Dezinformacja - teoria i praktyka - cz.4

Obrazek użytkownika Rafał Brzeski
Historia

Obiektem niszczących działań dezinformacyjnych są nie tylko rządy lub organizacje, ale również indywidualni politycy albo osoby znane i cieszące się autorytetem, które wyznaczone do skompromitowania i pozbawienia wiarygodności.

W październiku 1982 roku rezydentura KGB w Waszyngtonie rozpoczęła operację o kryptonimie „Golf”. Korespondentowi ukazującego się w Londynie lewicowego tygodnika New Statesman podsunięto fabrykację dyskredytującą ambasadora USA w Narodach Zjednoczonych panią Jeane Kirkpatrick. Dziennikarz nie spostrzegł podstępu, redakcja również i 5 listopada New Statesman opublikował artykuł Najlepszy przyjaciel dziewczyny, opisujący „tajne stosunki” amerykańskiej ambasador ze służbami specjalnymi Republiki Południowej Afryki. Artykuł ilustrowała fotokopia listu do Jeane Kirkpatrick, w którym radca południowoafrykańskiej ambasady przekazywał „najlepsze pozdrowienia i wyrazy wdzięczności” od szefa wywiadu wojskowego RPA i załączał do listu prezent urodzinowy – w domyśle diament – jako „wyraz uznania mojego rządu”. List był sfabrykowany, co zdemaskował – między innymi – błąd ortograficzny. Służba A, jak się jej to często zdarzało, spartaczyła korektę angielskiego tekstu.[1]

Wytwarzanie fałszywek oraz ich kolportaż należały do podstawowych zadań Służby A oraz oficerów KGB na placówkach zagranicznych. Rezydentura KGB w Kopenhadze w sprawozdaniu z operacji „środki aktywne” za rok 1977 (ściśle tajny raport nr 3208/PR/55) wymienia m.in. „4 operacje dokumentalne”, co oznaczało podsunięcie fałszywych materiałów przygotowanych w Moskwie.[2] Produkcja Służby A była tak obfita, zwłaszcza na rynek afrykański, że CIA utworzyła specjalne Laboratorium Dokumentów Podejrzanych (Questioned Documents Laboratory) które wykrywało fałszywki, ewidencjonowało ich technologię oraz prowadziło szkolenia innych służb. W opinii specjalistów CIA, sowieckie fałszywki były znakomite technologicznie, ich twórcy dbali o szczegóły, a język i ortografia poprawiły się znacznie od czasu, gdy dla Służby A zaczął pracować zbiegły do Moskwy Kim Philby, świetnie znający styl, formę i słownictwo brytyjskiej i amerykańskiej biurokracji.[3]

Adresatem dezinformacji może być również bardzo wąski krąg ekspertów technicznych. W wywiadzie dla BBC w październiku 1981 roku, współpracownik MI6, Greville Wynne, ujawnił, że kiedy w końcu lat 60-tych wykryto sowieckiego agenta w koncernie lotniczym British Aircraft Corporation, zrobiono kilka „korekt” w materiałach o ponaddźwiękowym samolocie Concorde i podsunięto mu zmanipulowane informacje. Cztery lata później potężny sowiecki Tu-144, z racji łudzącego podobieństwa zwany popularnie „Konkordski”, runął na ziemię w trakcie pokazu podczas paryskiego salonu lotniczego na lotnisku Le Bourget.[4]

Do wąskiego kręgu adresowane są też stosowane coraz częściej dezinformacje o charakterze gospodarczym. W listopadzie 1982 roku londyńska rezydentura KGB otrzymała z Centrali polecenie sprowokowania obniżki cen zbóż drogą rozpowszechniania nieprawdziwych plotek i pogłosek. W kołach gospodarczych City, a przede wszystkim w środowiskach zbliżonych do Międzynarodowej Rady Pszenicznej kolportowano m.in pogłoskę, że Związek Sowiecki zakupi tylko 35 milionów ton zbóż, a nie jak szacowali eksperci 44 miliony ton.[5]

Dezinformacyjne oddziaływanie na całe środowiska ułatwia bezpośrednia (najczęściej kapitałowa) kontrola nad mediami lub pośrednia – poprzez agentów wpływu albo świadomie wprowadzonych do redakcji albo zwerbowanych spośród personelu redakcyjnego. Przykładowo, wpływowy w duńskiej elicie politycznej niskonakładowy dziennik Information powtórzył w 1987 roku wcześniejszą dezinformację sowiecką, która wyszła z obiegu bez echa. W weekendowym wydaniu 6-7 czerwca opublikował recenzję przygotowanej przez Służbę A książki Death in Jonestown – Crime of the CIA, w której fałszywie obciążano rząd amerykański o mord 918 osób - członków sekty, którzy popełnili zbiorowe samobójstwo w Jonestown w Gujanie. Absurdalne zarzuty KGB duński dziennik uznał, za warte odnotowania i pozytywnej opinii. Stanowisko redakcji przestaje dziwić, jeśli się wie, że na łamach Information zamieszczał swe komentarze sowiecki agent wpływu Jorgen Dragsdahl, a wydawca dziennika był powiązany z wydawnictwem książkowym, które opublikowało album fotograficzny American Pictures, autorstwa innego sowieckiego agenta wpływu Jacoba Holdta.[6]

Skutecznym bo wywołującym długotrwały chaos posobem dezinformowania służb wywiadowczych przeciwnika jest podsyłanie im fałszywych szpiegów lub dezerterów. Chiński strateg Sun Tzu już pięć wieków przed narodzeniem Chrystusa zalecał stwarzać sytuacje, w których własny agent niby przypadkiem uzyska pewne informacje zanim zostanie przerzucony na terytorium przeciwnika. Jeśli zostanie ujęty i przeciwnik zmusi go do zeznań, to agent „ujawni” fałszywe wiadomości skłaniając przeciwnika do działań odwrotnych do jego interesów.[7]

W podsyłaniu fałszywych dezerterów specjalizowało się KGB. Do najbardziej znanych należeli: Jurij Nosenko i Witalij Jurczenko. Pierwszy po kilkunastomiesięcznej współpracy z CIA zadeklarował niespodziewanie w 1964 roku w Genewie chęć przejścia na druga stronę. CIA ewakuowała go do Stanów Zjednoczonych i ułatwiła otrzymanie azylu. W trakcie przesłuchań Nosenko podał tak wiele sprzecznych lub nieprawdziwych informacji, że uznano go za narzędzie skomplikowanej operacji dezinformacyjnej. Po prawie 3 latach przesłuchań, dano mu wiarę, ale w amerykańskiej społeczności wywiadowczej nadal trwają spory o wiarygodność jego zeznań. Jeśli zadaniem Nosenki był drenaż sił i środków CIA, to KGB może zapisac sobie jego dezercję jako sukces.

Witalij Jurczenko zaoferował CIA współpracę w lipcu 1985 roku i po wstępnych rozmowach w Rzymie, 1 sierpnia, formalnie poprosił o azyl w USA. Miał stopień pułkownika i ponad 25 letni staż pracy w KGB, głównie na kierunku amerykańskim. Jego przejście na drugą stronę przypadło w czasie, kiedy szefem Drugiego Zarządu Głównego KGB był Oleg Gribanow, rzecznik agresywnego kontrwywiadu. CIA straciła właśnie kilku agentów w Związku Sowieckim i pragnęła ustalić dlaczego. Jurczenko wyjaśnił, że najprawdopodobniej przyczyną był „szpiegowski pył”, czyli niewidoczna substancja, którą KBG rozpylało na zachodnich dyplomatów, żeby ułatwić wykrywanie ich śladów lub korespondencji w urzędach pocztowych. Przekazał on też informacje, które umożliwiły zidentyfikowanie dwóch sowieckich szpiegów: jednego w CIA i drugiego w radiowywiadzie NSA (National Security Agency). Rewelacje Jurczenki były informacjami o jakich CIA marzyła, żeby wyjaśnić falę porażek. Przyjęto je bez zastrzeżeń, zwłaszcza, że w trakcie wielogodzinnych przesłuchań Jurczenko uporczywie twierdził, że KGB nie ma wiecej źródeł wewnątrz CIA. Zapewnienie to powtarzał chociaż zaoferowano mu znaczne sumy za informacje, które doprowadzą do ujawnienia dalszych agentów sowieckich. Zadowolone z sukcesu kierownictwo CIA przyjęło słowa Jurczenki za pewnik, chociaż eksperci techniczni powątpiewali w istnienie „szpiegowskiego pyłu”. Zrezygnowano nawet z postawienia roboczej hipotezy, że Jurczenko został podstawiony. „Ręczę całą moją karierą, że Jurczenko jest godny zaufania” zapewniał wicedyrektor CIA John McMahon 31 października 1985 roku. Dwa dni później, po obiedzie w waszygtońskiej restaurauracji, Jurczenko przeprosił na chwilę swego „opiekuna” i zniknął. 4 listopada wystąpił na konferencji prasowej w sowieckiej ambasadzie i poinformował, że wielogodzinne rozmowy z funkcjonariuszami CIA, aż do dyrektora CIA Williama Caseya włącznie, wykorzystał, żeby poznać co interesuje „głównego przeciwnika” KGB oraz poznać jego technikę przesłuchań. Po powrocie do Moskwy Jurczenko został nagrodzony Orderem Czerwonej Gwiazdy.[8] Było za co. Obok skompromitowania amerykańskiej służby, jego dezinformacje oraz ujawnienie dwóch zużytych już agentów KGB osłoniły Aldricha Amesa najcenniejszego już wówczas agenta penetracyjnego KGB wewnątrz CIA.

Jednym z bardziej skutecznych kanałów dezinformacji politycznej są tak zwane kontakty prywatne - bezpośrednie kontakty między oficerem kadrowym dezinformującego a wpływową osobą z elity władzy dezinformowanego. Osobie tej przekazuje się „w zaufaniu” rzekomo poufne informacje, które w rzeczywistości są spreparowaną dezinformacją. Celem zabiegu jest spowodowanie, by dezinformacja ta dotarła do kręgów decyzyjnych dezinformowanego. Organizacja i funkcjonowanie „kanału prywatnego” są całkowicie legalne i moga być prowadzone otwarcie. Sprawia to, że tradycyjnie myślące służby kontrwywiadowcze albo ignorują podobne działania, albo lekceważą je i spychają na margines swej pracy. Tymczasem w opinii Stanisława Lewczenki, który w rezydenturze KGB w Tokio prowadził działania dezinformujące, kontakty prywatne były „jedną z najskuteczniejszych form sowieckich środków aktywnych”.[9]

W większości przypadków osoba sterowana przez służbę wywiadowczą dezinformującego jest nieświadoma swojej funkcji „przekaźnika”, co powoduje, że spełnia zadaną rolę z przekonaniem, a zatem wzmacnia wiarygodność dezinformacji. Wybiera się do takiego zadania osoby o wybujałym ego, które pragną być kimś „specjalnym” i „wtajemniczonym”. Te cechy charakteru sprawiają, że sterowany osobnik zazwyczaj skwapliwie, sprawnie i energicznie zaniesie „nieoficjalny przekaz” na najwyższe szczeble władzy, do których oficer służby dezinformującego najczęściej nie ma dostępu.

Dodatkową zaletą „kanału prywatnego” jest fakt, że jest on politycznie bezpieczny, gdyż można się od niego w każdej chwili odciąć argumentując, że „przekaźnik” źle zrozumiał przekaz. Z uwagi na nieoficjalny charakter kontaktu, „kanał prywatny” może też służyć do „puszczania balonów próbnych” i badania reakcji przeciwnika. Jest również świetnym sposobem kreowania chaosu informacyjnego na szczeblach decyzyjnych przeciwnika. Lewczenko ujawnił, że pod koniec lat 1970-tych w conajmniej w jednej operacji, którą prowadził w Tokio, różnymi „kanałami prywatnymi” przekazywane były świadomie sprzeczne ze sobą informacje celem zdezorientowania japońskich decydentów, co do sowieckiej oceny amerykańskiego prezydenta Jimm’ego Cartera.

Próbą wywołania chaosu decyzyjnego w kluczowej w połowie lat 1980-tych kwestii rozmieszczenia amerykańskich pocisków samosterujących Cruise w Europie Zachodniej, był przypadek holenderskiego przemysłowca Ernsta van Eeghena, o którym lokalna prasa pisała, że ma „dostęp do sowieckiego kierownictwa”. W czasie ożywionych konsultacji w koalicyjnym rządzie holenderskim przed podjęciem decyzji w sprawie pocisków Cruise, van Eeghen przywiózł z Moskwy „prywatną” wiadomość dla premiera Rudda Lubbersa – wyraz gotowości Kremla do rozmów dwustronnych, które jednak będą „technicznie niemożliwe” po podjęciu decyzji przez rząd holenderski. W wywiadzie telewizyjnym van Eeghen zapewniał, że w Moskwie pokazano mu depeszę w tej sprawie jaką miano wysłać do Hagi. Przekaz van Eeghena wywołały spore zamieszanie w holenderskich kołach politycznych i mediach, zwłaszcza, że po kilku dniach okazało się, iż nadesłana z Moskwy depesza różniła się merytorycznie od zapewnień przemysłowca. On sam potwierdził to w wywiadzie dla dziennika Trouw z dnia 1 listopada 1985 roku ubolewając, że jak widać „istniały dwa telegramy, a przynajmniej pierwsza i druga wersja. Depesza, o której mówiłem i którą widziałem w Moskwie miała zdecydowanie inną treść od telegramu, który przysłano premierowi Lubbersowi”.[10] Jak się wydaje Moskwie do tego stopni zależało na uzyskaniu wpływu na decyzję holenderskiego rządu, a przynajmniej na zwłoce, że poświęciła „kanał prywatny”, który całkowicie stracił swoją wiarygodność i stał się bezużyteczny.

* * *

Operacjami dezinformacyjnymi opartymi w całości na trzech filarach wojny informacyjnej: podstępie, kłamstwie i zdradzie są „gry radiowe”, które w wywiadowczym żargonie noszą przejętą od Abwehry niemiecką nazwę Funkspiele. Mechanizm gry zasadza się na anonimowości korespondencji radiowej. Już w 1928 roku polscy specjaliści ostrzegali, że nieprzyjaciel „może zastosować z całem powodzeniem cały system zorganizowanego i świadomego wprowadzania nas w błąd, przez używanie radjotelegrafji dla celów inspiracyjnych, rozpuszczania fałszywych danych, pogłosek i t.p. Jest to wielkie niebezpieczeństwo dla mało wprawnej służby informacyjnej. Nieprzyjaciel może nadawać sfingowane depesze en clair, lub nawet zaszyfrowane kodem, o którym dowiedział się, że jest w naszem posiadaniu; nieprzyjaciel może zorganizowac specjalny ruch korespondencyjny między stacjami, aby tylko nas oszukać.”[11]

Wprawdzie każdy radiotelegrafista ma indywidualny sposób nadawania, charakterystyczny dla siebie tak jak linie papilarne, ale mimo to odbiorca depeszy nie „widzi”, czy jest on na wolności, czy też w niewoli i nadaje pod kontrolą przeciwnika. Opracowano wprawdzie różne metody ostrzegania drogą pomijania lub dodawania pewnych liter lub innych sygnałów informujących o pracy pod kontrolą, ale w praktyce były one często ignorowane lub uznawane za zakłócenia w odbiorze. Zwłaszcza kiedy dobrze zaplanowanej i przygotowanej Funkspiele towarzyszyły inspiracje za pośrednictwem fikcyjnych dezerterów i kanałów prywatnych, podsuwane dezinformacje, rozpuszczane pogłoski lub wiadomości plasowane w mediach krajów neutralnych.

Wieloletnią grę radiową o wymiarze strategicznym prowadzili w latach II wojny światowej Brytyjczycy, którzy zdemaskowali i aresztowali wszystkich agentów niemieckich służb wywiadowczych. Część z nich „obrócili” skłaniając do współpracy prostym wyborem między plutonem egzekucyjnym, a swobodą po zakończeniu wojny. Resztę skazano z całą surowością prawa wojennego, co zlikwidowało możliwość „przecieku”.

W tym samym czasie niemiecka Abwehra prowadziła grę radiową Englandspiele z brytyjską służbą Special Operation Executive oraz holenderskim ruchem oporu. Z uwagi na wymiar ograniczony do terytorium Holandii grę tę można uznać za „pół-strategiczną”.

Natomiast dezinformacyjną grą radiową o taktycznym wymiarze była sowiecka operacja Bieriezino prowadzona od sierpnia 1944 roku do ostatnich dni II wojny światowej.

Informacyjny wymiar i przebieg tych gier opisany zostanie w skrypcie Kombinacja.

* * *

Wprawdzie wszystkie wielkie mocarstwa i liczące się kraje europejskie prowadziły i prowadzą działania dezinformacyjne, to jednak administracje lewicowe uciekają się do dezinformacji częściej niż administracje oparte na innych ideologiach. Z jednej strony skłania je do tego wewnętrzny wymóg propagowania swojej ideologii, co określa się czasem jako „szerzenie rewolucji światowej”, a z drugiej sprzyja temu nadmierna podejrzliwość i tendencja do kontrolowania kanałów informacji. Imperatyw rozpowszechniania ideologii narzuca konieczność permanentnego przejmowania inicjatywy i dominowania, chyba że druga strona stawi opór i zepchnie szerzycieli „jedynie słusznej” ideologii do defensywy.

Nadmierne posługiwanie się dezinformacją prowadzi jednak do utraty wiarygodności, zwłaszcza przez służbę, w której rzetelność zaczynają wątpić służby sojusznicze. W ten właśnie sposób wiele stracił Mossad, któremu w środowiskach wywiadowczych zarzuca się, że gotów jest posługiwać się dezinformacją w stosunku do każdego, jeśli odpowiada to politycznym celom Izraela.[12] Marginalizacja służby posługującej się dezinformacją wobec sojuszników jest instynktowna. Taka służba przeradza się bowiem nie tyle w przeciwnika, co w zagrożenie, gdyż nie można ufać w generowane przez nią wiadomości. Być może są one prawdziwe i rzetelne, ale brak wiarygodności służby releguje te informacje do kategorii plotek. Tymczasem „istnieje nienaruszalna reguła: kiedy tylko wywiad zaczyna wierzyć w plotki, państwo ginie. Od tej reguły nie ma wyjątków.”[13]

W informacyjnej konfrontacji przeciwnicy zazwyczaj dysponują podobnym potencjałem intelektualnym swych ekspertów, a więc trudno mówić o znaczących różnicach w scenariuszach, zwłaszcza, że można je modyfikować w trakcie kampanii dezinformacyjnej. Kluczem do uzyskania przewagi jest nie tyle liczba realizowanych scenariuszy co ich skuteczność. Stopień do jakiego przeciwnik „nasiąknie” podsuwanymi mu kłamliwymi informacjami zanim zorientuje się, że jest oszukiwany. Warunkiem skutecznego „nasycania” fałszem jest uzyskanie wiarygodnych kanałów informacji zwrotnej. Taki „feedback” umożliwia ocenę, czy i w jakim stopniu przeciwnik traktuje podsuwane mu treści jako informacje prawdziwe, w jaki sposób je weryfikuje, jakie są jego zasoby wiedzy. Posiadanie aktualnych wiadomości o reakcjach przeciwnika na podsuwane mu informacje umożliwia modyfikację scenariusza i potęgowanie dezinformacji. Dlatego też w wojnie informacyjnej obrona, a nie atak, ma decydujące znaczenie. Podsunąć można każde kłamstwo, pytanie, czy i kiedy druga strona odkryje fałsz oraz, czy go skutecznie zdemaskuje. W wojnie informacyjnej ta strona zyskuje przewagę, która potrafi zebrać więcej informacji prawdziwych i popełni mniej błędów w ich ocenie.

Na poziomie państwa demaskowaniem dezinformacji i obroną obywateli przed informacyjną agresją winny zajmować się wyspecjalizowane służby – wywiad i kontrwywiad. Dysponują one bowiem odpowiednim aparatem zbierania informacji oraz potencjałem intelektualnym ich analizowania i przetwarzania. Jednak, nawet jeśli z jakichkolwiek przyczyn służby te nie wypełniają swego podstawowego obowiązku obrony narodu, to nie pozostaje on bezbronny. O ile koszt dotarcia do prawdy dla pojedynczego odbiorcy może być prohibicyjnie wysoki, o tyle staje się on często do zaakceptowania dla grupy odbiorców. Zwłaszcza dla narodowych mediów, którym ujawnienie dezinformacji może przynieść zwiększenie popularności, a co za tym idzie wymierny dochód, oraz dla polityków, którzy demaskując kłamstwa mogą zwiększyć własną wiarygodność i zdobyć nimb „bojowników o prawdę”.

W sytuacji, gdy ani media ani politycy nie są w stanie, lub nie są skłonni, bronić narodu przed dezinformacją, to zorganizowane grupy obywateli mogą z własnej inicjatywy skutecznie demaskować kłamstwa i fałsz, tak jak to miało miejsce w przypadku konspiracyjnej prasy na terenach Polski okupowanych przez Niemców w trakcie II wojny światowej lub wydawnictw drukowanych i fonicznych „drugiego obiegu” w latach komunistycznych rządów w Polsce.

Grupy obywateli mogą również prowadzić kontr-dezinformację obliczoną na skompromitowanie przeciwnika przy pomocy fabrykacji upozorowanej na produkt drugiej strony. Przykładem są działania wyspecjalizowanej komórki dywersji informacyjnej pod nazwą „N” w Armii Krajowej, której publikacje w języku niemieckim i upozorowane na wydawnictwa niemieckie miały za cel „spowodować w szeregach wroga depresję psychiczną i wzbudzić przekonanie, że mimo dotychczasowych zwycięstw czeka Niemcy nieuchronna klęska, a w konsekwencji, zasłużona kara za popełnione zbrodnie.”[14] Niektóre koncepcje komórki „N” zostały później wykorzystane przez Solidarność Walczącą w latach tak zwanego „stanu wojennego”.

Chociaż brak na to potwierdzenia, kontr-dezinformacją było zapewne pojawienie się w 1986 roku w Paryżu anglojęzycznej broszurki Plaga: Spadkobierca Hitlera sygnowanej przez bliżej nieznaną organizację Komitet na rzecz Bezpieczeństwa Cywilizacji Europejskiej - CSEC. Zestawione w broszurce cytaty oraz fotografie archiwalne porównywały amerykańskiego prezydenta Ronalda Reagana z fuehrerem III Rzeszy Adolfem Hitlerem. Broszurka pojawiła się w szczytowym okresie anty-reaganowskiej propagandy Moskwy i wyglądem oraz napuszoną angielszyczyzną przypominała publikacje sowieckiej agencji Novosti, podstawowej platformy kampanii dezinformacyjnych KGB.[15] Podobieństwo wręcz rzucało się w oczy, natomiast użyte w publikacji argumenty nieodparcie wskazywały na „czarne” działanie propagandowe. W sumie broszurka była niewiarygodna i kompromitowała autorów nie tylko w oczach profesjonalistów, ale nawet przeciętnego czytelnika. Rzecz w tym, kto był autorem. Nie ulega kwestii, że pojawienie się broszurki wyrządziło więcej szkody Moskwie niż prezydentowi Reaganowi i trudno uwierzyć, żeby tak nieudolna dezinformacja była dziełem Służby A.

Szarzy obywatele nie dysponują wprawdzie potężnymi machinami medialnymi, ale mają w ręku wypróbowaną i groźną broń – dowcip oraz stugębną plotkę. O tym jak potrafią być skuteczne pokazało doświadczenie z lat rządów totalitarnych. Główny propagandzista III Rzeszy Joseph Goebbels oraz sekretarze propagandy partii komunistycznych na równi zalecali tak zwaną „szeptankę” świadomi, że przy zalewie oficjalnych półprawd i dezinformacji plotka zyskuje na wiarygodności. Ile może zdziałać celny dowcip pokazały doświadczenia z lat okupacji niemieckiej oraz z czasów Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, kiedy to zrodził się słynny slogan „junta juje”.

Możliwości obywatelskiego przeciwdziałania dezinformacji wzrosły niepomiernie wraz z rozpowszechnieniem się internetu. Szybki dostęp do „surowej” i przetworzonej informacji prawdziwej umożliwia poszerzenie wiedzy, zarówno ogólnej jak wyspecjalizowanej. Przyspiesza to proces weryfikacji i pomaga w wykryciu i wyodrębnieniu dezinformacji. Internet umożliwia też stosunkowo tanie, szybkie i szerokie rozpowszechnianie ostrzeżeń przed dezinformacjami i demaskowanie ich. Sieć daje możliwość budowania swoistego kontrwywiadu obywatelskiego – tworzenia miejsc gromadzenia informacji prawdziwych oraz wymiany wiedzy o konkretnych operacjach dezinformacyjnych i sposobach przeciwdziałania im. Trzeba tylko chcieć taki kontrwywiad stworzyć.

Równolegle z aktywną obroną przed dezinformacją obywatele mają możliwość obrony pasywnej. Warunkiem skutecznej, a przede wszystkim długofalowej, kampanii dezinformacyjnej jest posiadanie kanałów informacji zwrotnej (feedback), które umożliwiają zorientowanie się jak dezinformacja przyjmowana jest przez odbiorców. Rozpoznanie kanałów feedback daje odbiorcom indywidualnym i grupowym możliwość zakłócania, a nawet paraliżowania, kampanii dezinformacyjnej. Odmowa udziału w różnego rodzaju ankietach, sondażach i badaniach rynku, a nawet nie korzystanie przy zakupach z karty bankowej, utrudnia uzyskanie klarownej informacji zwrotnej. Wyższym stopniem jest kontr-kłamstwo zalecane przez Jonathana Swifta już w 1712 roku,[16] czyli na przykład podsuwanie fałszywego obrazu reakcji na podawane informacje i dezinformacje. Fałszywy feedback wprowadza zamęt wśród dezinformujących, zmusza do pracochłonnej weryfikacji oraz podważa wiarę w skuteczność zaplanowanej dezinformacji, co może nawet doprowadzić do rezygnacji z niej i wstrzymania kampanii dezinformacyjnej.

Najlepszym przeciwdziałaniem dezinformacji jest czujność - ciągła i ścisła obserwacja przeciwnika za pośrednictwem wszelkich dostępnych źródeł i sposobów poszukiwania wiadomości oraz kontrola wyników jednych poszukiwań przez drugie, zorganizowana w spójny system weryfikacji. „Podstęp wyda się zawsze, prędzej, czy później. Nie powinien jednak tak długo działać, żeby nas ‘nabrać’".[17]

koniec
Dr Rafał Brzeski

[1] Christopher Andrew, Oleg Gordijewski, KGB, Warszawa, Bellona, 1997, str.514

[2] Christopher Andrew, Oleg Gordijewski (red.), More Instructions from the Centre: Top Secret Files on KGB Global Operations, 1975-1985, Londyn, Frank Cass, 1992, str.34

[3] Robert Wallace, H. Keith Melton, Henry R. Schlesinger, Spycraft, Londyn, Bantam Press, 2009, str. 314-315

[4] Richard Deacon, Spyclopaedia, Londyn, Futura, 1989, str. 390

[5] Soviet Active Measures in the „Post-Cold War” Era 1988-1991, United States Information Agency, June 1992 str. 52

[6] Soviet Active Measures in the „Post-Cold War” Era 1988-1991, United States Information Agency, June 1992 str. 61

[7] Richard Deacon, Spyclopaedia, Londyn, Futura, 1989, str. 147

[8] Edward Jay Epstein, Deception: The Invisible War Between the KGB and the CIA, Londyn W H Allen, 1989, str. 199-209

[9] Stanislav Levchenko, “Private Channel” Influence: A KGB Disinformation Tool, Counterpoint: A monthly report on Soviet Active Measures, t. 3, nr 11 kwiecień 1988 str. 2

[10] Cyt. za: Stanislav Levchenko, “Private Channel” Influence: A KGB Disinformation Tool, Counterpoint: A monthly report on Soviet Active Measures, t.3, nr 11 kwiecień 1988 str. 2

[11] Mieczysław Ścieżyński, Radjotelegrafista jako źródło wiadomości o nieprzyjacielu, Przemyśl, 1928, str. 48

[12] Michael Smith, The Spying Game: The Secret History of British Espionage, Londyn, Politico’s, 2004, str.245

[13] Wiktor Suworow, Samobójstwo, Poznań, Rebis, 2011, str. 202

[14] Praca zbiorowa, Akcja „N”: Wspomnienia 1941-1944, Warszawa, Czytelnik 1972, str.7

[15] Counterpoint: A monthly report on Soviet Active Measures, t.2, nr 6 listopad 1986

[16] Jonathan Swift, Art of Political Lying, Works, ed. Thomas Roscoe, Londyn, George Bell & Sons, 1880, str. 403-405

[17] Mieczysław Ścieżyński, Radjotelegrafista jako źródło wiadomości o nieprzyjacielu, Przemyśl, 1928, str. 48

Ocena wpisu: 
Brak głosów