Czy w obronie Polski możemy liczyć na młodzież? cz.1/2.

Obrazek użytkownika Anonymous
Kraj

To prawda, że losy Najjaśniejszej Rzeczypospolitej leżą w rękach i umysłach nas dorosłych. Ale czy tylko?

Większość tu piszących i odwiedzających ten portal posiada dzieci, a niektórzy także wnuki. I może właśnie dlatego ten portal jest właściwym miejscem na to, aby wskazać na pewne aspekty, jakże ważne dla nas Polaków.

Wiele osób ze starszego pokolenia zostało uformowanych w warunkach jakże odmiennych od dzisiejszych, które przeminęły i już nigdy nie wrócą. Mówię tu o sytuacji, w której starsi mówili, a młodzi słuchali. Słuchali i byli na ogół posłuszni. Tak było przez stulecia. Ale teraz trzeba rzec ze smutkiem: to sĕ ne vrăti.

Dlaczego to już nie wróci? Dlatego, gdyż dzisiejsi młodzi ludzie wychowują się w cywilizacji jakże odmiennej od tej, w której nam przyszło wzrastać. Współczesne zdobycze techniki, technologii i socjotechnika bezpośrednio oddziałują na mózgi – bowiem między innymi są technologiami informacyjnymi. To one powodują, że starsze pokolenie straciło kontrolę nad systemem impulsów, które są emitowane przez media i absorbowane przez młodych. Docierają do nich szerokim, nieograniczonym strumieniem i zwodzą ich. Porywają do swego świata wirtualnego, jakże dalekiego od rzeczywistego. I zabrakło miejsca na przekaz patriotyczny, który nie potrafi się już przebić przez zapory współczesnych technologii, przez nachalny i chaotyczny szum informacyjny.

Przecież każdy człowiek żyje w jakiejś przestrzeni informacyjnej, w której znajdują się także media szeroko pojmowanego nurtu niepodległościowego. Właśnie w tej zawężonej przestrzeni następuje wymiana informacji, konfrontacja opinii, tu toczone są poważne dyskusje na temat losów naszej Ojczyzny. Ale jak się okazuje, informacje, interpretacje, oceny czy sposoby myślenia obecne w tej przestrzeni są bardzo słabo lub zupełnie nieznane nie tylko znacznej części dorosłego społeczeństwa, ale przede wszystkim przeważającej części młodzieży.

Zatem czy my dorośli mamy orientację, w jakiej przestrzeni bodźców usytuowana jest współczesna polska młodzież? Okazuje się, że ta przestrzeń wypełniona jest kuszącymi towarami z witryn sklepowych, ”wchodzące w oczy” uliczne i krzykliwe graficznie billboardy, nachalne reklamy telewizyjne emitowane z dużą częstotliwością, SMS-y i MMS-y, pliki muzyczne mp3, filmiki na YouTubie i stronach erotycznych, głupawe i często bez fabuły lub wyzute z etyki i moralności filmy na DVD, bełkotliwe i prymitywne audycje radiowe, tańce z gwiazdami, z draniami, mentalne i idiotyczne podrygi „Wojewódzkie”.

Poczesne miejsce w tej przestrzeni zajmuje muzyka. Muzyka ta pochodzi najczęściej z internetu i często słuchana jest także na ulicy, w autobusie, tramwaju czy sklepie bezpośrednio przez słuchawki podłączone do empetrójki lub telefonu komórkowego. Słuchane piosenki na ogół charakteryzują się beznadziejnym i wulgarnym tekstem, najczęściej anglojęzycznym i przez zdecydowaną większość słuchających jest niezrozumiały. Jest śpiewana, a w zasadzie mówiona równie beznadziejnym głosem. Młodzi słuchając takiej muzyki, przeżywają niekiedy intensywne emocje, także w związku z rytmem i barwą dźwięku popadają w trans. Bywa, że często nie dzielą się tą muzyką z nikim innym. A już najrzadziej ze starszym pokoleniem. Twierdzą bowiem, że muzyka ta nie jest dla starych, bo jej nie rozumieją. Tak, to prawda, albowiem trudno zrozumieć coś, co w rzeczywistości trudno nazwać muzyką. Czy my dorośli wiemy, jakiej muzyki słuchają nasze dzieci i wnuki, gdy słuchaweczki odcinają ich od całego świata? Czy wiemy, z jakim przekazem, z jakimi emocjami i wartościami mają kontakt, gdy godzinami klikają w internecie ze słuchawkami na uszach?

W tym zgiełku informacyjnym, w szumie medialnym jest młody człowiek, który tylko i wyłącznie chce się dobrze bawić i nic więcej. Twierdzi, że to mu się należy od życia, bo jest młody i musi się wyszaleć, wyszumieć. Wiele młodych osób zachowuje się tak, jakby podlegało obowiązkowi tylko dobrej zabawy. Ale przecież jakieś obowiązki domowe czy związane z edukacją mieć musi. Nie może być tak, że dobę młodego człowieka wypełnia zabawa, konsumpcja i sen, najczęściej do godzin południowych. Więc należy od niego wymagać wypełniania podstawowych obowiązków, a samemu nie pełnić roli służącego.

Często osoby w moim wieku lub starsze pytają mnie: Co możemy zrobić dla Polski? Wówczas namawiam: przeciwstawiajcie się „porwaniu” waszych dzieci i wnuków. Przeciwstawiajcie się przywłaszczaniu ich przez dzisiejszą cywilizację techniczną. Ten świat młodych nie musi być dla nas tak bardzo nietransparentny, jak się niekiedy wydaje. Mówię: Podejmujcie wysiłek w opanowaniu obsługi komputera, surfowania po internecie i wyruszcie na zwiad po tych samych terytoriach, które odwiedzają wasze dzieci czy wnuki. Zorientujcie się, co robią na Naszej klasie, czym zajmują się na Facebook’u, do czego służą im takie programy, jak Gadu-Gadu czy Skype. Zaglądajcie na grupy dyskusyjne, na fora i witryny internetowe, gdzie piszą, zamieszczają zdjęcia i filmiki.

Każdy zapewnie słyszał o wirusach komputerowych. One potrafią nie tylko zniszczyć dane, wykraść je, zaburzyć pracę komputera, ale także go „przechwycić” bez wiedzy i zgody właściciela, w celu infekowania innych komputerów, szpiegowania ich, a także do ataków na sieci komputerowe instytucji publicznych. Potrafią za pomocą owego komputera załatwiać swoje interesy. Zatem czy poszczególni młodzi ludzie obecni w sieci kontaktów z innymi nie podlegają zagrożeniom podobnej natury co komputery? Czy nie grozi im infekcja przez destrukcyjne i obezwładniające umysł wzorce zachowań, przez alkoholizm, narkotyki, satanizm, przez bardzo liczne inne patologie, przez nadmierną pobłażliwość wobec nieuczciwości, skrajnego egoizmu, przez obojętność na cierpienie innych? Ile osób co dzień jest tym infekowanych przez filmy i gry komputerowe niosące przemoc oraz puste ekscytowanie bodźcami? (vide 20 lipca br. 12 osób zabitych i kilkadziesiąt ranionych w kinie w Denver USA przez 24-letniego „Jokera z Mrocznego rycerza”, który otworzył ogień z broni palnej).

C.d.n…

Ocena wpisu: 
0
Brak głosów

Komentarze

Madonny, to dotyka nie tylko młodych i nie tylko w Polsce. To jakiś globalny łomot.
Kiedy tutaj wchodzę do autobusu czy pociągu w drodze do pracy, po chwili ze zdumieniem odnotowuję, że na jakieś 30 osób, jestem jedyną, która: nie ma w ręku komórki a tym samym - nie gram w żadną grę, nie mam słuchawek i nie bębni mi nic w uszach, nie odbieram maili, nie odpisuję na nie, nie oglądam żadnego serialu i nie przeszukuję stron internetowych.
Teraz już się jakoś do tego widoku przyzwyczaiłam, ale początki były szokujące. Czułam się jak dziwoląg.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#276415

..."(...) jestem jedyną, która: nie ma w ręku komórki a tym samym - nie gram w żadną grę, nie mam słuchawek i nie bębni mi nic w uszach, nie odbieram maili, nie odpisuję na nie, nie oglądam żadnego serialu i nie przeszukuję stron internetowych".

Ale przecież nie oznacza to, że jesteś daleka od korzystania z dobrodziejstw dzisiejszej techniki. Nóż służy do krojenia chleba, ale także można nim popełnić morderstwo.

Więc chodzi o to, aby te zdobycze techniki wykorzystywać we właściwy sposób. Tak, tak, Nobel, który wynalazł dynamit gdyby wiedział, że jego wynalazek zabije kilkaset milionów ludzi, pewnie by go nigdy nie wynalazł. Ludzkość zawsze garnęła się do tworzenia rzeczy, które z założenia mają pomagać człowiekowi w życiu. Ale jeśli te wynalazki zaczynają obracać się przeciwko człowiekowi, to nie jest temu winien wynalazca, a inny człowiek, który albo nie wie, jak z tego dobrodziejstwa skorzystać, albo celowo propaguje wypaczony sposób korzystania z tego wynalazku, w celu zawładnięcia umysłami milionów ludzi i osiągnięcia określonych nieczystych celów.

Pozdrawiam, Satyr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#276419

"Kiedy tutaj wchodzę do autobusu czy pociągu w drodze do pracy, po chwili ze zdumieniem odnotowuję, że na jakieś 30 osób, jestem jedyną, która: nie ma w ręku komórki a tym samym - nie gram w żadną grę, nie mam słuchawek i nie bębni mi nic w uszach, nie odbieram maili, nie odpisuję na nie, nie oglądam żadnego serialu i nie przeszukuję stron internetowych"

Dobrze wiedziec, ze nie tylko ja! :) Tylko, ze to ja patrze na nich jak na dziwolagi. Czyz az tak batdzo nie lubia wlasnego towarzystwa i towarzystwa wlasnych mysli?

.STOP PRZYMUSOWI SZCZEPIEŃ

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Lotna

 

#276426

... że jeśli ma się "wyprany mózg", to trudno myśleć, bo i czym?
Stąd też wolą zagłuszać tę pustkę muzyką (mam na mysli to, co oni nazywają muzyką).
Ale my dorośli jesteśmy od tego, aby ten stan małymi kroczkami naprawiać. Jeśli nie z dziećmi, to chociaż popracujmy nad wnukami. Przecież my nie będziemy żyć wiecznie, a Polska MUSI istnieć nie tylko na mapie Europy.

Serdecznie pozdrawiam,

Satyr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#276427

Ważny temat, swoje pięć groszy wrzucę po przeczytaniu całości i po "rezerwacji" dłuższej wolnej chwili.
PS.Jeżeli mogę tylko: "Ale teraz trzeba rzec ze smutkiem: to sĕ vrăti." Miałeś z całą pewnością na myśli : "to se NE vrati".

Oczywiście 10.
Pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

mukuzani

#276450

... wskazanie pominiętego, jakże ważnego słowa. Juz skorygowałem.

Pozdrawiam,

Satyr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#276453

ojojoj.. będę musiał skrytykować. No więc po kolei:

[quote]starsi mówili, a młodzi słuchali. Słuchali i byli na ogół posłuszni. Tak było przez stulecia. Ale teraz trzeba rzec ze smutkiem: to sĕ ne vrăti.[/quote]

potwierdzam. Dlaczego? Ponieważ my, młodzi jesteśmy rozczarowani starszymi ludźmi. I nie ma co zwalać tutaj na władzę - to wina konkretnych osób. Tak, ludzi zapewne Twojego pokolenia Autorze. Taki przykład który znam z życia: Jak można słuchać człowieka, który ponoć jest ojcem, a po przyjściu z pracy po prostu chla, po czym drze się na wszystkich dookoła, leje żonę, więc i matkę dziecka? Jedyną formą spędzania wolnego czasu jest alkohol. A jeśli ktoś wyrządzi krzywdę dziecku, to co? Leci i przeprasza krzywdzącego (sic!). Oczywiście jest koniecznie katolikiem, bo wszyscy inni to komuniści..

Znam mnóstwo patologicznych przypadków ze swojego środowiska. Co ciekawe, gdy dzieci podrosły, tj. moje pokolenie, to rodzice typu przedstawionego wcześniej mówią 'co się z waszym pokoleniem stało, nie rozumiemy..'

[quote]Słuchane piosenki na ogół charakteryzują się beznadziejnym i wulgarnym tekstem, najczęściej anglojęzycznym i przez zdecydowaną większość słuchających jest niezrozumiały. Jest śpiewana, a w zasadzie mówiona równie beznadziejnym głosem[/quote]

Chyba chodzi o rap. Cóż.. osobiście go nie trawię, ale kiedyś słuchałem. Powiedz mi proszę Autorze - czy jeśli dziecko wyrosło na bluzgach i obelgach od ojca, czy może słuchać potem 'dobrej' muzyki? Nie. Musi słuchać i utwierdzać się w przekonaniu, że cały świat tak wygląda, bo inaczej by zwariował

To jest jeden z tych aspektów życia, którego starsze pokolenie nie zwali na władzę. Jako ciekawostkę dodam, że moi znajomy z 'normalnych' (tj. nie przytoczonego przeze mnie przypadku) nie ulegają medialnej manipulacji. Skoro rodzic faktycznie był (i jest) autorytetem, to dziecko zawsze będzie miało szacunek do rodzica i jego poglądów i doświadczenia. A jeśli nie - pójdzie w dokładnie odwrotnym kierunku. Jak to idzie? 'Na złość mamie odmrożę sobie uszy'

Dominik C

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Dominik Cwikła

#276563

Konstrukcja mojego artykułu w dwóch częściach była prosta: najpierw krótki opis relacji rodzice – dzieci sprzed lat, potem opis przestrzeni bodźców, w której osadzona jest współczesna polska młodzież, a zakończenie poświęciłem sposobom zmiany stanu faktycznego, głównie adresowanym do starszego pokolenia.

Zapoznając się z treścią Twojego komentarza odniosłem wrażenie, że nie bardzo zrozumiałeś moje przesłanie. Przecież w żadnym fragmencie mojego artykułu za stan faktyczny nie obwiniałem młodzieży, a… dorosłych. Mało tego, dałem pewne wskazówki, co dorośli mają czynić, aby w przyszłości można było liczyć na ludzi, którzy dzisiaj zaliczają się do grona młodzieży.

W żadnym fragmencie mojego artykułu nie znajdziesz zdania, które miałoby świadczyć o zdjęciu odpowiedzialności z nas – dorosłych. Już w pierwszym jego zdaniu napisałem, cyt.: „To prawda, że losy Najjaśniejszej Rzeczypospolitej leżą w rękach i umysłach nas dorosłych”. Swój komentarz oparłeś głównie o zjawiska patologiczne (pijany ojciec lejący żonę – matkę swego dziecka, nie bronienie dziecka w czasie, gdy to jest krzywdzone, itd.). Ale chyba zgodzisz ze mną, że dzisiejsze społeczeństwo nie składa się w zdecydowanej większości z rodzin patologicznych. Zatem wydaje się, że generalizowanie problemu w oparciu o tylko i wyłącznie patologię – jest po prostu chybione.

Zapytałeś mnie, cyt.: „(…) czy jeśli dziecko wyrosło na bluzgach i obelgach od ojca, czy może słuchać potem 'dobrej' muzyki”? Po czym sam odpowiedziałeś, że nie może. I ponownie swoje twierdzenie oparłeś o zjawisko patologiczne.

Chciałbym, abyś wziął pod uwagę te rodziny, w których zapracowani rodzice w pogoni za pieniądzem nie mają czasu zajmować się wychowywaniem swych dzieci, a rolę rodzicielską spłycają tylko i wyłącznie do zabezpieczenia potrzeb materialnych swych dorastających dzieci. To, że tak gonią za pieniądzem nie jest ich „widzi mi się”, a powodem nieudolnego rządu, którego decyzjami są zamykane, bądź sprzedawane zakłady pracy, podwyżki cen nośników energii i cen artykułów pierwszej potrzeby, a politykę prorodzinną ma w "ostatnim ogniwie układu pokarmowego". Więc nie powinieneś negować tego, że właśnie między innymi rząd jest odpowiedzialny za obecny stan rzeczy.

Jest takie staropolskie powiedzenie: „Punkt widzenia zależy od… punktu siedzenia”. Zatem chciałbym Cię reign_77, albo jak wolisz Dominiku C. utwierdzić w przekonaniu, że za kilkanaście lat zmienisz zdanie, albowiem… zmieni się Twój „punkt siedzenia”. A wówczas bogatszy w doświadczenie życiowe będziesz miał diametralnie odmienny niż obecnie pogląd na przedmiotowy temat i nie będziesz poddawał krytyce tego, co napisał starszy i bogatszy w doświadczenia człowiek.

Satyr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#276634

potem sami staliśmy w kolejkach po mleko masło . Dziś nagle mamy milionerów właścicieli fabryk domów osiedli l ludzie jak byli tak zostali jeszcze bardziej biedni. Komórka to mój wróg telefon uznaję tylko stacjonarny i to nie lubię rozmawiać z kimś kogo nie widzę to taki mój atawizm. Nie dziwię się jednak bo świat się zmienia i to czego ja nie używam nie musi być potępiane. Wielu z mego pokolenia mają samochody i pierwsza rzecz to włączają CD z muzyczką jaka im odpowiada w czasie podróży . Dziś młodzi nie czekają włączają to co mają kiedy chcą. Zainteresowania, ... widać na Twój 2/2 wpis nikt nie odpowiedział dopiero w reakcji na powyższy widzę jeden.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#276647

A to dopiero ! Tyle myśli w głowie, a próba skomentowania - trudna. Bo rozpoznanie wroga dogłębne, i należy próbować znalezć taktykę obronną.
I tu byłby zwyciężył pesymizm. Bo: media- szkoda słów, zapracowani rodzice, rozwody dezorganizujące świat młodych ludzi, propaganda "fajnej"Polski, odstawianie do lamusa tradycji, patriotyzmu, itd.itp...
Mimo to czasem dzieją się rzeczy dziwne : 11.11 nieprzebrane tłumy młodych i bardzo młodych. Rajd Katyński- młodzi wymieszani z tymi starszymi, a potem wspomnienia tak wzruszające, że trzeba kupić kasetę z nagraniem. Pielgrzymki - tu już króluje młodość. Oazowcy, wolontariusze w różnych instytucjach - młodzi. Niesamowite zespoły muzyczne - patriotyczne treści w wykonaniu młodych właśnie, a już z własnego podwórka : manifestację w obronie wolnych mediów obejrzał w milczeniu i niecodziennym skupieniu mój syn - największy buntownik pod " moim słońcem ", a wcześniej parę lat temu ten czupur nie krył łez po wiadomości o śmierci Ojca Świętego , chociaż z kościołem jest pokłócony. A po Tragedii 10.04.2010 , gdy byłam sama, rozdzwoniły się telefony od młodych , apolitycznych osób, żeby być ze mną bodaj w taki sposób, bo doskonale wiedzieli , że rozpacz może mnie załamać. I potem wysyłali zdjęcia zrobione komórką w kabinach lokali wyborczych, żebym wiedziała, że oni - już też wiedzą.

Nie będę mnożyć podobnych przykładów, każdy je zna. Nie każdego oczywiście poruszają , mnie - ogromnie.

Mam wobec Autora jedno zdanie odrębne, i parę uwag osobistych.
Zdanie odrębne w kwestii : "Starsi mówili, a młodzi słuchali. Słuchali i byli na ogół posłuszni".

Drogi Satyrze, można słuchać, a w duchu marzyć o chwili, kiedy już słuchać nikt nie nakaże :)). To musi działać w obie strony. Musimy umieć słuchać młodych ludzi, nawet jeżeli od tego głowa czasem zaboli. Młodzi mają prawo wyrazić swoje zdanie, mają prawo z nami się nie zgadzać, mają prawo do buntu. Więcej, mam głębokie przeświadczenie, że w tych gorących dyskusjach wykuwa się coś, co nas pozytywnie zaskoczy, może nie dziś, jutro, ale "urodzi się'' na pewno. Oczywiście jeżeli do swoich racji, ideałów będziemy podchodzić z przejęciem, ale nigdy z zadęciem

I jeszcze jedno : jeżeli nawet opowieści o wielkiej zacności pradziadkach, dziadkach, innych ważnych antenatach wywołują w pewnej chwili zieeew, to już pamiątki z tamtych czasów - są zaczynem do zgłębiania tematu, do rodzącej się dumy z przodków.

Ale o tych pamiątkach, i ich wpływie na żywiołowe zainteresowanie moich młodych przeszłością, polskością etc...kiedyś napiszę osobną notkę.

Wielkim dobrodziejstwem dla młodych ludzi jest np. możliwość wizyty w Muzeum Powstania Warszawskiego. To dużo skuteczniejsza edukacja, niż lekcje z nauczycielem, który często z przypadku a nie z pasji, opowiada o historii.

Właśnie ślubny wrócił z grzybobrania, więc uciekam.:)
Pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

mukuzani

#276565

W pierwszej części swojego komentarza byłaś mukuzani uprzejma odnieść się do zachowań młodzieży, która nie wymaga szczególnej troski, albowiem ona mając pozytywne wzorce w domu rodzinnym wie, jak odróżnić dobro od zła, a kłamstwo od prawdy. Także wie, jak kultywować kulturę przodków, Jest zdolna szanować wartości, które nakreślają jej pozytywne kierunki rozwoju, a w perspektywie zadbania o naszą Ojczyznę. Należy tylko chwalić, że mamy także i taką młodzież. Zatem nie do nich i nie do ich rodziców adresowałem treść swojego artykułu w dwóch częściach.

Ale mamy także i inną młodzież, która wymaga określonego podejścia dorosłych. I właśnie do nich skierowałem przesłanie zawarte w treści mojego artykułu. Droga mukuzani, dalej napisałaś, cyt. „(…) Musimy umieć słuchać młodych ludzi, nawet jeżeli od tego głowa czasem zaboli. Młodzi mają prawo wyrazić swoje zdanie, mają prawo z nami się nie zgadzać, mają prawo do buntu”. Otóż pisząc w swoim artykule słowa: „Starsi mówili, a młodzi słuchali. Słuchali i byli na ogół posłuszni” – kierowałem się przede wszystkim tym, iż w zamierzchłych czasach rodzice byli dla dzieci autorytetem. Dzieci odnosiły się do nich z szacunkiem i respektem.

A dzisiaj? Dzisiaj dorastające dziecko potrafi zwracać się do matki czy ojca pogardliwie przez per „ty”, jakże często w trybie rozkazującym (słyszałem na własne uszy 16-latka: „Ty, matka!!! Długo będę czekał?! W końcu przyniesiesz mi to żarcie, czy nie?!!!). I o zgrozo! – matka wypełniła rozkaz swojego pierworodnego bez szemrania. Tenże młodzian potraktował swoją rodzicielkę jak służącą i… dającą niemałe kieszonkowe (na alkohol, narkotyki, itp.), kosztem własnych wyrzeczeń, bądź kosztem obniżenia standardu życia rodzinnego. Ale taka matka czy ojciec pozwolili sobie na to, aby nie byli traktowani przez swoje dzieci z należytym szacunkiem i czcią. I właśnie do nich adresowałem swoje przesłanie. Aby się w końcu obudzili i „poszli po rozum do głowy”.

W zupełności masz rację, że z dzisiejszą młodzieżą trzeba rozmawiać. A przecież dialog polega na tym, że rodzic mówi – dziecko słucha. Dziecko mówi – rodzic słucha, co nie oznacza, że ma natychmiast i bezwarunkowo zgadzać się ze wszystkim, co usłyszy od swojego dziecka. Od tego jest rodzicem, aby wytłumaczyć jemu, że jest w błędzie i że takie błędy będą miały określone negatywne konsekwencje. Wszak dorastające dziecko nie jest jeszcze w stanie (z racji małego doświadczenia życiowego) skonstruować związku przyczynowo-skutkowego i właściwie ocenić skutki swoich - jakże często spontanicznie podejmowanych działań. I jeśli jest to dialog „na argumenty” z obydwu stron, wart jest rozwijania i kontynuacji, albowiem w dalszej perspektywie – jestem przekonany – przyniesie pozytywne efekty. Jestem natomiast wrogiem apodyktyczności rodziców wobec swych dzieci, z koronnym ich argumentem „nie, bo nie”!

W zakończeniu swojego komentarza mukuzani – świetnie uzupełniłaś końcową część mojego artykułu. Mam tu na myśli sposoby kształtowania młodych umysłów w duchu patriotyzmu, – chociażby poprzez wizytę w Muzeum Powstania Warszawskiego. Dziękuję za to uzupełnienie.

Pozdrawiam, Satyr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#276667

tylko jak to zrobić, by nie zostać posądzonymi o szpiegowanie, wścibstwo?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#309084

Proces wychowania dzieci trwa od czasu, kiedy dziecko jest jeszcze niemowlakiem. Jeśli od tego czasu zaczniemy zaszczepiać dziecku określone zachowania, sposoby reakcji na coś przyjemnego, jak i przykrego, to wraz z dorastaniem dziecka będziemy mogli pozwolić sobie na sukcesywne "popuszczenie cugli". Nie oznacza to, że całkowicie "odpuścimy sobie" kontrolę nad nim. Trzeba to robić dyskretnie i z wyczuciem. A w każdym razie nie robić tego w obecności jego rówieśników. 
Jako że temat jest szeroki jak morze, to nie da się w tak krótkim komentarzu podać gotowej recepty. 

Pozdrawiam, Satyr 
________________________   
"I złe to czasy, gdy prawda i sprawiedliwość nabiera wody w usta".  
(ks.J.Popiełuszko)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#309089

wg mnie daje gotowe wzorce (Alina Janowska + Andrzej Szczepkowski) - i antywzorce (Irena Kwiatkowska + Kazimierz Rudzki) warto otrzepać z kurzu i obejrzeć świeżym okiem te świetne odcinki.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#309093

... filmem, który jak na owe czasy świetnie odzwierciedlał ówczesnie mające miejsce relacje "rodzice-dzieci".
Maria Zientarowa - autorka scenariusza chyba nie musiała się wiele nad nim napracować, bo być może przeniosła na papier to, co zaobserwowała w swoim najbliższym otoczeniu. A kto wie, może dla serialowego Pawła lub Anulki zaczerpnęła wzory zachowań swoich dzieci lub sąsiadów?
No i Jerzy Gruza świetnie wyreżyserował ten "bój pokoleń".
W takim razie... odkurzajmy ten serial.

Pozdrawiam, Satyr 
________________________ 
"I złe to czasy, gdy prawda i sprawiedliwość nabiera wody w usta".  
(ks.J.Popiełuszko)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#309114

Tak się złożyło, że od 30 lat mam do czynienia,w pracy zawodowej ,z młodzieżą licealną. Lubię młodych ludzi, z przyjemnością ( ciągle jeszcze ) ich uczę i wychowuję. Dużo też z nimi rozmawiam i chcę powiedzieć, że oni tej rozmowy bardzo potrzebują. Dlaczego? Ponieważ żyją w świecie zrelatywizowanych wartości, zhomogenizowanej kultury, pod ciągłym obstrzałem elektronicznych mediów, przy jednoczesnym słabym kontakcie z rodzicami ( częsty konflikt pokoleń ).Widzę ich pogubienie, potrzebę autorytetów, chęć zrozumienia czegoś z dzisiejszej,zakłamanej, kultywującej postawę ksobności,  rzeczywistości .Często się wstydzę, za nas dorosłych się wstydzę, bo to przecież my urządziliśmy i akceptujemy taki świat.Z pewnością dzisiejsi młodzi są inni, bo i świat jest inny i my dorośli często nie potrafimy dać im odpowiedzi na podstawowe pytania egzystencjalne. Ale to nie znaczy, że należy rezygnować z prób docierania do świata młodych, szukać sposobów skutecznego komunikowania się z nimi, próbować prostować poplątane ścieżki dorastania. Młodzi tego potrzebują, są wdzięczni za podsuwaną wartościową literaturę, za rozmowy o życiu, za wspólne wypady na kulturę ( teatry, koncerty, muzea ), a przede wszystkim za poważne traktowanie ich i problemów, które jakże często mają. Często idąc do szkoły modlę się, prosząc Boga, aby nie dał mi przegapić, skrzywdzić żadnego   poszukującego siebie młodego człowieka.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

mika54

#309120

Chcę dodać, że moje liceum znajduje się w dużym mieście, liczy 900 uczniów i 80 nauczycieli. Satyrze, myślę, że można liczyć na młodzież w każdej sytuacji, to ciagle jeszcze wrażliwi, otwarci na świat ludzie.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

mika54

#309123

 dodam parę słów. Moje dzieci słuchają muzyki, ale nie "podmuzyki". Ukończyły szkołę muzyczną I st., a teraz młodszy syn będzie zdawał do Liceum Muzycznego na Gnilnej w Gdańsku. Każdy koncert, na którym z dziećmi brałem udział (ja jako widz i słuchacz, oni jako wykonawcy) miał pierwiastek polskości i patriotyzmu, choćby z tej racji, że dzieci grały Paderewskiego, Moniuszkę, Szopena czy Nowowiejskiego. Odbywały się też koncerty na 11.11, gdzie konferansjerzy wyraźnie nawiązywali do Tradycji i czasów, przecież trudnych, w których komponowali ci twórcy. Nie można w żaden sposób uogólniać, bo nawet kiedy moje dzieci słuchają Sabatonu, to jest to np "40 to 1", albo "Warsaw, city at war", a więc utwory jak najbardziej dla naszej młodzieży. A że heavy metal i głośne? Trudno, ja też kiedyś byłem młody i lubiłem głośniej i więcej... Poza tym, w naszym domu ciągle mówimy o Historii, o przewagach przodków, ale i o klęskach i ich przyczynach. Zapewniam, że są polskie domy w Polsce, gdzie rozwija się zdrowa tkanka Narodu i dobry zaczyn przyszłych pokoleń. Pokoleń nie skażonych komunizmem, jak moje. Bo ja pełnoletność osiągnąłem w roku 1989 i wczesną edukację przeszedłem w PRL-u, noszę więc nolens volens znamię komunizmu.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#309124

dużo dała mi książka "Jak mówić, żeby dzieci słuchały - jak słuchać, żeby mówiły".  Z mojej praktyki: najwięcej opowiadają podczas wspólnych spacerów lub wycieczek, jazdy samochodem. Widocznie, kiedy rodzic jest zajęty prowadzeniem - czują się bezpiecznie  - rozwiązują się języki. Znajomi nauczyciele mówią, że swoich uczniów poznają dopiero podczas wypadów poza szkołę.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#309134

... szerokie grono nie tylko moich młodych rozmówców po prostu nie umie... słuchać. Niemal każdy chce tylko mówić, mówić i mówić. W dodatku mówi byle jak, byle co, byle dużo (bardzo zła dykcja, "tasiemcowa" budowa zdań z błędami składni, z "przerywnikami" w formie wulgaryzmów). Jest to efektem między innymi wyrugowania z programu szkoły (uczelni) przedmiotu o nazwie "Retoryka". Znam w Polsce uczelnię o kierunku humanistycznym, której kadra naukowa słysząc, jak niedbale posługują się językiem ich studenci, reaktywowała ten jakże potrzebny przedmiot.
Doświadczyłem, że w trakcie 15-minutowych przerw między wykładami, stojąc przed salą wykładową w hallu czy w korytarzu i rozmawiając ze studentami, wiele się dowiaduję o ich problemach, - nie tylko związanych z ich studiowaniem. Wielu z nich "odkrywa się" i mówi o problemach egzystencjonalnych, o relacjach w ich domach na linii rodzice-dzieci, itp. Staram się ich wysłuchać i nie ignorować problemów, z którymi się dzielą. Widocznie z nikim innym na takie tematy nie chcą rozmawiać, a porozmawiać przecież muszą. O wiele rzeczy pytają i oczekują odpowiedzi, która da im wskazówkę, jak postępować w tej jakże trudnej fazie początkowej ich dorosłego życia. 
Lubię pracować z młodymi ludźmi, na wiele im pozwalam, co nie wyklucza narzucania im pewnej dyscypliny w zakresie: punktualności, obowiązkowości, sumienności w wykonywaniu określonych zadań, uczciwości (np. nie "ściągania" na kolokwiach czy egzaminach), umiejętności przyznania się do zaniedbania czy błędu, itd. Mimo tego, że mam przydomek "kosa", to po zdanych egzaminach przez studentów - jestem przez nich zapraszany na spotkania przy kawie, czasem nawet... przy piwie (jednym, nie więcej). Wówczas są otwarci na tematy nie związane z ich edukacją i chętnie zwierzają się z prywatnych problemów, a także "wyluzowani" nawet opowiadają o różnych zabawnych sytuacjach związanych z ich studenckim życiem. O czym to świadczy?
Jestem przeświadczony, że relacje nauczyciel-student nie powinny ograniczać się tylko i wyłącznie do przekazywania wiedzy związanej z kierunkiem studiów. Przecież oni wchodząc w dorosłe życie, - niejednokrotnie mają luki w sferze kultury, etyki, także moralności. Często nie mają "recepty na życie". Uważam, że moją powinnościa jest nie tylko przekazywanie wiedzy, ale także pomoc w obszarach ich życia, zwłaszcza że ich rodzice nie mają na nich takiego wpływu, jaki mieć powinni. 
W dzisiejszych czasach nauczyciel w pogoni za zrealizowaniem programu nauczania, nie ma juz czasu na wychowywanie. Już ktoś zadbał o to, aby młody człowiek był pozbawiony tego w szkole, uczelni, a korzystał tylko ze wzorców ukazywanych w mediach "mętnego nurtu".
Jestem zdania, że lepiej jest czasem "odpuścić" sobie szczegółowe omówienie jakiegoś zagadnienia wynikającego z konspektu zajęć, a czas ten poświęcić na omówienie zagadnień ze sfery wychowawczej. Taka zamiana - jestem święcie przekonany - przyniesie bardziej efektywne rezultaty, niż się to może komuś wydawać.   
    
Pozdrawiam, Satyr 
________________________ 
"I złe to czasy, gdy prawda i sprawiedliwość nabiera wody w usta".  
(ks.J.Popiełuszko)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#309165