"Golem" Rozdział 2 - "Parakalein- 2"

Obrazek użytkownika Anonymous
Blog

RB otworzył swój budzący grozę w całym Referacie czarny notes i na samej górze białej, zupełnie dziewiczej strony napisał czarnym cienkopisem podejrzane i chwilowo nie znajdujące żadnego zastosowania słowo: „śmigło"

Starannie podkreślił je dwoma równoległymi, idealnie prostymi liniami.

To była gra.

Rzucił piłkę a oni ją złapali.

Chociaż czuł w sobie moc i widział wyraźnie ciąg napływających wydarzeń, po opublikowaniu tamtego tekstu zaczęły dręczyć go wątpliwości.

Do tego, że jego prognozy sprawdzają się w osiemdziesięciu - dziewięćdziesięciu procentach był przyzwyczajony. Tyle tylko, że kiedyś konstruował swoje przyszłościowe fantazje w sposób bardzo ogólny i tylko dla własnej satysfakcji.

To, co opublikował wówczas w sieci, pchnięty jakimś dziwacznym impulsem było bardzo szczegółowym opisem kolejnych medialnych sztuczek, jakie zostaną zastosowane przez PO i PiS w ciągu trzech kolejnych tygodni. I wszystko sprawdziło się, co do joty.

Nie był naiwniakiem i zdawał sobie sprawę, że najbardziej prawdopodobną wersją jest ta, mówiąca, że sztaby pijarowców po prostu przeczytały jego tekst a potem wzięły jego proroczą wizję za uporządkowany szereg wskazówek- i tak je traktując - zrealizowały punkt po punkcie.

Niepokoił go tylko casus Rybitzky`ego.

Znał, czytywał jego teksty i obraz tego chłopaka, jaki sobie na bazie tej lektury wyrobił, nijak nie pasował do takiego spisku. RB nie wierzył by Rybitzky dał się wciągnąć i zechciał, kalkulując na zimno wziąć udział w spektaklu z Palikotasem.

Inną rzeczą było ogolenie tego krzykacza na łyso. Ten szczegół dodał w swym proroctwie dla żartu, a oni - oni najwyraźniej się na to nabrali, co znaczyło, że przynajmniej chłopcy z PO w pewnym momencie dotarli do jego tekstu. Uznali go za bardzo ważny, ważny na tyle by zacząć go realizować.

RB ponownie otworzył notes na stronie gdzie napisał „śmigło" i teraz zauważył maleńką ciemnoczerwoną plamkę-plamkę krwi. Spojrzał na tonący w półmroku sufit.

Śmigło, krew i Chlebotas.

RB zamyślił się i zdecydowanym, ostrym, raniącym papier pismem zanotował na dole strony.

„ Jutro poseł Chlebotas zostanie przyłapany w lokalu Sofia przez gorliwego reportera - „in flagranti" z panną Jolą, byłą stewardessą linii lotniczych LOT, podczas wykonywania tak zwanego „śmigła" Kaczokratos natychmiast wykorzysta nadarzającą się okazję by rozpocząć kampanię ogólnopolskiego umoralniania pod hasłem „Nie potrzeba nam tutaj cudzoziemskich śmigieł" Na takie dictum, Marszałek Komorotas odpowie w programie „Kawa czy herbata?" że Polacy potrafią się seksić nawet pod zawartymi drzwiami stodoły. Po godzinie piętnastej..."

RB pisał w natchnieniu a wokół niego fruwały maleńkie papierowe anioły produkowane masowo, przez nie-obawiającą się recesji NFDB ( Niebiańską Fabrykę Dzielnego Borgesa).

Z nieskazitelnie białego sufitu kapała słona krew i pomieszczenie, w którym RB siedział za biurkiem powoli wypełniło się magią pierwszej kategorii.

Gdy skończył, wstał i wyjrzał na korytarz. W całym budynku panowała niezakłócona niczym cisza. Podłogi lśniły. Klimatyzacja działała a dziwaczny trumienny portret hetmana Sanguszki bezdusznie acz koso spoglądał ze ściany.

Wszystkie drzwi zostały starannie zamknięte.

Systemy alarmowe włączone.

Kamery były przygotowane by zarejestrować najmniejszy nawet ruch na każdym z setek korytarzy firmy.

RB nie miał zamiaru wychodzić z pokoju. Od świata nie potrzebował dosłownie niczego. Nie pił, nie jadł a nawet - trzeba to napisać - nie oddychał.

Wystarczyło mu, że upewnił się, iż wszyscy opuścili budynek. Starannie zamknął drzwi i usiadł przy swoim własnym, jedynym w swoim rodzaju biurku.

Nie potrzebował świata, ale świat cholernie potrzebował właśnie jego.

Bywa i tak.

W całym Referacie - poza nim nie było już nikogo. Został sam.

Zamknął swój czarny notes i włączył komputer.

- Witaj Panie Ciemności! - odezwał się głośnik.

- Czołem staruszku! - odpowiedział Referent i podniósł białe skrzydło skanera.

...

Schetynokrates chrząknął i ponownie usiadł na blacie biurka Premiera. Przez chwilę żałował, że w ogóle wstawał, dzięki czemu, jak mniemał - Tuskoides mógł zyskać pewną psychologiczną przewagę.

Tuskoides najwyraźniej nie był zainteresowany zyskiwaniem żadnej, nawet psychologicznej przewagi. Ciężko oddychał i wzdychał niczym bohater dziewiętnastowiecznej powieści obyczajowej a potem „ni z gruszki ni z pietruszki" - powiedział:

- I świnia jest ssakiem! I goryl też jest ssakiem! - Sorry - drogi Schecie, ale trochę nie panuję nad sobą. Po co ogoliliście tego nieszczęsnego Palikotasa? Po jaką cholerę ogoliliście tego durnia na tak zwaną pałę?

- Natrafiliśmy na proroctwo, szefie. Bez względu na to jak to głupio brzmi, ale natrafiliśmy przy okazji sprawy Rybitzky`ego na cholernego, pieprzonego proroka - na faceta który przewidział wszystkie wyczyny Kaczostratosa i nasze. Służby sprawdziły wszystko! W tym nie ma żadnego fałszerstwa. Ten cały RB - facet tak się podpisuje - przewidział na końcu, ale pamiętaj, że wszystkie poprzednie jego prognozy się sprawdziły - atak tego całego Rybitzky`ego... choć nie wymienił nazwiska ale napisał wszystko tak jak było, że młody...że ...

- Po prosty był jakiś przeciek - cholera!

- Żaden przeciek! Tu jest dokumentacja! - Schetynokrates pomachał przed oczami Tuskoidesa błękitnym robakiem pendriva. Problem jest w tym, że żadne służby - nawet sam diabeł nie może go namierzyć. Wspominam o diable nie bez powodu. Zgadnij jak wygląda IP tego całego RB?

Co robisz taką minę? Jasne, że trzy pieprzone szóstki. Nie ma w całym świecie takiego IP.

- I co?

- Jak to „i co?" Mnie to na przykład bardzo niepokoi. Ciebie nie - herr premier?

Schetynokrates roześmiał się i jakby na deser wyjął z kieszeni marynarki złożoną na cztery kartkę papieru.

- Drogi Tuskoidesie! Wielce szanowny panie premierze! Jeszcze mamy to - Przeczytaj, proszę! Wczoraj wieczorem całe Trójmiasto zostało oklejone takimi oto plakacikami.

- To też robota tego RB? Kto tu się podpisał? Triarius w imieniu Oswalda Spenglera? - Cholera, skąd ja znam to nazwisko? A jaki, kurwa, dopisek - „który na razie nie potrafi nic napisać po Polsku" Schetynokratesie - to jakiś żart?

- Nie Panie!

...

Parakelein spojrzał jeszcze raz na gasnący wraz z zachodzącym Słońcem krajobraz i odwróciwszy się do Wojtasa powiedział:

- Jest zbyt piękny by mógł być prawdziwy. Jutro...

- Jutro - Jutro to będzie futro! - odpowiedział KJ wstając z pieńka. Za kilka godzin przywitamy tutaj Rybitzky`ego i tego jego Zmyślonego kumpla. Trzeba przygotować im jakiś pokój. Lepiej zawołaj Zośkę!

- Zośka! - zawołał Parakelein.

0
Brak głosów