Dezinformacja - teoria i praktyka - cz.2

Obrazek użytkownika Rafał Brzeski
Historia

Do dezinformacji odwołują się wszystkie kraje i agendy rzadzące, ale na szerszą skalę skuteczną dezinformację najłatwiej przeprowadzić w warunkach totalnej kontroli nad kanałami informacyjnymi nadawcy (autora dezinformacji). Stąd tak często odwoływano się do niej w niemieckiej III Rzeszy, w Związku Sowieckim oraz w Wielkiej Brytanii w latach II wojny światowej, kiedy obowiązywała ścisła cenzura.

W Stanach Zjednoczonych przeprowadzenie skutecznej dezinformacji długofalowej jest utrudnione (co nie znaczy niemożliwe) nie tylko z racji rozproszenia i dużej niezależności kanałów informacyjnych, ale także z powodu szerokiego, dwukierunkowego, przepływu personalnego między aparatem władzy, administracją państwową oraz służbami specjalnymi z jednej strony, a sektorem prywatnym z drugiej. Ruch techników, prawników, naukowców i ekspertów między sektorem publicznym a prywatnym sprawia, że „kontrola przecieku informacji jest niesłychanie utrudniona”.[1] Teoretycznie, to personalne przenikanie powinno ułatwić wprowadzanie dezinformacji do środowisk, z których obca agentura czerpie informacje wywiadowcze. Powinno również ułatwić koordynację inspiracji rozpisanych na media, agendy aparatu władzy, organizacje pozarządowe, a nawet prywatne rozmowy telefoniczne w kanałach podsłuchiwanych przez przeciwnika. W praktyce jednak, wcześniej, czy później dochodzi do przecieku, którego koszt polityczny jest potencjalnie bardzo wysoki. Dlatego też w amerykańskim systemie odwoływanie się do dezinformacji „to bardzo niebezpieczne przedsięwzięcie, gdyż nie można być pewnym, czy wrogowie, bądź rywale, w obecnej, lub przyszłej, administracji nie zdradzą planu”.[2] Równolegle, w USA brak jest ustawowych restrykcji uniemożliwiających byłym pracownikom służb specjalnych publikację wspomnień, które mogą zdekonspirować długofalowe, obliczone na dziesięciolecia, strategiczne programy dezinformacyjne.

W Wielkiej Brytanii prowadzenie dezinformacji jest łatwiejsze, na co przyzwala lokalna kultura polityczna. Winston Churchill wyznał swego czasu publicznie: „muszę uczciwie przyznać, że oszukiwanie przeciwnika uważam za całkowicie usprawiedliwione, nawet jeśli jednocześnie oszukuje się przez pewien czas własny naród”.[3] Ewentualne przecieki blokuje też skutecznie ustawa o tajemnicy państwowej oraz obowiązkowa, nieograniczona w czasie, cenzura wspomnień byłych funkcjonariuszy służb specjalnych.

Specyficznie brytyjskim sposobem obrony tajemnicy dezinformacji jest ujawnianie wyselekcjonowanych informacji prawdziwych. W styczniu 1953 roku dziennikarz Ian Colvin natrafił na ślad operacji dezinformacyjnej Mincemeat osłaniającej w trakcie II wojny światowej lądowanie Sprzymierzonych w Afryce Północnej. Idąc tropem, zebrał wiadomości od byłych oficerów niemieckiego wywiadu wojskowego – Abwehry, a potem zaczął w Madrycie, Gibraltarze i południowej Hiszpanii dochodzić, co stało się z ciałem brytyjskiego oficera, który dziesięć lat wcześniej utonął w morzu wioząc ważne dokumenty. Zbierając materiał do planowanej książki Colvin dotarł tak blisko do utajnionej prawdy, że zaniepokoił się brytyjski Połączony Komitet Wywiadowczy – nadzorujący wszystkie służby specjalne Zjednoczonego Królestwa. Postanowiono zneutralizować spodziewane rewelacje Colvina publikując błyskawicznie książkę pióra jednego z autorów scenariusza i wykonawcy operacji Mincemeat. Ewen Montagu w ciągu jednego weekendu napisał książkę umieszczając w niej starannie wyselekcjonowane fakty, które pozwoliły – jak twierdził – uniknąć „potencjalnych niebezpieczeństw i szkód wyrządzonych przez publikacje niedoinformowanych autorów”.[4] Zanim nakład opuścił drukarnię, londyński dziennik Daily Express, opublikował w odcinkach najbardziej sensacyjne fragmenty i książka zatytułowana Człowiek, którego nie było stała się bestsellerem 1953 roku. Trzy lata później nakręcono głośny film i w sumie drobna operacja Mincemeat stała się najbardziej znaną dezinformacją II wojny światowej, najszerzej opisywaną w literaturze faktu i pracach naukowych – tyle, że w ramach informacji ujawnionych przez służby. Drążyć prawdę i ujawniać rzeczywiste okoliczności operacji zaczęto dopiero kilkadziesiąt lat później.

W Związku Sowieckim prowadzenie operacji dezinformacyjnych podniesiono do rangi doktryny w stosunkach międzynarodowych, co ułatwiał fakt, że pod kontrolą partii komunistycznej, a konkretnie agend Komitetu Centralnego KPZR (a wcześniej partii bolszewickiej) znajdowały się nie tylko instytucje państwowe i rządowe, ale również gospodarka, kultura oraz wszelkie formalne organizacje społeczne, w tym Cerkiew i inne związki wyznaniowe, media, stowarzyszenia, związki zawodowe, instytucje akademickie, organizacje młodzieżowe, itp. Słowem wszelkie emanacje życia społecznego.

Wszystkie te ciała były wykorzystywane w realizacji celów polityki zagranicznej Kremla, która była „owocem dobrze skoordynowanych działań kilkunastu instytucji do spraw międzynarodowych, pracujących pod kierownictwem partii”.[5]

Główny cel polityki zagranicznej Moskwy, Lew Trocki (Lejb Bronstein) formułował, jako zapobieżenie dalszym wojnom, drogą utworzenia Stanów Zjednoczonych Europy – bazy wyjściowej do walki proletariatu o Stany Zjednoczone Świata.[6] Włodzimierz Ilicz Lenin szedł dalej i za cel uznał „zwycięstwo władzy sowieckiej i dyktaturę proletariatu w skali światowej”.[7] Josif Wissarionowicz Stalin nakreślił drogę do tego celu: „zamiast hasła Zjednoczonych Stanów Europy, hasło federacji oderwanych i odrywających się od systemu imperialistycznego republik radzieckich rozwiniętych państw i kolonii, walczących o światowy socjalizm ze światowym systemem kapitalistycznym”.[8]

Cele Kremla w odniesieniu do Polski płk. Tadeusz Pełczyński, szef Oddziału II Sztabu Generalnego, instytucji powołanej do informacyjnej obrony II Rzeczpospolitej, formułował w 1936 roku lakonicznie: „Armia Czerwona skorzysta z pierwszej nadarzającej się okazji, żeby wtargnąć do Polski i pozostać w niej... To, czego chce Rosja, to zupełne zniknięcie państwa polskiego; czerwoni zostawiliby nam może nazwę i nasz język, ale z punktu widzenia duchowego bylibyśmy całkowicie wchłonięci”.[9]

Mniej więcej od II wojny światowej zaczęto w Moskwie kamuflować głoszone wcześniej bez ogródek dążenie do „tryumfu komunizmu wzdłuż i wszerz całego świata”. Coraz częściej zaczęły się pojawiać sygnały układające się w strategiczną dezinformację prezentującą Związek Sowiecki, raczej jako „tradycyjne” mocarstwo imperialne o ambicjach określonych równowagą sił, niż jako totalitarną potęgę rewolucji komunistycznej o nieograniczonych zakusach terytorialnych. Rozwinięciem tej dezinformacji było późniejsze wmawianie, że na fundamentalne założenia polityki Kremla mają wpływ „twardogłowi” lub „umiarkowani”, ideolodzy lub pragmatycy, że wewnątrz komunistycznej partii ścierają się „gołębie” z „jastrzębiami”, stalinowcy z chruszczowowcami, albo zwolennicy odprężenia z militarystami. Tymczasem, ideologia nadal wyciskała swe piętno na polityce wewnętrznej i zagranicznej, gdyż inaczej być nie mogło. Sowiecka władza, jaka by ona nie była, musiała trzymać się ideologii z dwóch powodów. Po pierwsze, ideologia ją legitymizowała i pozwalała na ograniczanie wyzwań politycznych wewnątrz kraju, po drugie, ideologia stanowiła probierz, którym oceniano zgodność lub odchylenie od tak zwanej „linii partii”. W sumie ideologia stanowiła kluczowy element bezpieczeństwa i spójności sowieckiego systemu państwowego.[10]

Ponieważ ideologia nakładała obowiązek niesienia pochodni komunizmu coraz dalej i dalej, a pragmatyzm wymuszał dyskrecję, kolejne kierownictwa sowieckie wykorzystywały wszelkie dostępne środki, w tym kłamstwa, podstęp, manipulację i fałszerstwa, które stały się standardowym orężem w walce informacyjnej o osiągnięcie przewagi nad przeciwnikiem, jaki by on nie był. Działania dezinformacyjne wchodziły w skład tak zwanych „środków aktywnych” (aktiwnye mieropriatya), ustalanych lub aprobowanych przez Biuro Polityczne Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego, planowanych i koordynowanych przez Wydział Zagraniczny KC KPZR, a realizowanych przez Wydział Informacji Międzynarodowej KC oraz Służbę A Pierwszego Zarządu Głównego KGB (wywiad zagraniczny).

Według ocen CIA w Wydziale Zagranicznym KC KPZR w latach 1980-tych środkami aktywnymi zajmowało się 150-200 funkcjonariuszy partyjnych, a dodatkowych 25 pracowało na terenie Europy Zachodniej. W Służbie A pracowało w Moskwie oraz w rezydenturach około 700 oficerów. Wydziałowi Informacji Międzynarodowej KC KPZR podlegały nie tylko sekcje informacyjne przy ambasadach ZSRR, ale również redakcje zagraniczne agencji prasowych TASS i Novosti, radia i telewizji oraz najważniejszych tytułów prasowych. O dezinformacyjnym potencjale TASS może świadczyć fakt, że w tym czasie jej serwis odbierało około 300 redakcji informacyjnych w 93 krajach, zaś 70-80 procent personelu placówek korespondenckich agencji stanowili oficerowie KGB i GRU.[11] Agencja Novosti dysponowała porównywalnym potencjałem. W moskiewskiej centrali agencji pracowało około 50 oficerów Służby A,[12] zaś z jej usług i z jej serwisu informacyjnego korzystało ponad 100 międzynarodowych i krajowych agencji prasowych, 120 wydawnictw, ponad 100 radiofonii i telewizji oraz przeszło 7000 gazet i czasopism. Novosti chwalily się w latach 1970-tych, że rozpowszechniają zagranicą ponad 2 miliony fotografii rocznie.[13]

Do środków aktywnych zaliczano: fałszerstwa dokumentów, skryte wprowadzanie treści do przekazów medialnych, działania agentów wpływu, potajemne sposorowanie i sterowanie organizacjami międzynarodowymi oraz dyskretne kontrolowanie mediów. Całość obliczona była na kształtowanie poglądów kręgów opiniotwórczych: polityków, dziennikarzy, wpływowych biznesmanów, a także szerokiej opinii publicznej.

Niektórzy specjaliści zachodni do środków aktywnych zaliczyli nawet oficjalną propagandę Moskwy, uznając, że przedstawiała tak silnie wypaczony obraz rzeczywistości, iż można ją uznać za dezinformację.[14]

Przy pomocy środków aktywnych Moskwa starała się w wybranych krajach manipulować debatą na szczeblu rządowym lub publicznym przy pomocy starannie opracowanych argumentów, dobranych zestawów informacji prawdziwych, sprytnie zmanipulowanych dezinformacji oraz chwytliwych sloganów. Nikita Siergiejewicz Chruszczow, pierwszy sekretarz KC KPZR, uważał, że „chwytliwy slogan jest najpotężniejszym instrumentem politycznym”,[15] czego, jak zapewniał, Zachód nie potrafi zrozumieć.

Praktyki dezinformacyjne stosowało również, podporządkowane najpierw NKWD a potem KGB, ministerstwo bezpieczeństwa państwowego NRD, zwane popularnie Stasi. W strukturze ministerstwa, a konkretnie w służbie wywiadu Hauptverwaltung Aufklärung (HVA) od 1966 roku działał wzorowany na sowieckiej Służbie A, wydział kierowany przez pułkownika Rolfa Wagenbretha - Abtailung X. Pracowało w nim około 60 ludzi. Dzielił się na 7 sekcji, w tym sekcje odpowiedzialne za kwestie gospodarcze, wprowadzanie w błąd obcych służb wywiadowczych oraz za fabrykacje, czyli sporządzanie fałszywych dokumentów. Była nawet komórka dowcipów politycznych, gdyż jak twierdził Wagenbreth „dobry dowcip jest więcej wart niż 10 artykułów wstępnych”.

Do zadań AX należało między innymi:
• prowadzenie „czarnej propagandy” i oczernianie innych krajów, rządów, organizacji oraz osób prywatnych,
• podburzanie społeczności innych krajów przeciwko instytucjom państwowym,
• zakłócanie procesów formowania się woli politycznej w innych krajach,
• manipulowanie tymi procesami,
• antagonizowanie niekomunistycznych państw lub grup państw (np. państwa Trzeciego Świata przeciwko państwom Zachodu)
• dyskredytowanie zachodnich służb specjalnych.[16]

Podobne wydziały lub sekcje istniały w służbach innych krajów Układu Warszawskiego i według szacunków analityków amerykańskich, w szczytowym okresie sowieckich kampanii dezinformacyjnych, czyli w połowie lat 80-tych ubiegłego stulecia, na terenie Stanów Zjednoczonych różne formy dezinformacji prowadziło około 400 funkcjonariuszy służb specjalnych bloku sowieckiego. Liczbę takich funkcjonariuszy w Europie Zachodniej szacowano na około 3 tysiące. Obliczano, że każdy z funkcjonariuszy prowadził do 5 agentów lub „zaufanych kontaktów” w środowiskach polityki i mediów kraju przebywania, przy czym, byli to ludzie od wykonujących konkretne zlecenia, za co pobierali stosowne honoraria, po ludzi uważanych za podatnych na podsuwane im sugestie i opinie. W skali światowej sowieckie działania dezinformacyjne prowadziło około 15.000 osób, a budżet sowieckich działań propagandowo-dezinformacyjnych szacowano na 3-4 miliardów dolarów rocznie.[17]

W latach międzywojennych operacje dezinformacyjne polskich służb prowadziła specjalna komórka w Referacie C Oddziału II Sztabu Głównego występująca w dokumentach pod kolejnymi nazwami Ekspozytura Lotna, L.VI oraz Referat I (I - od terminu inspiracja). Polski wywiad już w połowie lat 20-tych ubiegłego wieku uznał, że operacja dezinformacyjne należy prowadzić w sposób scentralizowany, wieloma wspierającymi się środkami, gdyż zwiększa to wiarygodność podsuwanych informacji. Działania dezinformacyjne prowadzone kanałami tajnymi wspierano środkami jawnymi wykorzystując media krajowe i zagraniczne. Instrukcje Oddziału II wskazywały przy tym, że sposób podawania przeciwnikowi dezinformacji winien być maksymalnie zbliżony do metod pozyskiwania przez niego prawdziwych informacji wywiadowczych. Nie powinno się podsuwać spreparowanych materiałów lub informacji, ale umożliwiać przeciwnikowi samodzielne ich „zdobycie”. Poprawna dezinformacja winna wprowadzać przeciwnika w błąd, sugerować błędne wnioski, odwracać uwagę, utwierdzać w błędnym przekonaniu oraz drenować jego siły i środki. Wyróżniano przy tym działania dokumentalne (spreparowane fałszywki) oraz informacyjne (informacje przekazywane ustnie, pogłoski i plotki). W latach 1926-1930 komórki dezinformacyjne Oddziału II przygotowały ponad 430 spreparowanych dokumentów. Co najmniej 176 podsunięto wywiadowi niemieckiemu, około 120 sowieckiemu, 10 brytyjskiemu, 2 litewskiemu i jeden wywiadowi łotewskiemu. Dane te są najprawdopodobniej zaniżone, gdyż na wielu materiałach dezinformacyjnych brak adnotacji o ich wykorzystaniu.[18]

Niemal natychmiast po kampanii wrześniowej 1939 roku działania dezinformacyjne kontynuowała konspiracyjna emanacja Oddziału II o nazwie Wojskowa Organizacja Propagandy Dywersyjnej stworzona przez podpułkownika dyplomowanego Tadeusza Zakrzewskiego, attache wojskowego w Bukareszcie. Jej zadaniem było skłócanie złączonych antypolskim sojuszem Niemiec i Związku Sowieckiego. Działająca w Belgradzie placówka, którą kierował kapitan Tadeusz Werner, pseudonim „Ostoja” pracowała w obu kierunkach. Preparowała dokumenty świadczące o antysowieckich planach i działaniach III Rzeszy i podsuwała je służbom sowieckim, a podobne fałszywki rzekomo sowieckie, podsuwała służbom niemieckim. Werner miał duże doświadczenie, bowiem prowadził komórkę legalizacyjną, która przygotowała tysiące zestawów fałszywych dokumentów w jakie wyposażano kurierów idących z Węgier i Rumunii do Polski, pod obie okupacje, niemiecką i sowiecką oraz żołnierzy uciekających do Francji z obozów internowania w Rumunii i na Węgrzech. Zagrożona w Belgradzie, Wojskowa Organizacja Propagandy Dywersyjnej działała później w Turcji. Ślady jej pracy znajdowano nawet w Skandynawii, gdzie prasa cytowała jako autentyczne materiały spreparowane przez WOPD. Rozkazem Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego, aktywa organizacji przekazano w grudniu 1940 roku brytyjskiej Special Operations Executive.[19]

cdn.

Dr Rafał Brzeski

[1] Edward Jay Epstein, Deception: The Invisible War Between the KGB and the CIA, Londyn, W.H.Allen, 1989, str. 191

[2] Edward Jay Epstein, Deception: The Invisible War Between the KGB and the CIA, Londyn, W.H.Allen, 1989, str. 192

[3] Cyt. za: Nicholas Rankin, Churchill’s Wizards: The British Genius for Decepion 1914-1945, Londyn, Faber & Faber, 2009, str. 527

[4] Nicholas Rankin, Churchill’s Wizards: The British Genius for Deception 1914-1945, Londyn, Faber & Faber, 2009, str. 549

[5] Eduard Szewardnadze, International Affairs, październik 1988, str. 19

[6] Dmitrij Wołkogonow, Trocki: Niewolnik idei, ideolog zbrodni, tłum: Stanisław Głąbiński, Warszawa, Amber, 2008, str. 78

[7] Cyt. za: Aleksander Lebiediew, The Problems of Compromise in Politics as seen by Lenin in the First Post Revolutionary Years (1918-1921), Moskwa, Agencja Prasowa Nowosti, 1989, p.50

[8] Przemówienie na zebraniu aktywu partii leningradzkiej organizacji WKP(b) 13 lipca 1928, cyt. za: Wiktor Suworow, Klęska, Poznań, Rebis, 2010, str. 91

[9] Tadeusz Wyrwa, Wywiad i polityka w stosunkach polsko-francuskich przed 1939 r., Zeszyty Historyczne, Paryż 1984, str. 212

[10] John Lenczowski, Soviet Disinformation: An Overview, Background, No: 465, 20 październik 1985, Waszyngton DC, The Heritage Foundation, str. 9-10

[11] Soviet Active Measures, Hearings Before the Subcommittee on European Affairs of the Committee on Foreign Relations US Senate, 99 Congress, 12-13 września 1985, Waszyngton, US Government Printing Office, 1986, str. 4-6

[12] Bernard Gwertzman, Fake Books as International Weapon, New York Times, 11 stycznia 1976, str. 20E

[13] External Information and Cultural Relations Programs of the Union of Soviet Socialist Republics, Waszyngton, USIA Office of Research Assessment, 1973, str. 36-37

[14]Meeting the Espionage Challenge: A Review of United States Counterintelligence and Security Programs, Report of the Select Committee on Intelligence US Senate, Report 99-522, 3 października1986, Waszyngton, US Government Printing Office 1986, str. 31

[15] Cyt za: Gordon Brook-Sheperd, The Storm Birds, Londyn, Weidenfeld and Nicolson, 1988, str. 210

[16] Stasi: Häufig zum Tee, Der Spiegel, 22 lipca 1991

[17] Roy Godson, Soviet Active Measures: An Overview, Backgrounder, no: 465, 28 października1986, The Heritage Foundation, Waszyngton, str.19-20

[18] Andrzej Pepłoński, Wojna o tajemnice, Kraków, Wydawnictwo Literackie, 2011, str. 336-340

[19] Tadeusz Dubicki, Andrzej Suchcitz, Oficerowie wywiadu WP i PSZ w latach 1939-1945, t.1, Wydawnictwo LTW, 2009, str. 306 i 323-325

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

To w Stanach można (bez narażania się na śmierć cywilną albo i działania aparatu przymusu czy chocby procesy sądowe) prezentować opinie, ujawniać fakty, które mogłyby stać w sprzeczności z interesem żydowskim? Ta niezależność kanałów to "spór" - czyli raczej pozory sporu - symulujący dyskurs publiczny pomiędzy neokonowym Washington Times prowadzonym przez neokonów "słusznego" pochodzenia etnicznego  a Washington Post prowadzonym przez lewaków tegoż pochodzenia. Niezależność kanałów :)))))))))

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#241144