Rynek prasowy... czyli FYMowi do poduszki

Obrazek użytkownika Joanna Mieszko-Wiórkiewicz
Blog

Drogi FYMie,
wiadomości o trudnościach na rynku mediów są coraz bardziej rozpaczliwe. Dzieje się tak wszędzie. Podobno w Czechach ostały się ino dwa dzienniki i dwa (lub)czasopisma. Nie wiem, czy to prawda. Może ktoś z gości wie? Ba! Dochodzą słuchy z Nowego Jorku, że sam NYT ma problemy, do czego się w dramatycznych apelach przyznaje. Fakt, moda teraz taka, a NYT był zawsze prekursorem pewnych mód. Nie wątpię, że obdarowane właśnie hojnie banki nie zostawią przyjaciół na lodzie.

Natomiast nie ulega dla mnie wątpliwości, że model czeski także i u nas ciałem się stanie.Z wyjątkiem może ND i Gościa Niedzielnego czy Niedzieli, które się na pewno same, choćby na przekór domyślnym truciznom, obronią.

Jednak błędem jest zrównywanie blogosfery z mediami mainstreamowymi. Mainstream ma bowiem za zadanie przede wszystkim INFORMOWANIE oraz KONTROLE EGZEKUTYWY i JURYSDYKCJI. Na to nie może sobie pozwolić żaden bloger. Także i Pan korzysta z informacji zamieszczanych w mediach mainstreamowych.

Natomiast jeśli chodzi o publicystykę czyli analizę i syntezę informacji - wówczas Blogosfera nie ma sobie równych. Tym bardziej, gdy blogger, tak, jak Pan występuje incognito. Jednak w razie jakiegokolwiek ciągania po sądach żaden indywidualny dziennikarz bez wsparcia potężnej redakcji nie ma szans (przypadek Krzysztofa Wyszkowskiego, Grzegorza Brauna czy Anity Gargas ciąganej po sądach przez Krauzego).

Jednocześnie blogosfera jest wyzwaniem intelektualnym dla mainstreamowych publicystów. Co do poziomu samych dziennikarzy - koń jaki jest, każdy widzi. Niezależnie od tego, że w tym zawodzie selekcja była "od zawsze" przeważnie negatywna, to w stanie wojennym przeprowadzono definitywną czystkę. Niewielu wówczas wyrzuconych dziennikarzy, którzy swój zawód pojmowali jako służbę społeczną, powróciło z takich, czy innych powodów do pracy. Często nie było nawet dokąd.

Młody narybek jest przeważnie oportunistyczny do bólu. Można zrozumieć dlaczego, tym łatwiej, kiedy policzymy, ile wydali ich rodzice i dziadkowie na czesne w marnych "szkołach dziennikarstwa". Spadłam z krzesła, jak to usłyszałam. Dlaczego mieliby teraz cokolwiek ryzykować? I co potem? Wyjazd do Anglii do zmywania u Hindusów?

Naszym problemem jest niezaprzeczalny fakt, że jesteśmy na tym polu definitywnie krajem neokolonialnym (Trzeci Świat!) - ergo: z obcymi mediami. GW czy Dziennik wyrażają najczęściej opinie poprzez pryzmat niepolskich interesów czyli nic lub niewiele mających z polską racją stanu wspólnego. Dlatego tym boleśniejsze jest zniszczenie (postępujące)Polskiego Radia i TVP.

Z troską obserwujemy, w jak żałosny często sposób komercjalizuje się Rzeczpospolita. Pomimo to te wygibasy nie na wiele się zdadzą.

Dyskusja na ten temat jest ciekawa i powinna trwać. Warto do niej wracać. Nie przekreślałabym jednak mainstreamu, choć o znaczeniu blogosfery należy pisać więcej.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

[quote]Dlatego tym boleśniejsze jest zniszczenie (postępujące)Polskiego Radia i TVP.[/quote]

to dlaczego w tej sprawie nic nie robimy?

http://niepoprawni.pl/forum/miales-chamie-zloty-rog

na s24 wpisy nt. ustawy medialnej są praktycznie niezauważane, albo atakowane przez lemingi, w tym RRK. poprosiłbym dwie Panie o możliwość kopiowania ich wpisów dot. ustawy medialnej na nppl. tylko nie bardzo wiem, czy ma to sens.

http://janinajankowska.nowy.salon24.pl

http://jaewa.nowy.salon24.pl

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#10079

doskonale Pani wie, że blogerzy nie ścigają się z mainstreamem na informacje, aczkolwiek, aczkolwiek _ tu oczywiście mam na myśli realia nie-polskie, ponieważ my faktycznie sytuujemy się w III świecie, jeśliby Pani łaskawie zajrzała do wydanej niedawno po polsku książki S. Allana "Newsy w sieci. Internet i dziennikarstwo" (Wydawnictwo UJ, Kraków 2008), to znajdzie tam Pani odróżnienie tzw. dziennikarstwa helikopterowego (kapitalne określenie, swoją drogą) od obywatelskiego i kto wie, czy za jakiś czas nie okaże się, że nawet w dziedzinie dostarczania informacji mainstream wlecze się w ogonie za blogerami - co daj Boże, daj Boże :)

(Ale długaśne zdanie mi wyszło)

Oczywiście ja mainstreamu nie przekreślam, jedynie do porządku przywołuję, bo od jakiegoś czasu można odnieść wrażenie, że dziennikarzom azymuty się rozjechały i zapomnieli, że to oni służą obywatelom, a nie odwrotnie. Ma Pani rację, co do przetrzebienia dziennikarzy i co do selekcji negatywnej. Tym bardziej więc blogosfera ma pole do popisu w takiej sytuacji,

pozdrawiam i dorbej nocy :)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#10088

... że od bardzo dawna w zasadzie nie oglądam telewizji, od września nie kupuję "Rzeczpospolitej", zaś w grudniu mniej więcej równocześnie zrezygnowałem z kupowania Gazety Polskiej i (po zmianie formuły) Wprost. O ile w przypadku TV jestem odosobniony (a szkoda), o tyle co do prasy wpasowałem się chyba w tendencję ogólną. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że na rynku prasowym w momencie coraz lepszego dostępu do sieci z jednej strony i coraz szerszego "rynku" komentarzy i analiz w tejże, sens istnienia w formie papierowej wkrótce zachowają jedynie kwartalniki. Nastawione na przekaz ponadczasowy, trudniejszy, bardziej ubogacający intelektualnie. Taki, do którego wygodniej wrócić, gdy stoi na półce obok książek i który łatwiej czytać, gdy jest na papierze, niż w sieci, z racji choćby długości. Oczywiście taki rynek jest ciekawy tylko dla wyrobionego i ambitnego odbiorcy, ale tu mamy całkiem niezłą ofertę (Fronda, Obywatel, 44, Zeszyty Karmelitańskie)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#10092

siła przekazu blogosfery jest tak przeogromna, że z mediami publicznymi można dać sobie spokój. gratuluję dobrego samopoczucia...

a tak na serio, to telewizję ogląda 99 procent obywateli, a salon24 czytają blogerzy. gazet nie będzie? jak w USA? 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#10098

Autorze FYMie,
Dzięki za wskazanie książki. Zajrzę przy okazji, jak mi wpadnie w ręce.
Znam dość dobrze strukturę ii hierarchię dziennikarską w Niemczech, gdzie media definitywnie są narodowe, a nie neokolonialne oraz rezultaty ich działalności (gazety, programy. Wiem, ile się niegdyś, w latach 50-tych nagłówkowano, aby odpolitycznić media państwowe ( radio i telewizję). Niestety, to się nie udało. Gazety, które zachowały ciągłość z przedwojniem, utrzymały tę ciągłość także ideologicznie i to pomimo ostrej samokontroli. Telewizje ARD i ZDF przyjmują opcję polityczną w zależności od tego, czy aktualny prezes ( po niemiecku intendant) jest z rozdania CDU czy SPD. Przy każdej zmianie miotła wymiata ludzi z gabinetów. Nie tak spektakularnie, jak u nas, ale jednak. I to pomimo, że lojalność mediów wobec rządu i aktualnego kanclerza jest lizusowsko-groteskowa. Jedna-dwie audycje krytyczne na cały program, czyli czasowo: 1 h : 144 h tygodniowo- taki jest mniej więcej stosunek krytycyzmu w telewizji państwowej Niemczech. Krytykuje się raczej przysłowiowego Piffke za to, że oszukuje urząd socjalny, jećdzi na gapę, albo nie oddaje znalezionej portmonetki. Krytyczne mają prawo ( i tradycyjnie obowiązek!)być cieniuchne gazetki lewicowe. Nawet trockistowskia "taz" ( ta od "Kartofli" i korespondentki warszawskiej Gabrieli Lesser) krytykuje najchętniej USA.
Tak jest niestety, wszędzie.
Z tym, że w państwach neokolonialnych znacznie gorzej. Dlatego rola blogosfery w takich państwach jest o wiele większa, niż gdzie indziej i nabiera wręcz innego POLITYCZNEGO wymiaru.
Umyślnie dodałam do mojej wypowiedzi pewne konkretne, dobrze znane z przysłowia zdjęcie trzech małpek, z których jedna nie słyszy, druga nie widzi, a trzecia nie mówi. Mają one szyldy z logo stacji amerykańskich, ale mogłyby mieć każdej dowolnej telewizji, radia lub gazety w Europie
Pozdr.
JMW

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdr.
JMW

#10100

oczywiście, że różnice między rynkami medialnymi na Zachodzie a w Polsce są kolosalne (zresztą wspominałem o tym w artykule opublikowanym w Cafe Śródmiejska w Mieście Pana Cogito, więc już nie chcę pewnych kwestii powtarzać). Odkąd pojawiła się blogosfera w Polsce mainstream dosłownie "wychodzi z siebie", żeby ją okiełznać i sobie podporządkować. Jak nie marchewką, to kijkiem.

Pozdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#10101