Stasiński i prawda obiektywna

Obrazek użytkownika kataryna
Kraj

Brak darmowej jajecznicy w stołówce na Czerskiej okazuje się mieć pozytywny wpływ na kreatywność i poczucie humoru redaktorów Gazety Wyborczej, czego najlepszym dowodem przezabawna odpowiedź jakiej udzielił Piotr Stasiński Sławomirowi Cenckiewiczowi gdy ten domagał się sprostowania nieprawdziwej informacji zawartej w tekście Wojciecha Czuchnowskiego.

Cenckiewicz zareagował na ten fragment poświęconego swojej osobie artykułu Czuchnowskiego.

Gazeta Wyborcza: Miejsce Żaryna na stanowisku szefa BEP zajął jego dotychczasowy zastępca Łukasz Kamiński. (…) Kojarzony jest z umiarkowanym skrzydłem w IPN, chociaż jego nazwisko łączy się ze sprawą skandalicznej publikacji Sławomira Cenckiewicza na temat przywódcy podziemnej „Solidarności” Zbigniewa Bujaka. Cenckiewicz na łamach tygodnika „Wprost” napisał, że słynna ucieczka Bujaka po zatrzymaniu przez bezpiekę w 1983 r. była wynikiem gry operacyjnej SB, która cały czas kontrolowała miejsce pobytu działacza. Tezy te jako absurdalne i niezgodne z prawdą obalali inni historycy (np. Andrzej Friszke). Jako odkrywcę dokumentu o rzekomo kontrolowanej przez SB ucieczce Bujaka Cenckiewicz wymienia właśnie Kamińskiego. Tyle że sam Kamiński nigdy o tej sprawie nie napisał żadnego tekstu. Jego rola ograniczyła się do tego, że znalazł dokument, który Cenckiewicz wykorzystał – mówi historyk IPN znający Kamińskiego.

Dla każdego średnio inteligentnego czytelnika przekaz tego fragmentu jest jasny - Cenckiewicz napisał skandaliczną publikację w której postawił tezy nigdy wcześniej przez nikogo nie stawiane i szybko przez innych historyków obalone jako "absurdalne i niezgodne z prawdą", a tego co sobie wymyślił nikt i nic nie potwierdza. Nic dziwnego, że Cenckiewicz ten fragment wziął do siebie i postanowił sprostować informacje na których Czuchnowski oparł swój atak. Przytacza zatem Cenckiewicz szereg faktów wskazujących, że Czuchnowski nakłamał pisząc, że Kamiński nie wspominał o ucieczce Bujaka, nakłamał też pisząc, że nikt przed Cenckiewiczem takich tez nie stawiał i zataił przed opinią publiczną fakt, że także inni historycy, w tym tak wybitni jak Antoni Dudek, pisali o tej sprawie. Pisze więc Cenckiewicz, jak się później okaże na Berdyczów.

Sławomir Cenckiewicz: W związku z nieprawdziwą informacją zawartą w powyższym artykule, jakoby dr Łukasz Kamiński „nigdy” nie pisał na temat „słynnej ucieczki Bujaka”, która „była wynikiem gry operacyjnej SB”, pragnę przypomnieć fragment artykułu nowo mianowanego dyrektora Biura Edukacji Publicznej IPN z 2003 r.: „Szokująco brzmi dzisiaj informacja, że słynna ucieczka Zbigniewa Bujaka po zatrzymaniu 2 marca 1983 r. to w rzeczywistości element większej operacji Departamentu II MSW. [...] (Ł. Kamiński, Władza wobec opozycji 1976 – 1989, „Pamięć i sprawiedliwość” 2003, nr 2, s. 27). Przypominam również, że także później o sprawie „słynnej ucieczki Bujaka”, cytując aprobatywnie artykuł dr. Kamińskiego, pisali dr hab. Antoni Dudek („Reglamentowana rewolucja. Rozkład dyktatury komunistycznej w Polsce 1988 – 1990”, Kraków 2004, s. 68) oraz dr Henryk Głębocki („Policja tajna przy robocie. Z dziejów państwa policyjnego w PRL”, Kraków 2005, s. 449 – 450). Wspomniany przez W. Czuchnowskiego mój artykuł we „Wprost” („Prawda kłamstw”) ukazał się dopiero później (5 czerwca 2005 r.).

I znowu, każdy średnio inteligentny czytelnik widzi, że Cenckiewicz wykazał kłamstwo w tekście Czuchnowskiego. Widzi to też zapewne Piotr Stasiński ale jako osoba ponadprzeciętnie inteligentna nie zamierza się poddawać tylko dlatego, że ktoś wyciągnął fakty niepasujące do tezy, nie po to się przecież Czuchnowski napracował, żeby mu teraz Cenckiewicz prostował, siada więc Stasiński do komputera i tłumaczy Cenckiewiczowi gdzie może sobie wsadzić swoje fakty. I dlaczego. Ano po pierwsze dlatego, że sprostowanie nie przyszło listem poleconym z własnoręcznym podpisem i Stasiński nie ma pewności czy autorem na pewno jest Cenckiewicz (a co jeśli ktoś się podszywa i Gazeta Wyborcza sprostuje kłamstwa Czuchnowskiego niepotrzebnie?!), a dalej jest jeszcze śmieszniej bo Stasiński wylicza Cenckiewiczowi kolejne uchybienia formalne uniemożliwiające Gazecie Wyborczej sprostowanie kłamstw Czuchnowskiego.

Piotr Stasiński: Sprostowaniem prasowym jest rzeczowa, odnosząca się wyłącznie do faktów, wypowiedź zawierająca korektę wiadomości podanej przez prasę, która jest nieprawdziwa lub nieścisła. Sprostowanie polega zatem na przywróceniu wypowiedzi prasowej zgodności z prawdą materialną, nie zaś prawdą subiektywną prezentującą nie rzeczywistość, ale subiektywny jedynie punkt widzenia zainteresowanego – autora sprostowania. Oznacza to tym samym obowiązek przedstawienia dowodów na potwierdzenie faktów lub wypowiedzi prezentowanych w sprostowaniu. W sprostowaniu prasowym nie są dopuszczalne sformułowania typu „znalazły się opinie nieodpowiadające prawdzie i godzące w moje dobre imię”. Instytucja sprostowania jest bardzo sformalizowana i wszelkie opinie, komentarze czy inne sądy wartościująco-ocenne w jego treści są niedopuszczalne. Nie podlegają one bowiem obiektywnie weryfikowalnej korekcie na zasadzie prawda/fałsz. Po drugie nie jest pan podmiotem legitymowanym do występowania z jakimikolwiek wnioskami w imieniu pana dr. Łukasza Kamińskiego lub w sprawach, które jego dotyczą . Wnioskowanie o sprostowanie informacji jego dotyczących jest bezzasadne. Nie jest pan również podmiotem formalnie umocowanym do informowania opinii publicznej o publikacjach dotyczących Zbigniewa Bujaka i jego ucieczki . Po trzecie wnioskowane sprostowanie dalece przekracza także dopuszczalną jego objętość , która nie może być większa od dwukrotnej objętości fragmentu (nie zaś całości) publikacji, którego dotyczy.

Byłoby całkiem zabawne gdyby nie było tak żałosne. Te kawałki o braku legitymacji do występowania w sprawie dotyczącej Kamińskiego (choć Cenckiewicz występuje w swojej) czy "braku formalnego umocowania do informowania opinii publicznej" - naprawdę szczyt obciachu i zwykła żenada. Przynajmniej dla kogoś kto jeszcze wierzy, że media są od informowania o faktach. A tu okazuje się, że nie ma znaczenia co napisał Czuchnowski, co Cenckiewicz i który z nich ma rację. Nie ma żadnego znaczenia czy to co Gazeta Wyborcza sprzedała swoim czytelnikom jest prawdą czy nie, liczy się tylko to gdzie znaleźć formalne kruczki aby nie musieć kłamstw prostować i zostawić czytelnika z tym co tam Czuchnowski wysmażył, nawet jeśli wszyscy wiedzą, że to nieprawda. Odpowiedź Stasińskiego to himalaje cynizmu i pogardy dla tego czemu dziennikarz powinien służyć - prawdy. Bo bez względu na to ile jeszcze powodów do nieprostowania Stasiński znajdzie, fakty są takie, że Czuchnowski skłamał a Cenckiewicz mu to wytknął, powołując się na konkretne publikacje, a zatem wszystko jest do zweryfikowania od ręki.

Bardzo pouczająca lektura, muszę przyznać. O tym jaki jest stosunek Gazety do Cenckiewicza niby wiadomo, warsztat dziennikarski Czuchnowskiego też już niczym nie zaskoczy ale ta odpowiedź Stasińskiego to naprawdę cenna lekcja nie tylko tego jak Gazeta Wyborcza kreatywnie i skutecznie, choć w dość rozpaczliwym stylu, umie się uchylać przed prawdą. To także cenna lekcja tego jak bardzo się Gazeta - nie wiem - brzydzi? boi? - prawdziwej dyskusji z niewygodnym przeciwnikiem. Bo co by komu szkodziło opublikować co sobie tam Cenckiewicz chce a potem go merytorycznie roznieść w pył? Że co? Że nie byłoby jak? A to już jest problem Gazety. Łatwo go uniknąć publikując tylko informacje, które jest się w stanie obronić z otwartą przyłbicą, bez uciekania się do wykrętów w rodzaju "Bo pan nie podał adresu". Gazeta musi mieć bardzo złe zdanie o swoich czytelnikach jeśli uważa, że musi się uciekać do takich sztuczek, żeby ich przed niewygodną prawdą ochronić.

Opublikowana w Rzepie korespondencja Cenckiewicz-Stasiński jest dobrym uzupełnieniem felietonu Bronisława Wildsteina i zabawnej z nim polemiki Wojciecha Sadurskiego. Jest to też niestety dowód całkowitej bezradności wobec mediów. "Nie mamy pana płaszcza i co pan nam zrobi".

Cenckiewicz do Stasińskiego, Stasiński do Cenckiewicza
Bronisław Wildstein "Skrzywiony obraz świata"
Wojciech Sadurski "Auto-niechęć"

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Nie jestem w stanie tak źle myśleć o ludziach, jakimi oni okazują się naprawdę. I kiedy czytam Katarynę czy Ściosa wydaje mi się, że śnię, i że jest to sen głęboki i paranoiczny. I zawsze takie teksty - tak w dalszym ciągu - przyjmuję z dziecięcym zdumieniem, towarzyszącym pierwszemu samodzielnemu krokowi, uczynionemu na własnych nogach. Chyba się nie zmienię i już to zdziwienie pozostanie moją cechą osobową.

Piotr W.

PS. Czy ten artykuł był na czołówce strony głównej Niepoprawnych???

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#18317

[quote=wojcicki]
PS. Czy ten artykuł był na czołówce strony głównej Niepoprawnych???[/quote]

Teraz, w tej chwili, jest. :)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#18321

...... charakteryzujących typków w rodzaju Stasińskiego. Pluć kurwie w oczy, to powie, że deszcz pada. 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"...dopomóż Boże i wytrwać daj..."

#18325