Wspomnienia niemłodej już lekarki…

Obrazek użytkownika Kapitan Nemo
Blog

Będąc niemłodą już lekarką, wyznaczoną przez Donalda Tuska do wyleczenia służby zdrowia - gdy tak sobie siedziałam w ministerstwie, wymyślając hasło na kampanię wyborczą - do mojego gabinetu wtargnął pacjent, któremu udało się zmylić czujność borowików. Pacjent był mi dziwnie znajomy, jednak z wyrzutami na twarzy, co wskazywało na ciężką chorobę.

- Dzień dobry pani doktór, to znaczy pani minister doktór ! – wykrzyknął, aż mnie długopis z ręki wypadł.
- Jakim prawem wtargnął pan do mojego gabinetu w godzinach mojego urzędowania ? – skarciłam niesfornego pacjenta.
- Takim prawem pani minister doktór, że mam schorzenie, którego nie może mi wyleczyć publiczna służba zdrowia – powiedział pacjent w chwili, gdy do gabinetu wtargnęli także przestraszone borowiki, wykręcając pacjentowi od tyłu ręce…
- Poczekajcie panowie borowiki…. – powiedziałam spokojnie, spoglądając na pacjenta, któren wydał mi się dziwnie znajomy, pomimo wyrzutów na twarzy…

- Czy nie jest pan, za przeproszeniem członkiem naszej postępowej partii ? – zadałam pacjentowi podstępne pytanie….
- Tak jest pani doktór ! Jam ci jest postępowy członek, a w dodatku członek z wysuniętego ramienia naszej partii do komisji śledczej…- odpowiedział pacjent, na którego słowa borowiki odkręciły ręce członkowi…
- Panowie borowiki, proszę opuścić mój gabinet, gdyż jest to nasz pacjent, któren wymaga specjalnej troski – zwróciłam się stanowczo do borowików, którzy jak niepyszni wyszli z mojego gabinetu ministrowej zdrowia. Gdy zamknęli za sobą drzwi, zwróciłam się do wysuniętego z ramienia członka:

- Czemu zawdzięczam pana niespodziewaną wizytę, skoro wszystkim wiadomem jest, że ja teraz leczę cały naród, porzuciwszy pracę lekarki powiatowej? Czyżby pana choroba miała narodowy charakter ? – zapytałam pacjenta
- Może nie narodowy, pani doktór minister… Ale za to bardzo dokuczliwy dla członka naszej postępowej partii – odpowiedział pacjent z wyrzutami na twarzy.
- Proszę kontynuować bez żadnej krępacji – odpowiedziałam, zaintrygowana chorobą, która mogła zdziesiątkować partię, która także i mnie wysunęła na eksponowane bądź, co bądź stanowisko, czyli do wyleczenia służby zdrowia…

- Otóż pani doktór, od pewnego czasu zaczęło mi dolegać sumienie. To znaczy, zaczęło mi dolegać tuż przed podpisaniem raportu komisji śledczej, której jestem wysuniętym członkiem – powiedział pacjent z wyrzutami na twarzy.
- A te wyrzuty na pana twarzy to ze sumienia, które pana tak dręczy ? - zapytałam rezolutnie pacjenta, któren tylko kiwnął głową z rezygnacją...

- Czy zatem zgadza się pan na radykalną operację likwidacji sumienia, co przywróci pana nie tylko na łono społeczeństwa, ale także na łono zdradzonej przez pana Platformy ? – zapytałam pacjenta…
- Tak jest pani doktór ! Zgadzam się w całej rozciągłości, gdyż od czasu, gdy zacząłem już mieć wyrzuty sumienia na twarzy, wszyscy członkowie naszej partii zaczęli mnie omijać z daleka na ostatnim kongresie… Jakbym był jakiś zadżumiony, czy co ? Nie muszę dodawać, że co niektórzy spluwają na mój widok… - mówił zrezygnowany pacjent.

- Nie wiem, czy pan wie, ale pana choroba jest zaraźliwa i może przenieść się na zdrowe siły narodu, a mówiąc konkretnie - na członków zdrowych sił narodu…. – odpowiedziałam z troską, gdyż odezwała się we mnie zasada Hipokryzysa. - Ale niech się pan nie martwi: jako specjalistka od chorób zakaźnych a zarazem minister zdrowia – usunę panu sumienie na zawsze…. Ja już miałam tutaj pacjenta z podobnemi objawami, któremu także usunęłam sumienie tak, że się nawrócił na platformę obywatelską, chociaż był to pacjent nietypowy, gdyż miał serce po lewej stronie…

- Czy pani doktór ma na myśli doktora Arłukowicza z SLD, któren także zaczął mieć wyrzuty sumienia w czasie pracy w komisji śledczej ? – zapytał pacjent.
- Nie kto inny, tylko on – odpowiedziałam. – Ale Pan się położy natychmiast na leżance, żeby nie rozsiewać dłużej zarazków, a ja zaraz zadzwonię po borowików, żeby pana przytrzymali i przynieśli narkozę…
- To będzie bolało, pani minister doktór? – zaniepokoił się pacjent z wyrzutami sumienia na twarzy…
- Pan się nie martwi, zastosuję znieczulenie domiejscowe… - odpowiedziałam, wzywając borowików na hasło: „mamy pacjenta”.

Po zastosowaniu przez borowików domiejscowej narkozy, zrobiłam pacjentowi elektryczną wiertarką dziurkę w czaszce - dokładnie w miejscu, gdzie zlokalizowane jest sumienie. Następnie, zręcznem ruchem wyrwałam pacjentowi pincetą sumienie ze samymi korzeniami, aże nawet nie jęknął. Dziurkę w czaszce zalepiłam plasteliną, doszczelniając ją dodatkowo klejem biurowym, będącym na wyposażeniu gabinetu ministra zdrowia. Po ocuceniu pacjenta przy pomocy wiadra zimnej wody, wezwałam go silnem głosem, aby się podniósł z leżanki:
- Pan wstanie z leżanki, gdyż jest już po wszystkiem !

Pacjent otworzył oczy i gwałtownie wstał na równe nogi.
- Niech pan na razie nie robi gwałtownych ruchów, żeby się panu nie wylała treść mózgowa na podłogę, zanieczyszczając przy tem mój gabinet ! – przestrzegłam pacjenta, wręczając mu wacik.
- To ja jestem już zdrowy, pani doktór minister ? – zapytał pacjent, któremu nagle znikły z twarzy wszystkie wyrzuty sumienia.
- Pan się przyjrzy sobie w lustrze – zaordynowałam.

Pacjent, po obejrzeniu swojej twarzy, zaczął mi dziękować, całując mnie po ręcach i wręczając grubą kopertę za dokonany zabieg.
- Proszę mi nie wręczać żadnych kopert, gdyż jestem nadal na służbie Hipokryzysa ! Kopertę pan wręczy skarbnikowi naszej postępowej partii ! Ale, przed opuszczeniem mojego gabinetu, proszę mi jeszcze powiedzieć, jak się pan czuje po dokonanym zabiegu usunięcia sumienia ? – zapytałam pacjenta.
- Okropnie, pani doktór minister. Okropnie ! – odpowiedział, ku memu zdumieniu pacjent, któremu przecież wyrwałam sumienie ze samymi korzeniami.
- Jak to, okropnie ??? – zapytałam.
- Ano czuję się okropnie, że nie wysłałem tego Kaczyńskiego do trybunału, albo wprost do obozu pracy na Syberii za to, co zrobił naszej postępowej partii i naszemu Drogiemu Przywódcy ! Ten Kaczyński powinien, tak jak jego brat…
- Pan już nie kończy, gdyż pana słowa wskazują, że został pan ostatecznie uzdrowiony i przywrócony na łono zdrowych sił narodu ! – przerwałam tyradę pacjenta, któren opuszczając mój gabinet ministrowej zdrowia, nie przestawał pluć na Kaczyńskiego, co było dobitnem objawem powrotu do zdrowia, po usunięciu sumienia.

Gdy siedząc już za biurkiem ministrowej zdrowia wreszcie zebrałam myśli po dokonanym zabiegu, od razu wpadło mi do głowy hasło wyborcze naszej partii: „Zdrowie Narodu w ręcach zdrowych sił Narodu !”.

Hasło starannie wykaligrafowałam na kartce, a kartkę w zalepionej kopercie poleciłam borowikom natychmiast dostarczyć do Ministerstwa Prawdy…

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Dzięki.
Dawno już tak bardzo się nie ubawiłem :)
Pozdrawiam myślących.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#184927

Świetne :-)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#185118