony nie rozumiałem tego płaczu. I jeszcze te głosy Taty, który powtarzał ciągle: USUŃ. A gdy to słyszałaś płakałaś jeszcze bardziej. Nic z tego nie rozumiałem.

Tymczasem rosłem. Nie wiem, czy jak na drożdżach, ale rosłem. Rozwijałem się prawidłowo. Wszystko ze mną było w porządku. Nie znałem poczucia czasu, nie wiedziałem ile to trwało, ale czułem, że rosnę, że ciągle się rozwijam. Było mi u Ciebie Mamo bardzo dobrze. Z czasem uspokoiłaś się, przestałaś szlochać, a i od czasu do czasu czułem, że gładzisz ręką swój brzuszek (muszę Ci zdradzić Mamo, że gdy to robiłaś miałem ochotę wyjść na chwilę z niego i Cię przytulić). Było to cudowne uczucie. Może też kiedyś tego doświadczyłaś. Jak już napisałem, nie wiem ile to wszystko trwało. Wiem jednak, że gdy gładziłaś się po brzuszku, to krzyczałem „chwilo trwaj”! Chciałem jeszcze i jeszcze. Ciągle było mi mało.

Pamiętam taką chwilę, w której rzuciłaś się na łóżko. Płakałaś tak strasznie, że znowu miałem ochotę wyjść na chwilę z brzuszka i Cię przytulić. Płakałaś, wyłaś wręcz. Myślałem, że może coś Cię boli. A Ty dalej płakałaś w niebogłosy. Przyznaję Mamo, że cierpiałem razem z Tobą. Nie wiedziałem co Ci jest, ale wiedziałem, że nie jest dobrze. Leżałaś na brzuchu, płakałaś w poduszkę. Aż mi się ciasno zrobiło przez chwilę. Chyba usnęłaś z tego wszystkiego. No i ja uciąłem sobie drzemkę.

Trwało to trochę. Nie wiem jak długo, ale potem słyszałem jak przyszedł Tato. Krzyczał na Ciebie Mamo. Znowu mówił: USUŃ. Postanowiłem więc uruchomić swoje kontakty i gdy powiedziałem, że Tata do mojej Mamy mówi  „USUŃ”, usłyszałem że to nie jest dobra wiadomość, że mogę mieć problemy. Tata pojawiał się i znikał. Przychodził jednak codziennie, ale mówił ciągle to samo. Pomyślałem sobie, że mój Tata to jednak nudziarz, bo jakiś taki monotematyczny i jak gdyby agresywny. Mama płakała przez niego. Usuń i usuń. Pewnego razu przyszedł znowu i ta sama śpiewka. Mama tym razem nie płakała. Powiedziała mu tylko, że pójdzie do lekarza, ale żeby ten dał jej w końcu spokój, bo ona tego nie wytrzyma. Nawet ja się ucieszyłem, bo jednak lekarz to dobry kierunek, gdy coś jest nie tak. Tata podszedł nawet do Mamy i był pierwszy raz czuły, bo powiedział, że się cieszy i że wszystko będzie w porządku. Nie ukrywam, że na to liczyłem. Może jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale pomyślałem, że jednak nie taki Tata straszny jak go malują.

Mama jednak nie uspokoiła się wcale. Gdy tylko Tata wyszedł, znowu w poduszkę, i znowu szloch. Pomyślałem, że wyślę jakiś sygnał Mamie i dam jej znać, żeby jednak poszła do tego lekarza. I o dziwo w tym samym momencie Mama chwyciła za telefon i zadzwoniła do lekarza. Umówiła się z nim za kilka dni. Ucieszyłem się, bo jednak w końcu Mama zdecydowała się coś zrobić. Od tego momentu Mama już nie płakała, ale zmieniła się. Zaczął do mnie docierać nieznany mi dotychczas zapach i jakiś duszący mnie dym. Popytałem to tu, to tam i dowiedziałem się, że to nie jest dobrze. Wszędzie ci pesymiści, pomyślałem. Znowu nie jest dobrze, a przecież czułem, że jest dobrze, bo Mama idzie do lekarza. Wkrótce poczułem, że Mama wypiła coś, czego nigdy nie czułem. Zrobiło mi się niedobrze. Mamo, co się dzieje? Coś ze mną nie tak. Usnąłem.

Nie wiem jak długo spałem. Ale obudziłem się i jakoś ciężko mi było. Znowu było mi niedobrze. Próbowałem dać Tobie sygnał Mamo, ale Ty spałaś w najlepsze. Nie mogłem się Ciebie dobudzić, więc i sam usnąłem. Obudził mnie duszący dym. Już wiedziałem,  że tego nie lubię. Oby tylko nie było powtórki z rozrywki, pomyślałem. Zawiodłem się. Była powtórka z rozrywki, a na dodatek trwała ona dłużej i było mi jeszcze gorzej.

http://prawymsierpowym.pl/index.php/2015/06/list-nienarodzonego-dziecka/

Czekałem aż Mama pojawi się u lekarza. W końcu nastał ten dzień. Mama obudziła się w całkiem dobrym humorze. Poszliśmy do lekarza. Mama nie uraczyła mnie ani dymem ani płynem, którego szczerze nie znosiłem. Było dobrze. U lekarza Mama znowu się rozkleiła. Ten traktował ją jak towar i wyraźnie miał jej dość. Kilka razy pytał, czy jest pewna tego, co chce zrobić. Mama albo milczała, albo płakała. Lekarz tracił cierpliwość i rzucił tylko hasło, że jak chce to niech przyjdzie za 3 dni. Mama nic odpowiedziała. Wyszła. Płakała.

Dla mnie 3 dni nic nie znaczyło. Mama wtłaczała coraz więcej dymu, aż czasem się krztusiłem. Piła płyny, których strasznie nie lubiłem. Dym, płyn, sen. To trwało ciągle. Nie wiem kiedy te 3 dni minęły, ale pamiętam, jak pewnego razu mama gładziła mnie ręką. To było wspaniałe. Najgorsze za mną, pomyślałem. I nawet dym już nie dusił. Wszystko wracało do normy. Przyszedł tez Tata, który był naprawdę miły, ale trwało to krótko. Znowu padało to słowo: USUŃ. To słowo nawet dobrze zaczęło mi się kojarzyć, bo Tata po każdym wypowiedzianym słowie „usuń” mówił, że będzie dobrze.

Mama zadzwoniła do kogoś i mówiła, że musi to zrobić, że sobie nie poradzi. Ten ktoś chyba przekonywał ją, żeby tego nie robiła. Mama jednak nie chciała jej słuchać. Jakoś tak podświadomie czułem, że tamta osoba chciała dobrze, ale Mama się uparła. Jak się urodzę, na pewno nie będę uparty, pomyślałem. Jak się urodzę…

Zacząłem odczuwać lęk. Coś jednak wisiało w powietrzu. Mamo, właśnie wtedy zacząłem wyczuwać, że chcesz zrobić coś strasznego. Pojęcia nie miałem co, ale wiedziałem, że chcesz zrobić krzywdę mnie i sobie, i mojemu Tacie. Czułem, że umieram. Zacząłem dobijać się, krzyczeć, wołać. A Ty nic.

Usłyszałem pukanie do drzwi. Znajomy głos zaprosił Cię do środka. Tym razem głos ten był wyjątkowo miły. „Cieszę się, że się Pani w końcu zdecydowała”, usłyszałem. Aż dreszcz mną wzdrygnął. Proszę się nie obawiać. Zabieg jest bezbolesny, potrwa… Nie chciałem nawet tego słuchać. Wołałem jeszcze głośniej. Ale Ty Mamo nie słyszałaś…

Oszczędzę Ci tego widoku krwi, poszarpanego ciałka. Zdążyłem jednak zobaczyć Ciebie, Mamo. Mimo strasznej rzeczy, którą zrobiłaś, byłaś śliczna… Kocham Cię. Twoje dziecko.

Piszę ten list w imieniu milionów dzieci zamordowanych przez rodziców. Dziś też jest, a może byłoby ich święto. Wybaczcie Aniołki swoim rodzicom.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:13)

Komentarze

Tacy sami tak zwani lekarze

Powinni poczuć ból który zadają

Na piekielne męki się  ustawiają

Pozdrawiam

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0

"Z głupim się nie dyskutuje bo się zniża do jego poziomu"

"Skąd głupi ma wiedzieć że jest głupi?"

#1482560

... miał szczęście, że jego rodzice nie byli... mordercami.

 

Twój powyższy tekst jest bardzo wzruszający, Sebastianie. 

Pozdrawiam,

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
0

___________________________
"Pisz, co uważasz, ale uważaj, co piszesz". 

© Satyr


 

#1482656